niedziela, 23 lipca 2017

Rozdział 95 - Promyk nadziei

- UDERZENIE GŁOWĄ!!! / - POWALENIE!!!
Obie komendy tylko upewniły i popchnęły do przodu pokemony, które ruszyły na siebie z wielką intensywnością. Ciało Persiana pokryła żółta energia dająca efekt promieni słonecznych wokół której powstała jakby ledwo widoczna bariera. Atak zdecydowanie go przyśpieszył. Doszło do zderzenia. Glalie przeciwstawiał się sile przeciwnika przy pomocy zwykłego uderzenia głową, przez kilka sekund wyglądało na to, że starcie zakończy się remisem, jednak nagle sytuacja się zmieniła. Persian zaczął wyraźnie przeważać pchając lodowego stworka ku ziemi.
-Lodowy promień! - krzyknął Michał próbując wyjść z tej niekorzystnej sytuacji.
Jego podopieczny szybko wystrzelił atak, ale oponent bez komendy odskoczył na bezpieczną odległość. Wiązka lodowej energii trafiła w powietrze i tam się rozpłynęła.
-ROZDARCIE! - rozkazał mężczyzna będąc już nieco rozdrażnionym przez nieprzewidziany opór.
Pazury Persiana przy wydłużaniu zajaśniały na biało, a on skoczył robiąc wielki zamach prawą łapą. Michał obawiał się, że nie zdąży zareagować na czas, ale mimo wszystko wydał polecenie.
-Kieł lodu!
Zarówno po nim jak i jego partnerze spłynęła kropelka potu widząc błyskawicznie poruszającego się pokemona kota. Gdy łapa Persiana była już przy twarzy Glalie, ten najszybciej jak mógł wytworzył na zębach lodową energię. Nim oberwał zacisnął szczękę tuż na kończynie przeciwnika i sprawił, że ta pokryła się mimowolnie lodem i wybuchła. Persian sprawiając wrażenie nie poruszonego otrzymanymi obrażeniami odskoczył i strzaskał lód o podłoże. Trenerzy szykowali się do wydania kolejnych poleceń, ale niespodziewanie Glalie zaczął prowadzić głośny, jednostronny dialog ze swoim pokemonowym przeciwnikiem. Wszyscy ze skupieniem słuchali i obserwowali aż w końcu Persian po dłuższym namyśle odwrócił się w stronę mężczyzny.
-CO JEST? - zapytał czerwonowłosy.
Pokemon w odpowiedzi zamiauczał wskazując głową w stronę nastolatków i kręcąc nią na boki co oznaczało zaprzeczenie.
-Tak myślisz? - zapytał po raz drugi już nieco ciszej i spokojniej mężczyzna.
Jako odpowiedz ujrzał przytaknięcie. W tym samym czasie zaskoczony Michał podszedł do Glalie i pogłaskał go po głowie.
-Nie wiem co mu powiedziałeś, ale widać było, że to coś od serca...
Mężczyzna przyjrzał się jeszcze raz uważnie nieznajomym.
-... Czy teraz wysłucha nas pan? - zapytał z niepewnością nastolatek.
Adresat tych słów zamknął na chwilę oczy i głośno westchnął.
-Wygląda na to, że przyszliście tutaj z czymś na czym bardzo wam zależy... proszę za mną - oznajmił idąc przed siebie wraz z Persianem.
Amelia odetchnęła i razem z Michałem podążyła za mężczyzną.
-Czy my zawsze musimy mieć do czynienia z jakimiś wariatami? - szepnęła zrezygnowanym głosem.
Brunet uśmiechnął się pod nosem.

Po chwili znaleźli się przed drewnianym domkiem. Mężczyzna wskazał ręką na ławkę przy nim, a sam przystąpił z powrotem do rąbania drewna. Dziewczyna skorzystała z pozwolenia i spoczęła w przeciwieństwie do przyjaciela, który wciąż stał obok swojego pokemona. Persian położył się w pobliżu stajni gdzie o swojej obecności przypominały Rapidashe.
-Powodem takiego, a nie innego zachowania z mojej strony są ci natrętni ludzie z miasta którzy nawiedzają mnie non stop próbując się zbliżyć i nie bacząc na moje zdanie... - wyjaśnił przerąbując jeden z pieńków. - Bardzo cenię sobie prywatność, a co za tym idzie ciszę i spokój. Niektórzy tego nie rozumieją dlatego odstraszam ich w sposób jakiego doświadczyliście, tak właśnie eliminuje zbędne utrapienie - kontynuował rąbiąc i podstawiając pod siekierę kolejne pieńki. - A ci którzy mimo wszystko pozostaną, zasługują na poznanie prawdy i nawiązanie ze mną normalnego kontaktu...
-... Rozumiem - oznajmił Michał.
-Jestem bardzo nerwowy i już nie mogłem tego znieść dlatego stworzyłem taki, a nie inny obraz samego siebie w oczach niemal całego miasta.
*... Dlaczego on się nam teraz tłumaczy?* - zastanawiała się w myślach Amelia nie mając pojęcia co jest nie tak z tym facetem.
-A więc? - odwrócił się w ich stronę. - Co was do mnie sprowadza?
-Słyszałem, że jest pan specjalistą od szybkości pokemonów, to prawda? - odpowiedział pytaniem Michał.
-Zgadza się - odparł mężczyzna odkładając siekierę i całkowicie skupiając się na rozmowie. - Jestem lekko zdziwiony, mało osób o tym wie. Kto ci o tym powiedział?
-Itori Haydo - wyznał nastolatek.
-On powiadasz... a jak się miewa?
Chłopak po dłuższej chwili namysłu nie odpowiedział.
-No nie ważne, twoje imię młody? - zapytał czerwonowłosy wytrącając go z zamyślenia.
-Huh? - spojrzał na niego ze zdziwieniem. - Aaa! No tak... zapomniałem się przedstawić, a powinienem. Jestem Michał, a to Amelia - wskazał ręką w jej stronę.
Dziewczyna pochyliła głowę.
-Rohan... - odparł krótko.
-Chciałbym żeby pan nam w czymś pomógł! - oznajmił brunet.
-A w czym dokładnie?
-Bo widzi pan... Glalie po ewolucji stracił swoją szybkość, która wcześniej była jego znakiem firmowym, jego największym atutem. Bardzo mu źle bez niej i czuję, że jej potrzebuje. Robi co może by ją odzyskać, ale mu nie wychodzi. Mógłby pan coś na to zaradzić? - wytłumaczył z nadzieją w głosie Michał.
Czerwonowłosy zainteresował się podchodząc bliżej.
-Obejrzę go - oznajmił kucając na jednym kolanie obok siedzącego na ziemi pokemona.
-Proszę.
Glalie wodził wzrokiem za oglądającym każdy centymetr jego ciała mężczyzną. Nagle z wyraźnym zamyśleniem podrapał się po brodzie.
-Jak najszybciej potrafisz dotrzyj do tamtego drzewa - wskazał na obiekt położony około pięćdziesiąt metrów od nich. - Stąd, teraz... ruszaj! - rozkazał Rohan.
Pokemon przytaknął i pomknął do wyznaczonego celu. W tamtej chwili jego szybkość na pierwszy rzut oka nie wyglądała na taką złą, poruszał się przystępnie i wyraźnie było widać jak bardzo się stara. W ostatniej chwili zamknął oczy i głośno krzyknął próbując jeszcze bardziej się rozpędzić. Mężczyzna przez cały czas uważnie się mu przyglądał. Gdy Glalie dotarł do celu po chwili wrócił z powrotem do nich i z nadzieją w oczach czekał na to co powie Rohan, podobnie jak Michał. Czerwonowłosy odwrócił się w stronę trenera i powiedział.
-Ten Glalie nigdy nie odzyska dawnej szybkości.
Nastolatek rozdziawił szeroko usta.
*Co...?* - powiedział w myślach czując jakby ktoś wylał na niego wiadro zimnej wody.
Wraz z nadejściem tych brutalnych dla jego podopiecznego słów coś w stworku pękło. Tak jakby wszystko w co wierzył upadło w jednej chwili. Nie mógł w to uwierzyć, bo przecież zawsze jest szansa, ale czy oby na pewno?
-Jak to... przecież! - krzyknął niepewnie Michał.
-Czasem tak jest, że pokemon po ewolucji coś traci i nic nie da się na to poradzić... - tłumaczył Rohan próbując uspokoić sytuację.
-Ale...! - krzyknął ponownie nastolatek nie wiedząc nawet co powiedzieć.
-... Zazwyczaj jest to tylko charakter, ale w rzadszych przypadkach pokemony tracą na przykład siłę, obronę czy też właśnie szybkość. Glalie miał po prostu pecha, został ofiarą bezlitosnej ewolucji - tłumaczył dalej nie zważając na frustrację Michała.
-Po prostu pecha...? - powtórzył pod nosem Zoldrey. - Przecież musi być jakiś sposób!
Tym razem mężczyzna lekko się zirytował.
-Jego ciało zostało uformowane w inny sposób niż by tego chciał, nic się nie da na to poradzić - tłumaczył podając kolejny argument.
Persian słysząc rozmowę podniósł się z ziemi i z zainteresowaniem zaczął obserwować i słuchać dalszej części.
-Przecież jesteś specjalistą w tej dziedzinie, musi coś być, cokolwiek...! - ciągnął dalej temat nie mogąc się z tym pogodzić.
To wyglądało jakby próbował zmusić mężczyznę do wypowiedzenia pozytywnych słów w sprawie, która powinna być już zamknięta.
Na twarzy Rohana namalowało się widoczne zdenerwowanie.
-Gdyby była jakaś opcja to bym o niej powiedział, nie rozumiesz? - oznajmił podwyższając ton.
Glalie słuchając tego czuł się coraz gorzej. Chciał się poddać, odpuścić... ale widząc z jaką zaciętością jego trener próbuje przekonać mężczyznę nie mógł tego zrobić.
-Zrobimy wszystko!!! - krzyknął schylając głowę.
Czerwonowłosy zacisnął zęby.
-SŁYSZYSZ TY SIEBIE!? - wrzasnął. - NIC SIĘ NIE DA ZROBIĆ, POGÓDŹ SIĘ Z TYM DO CHOLERY!!!
Nastolatek wytrzeszczył szeroko oczy intensywnie się w niego wpatrując, jego głowę w tamtym momencie zamieszkiwała tylko jedna myśl. Amelia z przygnębioną miną wstała i podeszła do niego.
-Michał chodźmy... - pociągnęła go za rękę.
Chłopak nawet nie zareagował.
-... ZAWSZE WARTO SPRÓBOWAĆ!!! - krzyknął będąc o tym święcie przekonanym.
-CHCESZ MNIE WKURWIĆ!!?? - odparł mężczyzna z jeszcze bardziej wkurzoną miną. - WYPIERDALAJ STĄD PÓKI JESZCZE NAD SOBĄ PANUJE, NIE CHCE CIE TU WIDZIEĆ!!! - oznajmił w trybie rozkazującym próbując zgromić go wzrokiem.
-Michał chodźmy, już! - powiedziała i szarpnęła głośniej i mocniej.
Piętnastolatek zaklął pod nosem i zacisnął pięści spuszczając głowę, następnie odwołał Glalie do pokeballa i niechętnie prowadzony przez Amelię zaczął poruszać się w stronę miasta. Gdy oboje opuścili posiadłość, Persian nieoczekiwanie warknął coś w stronę Rohana z widocznym grymasem na twarzy.
-Co? - zapytał czerwonowłosy.
-(warczenie)
-Może powiesz, że źle zrobiłem?

-To przykre, ale chyba naprawdę nie da się nic zrobić... - wymamrotała Amelia.
-AMELIA, ALE TA SZYBKOŚĆ TO DLA NIEGO COŚ NIEZASTĄPIONEGO, TO TAK JAKBYŚ MIAŁA PRZECHODZĄCĄ NA WYLOT DZIURĘ W CIELE! - warknął patrząc na nią ze smutkiem.
Dziewczynę zatkało.
-... MOIM OBOWIĄZKIEM JAKO TRENERA JEST ZAŁATANIE TEJ DZIURY...! - oznajmił z frustracją.
Nie wiedząc co zrobić przytuliła go co w jakiś sposób złagodziło ból.
-Tyle naobiecywałem... myślisz, że będę mógł mu teraz spojrzeć w oczy? - zapytał opierając się o drzewo.
Dziewczyna nie odpowiedziała.
-CHOLERA!!!!! - wrzasnął uderzając z całej siły pięścią w pień.
**

