poniedziałek, 15 stycznia 2018

Sentymentalnie i z prośbą

Cześć ;)
Do napisania tego postu nakłoniła mnie przelotna chwila i w sumie kilka ostatnich przemyśleń.

Niedługo zacznę pisać kolejny rozdział. Już bym to robił, ale wciągnęło mnie pisanie innego opowiadania i chcę dokończyć pewną akcję nie przerywając jej w połowie, w czasie gdy mam na to wenę. Ale ten post będzie trochę o czymś innym. Częstotliwość dodawania czegokolwiek jest jaka jest, wiele się na to składa i myślę, że powtarzać nie trzeba. Faktem jest też, iż niemal całkowicie skupiłem się na tym innym projekcie, no bo wiecie Historii Michała nie mógłbym wydać, nawet jeśli bym tego chciał. Tamto drugie opowiadanie jest dla mnie teraz priorytetem, ale nie zostawię tego tutaj, za bardzo tego nie chce by to zrobić nawet jeśli miałoby mi to pomóc. Kocham to opowiadanie, naprawdę. Przy jego prowadzeniu doświadczyłem tak wiele radości, że nie sposób o tym zapomnieć. To od tego wszystko się zaczęło, dzięki Historii Michała, która pomogła mi rozwijać umiejętności pisarskie mogę teraz pisać coś ambitniejszego, coś z czego mogę być jeszcze bardziej dumny. Nie zostawię Historii Michała, będę tworzył ją dalej, bo to jej wszystko zawdzięczam. Wiadomo, trochę chęci z czasem opadły, ale to nie jest tak, że wcale się nie jaram tym co mam tutaj zaplanowane na później, przy niektórych planach fabularnych cały czas się hype'uje jak sobie o nich pomyślę, niektóre postacie, które szczególnie zdobyły moją sympatię jak Sandslash cały czas mi o sobie przypominają by opisać dalej ich losy. A opisując walki dalej świetnie się bawię. Powrót bloga do czasów jego świetności jest cały czas możliwy, wszystko co się pogorszyło jest do naprawienia. Ten blog nie umrze póki jest w moim sercu, a stamtąd go nigdy nie wypuszczę. Przyznam szczerze, że brakuje mi czegoś, a dokładniej wsparcia czytelników. Spokojnie do niczego nie będę przymuszał, jeśli nie zechcecie mi trochę pomóc to blog i tak będzie żył, możecie mu i mi jedynie pomóc. Chciałbym żebyście mnie zmotywowali w komentarzach, nie ważne jakiej treści, możecie pisać dlaczego lubicie to opowiadanie, co się wam podoba, wszystko co tylko uznacie, że może pomóc. Przydałby mi się jakiś kopniak motywujący, bo prawdą jest, że piszę dla siebie, ale pisze też dla was, pragnę opinii o tym co tworzę, chce żeby ktoś mówił o Historii Michała, nie tylko ja. Z tą prośbą zwracam się nie do tych którzy czytają to opowiadanie na siłę, żebym to ja zajrzał do ich opowiadań, żebym nie przestawał ich czytać, bo takie osoby były i są. Zwracam się do prawdziwych czytelników, którzy czytają Historię Michała, bo czerpią z tego przyjemność, bo lubią to robić, bo chcą to robić bezinteresownie. Jeśli tacy istnieją to będę dozgonnie wdzięczny za pomoc.

Historia Michała nie upadnie!

środa, 13 grudnia 2017

Rozdział 105 - Połączone uczucia. Narodziny Destruktora!

