piątek, 16 marca 2018

Rozdział 107 - (THE FALL OF SURGE ARC) - Krwawe widmo

Kapiąca woda, odór i krzyk sprawił, że Surge otworzył oczy. Nic nie widział, wokół niego panowała całkowita ciemność. Leżał na plecach w bardzo płytkim zbiorniku wodnym, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Wstał i napełnił dłoń tajemniczą cieczą, która sięgała prawie do kostek jego nóg. Pachniała znajomo, ale Matthies z jakiegoś powodu nie mógł sobie przypomnieć co to było.
Obmacując się poczuł na sobie swój mundur, nie miał żadnej broni ani pokeballi.
Próbował zrozumieć sytuację, w której się znalazł, ale było to bardzo trudne zadanie, w obecnym stanie wręcz niewykonalne. Nic nie pamiętał, w głowie miał pustkę, która powoli skutkowała nasilającym się bólem.
Nagle usłyszał przerażający wrzask, który mimowolnie zaczął przyciągać go w miejsce, z którego dochodził.
Wyłączył myślenie i po prostu szedł przed siebie.
- Halo, jest tu ktoś!? – krzyknął na cały głos nie otrzymując odpowiedzi.
Podłoże było miękkie, a ciecz stawała się coraz gęstsza. Z każdym krokiem coraz ciężej mu się szło, robiło się coraz głębiej.
On, ciemność i cisza przerywana ledwo słyszalnym rozrzedzaniem cieczy oraz niepewność, która cały czas mu o sobie przypominała.
W pewnym momencie ciecz zdawała się obejmować coraz mniejszą część jego nóg aż w końcu wszedł na jakiś ląd. Zważywszy na okoliczności stwierdził, że to jakaś wysepka.
Robiąc kolejne kilka kroków o coś się potknął i upadł. W tej samej chwili wszystko wokół niego zostało rozświetlone ciemnym, czerwonym światłem.
Jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły, gdy ujrzał leżącego na ziemi Ray’a, był cały zakrwawiony. Surge natychmiast się pozbierał i do niego doskoczył.
- Ray! Ray, żyjesz?! Co się stało?! Ray! – krzyczał delikatnie trząchając jego ciałem.
Po chwili sprawdził jego puls – Ray był martwy. Matthies nie wierzył, nie mógł zrozumieć, był zszokowany i dopiero wtedy zauważył, że wokół wysepki, na której się znajdował widniało morze krwi.
Rozejrzał się po lądzie i zamarł, gdy zobaczył porozrzucane ciała pozostałych członków jego oddziału w takim samym stanie.
Nagle usłyszał ciche pojękiwanie co było znakiem, że ktoś tam może jeszcze żyć. Zaczął biegać z miejsca na miejsce sprawdzając wszystkie ciała, aczkolwiek bezskutecznie.
Coś sprawiło, że poczuł potrzebę odwrócenia się za siebie. Za plecami ujrzał powolnie czołgającego się na kolanach Michała. Natychmiast do niego podbiegł i złapał go, gdy ten upadał.
Chłopak głośno dyszał i był bardzo blady, wyglądał jakby za chwilę miał stracić przytomność, krwawił mocno z ust.
- Hej Michał!! – potrzasnął nim. – Co tu się dzieje?! Co się stało!? – wykrzyczał zrozpaczony.
Nastolatek próbował mu odpowiedzieć, ale zamiast tego mimowolnie wypluł sporą ilość krwi. Spojrzał mu w oczy, a po chwili, gdy Surge próbował nie dopuścić by odpłynął, Zoldrey wydał z siebie swoje ostatnie tchnienie.
Oddech generała stał się nierównomierny, a jego mimika była odzwierciedleniem szoku jaki w tamtym momencie przeżył.
- Co to ma być? – powiedział w myślach.
Zacisnął pięści.
- Co to ma kurwa być!!!???
Podniósł wzrok, a tuż przed jego oczami pojawiła się czarna jak smoła energia, w której dostrzec można było ludzką sylwetkę z intensywnie czerwonymi oczami. Po chwili zobaczył obok niego samego siebie.
- Viper… - wyszeptał Surge.
Na niewidocznej twarzy pojawił się widoczny szeroki uśmiech. Łowca szybkim ruchem przebił na wylot brzuch kogoś kto wyglądał identycznie jak Matthies.
- Jesteś bezsilny – powiedział przerażająco złowrogim głosem.