Gdy Michał i Amelia dotarli przed Centrum Pokemon było już całkiem ciemno. Zastali tam czekających na nich Droy'a i Dave'a.
-O... co tak długo? - uśmiechnął się Hannys.
-Trochę się przedłużyło... - wyznała Amelia łapiąc się za głowę.
Zoldrey natomiast stał ze spuszczoną głową i bezbarwnym spojrzeniem. Pogrążył się w myślach w czasie gdy pozostała trójka o czymś rozmawiała.
*Niby powiedział, że nic się nie da zrobić, ale czy powinienem się od razu poddawać? Brzmiał naprawdę poważnie... Mimo wszystko powinno być jakieś wyjście! Ta genetyka czy cokolwiek z tym związane nie może być taka okrutna! Czemu to wygląda tak jakby rzeczywiście nie było żadnego wyjścia!? Czy... będę musiał się poddać...?* - zastanawiał się dyskutując z samym sobą.
-Michał? ... Michał!
-Co?! - odpowiedział na wołanie nieco głośniej niż chciał.
-Jak poszło? - zapytał Droy.
-Cóż... niezbyt dobrze.
-Rozumiem - odparł blondyn nieco uważniej się mu przyglądając.
-... A wam?
Tym razem to Michał zadał pytanie z lekko wymuszonym uśmiechem. Przecież to nie tak miało wyglądać, teraz miał być w końcu czas na radość, a nie kolejne smutki. Droy sprawiał wrażenie, że zauważył co czuje jego przyjaciel, ale zamiast zadawać pytania postanowił załatwić to w inny sposób.
-Jeśli o to chodzi to patrz...! - oznajmił siedemnastolatek.
Uśmiechnięty Hannys chwycił za pokeball i wypuścił z niego Lickitunga. Michałowi od razu rzuciła się w oczy srebrna bransoletka założona na jego prawej ręce.
-To mu kupiłeś?
-Tak, bardzo mu się spodobała, co nie Lickitung? - zwrócił się do podopiecznego.
Stworek szeroko się uśmiechnął podnosząc obie ręce z radości do góry. Ten widok pochłonął całą uwagę młodego Zoldrey'a. Droy obserwując przyjaciela również się uśmiechnął, a Lickitung ze zdziwieniem przyglądał się Michałowi. Po chwili pokemon podszedł do niego dotykając go delikatnie łapką w ramię by sprawdzić czy wszystko z nim gra.
*No tak... oni się nie poddali no nie? Jak mogłem tak łatwo zwątpić? Wciąż łatwo namieszać mi w głowie...* - powiedział w myślach trener, a następnie na jego twarzy pojawił się uśmiech i zaczął głaskać Lickitunga po głowie.
Droy widząc to odetchnął.
-Glalie na pewno zdoła odzyskać szybkość, nie ważne co kto powie! - obwieścił entuzjastycznie Dave.
Michał kiwnął głową i przeniósł wzrok na Amelię, która także z rozpromienioną twarzą przytaknęła.
*Jednak wciąż... pozostał ten cień wątpliwości* - przyznał.
W tamtej chwili obok jego nogi zmaterializował się Sandslash. Nawiązali kontakt wzrokowy.
-Co jest? - zapytał nieco zdziwiony.
Pokemon nie zareagował od razu, aż nagle wyczuwając odpowiedni moment wskazał ręką na jego serce. To wystarczyło by wszelkie niepotrzebne myśli zniknęły.
*Wiara pochodzi z serca... muszę po prostu uwierzyć i nie wahać się*. - Dziękuję - powiedział biorąc do ręki pokeball.
Przez chwilę mu się przyglądał, a po wymienieniu spojrzeń z Sandslashem już pewny tego co robi wyrzucił go w górę. Z kuli zmaterializował się Glalie mając wciąż nieobecne spojrzenie. Podopieczny spojrzał w jego stronę, a Michał natychmiast do niego podszedł biorąc go w czułe objęcia. Trójce przyjaciół widząc to zrobiło się znacznie lepiej.
-Przepraszam... wmówiłem ci wiele rzeczy, a prawdopodobnie to on ma rację - mówił ściskając mocniej. - Jednak wierzę, że zawsze jest szansa coś zmienić, dlatego się nie poddamy! Nawet jeśli się nie uda to i tak warto spróbować, bo zawsze będzie się tlił ten promyk nadziei na który warto postawić. To twoje życie i masz prawo walczyć o to na czym ci zależy, masz prawo być szczęśliwy! - oznajmił kończąc czułości i patrząc mu głęboko w oczy.
Szczerość tych słów sprawiła, że na twarz pokemona z powrotem powróciło życie. Za każdym razem tak było, zawsze mógł liczyć na swojego trenera. Nie mógł pojąć z jaką łatwością chłopak roznosił coś tak ciężkiego jak nadzieja. Jednak to nie było nic nowego. Skoro Michał uwierzył w coś teoretycznie niemożliwego to on też tak zrobi. Wystarczy, że mu zaufa, a wszystko będzie dobrze, na pewno... bo jak mogłoby być inaczej?
*Właśnie... tak powinno być, smutek to coś co zostawiliśmy za sobą*. - Glalie zróbmy to razem, uwierzmy w ten promyk nadziei partnerze! - oznajmił mówiąc śmiertelnie poważnie.
Glalie uśmiechnął się szeroko i przytaknął.
-Glalie lie! / Pewnie!
*Wciąż jesteśmy bardzo podatni na zwątpienie, ale to się zmieni... zdecydowanie!*. - Dobra! Jeszcze namówimy tego piernika by nam pomógł, a jak nie to sami coś wymyślimy! - zadeklarował przepełniony pewnością siebie.
-Glalie lie gla lie!
-Z takim zapałem to wszystko im się uda - stwierdził Droy.
-Co nie? - zaśmiała się Amelia.
-No raczej - dodał od siebie Dave.
Sandslash tylko uśmiechnął się pod nosem.
...

Jako, że nie jedli kolacji postanowili to zrobić na mieście. Znaleźli jakąś knajpkę otwartą całodobowo i właśnie tam zamówili dla siebie posiłek. Pomieszczenie zostało wykonane całkowicie z drewna. Czwórka nastolatków usiadła przy drewnianym stole na drewnianej, ale bardzo wygodnej sofie delektując się jedzeniem, które bardzo szybko pochłonęli.
-W końcu mój brzuch został napełniony... - wyznał Dave ciężko wzdychając.
-Muszę przyznać, że ja też jestem usatysfakcjonowany - uśmiechnął się Droy.
-O cholera... - powiedział Ward masując brzuch z powodu jego nagłego bólu.
-Trzeba było tyle nie jeść - stwierdził złośliwie Hannys. - Michał, a tobie jak smakował ten przysmak dnia?
-Był bardzo... - próbował powiedzieć Zoldrey, ale przy próbie lepszego usadowienia na sofie uderzył wcześniej zranioną ręką o kant stołu i czując wielki ból wybiegł na zewnątrz machając nią jak poparzony.
Amelia westchnęła i podeszła do drewnianej lady gdzie składało się zamówienia. Stała tam starsza kobieta, która obsługiwała klientów.
-Tak? - zapytała.
-Ma pani jakiś lód? To pilne... - wytłumaczyła wskazując na wariującego przyjaciela.
Kobieta westchnęła i po chwili dała jej to o co prosiła.
-O cholera jak boli...! - krzyczał z widocznym grymasem na twarzy.
-Trzeba było nie walić w drzewo... - powiedziała Amelia pojawiając się tuż za nim.
-Cóż...
Ku zaskoczeniu Michała dziewczyna zbliżyła się do niego i złapała go za boląca rękę przykładając do niej kostki lodu w torebce. Skupiła się całkowicie na jego kończynie i nie zauważyła jak blisko siebie się znajdują.
-Słuchaj wybacz, że w ogóle się nie przydałam podczas wizyty u tamtego czubka, ale... - gdy to mówiła uniosła wzrok i właśnie wtedy dostrzegła odległość dzielącą ich twarze.
Gdy ich spojrzenia się spotkały zapomniała co miała powiedzieć. Oboje poczuli się niezręcznie, ale to na ciele Amelii pojawiły się rumieńce. Nagle odskoczyła od niego jak poparzona i pobiegła chodnikiem przed siebie. Całą tą sytuację z daleka obserwował Droy.
*Co to miało być!? Myślałam, że się tam zaraz spalę...* - krzyczała w myślach czerwonowłosa nie patrząc nawet gdzie zmierza i zastanawiając się dlaczego w ogóle biegnie.
Po około dwuminutowym biegu nagle potknęła się o wystający z ziemi kamień i uderzyła w jakiś drewniany słup. Gdy się pozbierała dostrzegła, że jest na nim zawieszone jakieś ogłoszenie o treści:
"Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie koordynatorskim miasta Fuszido!"
------------

Tym razem trochę krócej, ale uznałem, że to dobry moment by zakończyć. Ogólnie szybko mi się go pisało, miałem jeden dzień w plecy, a i tak wyrobiłem się przed tygodniem od publikacji poprzedniego. Czekam z niecierpliwością na waszą opinię i do zobaczenia ^_^.

niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 94 - Leśne miasto Fuszido

Michał wraz z przyjaciółmi będąc z każdej strony otoczony lasem stał przed wielką drewnianą bramą na której widniał napis "Miasto Fuszido".
-Może w końcu wejdziemy? - tupnęła nogą Amelia.
Powodem jej lekkiej irytacji było dziwne zachowanie Michała i Dave'a. Nie ruszali się z miejsca i przyglądali nazwie miasta.
-Gdzieś ją słyszałem... / - Wygląda dziwnie znajomo... - mruczeli pod nosem z ręką na brodzie.
-To aż takie ważne? - westchnął Droy.
-Nie ale...
Dziewczyna nie wytrzymała i złapała ich obu za ręce mocno ciągnąc za drugą stronę muru. Hannys uśmiechnął się widząc tą komiczną sytuację. Gdy byli już w końcu na terenie miasta czerwonowłosa odpuściła i głęboko westchnęła.
-Rany coś ty taka nerwowa i niecierpliwa? - zapytał Dave z grymasem na twarzy.
-No bo...
Nie dał jej dokończyć.
-Czyżby to już te dni? - palnął bez namysłu.
-Haa!? - posłała w jego stronę zabójcze spojrzenie.
-Ha! To z pewnością te dni! - wymachiwał przed jej twarzą palcem.
Zaczęli się kłócić zapominając o bożym świecie, a w tym czasie uwagę Michała pochłonęło coś zupełnie innego. Zrobił kilka kroków naprzód i uśmiechnął się delikatnie wodząc wzrokiem po okolicy. Wszędzie było mnóstwo budowli z drewna  w tym domów przy których wiła się bujna zieleń i stały różnych rozmiarów drzewa. Obok niego miał swój początek kamienny chodnik, który ciągnął się w głąb miasta, do samego jego centrum, a może jeszcze dalej. Nastolatek chwycił za pokeball i wypuścił swojego podopiecznego.
-Glalie w tym mieście odzyskasz swoją szybkość! - oznajmił podnosząc ręce wysoko w górę.
Pokemon przez chwilę mu się przyglądał, a następnie wydał radosny dźwięk.
-Moglibyście wziąć z niego przykład... - stwierdził Droy rozdzielając walczących przyjaciół.
Amelia przyjrzała się uważnie radośnie rozmawiającemu z Glalie chłopakowi.
-Wygląda na to, że odżył...
-Tak, wrócił do swojego świata - uśmiechnął się siedemnastolatek.
-O! Zaczęli biec - zauważył Dave.
W tamtej chwili Droy także chwycił za pokeball z którego wyszedł różowy stworek.
-Lickitung my też biegniemy! - oznajmił i obydwoje z uśmiechami na twarzach pognali przed siebie próbując dogonić przyjaciela.
-A oni co, po dziesięć lat mają? - powiedział zażenowany Dave.
Amelia zachichotała pod nosem i także do nich dołączyła.
-Ej!!! Ładnie to tak kogoś zostawiać w tyle!? - wydzierał się blondyn za wszelką cenę próbując ich doścignąć.

Zatrzymali się przed drewnianym budynkiem z czerwono-białym pokeballem nad wejściem.
-To chyba Centrum Pokemon - stwierdził Michał. - Chodźmy wynająć pokoje.
-Dawno nie spaliśmy w takim miejscu... -  ziewnął Droy.
Po otworzeniu drzwi okazało się, że trener miał rację. Pomieszczenie wyglądało jednak specyficznie, ustrojone było wszelkiego rodzaju roślinami i kwiatami, miejscami siedzącymi były dokładnie obrobione pnie przy których stały drewniane stoliki. Sufit i podłoga także była z drewna, tak jak praktycznie wszystko. Nastolatkowie czym prędzej podeszli do wolnej w tamtym momencie lady.
-Dzień dobry - przywitali się.
Odpowiedziała im różowowłosa pielęgniarka ubrana w nietypowy kwiecisty fartuch i różany wianek, obok niej stała Chansey z takim samym wiankiem.
-Chcielibyśmy wynająć cztery pokoje - powiedział Michał.
-Nasze pokoje są wyjątkowo duże, wystarczą wam dwa, sami się przekonacie - oznajmiła z uśmiechem i dała im klucze.
-Dziękujemy.
-A dlaczego to miasto tak bardzo się wyróżnia na tle innych? - zapytał Dave.
-Otóż dlatego, że całe Fuszido jest mocno związane z lasem jak i całą matką naturą. Tutaj żyjemy z nią w zgodzie i dziękujemy za to co nam daje. Poza tym tutaj gromadzą się ludzie którzy pragną się wyciszyć, najbardziej zachęca ich do tego to, że staramy się jak najmniej korzystać z nowoczesnej technologii - wyjaśniła siostra Joy.
-Ohh...
-Chciałbym jeszcze o coś zapytać jeśli to nie problem - powiedział czarnowłosy.
-Proszę pytaj.
-Wie pani gdzie może mieszkać mężczyzna będący specjalistą od szybkości pokemonów?
Kobieta przez dłuższą chwilę zastanawiała się o kogo może chodzić.
-Specjalista od szybkości... czy my mamy kogoś takiego Chansey? - spojrzała w stronę równie zamyślonego pokemona.
Stworek wzruszył ramionami.
-A! - uderzyła nagle pięścią w otwartą dłoń co nieco przestraszyło nastolatków. - Musi ci chodzić o pana Rohana! Na końcu miasta jest brama za którą wystarczy, że pójdziesz prosto i znajdziesz jego dom - poinstruowała z uśmiechem na twarzy.
-Dziękuje raz jeszcze - pochylił głowę i odszedł od lady.
-Radziłabym uważać jeśli się do niego wybierasz...! - zwróciła uwagę z lekkim przejęciem.
Michał zrobił zdziwioną minę.
-Coś z nim nie tak?
-Cóż... delikatnie mówiąc jest trochę aspołeczny i wybuchowy - podrapała się za głową.
-Okej, będę pamiętał - odparł nastolatek wymieniając spojrzenia z Glalie.
Po chwili postanowili rozpakować się w pokojach. Michał z Droy'em zajęli pokój z numerem dziesięć, a Amelia i Dave z numerem cztery. W środku były dwa łózka i stół, oprócz tego ławka do ćwiczeń i kolejny stół tym razem do ping ponga. Duże okno i łazienka z prysznicem. Gdy już wszystko ogarnęli spotkali się na korytarzu.
-Całkiem niezłe co nie? - uśmiechnął się Michał.
-Ta... tylko dlaczego to ja muszę dzielić pokój z nią? - wskazał zawiedziony na dziewczynę Dave.
-Coś nie tak? - zapytała dziwnie zadowolona.
-Nie... - wzdrygnął się wyciągając ręce przed siebie.
Pozostała trójka skomentowała to śmiechem.
-Dobra czas lecieć poszukać tego Rohana, chodźcie! - oznajmił Michał ruszając z Glalie do przodu.
Jednak zaraz się zawrócił.
-Ja odpadam, chcę kupić Lickitungowi jakiś prezent - wyznał Droy.
-Podobnie jak i ja, chce potrenować trochę z Fearowem - dodał od siebie Dave.
-W porządku.
-Spokojnie ja nie mam planów, pójdę z tobą - zaoferowała się Amelia na co chłopak skinął głową.
-To do później - pożegnali się idąc w przeciwne strony.