-Cloyster jest niezdolna do walki, wygrywa Sandslash!
Michał przez chwilę stał bez ruchu, a gdy w końcu dotarło do niego, że przegrał kolejną rundę lekko drgnął i skierował wzrok na swoją podopieczną. Następnie podłamany odwołał ją do pokeballa.
-Cloyster... - wymamrotał patrząc na trzymaną w ręku kulę.
Schował ją i spojrzał w górę.
*Oddala się... szansa, która była tak blisko... Dzisiaj miał być mój dzień...*
Przed jego oczyma przeleciały obrazy walk z poprzednimi liderami, które wygrał oraz rozmowa z pokemonami przed tą obecną.
*Dzisiaj miałem zapewnić sobie przepustkę do ligi... wygląda na to, że byłem zbyt pewny siebie. Ale mimo wszystko... wciąż wierzę, że wygram i zrobię to z uśmiechem na ustach!* - oznajmił przywdziewając szeroki uśmiech na swoją twarz.
-Michał weź się w garść, bo przegrasz! Co się z tobą stało? Myślałem, że przyszedłeś tu wygrać!! - wykrzykiwał Dave, a Droy i Amelia równie przejęci przyglądali się plecom milczącego przyjaciela.
-Już dobrze!! - krzyknął nagle Zoldrey odwracając się do nich. - Wygram, jestem pewny, patrzcie uważnie!! - oznajmił unosząc do góry dwie zaciśnięte pięści.
Wyraz twarzy nastolatka sprawił, że obawy jego przyjaciół stanowczo osłabły, a cała ich uwaga została przeniesiona na pole walki.
-Sandslash!!! - krzyknął głośno Michał wyrzucając pokeball wysoko w górę.
W blasku białego światła zmaterializował się as drużyny wyzywającego, robiąc w powietrzu kilka błyskawicznych przewrotów w przód wylądował z gracją przyjmując bitewną pozę.
-Glalie, Poliwrath, Metapod, Ivysaur i Cloyster dali z siebie wszystko, czas to zakończyć! - oznajmił z determinacją w głosie.
Pokemon kiwnął głową.
-Idziemy po zwycięstwo!!!
-Slash! - odparł energicznie zderzając ze sobą obie łapy, a w jego oczach widoczne było podekscytowanie.
-Na tą chwilę czekałem! - obwieścił radośnie Mak. - Pokażcie mi swojego ducha walki!
-Tylko patrz!

Nim sędzina rozpoczęła słownie kolejny pojedynek Sandslash Michała przygotowywał się do startu niczym zawodowy sprinter z każdą chwilą napinając coraz bardziej mięśnie.
-Zaczynajcie! - krzyknęła, a czerwony jeż wystrzelił przed siebie jak z armaty.
W ułamku sekundy znalazł się przy przeciwniku i zaczął go okrążać.
-Sandslash nie daj się zdezorientować, spróbuj dotrzymać mu tempa! - rozkazał Mak.
Jego podopieczny głośno oddychał będąc zmęczonym po poprzednich walkach, lecz mimo to od razu wykonał polecenie i zaczął biegać za swoim czerwonym pobratymcem. Partner Michała był zdecydowanie szybszy, ale w pewnym momencie odpuścił i zrównał się szybkością z oponentem. Zaczęli ścigać się po całym boisku, ciężko było ich dostrzec gołym okiem.
-Kamienna krawędź!! - oznajmił lider.
-Unik!
Wyłaniające się z podziemi skały próbowały dopaść czerwonego Sandslasha, ale on zwinnie i błyskawicznie przebiegł po każdym z nich i przemknął obok zaskoczonego pobratymca.
-Sandslash stój! - krzyknął Michał, a jego pokemon natychmiast się zatrzymał.
-Krzyżocięcie! - rozkazał w odpowiedzi brązowowłosy.
Podopieczny Maka skrzyżował łapy i zaczął dynamicznie biec w stronę przeciwnika by wykonać swój ruch, a jego oponent stojąc w bezruchu jakby czegoś wyczekiwał.
-Blokuj! - usłyszał nagle jeż i automatycznie wystawił przed siebie lewą łapę.
Cios został perfekcyjnie zablokowany, a czerwony Sandslash nie drgnął nawet o milimetr. Mak otworzył usta ze zdziwienia, lecz natychmiast wydał kolejną komendę.
-Prędkość!
-Odskocz do tyłu! - odparł Zoldrey.
W chwili wystrzelenia gwiazdek podopieczny Michała wykonał błyskawiczny unik.
-Mamy ich! - krzyknął zadowolony lider. - Sandslash, kamienna krawędź!
Gdy czerwony jeż znajdował się jeszcze w powietrzu mknęły w jego stronę ostre jak brzytwa skały, które wyłaniały się jedna po drugiej spod ziemi. Spojrzał w stronę swojego trenera i uśmiechnął się.
-Giga wstrząs!!! - krzyknął Michał.
Czerwony Sandslash obrócił błyskawicznie swoje ciało wokół własnej osi, które pokryło się fioletową energią i pomarańczowymi pasami mającymi swój początek przed jego twarzą. Odbił się od ziemi i ruszył przed siebie niszcząc po drodze przeszkody powstałe z kamiennej krawędzi, a następnie nim Mak zdążył zareagować uderzył prosto w jego podopiecznego wbijając go w ścianę za nim.
-... Sandslash jest niezdolny do walki, wygrywa czerwony Sandslash! - obwieściła sędzina po chwilowym zaniemówieniu.
-To jest właśnie Michał którego chcemy oglądać - stwierdziła uśmiechnięta Amelia.
-Racja - potwierdził Droy.
Dave uśmiechnął się z podekscytowania.
-... O to chodzi - oznajmił lider chwytając z rozpromienioną miną za kolejny pokeball.
Michał i Sandslash skinęli do siebie głowami.
-Nidoqueen naprzód!
Nidoqueen to najwyższa forma Nidorana płci żeńskiej. Jej ciało jest chronione przez naprawdę twardą skorupę. Jest biegła w odpieraniu dynamicznych szarży ze strony przeciwników. Ten pokemon staje się silniejszy gdy broni swoich młodych.