Surge przeraźliwie krzyknął zrywając się z łóżka. Nie potrafił stwierdzić, czy przeżył właśnie jakiś koszmar, ale jeśli tak to najgorszy jaki w życiu miał.
Był cały spocony i trudno mu było złapać oddech. Znajdował się w swoim domu, a dokładniej w sypialni.
W pokoju panował mrok, otwarte okno za nim bujało się delikatnie na boki pod wpływem wiatru, a łóżko, na którym leżał było w totalnym nieładzie.
- Koszmary?
Matthies gwałtownie wstał z łóżka i zaczął rozglądać się po całym pomieszczeniu w poszukiwaniu źródła tajemniczego głosu.
- Kto tu jest!? – krzyknął przestawiając się na tryb najwyższej gotowości.
Znalazł je na jednej z szafek, które stały po obu bokach ścian pod postacią pokemona z Johto, a dokładniej Xatu.


- To ty? – zdziwił się Surge i nieco odetchnął.
- Przybyłem cię ostrzec – zakomunikował ptak.
Używał ludzkiej mowy, a jego głos był stosunkowo wysoki i powolny.
- Przed czym? – odparł blondyn.
- Widziałem przebłyski z przyszłości, twój los maluje się w bardzo czarnych barwach, wszędzie widnieje tylko krew i śmierć – wyznał Xatu.
Kamienna twarz pokemona dawała do zrozumienia, że jest śmiertelnie poważny.
Surge przez chwilę milczał.
- Co to ma niby znaczyć?
- Nie można jednoznacznie określić, ale może to znak, że wróg jest zbyt potężny. Generale, niejednokrotnie rzucał się pan na głęboką wodę, może tym razem nie powinien pan tego robić, gdy jest tyle do stracenia.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza.
Surge zacisnął pięści.
- Lepszej okazji może już nie być, a obowiązkiem jednostki specjalnej jest czuwać nad bezpieczeństwem regionu, a nigdy nie będzie bezpiecznie, gdy ktoś taki jak Viper żyje sobie na wolności! A poza tym wierzę, że jesteśmy w stanie z nim wygrać, nie… jestem tego pewny! – krzyknął będąc przekonanym do tego co mówi.
Xatu od początku nawet nie drgnął, tym razem nieznacznie przechylił głowę w bok.
- W twoim koszmarze wszyscy zginęli prawda?
Surge zamarł przypominając sobie wszystko co przed chwilą przeżył – koszmar, który był tak bardzo realistyczny.
Po jego policzku spłynęła kropla potu.
- Wyczuwam w tobie strach i niepewność… - stwierdził pokemon.
Matthies dotknął ręką twarzy.
- To mógł być tylko zły sen, nic więcej…
- Mylisz się, w tym przypadku na pewno coś oznaczał, wskazują na to także moje wizje – oznajmił ptak.
- Nie masz pewności, nie odpuszczę z powodu czegoś, czego nawet nie jesteś pewny! – odparł rozkojarzony Surge.
- Odpowiadasz za tylu ludzi… za swój oddział…
- Składali przysięgę, są gotowi na wszystko.
Po raz kolejny nastała cisza. Oczy Xatu stały się jakby ostrzejsze.
- Chcesz, żeby znowu przez ciebie spotkał kogoś taki sam los jak ich?
W głowie Surge’a ożyły na nowo niechciane wspomnienia. Poczuł gniew, ogromny i niepohamowany, zmieszany z żalem o którym chciał już na zawsze zapomnieć.
- ZAMKNIJ SIĘ TY CHOLERNY PTAKU!!! – wrzasnął zaciskając zęby.
Chwycił lampę, która stała obok jego łóżka i zamachnął się nią prosto w Xatu. Pokemon w ostatniej chwili przeteleportował się na szafkę po drugiej stronie.
- NIGDY WIĘCEJ… NIE POZWOLĘ… BY KOMUŚ JESZCZE STAŁO SIĘ TO SAMO CO IM!!!
Błyskawicznie podbiegł do drugiej szafki i zrobił to samo, jednak i tym razem Xatu zdołał umknąć pojawiając się na parapecie przed oknem.
- NIEWAŻNE Z KIM BĘDĘ SIĘ MIERZYŁ I JAK SILNY BĘDZIE… POKONAM GO I OBRONIĘ WSZYSTKICH!!!
Krzycząc rzucił zniszczoną już lampą prosto w okno. Xatu znowu się przeteleportował, a w całej okolicy rozległ się głośny trzask spowodowany zbiciem szyby.
- … WIĘC ZAMKNIJ SIĘ I PATRZ!!! – krzyknął na cały głos.
Xatu zaczął unosić się w powietrzu już poza budynkiem.
- To twoja decyzja generale, ja życzę ci szczęścia. Miejmy nadzieję, że twój koszmar pozostanie tylko koszmarem – oznajmił pokemon.
Surge podbiegł do okna i wyjrzał przez rozbitą szybę.
- Powiedz swojej mistrzyni, żeby nie wtykała nosa w nieswoje sprawy! – warknął nie na żarty.
Xatu zniknął nie odpowiadając. Matthies dalej stał przy oknie patrząc się w niebo, a księżycowa poświata rozświetliła zdemolowaną sypialnię.