Amelia, Michał i Glalie ruszyli przed siebie mało zatłoczoną ulicą.
-Dawno nie byliśmy nigdzie sami, aż wracają wspomnienia... - stwierdziła czerwonowłosa rozciągając się w czasie chodu.
-Racja - uśmiechnął się do niej.
Po chwili przeniosła wzrok na pokemonowego towarzysza przechadzki, który lewitował tuż obok nich.
-Glalie co się tak cieszysz pod nosem? - zapytała miziając go po ciele w komiczny sposób. - Aż tak bardzo jesteś podekscytowany?
-Gla lie lie...! - odpowiedział z wyjątkową radosną miną.
-W końcu długo na to czekał - podsumował Michał.
-Bardzo mu zależy... - powiedziała poprawiając włosy.
-Swoją drogą patrz tam! - wskazał na bardzo wysoki punkt, który znajdował się w środku miasta.
Było to olbrzymie drzewo na którym został zawieszony wielki dzwon.
-Ło! Rzeczywiście warte uwagi. Ciekawe czy wybiją na nim godzinę czy coś?
-Może się przekonamy... - spekulował przyglądając się wciąż z podziwem.
Nagle stracił dziewczynę z oczu.
-Michał, chodź tutaj i zobacz! - zawołała będąc przy jakimś sklepie z ubraniami.
Gdy chłopak do niej dołączył ujrzał przez szybę źródło jej ekscytacji. Na manekinie zawieszona była letnia sukienka w kolorze miętowym. Musiał przyznać, że była bardzo ładna mimo iż wyglądała całkiem zwyczajnie.
-Myślę, że chyba sobie ją kupie na czas pobytu tutaj, co myślisz? - zapytała nie mogąc oderwać od niej wzroku.
Czując się zakłopotanym po krótkiej wymianie spojrzeń z Glalie oboje tylko się uśmiechnęli.
-Chodźmy przymierzyć - zaproponował.
O dziwo ten pobyt w sklepie nie trwał długo. Amelia szybko założyła sukienkę i po chwilowym przyglądaniu się sobie w lustrze i kilku pytaniach skierowanych w stronę Michała co sądzi była już pewna, że ją kupi. Nawet nie przebierała się z powrotem tylko podeszła tak do kasy i dokonała płatności w okazyjnej cenie.
-Jak wyglądam? - zapytała kręcąc się w kółko.
Nastolatek choć odpowiadał na to pytanie już kilka razy nie oponował z wyrażeniem swojej opinii po raz kolejny.
-Ładnie ci w niej - powiedział z uśmiechem.
-No ba! - potwierdziła przyjmując pozę niczym modelka na wybiegu.
-Jesteś dzisiaj jakoś bardzo żywa - stwierdził.
Dziewczyna jednak tego nie usłyszała gdyż na horyzoncie dostrzegła coś co ponownie przyciągnęło całą jej uwagę.
-O! Patrz jaka duża fontanna! - powiedziała biegnąc w jej stronę.
Powoli się ściemniało, a woda sprawiała wrażenie jakby zawisła w powietrzu.
-Poczekaj chwilę, dam trochę popływać swoim podopiecznym - poinformowała wyrzucając w powietrze trzy pokeballe z których wyszedł Dragonair, Tentacool i Seadra.
Pokemony korzystając z okazji przystąpiły do relaksu z błogimi minami. Widząc, że fontanna może pomieścić naprawdę wiele Michał postanowił wypuścić także swoich wodnych towarzyszy.
-Poliwrath, Cloyster chodźcie! - oznajmił kierując czerwono-białe kule prosto do wody gdzie zmaterializowały się oba stworki.
Ten pierwszy od razu przystąpił do pływania na plecach, a jego jedyna podopieczna zanurzyła się w połowie szeroko się uśmiechając.
-Cloyster jak się czujesz? - zapytał z troską głaszcząc ją po głowie.
Odpowiedziała radosnym popiskiwaniem, a on zwrócił się do drugiego stworka.
-Poliwrath jak ręka?
Pokemon próbując się zrelaksować z przymkniętymi oczami pokazał mu kciuk w górę.
-Chyba dobrze się bawią - stwierdziła Amelia stając obok niego.
-W końcu mają gdzie odsapnąć - powiedział odprowadzając wzrokiem Glalie, który poleciał w stronę wołającego go Poliwratha.
-Spokojnie tu... - przeleciała wzrokiem po okolicy.
-No...
Wraz z lekkim podmuchem wiatru nastała chwilowa cisza.
-Ej, jak się czujesz po tym... no wiesz - zaczął ponownie dialog nie mogąc złożyć sensownego zdania.
-Strach powoli zanika - odpowiedziała pewnie.
Mówiąc to zamieniła uśmiech na powagę i odwróciła się w przeciwną stronę.
-Musiałaś się naprawdę bać...
-Tak, ale nie mogłam być wiecznie płaczącą w kącie bezbronną dziewczyną, zmieniłam się i od teraz wierzę, że będę już mogła żyć naprawdę... - powiedziała zaciskając pięść.
Wtem poczuła czyjąś dłoń na ramieniu, od razu się odwróciła.
-Naprawdę do twarzy ci w tej sukience, rozkwitłaś - wyznał z wyjątkowo szerokim uśmiechem na twarzy.
Ten widok rozwiał jej wszelkie nieprzyjemne myśli. Chwilę później Michał odwołał Cloyster oraz Poliwratha do pokeballi i razem z Glalie ruszył powolnym tempem przed siebie. Amelia momentalnie się zamyśliła. Dostrzegła, że w tym uśmiechu było coś więcej, coś co starał się ukryć.
*Czy on wciąż...?*
...

-Jesteśmy już przy końcu miasta, jeszcze trochę i będziemy na miejscu - oznajmił Michał idąc przodem wraz z Glalie.
-Glalie glalie! - cieszył się z błogą miną.
-Zobaczysz! - objął go lewą ręką. - Niedługo będziesz nie do powstrzymania partnerze! - zapewniał nastolatek ciesząc się tak samo jak jego podopieczny.
-Ta... - odpowiedziała z opóźnieniem Amelia.
Chłopak z zainteresowaniem spojrzał na nią kątem oka.
-Coś się stało? - zapytał.
-Huh? - wzdrygnęła się lekko. - Wybacz jestem trochę śpiąca i się zamyśliłam - ziewnęła doganiając ich.
-... Jeśli coś cie trapi zawsze możesz mi powiedzieć, co nie Glalie? - przypomniał uśmiechając się.
Pokemon przytaknął.
-Ok - odparła również wyszczerzając ząbki.
Nim się obejrzeli znaleźli się tuż przed wyjściem. W pobliżu Machoke'i i kilku robotników przenosili jakieś deski i tego typu rzeczy układając je w odpowiedni sposób, prawdopodobnie zaczynali pracę nad jakąś budowlą. Michał i Amelia przyglądając się temu dotarli do bramy wyjściowej.
-Oya oya, nie widziałem was tu chyba wcześniej? - powiedział ktoś za ich plecami.
Gdy się odwrócili ujrzeli starszego mężczyznę po pięćdziesiątce w żółtym stroju roboczym i tego samego koloru kaskiem na głowie. Miał szare włosy i tego samego koloru wąsy i brodę.
-Jesteśmy turystami - powiedział Michał.
-Ooh, to by się zgadzało... ale co turyści robią przy wyjściu z miasta, za nim jest tylko las - zastanawiał się mężczyzna.
-Mamy tam sprawę do załatwienia.
-Oh, w takim razie nie zatrzymuje. W pobliżu mieszka pewien człowiek, uważajcie na niego, jest trochę dziwny... - ostrzegł schylając głowę i wracając do pracy.
Oni natomiast przekroczyli bramę i weszli kamiennymi schodami na wzniesienie, takimi samymi po chwili zeszli w głąb lasu. Słońce powoli zaczynało zachodzić.
-Nie wiem co myśleć - wypalił nagle Michał.
-O czym? - zdziwiła się.
-Już druga osoba ostrzega przed tym z kim chce się spotkać, teraz nie wiem czego powinniśmy się spodziewać...
-Racja...
Nagle poczuł ukłucie w żebrach.
-Glalie! - krzyknął pokemon dźgając go swoim rogiem. - Gla lie lie! - kontynuował z poważną miną.
Trener początkowo zdziwiony, po chwili zrozumiał o co mu chodzi.
-Masz rację, powinniśmy być dobrej myśli - oznajmił, a stworek się uspokoił.
Szli od kilku minut i jedyne co się zmieniało to rozmieszczenie drzew.
-Cholera nic tu nie ma... - westchnął zrezygnowany.
-Może czas... - nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej nagły trzask. - Co to było!? - niemal pisnęła.
-... Chodźmy to sprawdzić! - oznajmił ruszając w stronę dźwięku.
Dziewczyna niechętnie zrobiła to samo.

Odgłos z każdą chwilą się nasilał. W końcu dostrzegli na horyzoncie pojedynczy drewniany domek obok którego stała mała stajnia. Dźwięk ucichł całkowicie, ale mimo wszystko postanowili się zbliżyć. Poszli ostrożnie z tyłu domu wchodząc pomiędzy dwa obiekty obok stajni. Michał oparł się o duże metalowe bańki, prawdopodobnie z mlekiem. Obok niego stała Amelia i Glalie. Spojrzał przed siebie szukając źródła wcześniejszego dźwięku. Ujrzał kilka metrów dalej studnię, ale jego uwagę zwróciły ułożone nieopodal drewniane pieńki i siekiera wbita w jednego z nich.
-Pewnie słyszeliśmy rąbanie, ale kto to robił? - zastanawiał się Michał spoglądając na równie zamyśloną dziewczynę. - Powinniśmy się roze...
-ZOSTAW TO CHOLERNY DZIECIAKU!!!
Nagły wrzask sprawił, że cała trójka momentalnie się wzdrygnęła. Nim zdążyli zareagować ktoś zeskoczył z dachu. Ich oczom ukazał się mężczyzna z bujnymi, stojącymi czerwonymi włosami wystającymi w lewą i prawą stronę. Miał lekki zarost i zdenerwowany wyraz twarzy. Ubrany był w biały podkoszulek i zielone spodnie oraz brązowe buty. Ów osobnik wyglądał na dobrze zbudowanego pomimo wyraźnego przekroczenia pięćdziesiątki.
-PYTAM CO TU ROBICIE!!??
-Właściwie to... - próbowała powiedzieć Amelia.
-AAA!!!???
Czerwonowłosy warknął sprawiając, że dziewczyna ucichła i schowała się za Michałem.
-Przyszliście coś ukraść tak? DO CHOLERY!
-Nie to nie tak... - bronił się nastolatek.
-Co...? JAK TO NIE TAK!!!??? WESZLIŚCIE JAK GDYBY NIGDY NIC NA MOJĄ POSIADŁOŚĆ I WY JESZCZE CHCECIE SIĘ TŁUMACZYĆ??!! - wrzasnął wskazując na nich palcem.
Nawet ten gest wyglądał groźnie.
-Proszę nas wysłuchać...!
-KONIEC TEGO! - zaznaczył. - PERSIAN, DO MNIE!
W jednej chwili usłyszeli nagły szelest i przed nimi pojawił się dużych rozmiarów blado-żółty kot z rubinem na czole. Michał po dłuższej przerwie postanowił użyć pokedexu.
Persian to wyższa forma Meowtha. Ma sześć pogrubionych wąsów, które sprawiają wrażenie twardych i wytrzymałych. Po ich ruchach w powietrzu może określić co znajduje się w jego pobliżu. Staje się bardziej podatny na obrażenia gdy złapie się go za wąsy. Persian z natury jest agresywny.

-Glalie - zawołał Michał, a podopieczny stawił się przed nim.
-GRYZIENIE JUŻ! - rozkazał mężczyzna.
-Podwójny zespół!
Persian odepchnął się łapami od ziemi i momentalnie zniknął. Chłopak dostrzegł go dopiero gdy po wykonaniu w ostatniej chwili ruchu, Glalie rozdzielił się na kilka kopii, a pokemon kot zatopił swoje zębiska w klonie niszcząc go doszczętnie.
-Ale szybki...! - powiedział z podziwem Michał.
-... ROZDARCIE!
Pazury na prawej, przedniej łapie Persiana się wydłużyły i zajaśniały białym światłem, a on w błyskawicznym tempie posłał prawdziwego Glalie na pobliskie drzewo za nim. Wszystkie klony zniknęły, a on osunął się po pniu.
-WYNOCHA STĄD ZANIM KOMUŚ STANIE SIĘ KRZYWDA!! - ostrzegł czerwonowłosy krzycząc bardzo głośno.
*Powinniśmy stąd pójść, ale nie przekonam go...* - stwierdziła w myślach Amelia.
-Nie dopóki pan nas nie wysłucha! - zaznaczył stanowczo Michał.
-ZARAZ ZOBACZYMY!!!
*Nie chce dłużej czekać...* - powiedział w myślach Glalie próbując się podnieść.
Obok jego ust zaczęła zbierać się lodowa energia, ogromna ilość.
-Czekaliśmy o wiele za długo! - oznajmił nastolatek stojąc pewnie naprzeciw oponentom.
-PERSIAN PRZYGOTUJ SIĘ!
Energia zebrana przed twarzą Glalie przybrała naprawdę ogromne rozmiary przekraczając wielkość jego ciała co najmniej dwukrotnie.
-LODOWY PROMIEŃ!!! - krzyknął Michał wskazując na Persiana.
Atak pomknął do przodu niczym wściekła błyskawica, ale przeciwnik nie przestraszył się i wciąż pewnie stał na nogach nie ruszając się z miejsca.
-ZATRZYMAJ TO ROZDARCIEM!!! - wrzasnął mężczyzna.
Tym razem obie przednie łapy Persiana zajaśniały na biało, a on niemal niewidocznymi dla ludzkiego oka ruchami zaczął uderzać w lodowy promień tak szybko, że atak nawet nie ruszył go z miejsca. Próbował go zniszczyć co na pierwszy rzut oka wyglądało jak syzyfowa praca, ale z taką różnicą, że to naprawdę działało. Do momentu gdy kończyny pokemona zaczęły powoli zamarzać, przez to się zawahał, a promień zaczął pchać go do tyłu.
-Świetnie Glalie, nie przestawaj! - dopingował Michał.
-UDERZ W ZIEMIĘ!!! - rozkazał czerwonowłosy.
Persian posłusznie wykonał polecenie sprawiając, że część ziemi pod nim pod wpływem ogromnej siły wybuchła w górę niczym erupcja wulkanu stając się jego osłoną. Ziemia zamarzła, a kot mimowolnie został odrzucony do tyłu, jednak nie upadł wbijając pazury w podłoże. W tamtej chwili obaj na siebie ruszyli.
- UDERZENIE GŁOWĄ!!! / - POWALENIE!!!

------------

No i wracamy do trenerskiego życia! Wielu osobom to pewnie się spodoba. Czas powrócić trochę do lżejszego klimatu i esencji pokemonów przyjętej w anime, czyli walk! Jeśli ktoś się stęsknił za tymi w moim wykonaniu to macie na co czekać. Oczywiście nie zabraknie innych wątków takich jak perypetie głównych bohaterów czy też ich podopiecznych. Relacje między nimi także będą grały istotną rolę. Czas na realizację marzeń! Dajcie znać co sądzicie o rozdziale i widzimy się za tydzień, a ja idę dalej skrupulatnie realizować plan na fabułę, który wciąż urozmaicam ;)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Rozdział 93 - Uwierz we mnie

Dwa dni później...

Michał leżał na łóżku opierając się o wyjątkowo wygodną poduszkę. Znajdował się w pokoju, który otrzymał na wyłączność. Studiował jakiś poradnik trenerski, pierwsza lepsza rzecz, którą chwycił gdy pokojówka przyniosła mu śniadanie i kilka rzeczy do poczytania. Miał już wychodzić, ale naprawdę się wciągnął, nigdy nawet nie pomyślał, że z jakiegoś tam czasopisma można dowiedzieć się takich interesujących rzeczy jak obrócenie przebiegu walki na swoją korzyść wykorzystując do tego tylko sztuczki związane z psychiką czy też jak odpowiednio zachęcić pokemona by ten walczył na sto procent. Miał wątpliwości czy to prawda, ale tekst wyglądał na pisany przez kogoś kto rzeczywiście wie o czym mówi.
*No cóż...* - pomyślał. - Czas iść - powiedział wstając i zakładając buty.
Glalie, który zasnął opierając się o łóżko nagle otworzył oczy posyłając trenerowi pytające spojrzenie.
-Przepraszam, ale muszę iść - oznajmił chwytając za pokeball. - I wybacz, że ostatnio masz mało swobody, niedługo wszystko wróci do normy.
Glalie przytaknął i po chwili został wchłonięty przez czerwone światło.
*No to hop*
Miał spotkać się z resztą i w końcu wszystko obgadać. Pokoje mieli w miarę blisko siebie, więc nie musieli się długo szukać. Pierwszą osobę, którą Michał spotkał wychodząc na korytarz był Dave.
-Dobry... - przywitał się blondyn głośno ziewając. Zachowując jakieś maniery zasłonił usta dłonią.
-Dobry, a ty co taki zaspany? - zapytał zdziwiony brunet.
-Niedawno wstałem...
-Jest już dawno po południu - zauważył. - Coś ty robił w nocy?
Dave uśmiechnął się pod nosem.
-Zgłębiałem tajniki trenerstwa w książce wydanej kiedyś przez profesora Oaka, to nie coś co taki amator jak ty może pojąć - tłumaczył nie przestając pleść zdań w których podkreślał swoją wyższość nad rozmówcą.
Michał westchnął z uśmiechem na twarzy.
*Czy po tym wszystkim powinienem mieć tak dobry humor?* - zastanawiał się.
Ignorując przyjaciela dostrzegł jak z naprzeciwka zbliża się do nich Amelia. Gdy odwrócił się do tyłu równocześnie z nią szedł także Droy. Niemal w identycznym tempie do nich dołączyli.
-Cześć.
-Cześć.
Po przywitaniu z Michałem i Davem nawiązali kontakt wzrokowy. Amelia prychnęła pod nosem odwracając się w drugą stronę, a Droy oplótł swoje ręce na tyle głowy.
*Czyli jeszcze się nie pogodzili... w sumie to nie takie dziwne* - stwierdził Michał czując się niezręcznie.
-Cześć, cześć... - odparł Dave ziewając jeszcze głośniej niż wcześniej.
Natomiast Zoldrey jakby na chwilę się zawiesił.
*Minęły ledwo dwa dni... nie mam pojęcia w jaki sposób powinniśmy rozmawiać*
-Coś się stało? - zapytał Droy klepiąc go w ramię.
Michał wzdrygnął się gdy został wyrwany z zamyślenia.
-Oh? Nie...
Blondyn uważnie go zlustrował z małym grymasem na twarzy.
-Nie mów, że będziesz się teraz ostrożnie zachowywał... Teraz jest czas gdy powinniśmy powrócić do normalności!
Michał podrapał się za głową.
-Skoro tak mówisz...
-Postanowiłem, że dla nich będę od teraz szedł przez życie z podniesioną głową...! - wyznał niespodziewanie Droy.
Zoldrey na chwilę zaniemówił.
-... Rozumiem! - oznajmił z radością.
Ten gest spotkał się ze wzajemnością.
-Czyżby nasz mały Droy stał się bardziej bezpośredni, hmm? - wtrącił nagle Dave z przedrzeźniającą miną.
Siedemnastolatek zmarszczył brwi czując się lekko zakłopotanym.
-Jaki mały? - powiedział pstrykając go w czoło co spotkało się z rozpoczęciem konfliktu.
Amelia spojrzała na nich kątem oka i delikatnie się uśmiechnęła.
-A więc... - powiedział Michał rozdzielając ich. - Powinniśmy obgadać co teraz zrobimy, ale najpierw chodźmy do holu.
-Znasz chociaż drogę? - rzuciła przez ramię czerwonowłosa.
-... Wow odezwała się... - wyszeptał Dave, a po chwili został przez nią zgromiony wzrokiem.
-Pamiętam.
...

Usiedli z dala od innych i przygotowywali się do rozpoczęcia konwersacji.
-Od czego by tu zacząć? - westchnął Michał dając każdemu kupiony chwilę wcześniej napój w puszce.
-Powinniśmy ustalić gdzie stąd ruszymy... - zaczął Dave.
Jego wypowiedz została przerwana przez Michała.
-Swoją drogą naprawdę ogromna jest ta kwatera główna... - stwierdził.
-I ci wszyscy żołnierze... robią wrażenie - dodała Amelia.
*Ja ci dam przerywać komuś w pół zdania...* - nadymał się Dave.
-Nie sądziłem, że to aż tak porządni ludzie, ale Dave ma rację powinniśmy najpierw ogarnąć sprawę dalszej drogi. Tylko problem w tym, że nie wiemy nawet w jakim miejscu na mapie teraz jesteśmy... - stwierdził Michał.
-Za chwilę nie będziecie mieć żadnego problemu - powiedział nagle Surge wtrącając się do rozmowy i "wyskakując" jakby znikąd.
Przywitali się i wznowili konwersację.
-Nasza kwatera główna to ogromna ukryta lokacja położona w górach w okolicach końca terytorium Kanto. Najbliższe miasto od niej to Fuszido - wyjaśnił generał.
-To właśnie nasz cel - oznajmił Michał kończąc swój napój podobnie jak reszta.
-W takim razie niedługo będziecie mogli ruszyć prosto do niego, a tymczasem mój mały uczniu chciałbym poprosić cię na rozmowę w cztery oczy - powiedział oznaczając go palcem wskazującym.
Chłopak zdziwił się, ale nie zadawał zbędnych pytań.
-Ok, poczekajcie tutaj - powiedział do przyjaciół idąc gdzieś z Surgem.

Spacerując w ciszy odeszli spory kawałek od holu, ale mężczyzna okiem Michała nie wyglądał na takiego, który prędko rozpocznie rozmowę. Chociaż sam ją zaproponował. Wyglądał także na zamyślonego.
-Więc...? - zaczął ostrożnie chłopak.
Surge podrapał się po policzku i nagle się zatrzymał wymuszając to samo na nim. Spojrzał na niego z powagą i powiedział.
-... Coś się zmieniło w kwestii ciebie i twojej mocy? Opowiedz jak to jest z twojego punktu widzenia.
-Huh? - zdziwił się nastolatek.
-Przepraszam, że tak nagle, ale to bardzo ważne - wytłumaczył Surge.
-W porządku... - odparł wyraźnie się skupiając. - Cóż... myślę, że ostatnio jakby lepiej mi szło kontrolowanie jej. Oprócz tego złość chyba narasta we mnie częściej... i ten cały stan... oraz moc, to wszystko jest jakby intensywniejsze... - tłumaczył z lekkimi trudnościami Michał.
Mężczyzna słuchał w skupieniu.
-Rozumiem... coś jeszcze?
Chłopak zamilkł na chwilę i próbował wytężyć umysł.
-Podczas walki z Windem zdarzyło się coś dziwnego... - powiedział w końcu.
-Co dokładnie? - zainteresował się generał.
-Właśnie w tym problem, że nie pamiętam... mam tylko takie przeczucie.
Michał starał się jak mógł by sobie przypomnieć to co mu umknęło, ale nie potrafił. Widział tylko małe przebłyski.
-Może byłeś w transie albo w czymś do tego podobnym? - nasunął blondyn.
-To ma sens - potwierdził łapiąc się za lekko bolącą już głowę. - W pewnym momencie czułem się jakbym spał jednocześnie nie śpiąc, ciężko to wytłumaczyć...
-Nie musisz się wysilać, tyle wystarczy.
Michał zrobił podejrzliwą minę.
-Wystarczy do czego?
-Do ułożenia planu by w razie czego gdyby coś się z tobą stało jakoś ci pomóc. Muszę wiedzieć jak najwięcej żeby w odpowiedni sposób zainterweniować, rozumiesz chyba no nie? - wyjaśnił Surge.
-... Oh, tak - przeciągnął nieco zdziwiony brunet.
-Co? - spojrzał mu w oczy. - Myślałeś, że chce komuś to wygadać? - zmierzył go podejrzliwym wzrokiem.
Nastolatek nie odpowiedział czując się trochę zakłopotanym.
-I to ma być ufność względem swojego mistrza? - oburzył się w połowie teatralnie i w połowie serio. - Okaż trochę szacunku głąbie! - podniósł głos uderzając go otwartą dłonią po głowie.
-Aa! To bolało!! - warknął zdenerwowany Michał. - Ale w sumie masz rację... - stwierdził masując się po bolącym miejscu.
-Jeśli już muszę komuś coś mówić w tej sprawie to podaje bardzo okrojoną wersję zdecydowanie na twoją korzyść. To dlatego, że uważam iż jako twój mistrz to właśnie ja powinienem się tobą zająć - wyznał Surge.
-... Rozumiem - uśmiechnął się lekko.
Michał bardzo lubił swojego mistrza od tej strony. Mimo, że chce sprawiać wrażenie poważnego i surowego to bardzo wyraźnie bije od niego troska o jego dobro. Gdyby to usłyszał prawdopodobnie nie przyznałby się do tego.
-A tak poza tym - powiedział wytrącając nagle chłopaka z zamyślenia. - Podczas walki z Droy'em w pewnym momencie powstrzymałeś się... jestem z ciebie dumny - pochwalił z uśmiechem kładąc mu dłoń na ramieniu.
Michał się lekko zarumienił.
-Dziękuję...
-Przechodząc dalej... co w sprawie Sandslasha? - generał pchnął temat o krok dalej.
Nastała chwilowa cisza.
-Jeśli o to chodzi to nie mam co do niego żadnych podejrzeń! Jest całkowicie posłuszny i podczas ostatniej walki ratował nas kilkukrotnie, nie zrobił nic złego! - wyrecytował niemal na jednym wdechu.
-Nie zachowywał się jakoś dziwnie? - zapytał Surge.
-Nie...
-Czy oby na pewno? Jesteś pewien? - kontynuował by wywrzeć na nim presję.
-... Jestem pewien - odpowiedział Michał, a po jego czole spłynęła kropelka potu.
Surge westchnął.
-Mimo wszystko najprawdopodobniej ma jakieś powiązanie z Viperem...
-... Tego nie mogę podważyć, ale jestem pewien, że jest po naszej stronie! - oznajmił z entuzjazmem piętnastolatek.
-Obyś miał rację...
Ponownie nastała cisza.
-Wiesz, nie mówiłem wam jeszcze, ale Wind działa razem z Viperem... - wyznał blondyn.
Michał ponownie zaniemówił. Wstrząsnęło to nim, ale nie tak bardzo, miał już co do tego podejrzenia.
-Tak myślałem... a do tego mamy kolejny dowód na to, że Sandslash jest z nami, walczył przeciw nim z taką zaciętością i zniszczył Dusknoira tego psychola! - wywnioskował z zapałem.
-Masz rację, ale to wciąż za mało by spuścić z niego oko. Trzeba go wciąż obserwować i uważać, bo później możemy żałować... myślę, że rozumiesz? - zwrócił uwagę generał.
Zoldrey przytaknął. Miał wątpliwości, ale chciał w stu procentach wierzyć w swojego towarzysza.
-Dobrze, a teraz muszę cie gdzieś zabrać - oznajmił nagle Surge.
-Jak to?
-Szef chce z tobą osobiście pomówić, wiec nie mamy wyboru.
-To chyba źle...
-Nie ma powodu do obaw, ale przemyśl dwa razy zanim coś powiesz - zaznaczył wyraźnie blondyn.
-D-dobra - przełknął nerwowo ślinę.

Amelia, Dave i Droy którzy zostali w holu po odejściu Michała siedzieli praktycznie cały czas w ciszy. To wyglądało tak jakby młody Zoldrey był wszystkim co ich ze sobą łączyło, ale przecież to dziwne, bo nazywali się przyjaciółmi. Po dłuższej chwili namysłu i przygotowania psychicznego Hannys postanowił wstać i podejść do byłej dziewczyny. Ustał tuż przed nią patrząc jej prosto w oczy.
-Co...? - burknęła ze złością.
-Musimy pogadać - oznajmił i nie czekając na odpowiedź pociągnął ją za rękę kawałek dalej.
Przez chwilę próbowała stawiać opór, ale stwierdziła, że na nic się to zda. Dave nawet nie zwrócił na nich uwagi.
-Mamy w ogóle o czym gadać? - zapytała zakładając rękę na rękę w okolicach klatki piersiowej i przymykając jedno oko.
-Chciałbym cię przeprosić.
Dziewczyna lekko się zdziwiła, ale po chwili wyraźnie się nadęła.
-Pff... w sumie spodziewałam się tego - fuknęła w nieco teatralny sposób.
On jakby nie przejmując się jej słowami mówił dalej.
-Dziękuję za wszystko, bardzo mi pomogłaś, a ja nie umiałem tego docenić... - kontynuował kładąc jej obie dłonie na barkach. - Przepraszam.
Czerwonowłosa wyraźnie złagodniała i zmieniła ton. Na chwilę się zawiesiła.
-... Każdemu zdarzają się gorsze dni! - odparła z uśmiechem.
-Ale! - chłopak nieco podwyższył ton. - Mimo wszystko nie mogę być z tobą, teraz nie jestem w stanie i nie chce ciągnąć czegoś na siłę, rozumiesz o co mi chodzi? - zapytał wyraźnie wkładając w to większą dawkę emocji.
Amelia zrobiła początkowo zdziwioną minę, ale nie trwało to długo. Lekko się odsunęła przechylając głowę w bok i z powagą powiedziała.
-Masz rację... po tym co się stało nie dziwie Ci się, a poza tym też o tym myślałam... bądźmy po prostu przyjaciółmi - uśmiechnęła się trochę sztucznie.
-Właśnie chciałem to zaproponować - wyznał drapiąc się po nosie.
-Może jeszcze kiedyś do siebie wrócimy - spekulowała dziwiąc się samej sobie, że tak dobrze to przyjęła.
-... Dziękuję - odparł Droy wyciągając do niej prawą pięść.
-Ja również - powiedziała przybijając mu żółwika.

Z każdym krokiem zapuszczali się coraz głębiej co tym samym zwiększało presję, którą odczuwał Michał. Korytarze którymi się teraz poruszali były o wiele mniej zaludnione, wyglądało to tak jakby nie każdy miał tu wstęp.
-Strasznie długo się tam idzie... - westchnął zrezygnowany nastolatek. - Już to mówiłem, ale ta kwatera jest naprawdę ogromna...
-No cóż to prawda, jest podzielona na cztery skrzydła, a przejść z jednego do drugiego naprawdę długo zajmuje - odparł masując się po karku.
-Ej... opowiedz mi coś o tym szefie - powiedział nagle Michał.
Surge chwilę się zastanowił.
-Zaraz się dowiesz! - oznajmił z uśmiechem uderzając go w plecy by dodać mu otuchy.
*Jak zwykle...* - zaklął pod nosem.
Wtem przemierzając cały korytarz dotarli przed czarne drzwi z wielkim białym napisem "SZEF".
*Skąd te napięcie?* - zastanawiał się Michał przełykając nerwowo ślinę.
-Wchodzimy - oznajmił Surge pukając i pociągając za klamkę.
Pomieszczenie nie wyglądało na duże, można powiedzieć, że nawet było stosunkowo małe. Po bokach półki ze stosem najprawdopodobniej jakichś dokumentów. Trochę dalej od nich dwie wygodne sofy położone naprzeciwko siebie. Na wprost od drzwi wielkie drewniano-metalowe biurko przy którym stało wygodne brązowo-czarne krzesło. Po lewej stronie od krzesła na ścianie wisiał sporej wielkości ekran. To tylko kilka rzeczy najbardziej rzucających się w oczy. Jednak pierwszym na co powędrował wzrok Michała był wysoki czarnowłosy, dobrze zbudowany mężczyzna ubrany w czarny garnitur i czarne spodnie. Stał odwrócony do nich tyłem patrząc przez szklaną szybę pokrywającą całą tylną ścianę.
-Jesteśmy - poinformował generał.
Mężczyzna nie zareagował od razu. Dopiero po dłuższej chwili postanowił odwrócić się w ich stronę.
-Miło mi poznać Michale Zoldrey'u.
Chłopak słysząc bardzo niski głos ujrzał twarz mówcy. Wyjątkowo krótkie stojące włosy i kilkudniowy zarost. Ponury wyraz twarzy na której widniała blizna w postaci trzech grubych linii ciągnących się na skos znad lewego ucha aż do prawej strony szyi. Szczególnie jego nos i część ust wyglądała strasznie.
-Dzień dobry... - odparł po chwili namysłu.
-Przejdę od razu do rzeczy. Czy wiesz co się teraz dzieje w regionie Kanto?
Nastolatek w oczach mężczyzny dostrzegł złość, lecz nie sprawiał wrażenie zdenerwowanego.
-Po części... - powiedział nie chcąc skłamać.
-... Można to określić jako chaos, choć moim zdaniem najbardziej pasuje określenie "epidemia strachu" przez którą rzeczywiście może grozić nam zagłada - wyjaśnił. - Wiesz kto jest tego powodem?
-Viper...
-Zgadza się - potwierdził dowódca. - W takim razie co z tobą? - zadał kolejne pytanie wciąż nie spuszczając z niego wzroku.
Michał spuścił głowę jakby szukał odpowiedzi w podłodze by po chwili z powrotem ją podnieść.
-Ja... jestem podejrzanym - odpowiedział z niepewnością w głosie.
-Zdajesz się rozumieć, to dobrze. Nie wiem w jakim celu Viper ogłaszał publicznie, że dla niego pracujesz. Każdy kto choć trochę myśli jest niemal pewny, że nie zrobił tego by faktycznie cie wydać, tylko z powodu innych motywów. W związku z tym nie wydajesz się być po jego stronie, ale pewnym jest, że jesteś z nim jakoś powiązany... - wytłumaczył swój punkt widzenia.
Chłopak odetchnął lekko w duchu.
-Spotkałem go tylko raz... nie mam pojęcia o co mu chodzi - wyznał nastolatek.
-Ale za to miałeś zaskakująco wiele razy styczność z jego marionetkami, to nie może być przypadek...
Michał zaniemówił. Mężczyzna miał rację, nie miał jak temu zaprzeczyć, nawet on miał świadomość, że coś jest na rzeczy. Pomimo braku odpowiedzi dowódca kontynuował dalej.
-I jeden z największych argumentów... Sandslash, jak wiele wiesz o tym pokemonie? Zapewne niewiele. Jest bardzo podobny do tych "sług" naszego łowcy, jest duże prawdopodobieństwo, że jest jednym z nich. Może teraz jest po twojej stronie, ale jakby na to nie patrzeć zawsze jest szansa, że się od ciebie odwróci, w tym przypadku bardzo duża...
Michał słysząc to mimowolnie zareagował.
-Co do tego to...! WIERZĘ W NIEGO CAŁYM SWOIM SERCEM! - zadeklarował kładąc zaciśniętą prawą dłoń na piersi.
Mimika twarzy mężczyzny delikatnie drgnęła.
-Ooh...?
Surge uśmiechnął się szeroko.
*Wyraźnie widać, że się boi, ale nie przeszkadza mu to w mówieniu tego co myśli...* - stwierdził dowódca. - Dobrze, zaufanie jest bardzo ważne. Nie zrozum mnie źle, chciałbym żeby te spekulacje zostały tylko spekulacjami, ale zagrożenie jest realne dlatego trzeba być ostrożnym. Wygląda na to, że akurat ty jesteś czysty i mam nadzieję iż z Sandslashem okaże się podobnie. Dziękuj Surge'owi, bo gdyby nie on już dawno umieściłbym was dwóch w izolatce - wyznał wyjątkowo wiarygodnym głosem.
-Rozumiem... - powiedział z ulgą Michał. -... Mógłbym coś powiedzieć?
-Co takiego?
Nastolatek zacisnął pięści.
-... Jeśli jest coś co mogę zrobić... pomóc jakoś w złapaniu Vipera... cokolwiek... to z wielką chęcią się tego podejmę - oznajmił z pełnym gniewu spojrzeniem.
Mężczyzna niespodziewanie delikatnie się uśmiechnął co bardzo zaskoczyło Michała.
-Niech będzie Michale Zoldrey'u... postaram się ci zaufać. Dalej będziesz pod opieką Surge'a, a tymczasem to wszystko, możecie iść - oznajmił dowódca.
Chłopak aż otworzył nieznacznie usta ze zdziwienia.
-Dziękuję...! - powiedział z uśmiechem na twarzy i wyszedł na zewnątrz.
Surge został jeszcze na chwilę.
-Nie za łatwo dałeś się przekonać? - zapytał.
-To bardzo prostolinijny chłopak, ma szczerość wypisaną na twarzy i mam przeczucie, że się nie mylę, a mojemu przeczuciu jak już wiesz warto ufać. Ale mimo wszystko miejmy się na baczności...
...

-Brawo, wyszło lepiej niż myślałem - pochwalił Surge wracając z Michałem do holu.
-Chyba szczęście się do mnie uśmiechnęło... swoją drogą ten wasz szef wydaje się być naprawdę w porządku, może trochę zimny i tak dalej, ale moje pierwsze wrażenie okazało się mylne - wyznał nastolatek.
-Teraz już nic was tu nie trzyma - uśmiechnął się blondyn.
Lekko przyśpieszyli i w miarę szybko dotarli na miejsce. Nagle jedna z kobiet będąca żołnierzem zatrzymała Surge'a. Nie wyglądała na kogoś ważnego.
-Przepraszam generale mogę na słowo?
-Tak... zaraz do was dołączę - powiedział w stronę chłopaka.
Michał po zauważeniu na horyzoncie swoich przyjaciół zaczął zmierzać w ich stronę, ale nieoczekiwanie jego też ktoś zatrzymał.
-Przepraszam to ty jesteś Michał Zoldrey?
Pytającym był w miarę wysoki mężczyzna o ciemnofioletowych włosach. Uśmiechał się i wyglądał na zakłopotanego. Trener nie widział go wcześniej.
-Tak... o co chodzi? - odpowiedział dostrzegając kątem oka, że Amelia i reszta zdążyła go już zauważyć.
-Właściwie to nie mam pytań, ale nie potrafię dłużej czekać... - powiedział w sposób niezrozumiały dla nastolatka.
Jednak po chwili mimika twarzy mężczyzny momentalnie się zmieniła, Michał poczuł żądzę mordu i zauważył jak w błyskawicznym tempie zbliża się do jego gardła ostry jak brzytwa nóż. Zdążył ledwo drgnąć. W ostatniej chwili z pokeballa wydostał się Sandslash blokując prawą ręką cięcie i odrzucając napastnika kawałek do tyłu. Każdy wstał z miejsca i przeniósł na nich wzrok, atmosfera w holu zrobiła się niezwykle ciężka.
-Erick co to ma znaczyć!? - powiedział podwyższonym tonem Surge.
-Co znowu do cholery!? - warknął Droy.
-Michał!! - krzyknęła Amelia.
Ręka mężczyzny zaciśnięta na nożu wyraźnie drgnęła.
-... Jakim cudem dalej sobie tu chodzi jak gdyby nigdy nic? - syknął marszcząc brwi.
-Rozmawiał z szefem, jest wolny - poinformował generał.
-Dlaczego...!? Przecież to podejrzany numer jeden! - krzyknął wskazując na Michała nożem. - Mam stać bezczynnie gdy przed oczami biega mi jeden z oprawców mojej żony!!??
-USPOKÓJ SIĘ! - wrzasnął Surge. - Nie pozwalaj żeby złość wpływała na twój osąd!
-O czym on mówi!? - zapytał zdezorientowany Zoldrey.
Generał głośno westchnął łapiąc się za głowę, wyglądał na niezbyt zadowolonego.
-Słuchaj Michał, pora żebyś się o czymś dowiedział! - obwieścił zdecydowanym i poważnym głosem.
Nastolatek momentalnie zesztywniał i przeniósł całą swoją uwagę na mówce, podobnie jak cała reszta.
-Prawda jest taka, że Viper działał już wcześniej, ale wszystko było zatajane. Jednostka specjalna stoczyła z nim już wiele potyczek w skutek których wielu jej członków straciło bliskich, tak jak Erick...
Michał i jego przyjaciele zamarli, a ich źrenice gwałtownie się rozszerzyły.
-... Co...? - wyjąkał trener.
Miny wszystkich obecnych tam żołnierzy widocznie spochmurniały, a Erick prychnął pod nosem.
-Nie pomogliśmy wam w Prizmanii dlatego, że zmobilizowaliśmy wszystkie siły na bardzo prawdopodobny atak Vipera wymierzony w pewno miejsce, jednak to był fałszywy alarm. Niestety nie znamy jego tożsamości, miejsca pobytu czy też prawdziwego celu... - wyjawił Surge.
-Mnóstwo osób ucierpiało przez tego potwora, wielu tu obecnych czuje to samo co ja i rozumie moje zachowanie - tłumaczył Erick. - Dziwnym trafem zawsze jesteś w nieodpowiednich miejscach i spotykasz wielu jego ludzi... Wind, Sid, Fa i wielu innych!
*Wind?* - powtórzył w myślach Droy spuszczając wzrok.
-... Powinniśmy po prostu się tobą zająć, wtedy na pewno się czegoś dowiemy!
-Erick do cholery...! - krzyknął Surge, ale dalszą część zdania coś mu przerwało.
-JA TEŻ MAM DOŚĆ STAWIANIA MNIE W JEDNYM SZEREGU Z TYMI MORDERCAMI!!! - wrzasnął na cały głos Michał. - SKORO WASZ GENERAŁ I DOWÓDCA MI ZAUFALI TO TY TYM BARDZIEJ POWINIENEŚ!!! - dodał po chwili sapiąc ze złości.
Fioletowowłosy zaklął pod nosem i ruszył gdzieś korytarzem.
-Żebyście się później nie zdziwili...!!! - dodał na odchodne.
...

Michał i reszta zabrali wszystkie swoje rzeczy i zapasy na drogę, prowadzeni przez Surge'a za chwilę mieli opuścić kwaterę. Znajdowali się w wielkim pomieszczeniu z masą transportu takiego jak: odrzutowce, helikoptery, jeepy, motory itp. Mężczyzna widząc smętne spojrzenie swojego ucznia postanowił coś z tym zrobić.
-Michał spójrz na mnie - nakazał.
Chłopak niepewnie to zrobił.
-Wierzysz we mnie?
Trener w odpowiedz kiwnął głową.
-... Zawsze znajdzie się ktoś kto w ciebie zwątpi, na tym świecie to normalne, ważne żebyś ty w siebie wierzył. Niedługo może dojść do wojny między jednostką specjalną, a Viperem, ale jesteśmy na to od dawna przygotowani. Każdy z nas jest pełen motywacji i nie lęka się nikogo, zażegnaliśmy już gorsze problemy. Uwierz w tych żołnierzy którzy poświęcają całe swoje serce służbie dla regionu, UWIERZ WE MNIE! Wracaj do tego co kochasz, spełniaj marzenia, bo to one dają ci sens życia i pozwalają budzić się każdego dnia! Jednym z moich marzeń jest bronić Kanto przed każdym zagrożeniem. Obiecuję, że tego dokonam, dlatego ty obiecaj mi, że wystąpisz w lidze i ją wygrasz, rozumiemy się? - powiedział wyciągając do niego prawą rękę.
Michał po raz kolejny w tak krótkim czasie zaniemówił, nie mógł oderwać od niego wzroku. Mężczyzna był dla niego niczym największy bohater z dzieciństwa. Uśmiechnął się lekko.
*Surge jest wielki, nie znam nikogo takiego kto potrafi podnieść kogoś nawet z największego dołka... Właśnie, ten człowiek jest niesamowity i warto na niego postawić, dlatego mu zaufam. Tyle mu zawdzięczam, chyba nigdy nie spłacę tego długu...*. - Obiecuję! - zadeklarował ściskając jego dłoń z szerokim uśmiechem na twarzy.
Scenie przyglądała się pozostała trójka.
-Musi mu ufać bezgranicznie - stwierdziła Amelia.
-Surge to świetny gość - powiedział Dave.
-Bardzo się o niego troszczy... - dodał od siebie Droy. -... Zupełnie jak ojciec... - wymamrotał co pozostała dwójka już nie usłyszała.
Po chwili generał zaprosił ich do helikoptera i nie zauważyli nawet kiedy i jak wydostali się z kwatery. Niedługi czas później wylądowali przed samym miastem Fuszido. Przed odlotem Surge użył na nich jeszcze urządzenia przypominającego mały aparat. W ten sposób usunął z ich głowy informacje na temat miejsca położenia kwatery.
-Gdy będziecie potrzebowali pomocy śmiało dzwońcie... i zapomniałbym, proszę to list od tamtej Jenny... - pożegnał się wręczając im białą kopertę, a po chwili już go nie było.
Natychmiast ją otworzyli i zapoznali się z treścią.

"Powodzenia dzieciaki i dziękuję... jeszcze kiedyś się spotkamy!"

**

Po powrocie Surge'a do kwatery...

-Teraz już nic mi nie umknie... - powiedział blondyn trzymając w ręku mały ekran, który pokazywał mu aktualne położenie Michała dzięki niedostrzegalnemu dla ludzkiego oka nadajnikowi umieszczonemu na jego ciele. - A teraz... pora kończyć przygotowania...
------------

Tym razem o wiele dłuższy rozdział w którym pobyt Michała i reszty w głównej kwaterze jednostki specjalnej w końcu się zakończył - mówię w końcu, bo pierwotnie miały być tylko max. 3 rozdziały z tego, ale w sumie cieszę się, że tak wyszło. Dajcie znać co wy uważacie i widzimy się mam nadzieję za tydzień!
PS: Dzięki za 40 tysięcy wyświetleń mordki ^_^. Lecimy do 100!

niedziela, 2 lipca 2017

Rozdział 92 - Zacznijmy od nowa

Michał i Droy stracili przytomność.
-Peter? - zdziwił się Surge. - Gdzieś ty był?
Nim mężczyzna zdążył odpowiedzieć w jego stronę zostały posłane kolejne pytania. Tym razem od dwójki nastolatków, którzy do niego podbiegli.
-Co pan z nimi robi!? O co tu chodzi!? - zapytał lekko przestraszony Dave.
-Nie martwcie się nic im nie będzie - zapewnił głaszcząc swoją podopieczną. - Milotic pozbyła się tylko negatywnych emocji i połączyła ich umysły...
Na twarzy Dave'a namalowało się zaskoczenie.
-To Milotic'i potrafią coś takiego?
Adresat zaśmiał się lekko.
-Mój potrafi.
-To nie takie "tylko" - zauważył generał. - Peter, aż tak poruszyła cię ta sytuacja?
-... Może, kto wie.
-Gdzie pan był panie Peter? - wtrącił przejęty żołnierz. - Każdy pana szukał, a nie zabrał pan żadnego komunikatora...
Mężczyzna znowu się zaśmiał.
-Naprawdę? Wybacz, miałem coś do zrobienia.
-Haha, cały Peter! - powiedział Surge i tym razem to on wybuchł śmiechem.
Chwilę później uwagę wszystkich przyciągnęła Amelia.
-... Może dzięki temu wyleci im z głów trochę tej głupoty... - syknęła pod nosem o wiele głośniej niż myślała.
-Cóż, teraz wszystko zależy od nich...
**

-Gdzie jestem...? - powiedzieli w tym samym czasie będąc w zupełnie innych miejscach.

Gdy Michał otworzył oczy znalazł się w jakimś mieście. Leżał na chodniku przed bramą jakiegoś budynku.
*Jak ja się tu...?*
Wstał i zdezorientowany podszedł bliżej bramy. Zlustrował niewielki dom za nią, nie wyróżniał się zbytnio na tle tych których miał okazję w życiu zobaczyć, a przynajmniej zewnętrznie. Małe schody przed drzwiami i dwa betonowe filary sprawiające wrażenie podtrzymujących wyższe piętro w środku. Drzwi były brązowe z podłużnymi wzorami i szybą na środku, ściany były ciemno-żółte, a oprócz tego z profilu z którego spoglądał widoczne były dwa okna po bokach z białymi zasłonami. Na podwórku widniał sporej wielkości ogródek w którym nie brakowało pięknie wyhodowanych kwiatów. Nie było tam nic niezwykłego, a mimo to jego cała uwaga wędrowała właśnie w tamtą stronę. Nie wiedział dlaczego. Nagle ktoś otworzył drzwi, wzrok Michała mimowolnie tam powędrował. Z domu wybiegł uśmiechnięty blondwłosy trener w hawajskiej koszuli i spodenkach, a wraz z nim równie rozradowana pomarańczowa jaszczurka.
-Charmander pośpiesz się, bo zostaniesz w tyle!
Szybkim tempem wybiegli przez furtkę nie zwracając uwagi na stojącego przed bramą bruneta i ruszyli gdzieś chodnikiem. Michał rozpoznał tego trenera. Był to Droy ze swoim pierwszym pokemonem. W tamtej chwili Zoldrey zrozumiał, że znajduje się we wspomnieniach swojego przyjaciela. Gdy Hannys zniknął za horyzontem krajobraz się zmienił, nagle, ale płynnie. Chłopak nawet nie zauważył kiedy to się stało. Tym razem znalazł się na wysoko położonej drodze górskiej za miastem. Po ujrzeniu Droy'a i Charmandera stojącego naprzeciw dzikiego Raticate'a przypomniało mu się jak blondyn mu o tym opowiadał. Nagle jaszczurka została zepchnięta ze szlaku. Michał mimo iż wiedział, że jest to tylko iluzja mimowolnie ruszył by ją złapać. Nie udało mu się, nawet jeśli to nie miało żadnego wpływu na powstałe już wydarzenia, poczuł frustrację. Charmander przeturlał się po stromym spadku wpadając do położonego tam lasu. Następnym miejscem do którego go przeniosło była wolna przestrzeń nie objęta przez liczne drzewa położone wokół, w okolicach kolejnego spadku. Stał obok Droy'a, a naprzeciw nich leżał bez ruchu wykrwawiający się z powodu głębokiej rany w okolicach klatki piersiowej Charmander. Michał nie miał pojęcia, że tak smutne i szokujące będzie oglądanie czegoś czego znał już dokładny przebieg. Gdy spojrzał na Droy'a zamarł. Nagle Charmander zaczął powoli wstawać, a jego już nieżywe, puste oczy wlepiły się w ich stronę. Po chwili zniknął. Michał nieoczekiwanie odczuł wszelkie emocje, które w tamtej chwili ogarnęły jego przyjaciela. Smutek, żal, frustracja, złość, nienawiść, strach... wszystko nagle wtargnęło do jego ciała.

Po otworzeniu oczu Droy spostrzegł, że znajduje się na łące obok jakiegoś domu. Budynek był średniej wielkości i standardowej jednorodzinnej konstrukcji. Ściany koloru białego, a dach wyblakło zielony. Okna po obu stronach drzwi i kilka kolejnych na wyższym piętrze, oprócz tego mały balkon.
*To przecież Alabastia...* - pomyślał przenosząc wzrok momentalnie na drzwi gdy te zaczęły się otwierać.
Z domu wyszły trzy osoby. Czarnowłosy mężczyzna ubrany w białą koszulę i czarne spodnie, w ręku trzymał czarną walizkę, brązowowłosa kobieta w beżowym swetrze i dżinsowych spodniach oraz młody czarnowłosy chłopak mający na oko ledwo naście lat, nosił białą koszulkę z pokeballem i niebieskie spodenki. Droy od razu rozpoznał jedną z osób co zaskutkowało domyśleniem się tożsamości pozostałej dwójki.
*Rozumiem... to jego wspomnienia* - stwierdził przyglądając się owej trójce.
Mężczyzna odwrócił się do niego plecami, wyglądało na to, że żegnał się z rodziną. Blondyn widząc przedmiot, który trzymał w ręku domyślił się, że wyjeżdża na dość długo. Ujrzawszy chwilowe czułości i usłyszawszy kilka ciepłych słów jakimi się wymieniali lekko się uśmiechnął. Nagle czarnowłosy pochylił się nad synem głaszcząc go po głowie.
-Wrócę tak szybko jak się da... - powiedział czule.
Chłopak przytaknął ze smutnym wyrazem twarzy co wyjątkowo przykuło uwagę Droy'a. Po chwili mężczyzna zaczął się oddalać od krzyczącego coś w jego stronę syna i zatroskanej żony.
*A więc tak wygląda ojciec Michała...*
Nie spostrzegł nawet kiedy, a całe otoczenie wokół niego nagle się zmieniło. Teraz znajdował się w niewielkiej kuchni. Przy suficie ścian wisiały drewniane szafki, a pod nimi kolejne zostawiając miejsce w środku gdzie stały różnego rodzaju kuchenne przyrządy. Gdzieś między nimi umiejscowiona była lodówka i nieopodal kuchenka. Na jednej ze ścian widniało także okno, a tuż przy nim był zlew. W samym środku pomieszczenia postawiony był spory stół na którym leżało wiele owoców i warzyw, między innymi składników do przyrządzenia jakiegoś posiłku. O blat opierała się mama Michała otwierając jakiś list, obok niej stał zaciekawiony syn. Droy zastanawiał się jakiego tym razem wspomnienia doświadczy. Gdy kobieta czytała list jego mimika twarzy diametralnie się zmieniła. Po przeczytaniu z trudem ostatniego słowa Courtney wybuchła głośnym płaczem, a zszokowany blondyn przeniósł wzrok na chłopca, który wyglądał na świadomego i nieświadomego w jednym. Stał bezruchu i martwym wzrokiem obserwował wyłącznie jeden punkt - okno z którego było widać polanę. W tamtej chwili Droy poczuł bezsilność i inne emocje których już doświadczył, ale o zupełnie innym charakterze. Doświadczył cierpienia Michała po stracie ojca.

Tym razem Michał został przeniesiony do miejsca którego całkiem się nie spodziewał, w sumie mało co teraz mogło go zdziwić. Znalazł się przed boiskiem treningowym do walk pokemonów za jednym z Centr Pokemon. Droy ze swoim Arcaninem pojedynkował się z jakimś trenerem.
*Co tym razem...?*
-Arcanine hiper prędkość! - krzyknął Droy, a jego podopieczny przebijając się przez powietrze nagle zniknął i pojawił się przed zdezorientowanym przeciwnikiem.
-Magmar!! - krzyknął chwilę później trener przeciwnego pokemona gdy ten upadł na ziemię po ciosie otrzymanym w brzuch.
-Kończ to nitro ładunkiem! - oznajmił nie dając oponentowi szans na powrót do walki.
Ciało Arcanine'a pokrył intensywny ogień, a on sam osiągając imponującą szybkość pozbawił Magmara przytomności.
-Łoo, to było naprawdę mocne... - oznajmił trener omdlałego pokemona. Podrapał się po głowie i odwołał go do pokeballa. - Stary twój Arcanine jest naprawdę silny, pasujecie do siebie! - pochwalił chwilę później będąc pod wrażeniem.
-Tak myślisz? - uśmiechnął się półgębkiem Droy spoglądając na dumnie stojącego obok niego stworka.
-No pewnie! Emanuje od niego aura zwycięzcy i ma ten błysk w oczach. Jestem pewien, że wiele razem osiągniecie!
-Dziękuję.
Michał odetchnął w duchu, że tym razem obejrzał szczęśliwsze wspomnienie. Po chwili wszystko wokół niego stało się czarne, a przed nim pojawiła się widoczna w ciemności sylwetka Droy'a. Nagle w jego głowie rozbrzmiał głos należący właśnie do blondyna.
*Arcanine rzadko się uśmiechał i niemal cały wolny czas czy to w dzień czy w nocy poświęcał na obserwowanie nieba. Był dobry dla wszystkich i pomagał potrzebującym, tak niewiele sprawiało, że czuł się szczęśliwy jednocześnie marząc o rzeczach wielkich. Dostrzegłem to już po naszym pierwszym spotkaniu. Dla innych pokemonów był wzorem, a dostojność i sprawiedliwość to to co go określało. Zawsze żałowałem... wcześniej mniej, że tak ambitnemu pokemonowi trafił się taki trener jak ja. Niekiedy rozmyślałem nawet by go wypuścić, ostatecznie nigdy tego nie zrobiłem - to był mój błąd. Ufał mi bezgranicznie, a ja go zawiodłem. Odebrałem mu wszystko.
Pozwoliłem mu zginąć...*
Ręce Michała drżały. Zacisnął pięści i upadając na kolana uderzył nimi mocno w podłoże. Poczucie winy zaczęło go ponownie zżerać.
*Dlaczego...? Dlaczego to musiało się stać!?*

Natomiast Droy został przeniesiony do małego miasta gdzie ujrzał spacerujących Michała i Amelię.
*Wygląda na jedno z tych miłych wspomnień... ciekawe czy zostanie tak do końca...* - zastanawiał się wodząc za nimi wzrokiem.
Dwójka nastolatków stanęła przy stoisku z lodami. Kupując przysmak wymienili ze sprzedawcą kilka zawstydzających kwestii. Następnie zwiedzili sadzawkę, rzeczkę po drugiej stronie miasta przez, którą można była przejść mostkiem. Po tym co zobaczył Droy nie spodziewał się, że stanie się tu coś nieoczekiwanego, nie było podstawy by tak sądzić. Blondyn poczuł się lepiej widząc jak miło spędzali czas. Będąc przed małym laskiem dziewczyna zauważyła żółto-pomarańczowego Vulpixa, który wyraźnie ją zainteresował.
-Hej patrz jaki śliczny pokemon! - krzyczała biegnąc za nim w głąb lasu.
-Zaczekaj! - powiedział Michał ruszając za nią.
Gdy w końcu ją dogonił ta stała bez ruchu odwrócona w drugą stronę.
-Hej co się stało? - zapytał łapiąc dziewczynę za ramię.
Ta chwilę zwlekając odwróciła się powoli do chłopaka i powiedziała przerażonym głosem - Ten Vulpix zniknął tuż przede mną...
Wtedy pojawiła się mgła i jakby cichy, przerywający głos pochodzący nie wiadomo skąd zaczął mówić - Ha ha ha Wi tam Cię młody Zoldrey'u, powiedz... co powiesz na zabawę?
Po tych słowach z każdej strony leciały w nich kule cienia, Amelia ze strachu nie była w stanie się ruszyć, a Michał widząc, że leci na nią wrogi atak rzucił się w jej stronę kładąc dziewczynę na ziemię. Następnie wziął ją za rękę i ciągnął by jak najszybciej wyjść z tego miejsca. Przed nimi w mgle pojawiła się czarna sylwetka prawdopodobnie człowieka, nie było nic widać oprócz czerwonych oczu i poważnej miny po chwili zmieniającej się na szeroki uśmiech, wraz z tą zmianą mimiki niewidoczna postać cisnęła włócznią, którą miała w ręce w stronę Michała i Amelii.
Źrenice Droy'a gwałtownie się rozszerzyły.
Włócznia przeleciała obok chłopaka lekko zahaczając o jego policzek. Dziewczyna zemdlała, a sylwetka pokryta w mroku zniknęła. Chwilę później przerywający głos powrócił i dał ważny komunikat - Słuchaj ha ha miej się na baczności... takie rzeczy się zdarzają ha ha ha...
Mgła zniknęła, a przestraszony Michał po którym ściekały krople potu szybko wziął nieprzytomną Amelię na ręce i wyniósł z lasku kładąc na najbliższej trawie. Gdy dziewczyna się obudziła Michał siedział z głową pochyloną w głąb kolan, trząsł się.
-Hmm? Co robisz? Pamiętasz co robiłam przed drzemką? Ja pamiętam tylko, że goniłam żółtego Vulpixa - zapytała zdziwiona.
Michał natychmiast zamienił przestraszoną minę na fałszywy uśmiech i powiedział - Biegnąc walnęłaś się w głowę i zemdlałaś.
-Eee? - dziewczyna miała przez chwilę wątpliwości, ale po chwili powiedziała - Chyba muszę bardziej uważać, wracamy?
-Ok - odparł.
Droy'a ogarnęło wielkie uczucie strachu, nie miał pojęcia, że tak bardzo spotkanie z Viperem przeraziło Michała.
*Straszne...*

Następnie doświadczyli jeszcze kilku innych wspomnień by na koniec ujrzeć raz jeszcze konfrontację z Windem Mozakim, tym razem także fragmentów których nie byli świadkiem. Michał ujrzał z jakim zapałem Droy walczył z szydzącym z niego białowłosym zanim dotarł na miejsce. Natomiast Droy zobaczył z jak wielkim poświeceniem i nie bacząc na swoje zdrowie walczył Michał gdy on stracił świadomość. Nagle wszystko zniknęło, nie widzieli już nic, obydwaj słyszeli tylko głosy tego drugiego.

"Chciałbym tylko mieć siłę by pomóc gdy bliscy mnie potrzebują, nieważne jakim kosztem..."  
~ Droy Hannys.

"Po co mi ta siła jeżeli nie mogę nikogo uratować? Nie chce być już dłużej bezużyteczny..."  
~ Michał Zoldrey.

Nagle obaj powoli otworzyli oczy budząc się. Łzy zaczęły spływać im po policzkach tak intensywnie, że aż dotarły do podłogi.

-Przepraszam... - powiedzieli jednocześnie.

Ten widok był tak niesłychanie smutny, że Dave i Amelia uronili także kilka łez. Jednak wszyscy odetchnęli z ulgą, że spór został zażegnany. Peter z delikatnym uśmiechem odwołał Milotic do pokeballa. Surge zaczął się śmiać zadowolony z obrotu sytuacji. Michał i Droy wstali niemal równocześnie i wytarli zapłakane twarze.
-Dziękuję przyjacielu, nigdy ci tego nie zapomnę - powiedział Droy z niezmierzoną szczerością.
Michał skinął głową. Następnie uścisnęli mocno swoje prawe dłonie co było początkiem narodzenia wielkiej przyjaźni. Po chwili blondyn kucnął i wypuścił z pokeballa swojego drugiego przyjaciela. Stworek ucieszył się na widok trenera, ale wyglądał także na zmartwionego.
-Przepraszam Lickitung, czekałeś zdecydowanie za długo... - oznajmił delikatnie się uśmiechając.
Pokemon zrobił zdziwioną minę.
-... Chcesz razem ze mną zacząć wszystko od nowa? - zapytał wyciągając do niego dłoń.
Oczy Lickitunga się zaszkliły, a po chwili wskoczył w objęcia nastolatka.
-Dziękuję...
Peter spojrzał w stronę drzwi.
-Machamp teraz możesz wejść - oznajmił w sposób niezrozumiały dla reszty.
Jednak gdy muskularny pokemon wkroczył do pomieszczenia nikt nie musiał o nic pytać. Wszyscy rozdziawili szerzej oczy ze zdziwienia. Podopieczny mężczyzny niósł na rękach ciało Arcanine'a. Droy zamienił zaskoczoną minę na delikatny uśmiech.
-Peter ty... przez te kilka dni wygrzebywałeś ciało tego pokemona spod gruzu... - powiedział z niedowierzaniem Surge.
Adresat tych słów nic nie odpowiedział. Machamp położył zmarłego stworka obok jego trenera i Lickitunga, a następnie nieznacznie się oddalił. Droy z zatroskaną miną wtulił się w jego futro i objął w okolicach szyi.
-Dziękuję panie Peter... Dziękuję - oznajmił z wielką wdzięcznością.
Nagle Lickitung zaczął bardzo głośno płakać szturchając ręką ciało Arcanine'a, prawdopodobnie by ten się obudził. Droy zaczął głaskać go po głowie.
-Nie płacz Lickitung, Arcanine oddał za mnie życie, uratował mnie... odszedł jak bohater wierząc w nas, więc powinniśmy się uśmiechać, bo jestem pewien, że nie chciałby widzieć jak płaczemy.
Pokemon zacisnął mocno zęby z ledwością powstrzymując się od dalszego płaczu i przytaknął.
-Pamiętaj! On zawsze będzie z nami, tutaj - wskazał na serce.
Amelia widząc to uśmiechnęła się skrycie.
*I to jest Droy którego znam...*
-Panie Peter, naprawdę dobry z pana człowiek! - wyznał Michał szeroko się uśmiechając.
Mężczyzna jakby na chwilę zatonął w tym szczerym geście jednak szybko oprzytomniał.
-Nie... ja jestem tylko śmieciem od zasad - oznajmił z tym samym charakterystycznym, łagodnym wyrazem twarzy. - Droy chciałbym żebyś mnie wysłuchał...
-Tak?
-To ja wraz z dowodzoną przeze mnie drużyną goniliśmy wtedy tego białowłosego psychopatę...
Źrenice blondyna mimowolnie się rozszerzyły.
-Mieliśmy rozkazy by pozostać w ukryciu i dowiedzieć się gdzie zmierzają, mogłem wtedy uratować twojego Charmandera i zapobiec temu wszystkiemu, ale jestem tchórzem, który nie potrafi złamać zasad... Nie proszę o wybaczenie, chciałem tylko żebyś wiedział na kogo powinieneś skierować swój gniew... - wyznał pochylając głowę.
*A więc to o to chodziło...* - stwierdził w myślach Surge.
-Proszę się nie obwiniać, jedynym winnym i odpowiedzialnym za wszystko jest ON i pewnego dnia za to zapłaci! - powiedział Droy wstając.
Jego zdecydowane spojrzenie było wystarczającą odpowiedzią dla Petera. Nagle Surge zabrał głos.
-Urządzę pogrzeb dla Arcanine'a, co prawda prowizoryczny, ale mimo wszystko... zgadzasz się?
Droy uśmiechnął się czule.
-Tak.

*Dla tego świata wciąż jest nadzieja*

**

Gdy umierał ktoś z jednostki specjalnej pogrzeb odbywał się tu, w kwaterze głównej. Specjalne do tego pomieszczenie było także miejscem pożegnania się z Arcaninem. Surge zwołał niemal wszystkich obecnych w placówce żołnierzy i wraz z resztą przystąpili do obrzędu. Ściany w pomieszczeniu były białe, podobnie jak podłoga i sufit. Nie było tam nic prócz widniejącej na samym środku szerokiej, mierzącej około półtora metra wysokości kamiennej kolumny na której w drewnianej trumnie leżało ciało podopiecznego Droy'a. Wszyscy stali wokół niej otaczając ją z każdej strony. W samym środku stał Surge wypowiadając kilka słów oraz Droy, który zrobił to samo. Chwilę później każdy tam obecny poczynając od Hannysa złożył pokemonowi należną cześć dotykając jego łapy i pochylając głowę. Następnie trumna została zasłonięta i za zgodą Droy'a podpalona. Gdy ogień powoli kończył swoje zadanie chłopak odczuł nagły impuls.
*Nawet jeśli powiedziałem, że nie powinienem płakać to nie mogę tego powstrzymać...* - zaciskał jak najmocniej zęby by nie wybuchnąć płaczem.
W końcu nie dał rady i zaczął płakać jak małe dziecko.

*ŻEGNAJ DROGI PRZYJACIELU*

------------

Dajcie znać czy taka długość rozdziałów jest odpowiednia, bo po przerwie zdecydowanie się zmieniła. Na 90% pozostał do napisania ostatni rozdział z kwatery jednostki specjalnej, więc cieszmy się albo płaczmy ^_^. Ode mnie tyle, bo znów nie mam zbytnio nic do powiedzenia, więc widzimy się pod kolejnym rozdziałem, oby za tydzień!

niedziela, 25 czerwca 2017

Rozdział 91 - Michał i Droy

-Generale nie myślisz, że powinniśmy ograniczyć im swobodę? Dowódca niedługo wraca i myślę iż nie będzie zadowolony gdy zobaczy "gości" robiących co chcą...
-Nie martw się, mam wszystko pod kontrolą.

**

Michał i reszta spędzili kilka dni w kwaterze głównej jednostki specjalnej lecząc własne rany i czekając na polepszenie stanu Droy'a. Nie zastanawiali się co zrobią później, po prosu czekali mając nadzieję, że wszystko się ułoży... do czasu gdy Droy nieoczekiwanie się pozbierał. Niedługi czas po tym cała czwórka została wezwana do holu. Wszyscy niezwłocznie tam ruszyli.
-Powinniśmy się pośpieszyć... - powiedziała niepewnie Amelia odwracając się plecami do prowadzącego ich mężczyzny.
Droy szedł wolno zostając w tyle.
*Skąd tak nagłe wezwanie? Zresztą to nie ważne...*
W podobnym odstępie czasu wkroczyli do wcześniej wspomnianego pomieszczenia i zastali dość niespodziewany widok. Niemal cały hol zapełniony był stojącymi w szeregu żołnierzami jednostki specjalnej. Szeregów było wiele, każdy kto go tworzył stał na baczność z powagą wymalowaną na twarzy. Zebrali się tam prawie wszyscy obecni w kwaterze głównej. Na samym przedzie stał odwrócony tyłem Surge, ale gdy ujrzał czwórkę nastolatków powoli odwrócił się w ich stronę z delikatnym uśmiechem na twarzy. Trójka żołnierzy, która ich przyprowadziła wskazała im miejsce naprzeciw szeregu w którym mieli ustać i sami dołączyli do reszty. Michał, Dave, Amelia i Droy stanęli obok siebie z zaskoczonymi minami.
-... O co tu chodzi? - zapytał niepewnie Michał.
Surge pochylił na chwilę głowę przymykając oczy.
-To ważna uroczystość uhonorowania pewnych odważnych nastolatków...
Następnie także ustał na baczność.
-Uwaga... - powiedział salutując, co dosłownie chwilę później powtórzyła reszta.

DZIĘKUJEMY ...
.
ZA WALKĘ DO SAMEGO KOŃCA ...
.
I PRZEPRASZAMY ZA BRAK WSPARCIA ...
.
MICHALE ZOLDREY'U, AMELIO SPARKS, DAVE'IE WARDZIE I DROY'U HANNYSIE WASZ WYSIŁEK NIE PÓJDZIE NA MARNE...
.
JESTEŚCIE BOHATERAMI DZIĘKI KTÓRYM W REGIONIE KANTO ZAPANUJE POKÓJ!

-Zrobimy wszystko by dokończyć dzieła, więc zaufajcie nam... obiecujemy, że was nie zawiedziemy! - obwieścił uroczyście Surge dodając na końcu swój charakterystyczny szeroki uśmiech.
Kilkaset recytujących głosów sprawiło, że całkowicie wryło ich w ziemię. Michał poczuł jak buzują w nim uczucia, był to dla niego bardzo emocjonalny moment w życiu, dzięki temu w końcu miał dowód, że to co zrobił było słuszne. Był szczęśliwy i odczuł w pewien sposób ulgę, z ledwością powstrzymywał się od płaczu. Bardzo tego potrzebował. Amelia i Dave również odczuli przyjemne uczucie w sercu, oni także potrzebowali docenienia. Droy natomiast był chyba najbardziej zszokowany, całkowicie się tego nie spodziewał.
*Nie wierzę... że coś takiego aż tak bardzo dotarło do mojego wnętrza. Niestety, za późno...* - przeniósł wzrok na Michała. *Z czego on się tak cieszy? Aż tak bardzo tego potrzebował? Myśli, że dzięki temu zmniejszy się jego poczucie winy? Niestety, to co zrobił zapamiętam do końca życia i będę mu to przypominał żeby nigdy nie zapomniał...* - spojrzał na niego spode łba.
Surge zbliżył się do nich.
-Wybaczcie, ale prawda jest taka, że zmobilizowaliśmy wszystkie nasze siły w celu rozwiązania pewnego bardzo niebezpiecznego konfliktu, ale po raz kolejny okazał się być to fałszywy alarm... ta sprawa jest bardzo ważna i jest naszym priorytetem ze względu na zagrożenie, nie proszę o zrozumienie, ale chce żebyście byli tego świadomi - zakończył pochylając głowę.
Droy zacisnął zęby. *Nie mogę tego słuchać...*
-Przepraszam, że was obwiniałem... przecież nie możecie być wszędzie, a i tak staracie się z całych sił - powiedział Michał z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Surge to odwzajemnił.
-PRZESTAŃ PIEPRZYĆ! - warknął Droy zwracając na siebie uwagę. - To wasza stała wymówka, nigdy was nie ma gdy jesteście potrzebni...!
-Co ty... - wydukał ze zdziwieniem Michał.
Generał przybrał kamienną twarz.
-Przykro nam...
-Przykro? Dobre sobie, nic was to nie obchodzi! - kontynuował swoje zarzuty.
-Droy przestań... - wtrąciła Amelia.
-Wiem, że jesteś zrozpaczony, ale chociaż spróbuj ich zrozumieć! - krzyknął brunet.
-Co!? Nie ma opcji, mają gdzieś los zwykłych ludzi, a grają dobrodusznych. Brzydzę się ich kłamstwami...
-Po prostu przytrafiło nam się nieszczęście na które oni nie mieli wpływu, staraliśmy się z całych sił, więc możemy winić tylko naszą bezsilność i cały ten świat... - tłumaczył z przejętą miną i niepewnością w głosie.
-... Ja starałem się z całych sił, ale ty nie, WIĘC NIE STAWIAJ NAS W JEDNYM SZEREGU!!! - oburzył się podnosząc znacznie głos.
Oboje wymieniali między sobą masę groźnych spojrzeń. Amelia i Dave nie wiedząc jak zareagować tylko się przyglądali. Surge i reszta ponownie czekali na obrót zdarzeń.
-A poza tym to jakie "przytrafiło", gdybyś należycie pilnował swojego pokemona nigdy by do tego nie doszło!!!
Michała zatkało. - Nie jestem wszechmocny, starałem się z całych sił!!!
-Mam dość... - oznajmił Droy. - Michał walcz ze mną - powiedział po chwili szokując wszystkich. - Będzie to krok naprzód w celu pozbycia się tego cholernego mordercy. Udowodnię, że nawet taki bezużyteczny śmieć jak ja potrafi pokonać kogoś takiego jak ty! - zaznaczył z piekielnie zimnym spojrzeniem.
Nastolatek poczuł lekki niepokój.
-Chyba was pogięło!! - wtrąciła poddenerwowana Amelia. - Jesteście przyjaciółmi, nie możecie walczyć!
Droy przeniósł na nią wzrok.
-Amelio posłuchaj uważnie. Nie mogę być już w związku, to koniec. Nie wtrącaj się - posłał jej podobne spojrzenie co kilka sekund wcześniej.
Dziewczyna dopiero po chwili zrozumiała co tak naprawdę usłyszała. Jej mimika twarzy momentalnie się zmieniła.
-Co...? - wymamrotała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Michał wtedy zrozumiał, że jego przyjaciel naprawdę się zmienił, a normalne środki już na niego nie podziałają.
-Walczmy - oznajmił.
Ponownie zmierzyli się spojrzeniami.
-W takim razie zapraszam do sali treningowej - wtrącił Surge.
Nieoczekiwanie obaj bez żadnego protestu ruszyli za blondynem.

Generał wprowadził ich do pomieszczenia treningowego. Pierwsze co rzucało się w oczy to mnóstwo wolnej przestrzeni. Było tam praktycznie pusto, jedynie na końcu stały drewniane półki z akcesoriami. Tutaj członkowie jednostki specjalnej ćwiczyli walkę wręcz, manewry z nożem itp. Chwilę po wejściu obydwaj ustali naprzeciw siebie nieco się oddalając. Trafili na moment w którym praktycznie nikogo tam nie było.
-Posłuchajcie uważnie! - podniósł głos Surge. - To ostatni raz kiedy pozwalam wam na coś takiego, więc wyjaśnijcie sobie wszystko ostatecznie.
Nie zareagowali, ale z pewnością to usłyszeli.
-Do cholery z tobą, że zmuszasz mnie do walki z przyjacielem - warknął Michał zdejmując naszyjnik i rozbierając swoją górną część ciała do podkoszulka.
Wszystko położył na boku.
-Nie udawaj, od naszego pierwszego spotkania chciałeś mi dokopać, teraz będziesz miał szansę - odparł z przekąsem Droy robiąc to samo.
-Sprawię, że oprzytomniejesz - zmarszczył brwi.
-Próbuj.
W międzyczasie do pomieszczenia wszedł jeden z żołnierzy.
-Generale mogę na słowo?
-O co chodzi? - zapytał odchodząc kawałek od dwójki nastolatków.
-Widział się pan może z Peterem?
Surge podrapał się po głowie.
-Jakieś kilka dni temu. I co w związku z tym?
-Otóż właśnie od kilku dni gdzieś zniknął i nikt nic nie wie... - wyjaśnił żołnierz będąc wyraźnie zmartwionym.
-Cóż dziwne... ale jestem pewien, że nic mu nie będzie, także spokojnie. Poczekajmy cierpliwie - uspokoił go Surge.
-A tu co się dzieje? - spojrzał momentalnie na mierzących się wzrokiem nastolatków.
-Mój uczeń będzie walczył, przypatrz się.
Tymczasem obok Amelia była w kłębku nerwów.
-Czemu mam to oglądać!? Wszystkim się w głowach poprzewracało, nie będę na to patrzeć! - skrzywiła się zmierzając do wyjścia.
Zatrzymał ją Dave chwytając za rękę.
-Puść mnie Dave! - posłała mu złowrogie spojrzenie.
-Zostań... i tak ja uwierz, że gdy będzie po wszystkim obaj się pogodzą! - powiedział z nadzieją w oczach. - To jedyne co możemy zrobić...
Spuściła głowę.
-Czy to w ogóle możliwe?

Michał przypomniał sobie słowa Amelii przy pierwszym spotkaniu z Droy'em.
*To jest Droy - przedstawiła*
-Gotowi?
Przybrali bitewną postawę, obaj zgoła inną.
*Zgódź się, bo sam ich nie upilnuje... - Droy chwilę się zastanawiał i ostatecznie z uśmiechem na twarzy uścisnął jego dłoń*
-Zaczynajcie!
**
-Słuchaj Droy... - zaczął niedbale Michał.
-Wszystko rozumiem - przerwał mu.
Brunet bardzo się zdziwił co obrazowała wtedy jego twarz.
-Każdy ma swoje tajemnice, a ty mimo, że jest w tobie coś nieludzkiego uratowałeś wszystkich. Domyślam się jak trudne mogą być takie rzeczy dlatego nie będę teraz prosił o wyjaśnienia - wytłumaczył z delikatnym uśmiechem na twarzy.
-... Dziękuję - odparł podając mu rękę, którą Droy uścisnął.
**
Droy ruszył natychmiast wkładając dużo siły w bieg. Znalazł się przed Michałem.
*-Pewnie było ci ciężko...*
Wykonał wielki zamach prawą ręką. W głowie bruneta pojawił się obraz uśmiechniętej twarzy przyjaciela.
*Do diabła z tym wszystkim!!* - warknął w myślach Michał.
Nastolatek przyjął cios Droy'a na lewą rękę, a chwilę później złapał jego prawą rękę swoimi dwiema i przerzucił przez bark. Blondyn upadł na ziemię.
*To nie koniec...!* - oznajmił sam sobie Droy.
Bardzo szybko się pozbierał co trochę zaskoczyło Zoldrey'a. Hannys od razu przystąpił do lewego podbródkowego, ale chybił. Następnie zaczął go obrzucać gradem ciosów, które zostały uniknięte albo zablokowane.
*W końcu nastanie czas, że nie będziesz mógł tylko uciekać...!* - skrzywił się Droy.
Nagle Michał wyczuł moment i podciął przeciwnikowi nogę sprawiając, że stracił równowagę. Po chwili dodał łokieć w plecy i odskoczył gdy blondyn znowu leżał na ziemi.
*Jest dobrze! Opanowałem dość dobrze walkę wręcz, nie muszę atakować. Mogę to skończyć czekając aż sam opadnie z sił* - wydedukował nie odrywając od niego wzroku.
-Całkiem, całkiem sobie radzi... - stwierdził żołnierz.
-Taa, jest bardzo opanowany - uśmiechnął się Surge.
Amelia i Dave przyglądali się uważnie w ciszy.

*Ale mnie to wkurwia...*. - Dlaczego mając taką siłę nie mogłeś zrobić więcej!!! - warknął Droy co zaskoczyło bruneta. - Ciekawe czy twój ojciec wie jaką jesteś pizdą, ciekawe co by powiedział!!
Michał rozdziawił lekko usta nie wiedząc co powiedzieć, zszokowało go to.
-DROY PRZESTAŃ MÓWIĆ TAKIE RZECZY!!! - krzyknął Dave.
Wyglądał na bardzo przejętego.
-Oh? - zdziwił się Hannys. - Wygląda na to, że trafiłem w czuły punkt - stwierdził wstając.
Zoldrey drgnął nerwowo wiedząc, że temat będzie kontynuowany.
-A może po nim to masz? - zapytał prowokująco z pogardą w głosie.
Michał wypuścił nierównomiernie powietrze z ust. Nagle maksymalnie zmarszczył brwi, a szkarłat, który pojawił się na jego oczach sprawiał wrażenie jakby się z nich wylewał. Złowrogą aurę odczuli wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu. Surge spoważniał.
*Dlaczego ty...!!!* - warknął.
Chłopak tym razem nie pozwolił by gniew w pełni nad nim zapanował. Uderzył się mocno z plaska by nieco oprzytomnieć i zaczął przecierać dłonią oczy oraz twarz. Sytuację wykorzystał Droy i gdy oponent stracił czujność uderzył go z całej siły prawym sierpowym. Michał jednak nie upadł. Z jego nosa ciekła krew, a on zapominając o pięści wciąż obecnej w okolicach policzka patrzył na niego pełnym złości spojrzeniem.
-A więc to jest Michał Zoldrey... - przyglądał się żołnierz.
Droy się zawahał.
-Gdybym to ja miał taką moc... ocaliłbym ich!!!
W oczach Michała pojawiła się pustka, nagle warknął naprawdę głośno. Wziął wielki i szybki zamach prawą ręką, Droy stał jak sparaliżowany. Po chwili Hannys poczuł jakby miał go zaraz uderzyć dwutonowy młot. Tuż przed kontaktem z jego twarzą w głowie młodego Zoldrey'a pojawił się obraz zapłakanego przyjaciela. Jego serce zabiło w nim jak jakaś syrena, jakimś cudem zatrzymał pięść. Zamiast tego zdecydował się na o wiele słabsze kopnięcie frontalne, które odrzuciło blondyna kawałek do tyłu.
-Co... to było? - wydukał zdziwiony żołnierz.
Surge zaniemówił.
-Dlaczego ich nie uratowałeś? - zapytał sfrustrowany Droy.
Mimika jego twarzy momentalnie się zmieniła.
-Chciałem... ale nie zdołałem, jestem zbyt słaby... przepraszam... - odparł z piekielnie smutną miną.
Hannys poczuł jak dobija się do niego sumienie.
-Nie pieprz!!!
Podbiegł do niego i uderzył go w twarz. Raz, drugi i trzeci. Michał zachwiał się na nogach. Pochylił głowę w dół, wytarł krew z ust, a jego oczy przybrały znów normalną barwę.
-SKOŃCZ W KOŃCU PIERDOLIĆ!!! - wrzasnął.
Tym razem to on uderzył go prawym sierpowym po którym Droy zaczął krwawić z ust. Po chwili dodał cios w brzuch drugą ręką i kopnięcie w żebra. Przez kolejne kilka minut wymieniali się uderzeniami. Nagle obaj złapali się za fraki i z głośnym krzykiem zderzyli się głowami. Upadli na ziemię i nie zamierzali wstawać. Surge i reszta wpatrywali się w nich wiedząc, że walka dobiega końca.
Gniew rodzi niezgodę...

-Dlaczego nie możesz mi uwierzyć? - zapytał Michał.
-Bo to niemożliwe... a dlaczego nie przyznasz, że cię nie obchodzi mój los? - odparł Droy.
-Bo tak nie jest...
Oboje zawiesili wzrok na suficie.
-Dlaczego nie potrafimy się zrozumieć? Przecież jesteśmy przyjaciółmi...
-To nie takie proste...
Nagle ktoś otworzył drzwi.
-Rany, rany... nawet nie masz pojęcia jak bardzo twój przyjaciel starał się uratować twoje pokemony, pomścić je, a co najważniejsze pomóc tobie... - powiedział znajomy głos.
Do pomieszczenia wszedł Peter.
-Milotic pozbądź się tego gniewu i połącz ich - rozkazał wypuszczając podopieczną z pokeballa.
W tamtej chwili pokemon zaczął emitować z siebie kojącą energię. Wszelkie negatywne emocje, które nimi targały momentalnie zniknęły. Następnie ich umysły zostały połączone.
...
------------

Wybaczcie, że kolejny rozdział skupiający się w pełni na ludziach, ale moja wizja fabuły tego wymaga. Obecny konflikt Michała i Droy'a jest ważny, więc chciałbym poznać wasze zdanie odnośnie tego czy się podoba. Do następnego ;)