-Bądź skupiona, mamy bardzo silnych przeciwników - ostrzegł podopieczną Mak.
Michał i Sandslash natomiast milczeli stojąc w takiej samej, lekko pochylonej do dołu pozycji. Po chwili nastolatek wycofał lekko prawą rękę do tyłu, jego partner zrobił to samo.
-Zaczynajcie! - oznajmiła sędzina.
*Kruszący pazur od prawej*
Oczy Michała i Sandslasha zajaśniały na czerwono, a jeż z zawrotną prędkością ruszył do przodu, a następnie zawisł w powietrzu z lewej strony Nidoqueen, robiąc przy tym ogromny zamach z naelektryzowanymi pazurami. Jego obecność w tamtej chwili skradła wzrok wszystkich. W ułamku sekundy pomknął ku podopiecznej Maka, lecz uderzył w ziemię przed nią robiąc potężne wgniecenie.
-... Nie trafił? - wymamrotał lider.
Oczy obojga zmieniły barwę z powrotem na normalną, gdy to się stało Sandslash natychmiast odskoczył od zaniepokojonej Nidoqueen. Z jakiegoś powodu Michał wydał komendę w myślach, a mimo to dotarła ona do Sandslasha.
*Co to było?* - zadał sobie pytanie Zoldrey. *Później się nad tym zastanowię...* - stwierdził po dotknięciu dłonią głowy. - Sandslash w porządku?
Pokemon kiwnął głową.
-Więc kontynuujmy, dobrze? - ostatnie słowo skierował ku szatynowi.
-Och... dobra.
-Widzieliście to? - zapytał Droy.
-To było trochę dziwne - stwierdziła Amelia.
 -Taniec ostrzy! - rozkazał nastolatek.
Jego partner bez sprzeciwu ze strony przeciwnika zwiększył sobie siłę ataku.
-Nidoqueen czekanie!
-Sandslash zwykłe!
Podopieczna Maka stała bez ruchu, natomiast czerwony jeż zebrał w prawej łapie fioletowo-czarną energię i uderzył z pół-zamachu w brzuch Nidoqueen, która zgięła się z bólu. Nagle wokół jej ciała zaczęła się unosić podchodząca pod czerwień aura. Michał nie przejmując się nią wydał kolejne polecenie.
-Popraw w twarz!
Tym razem cios wykonany w prawy policzek był o wiele bardziej skuteczniejszy, przeciwnik wydał z siebie głośny krzyk z powodu otrzymanych obrażeń. Jednak ku zdziwieniu zarówno Michała jak i Sandslasha, Nidoqueen zebrała nagle przed twarzą ogrom jakiejś siwo-białej energii i równie szybko wystrzeliła ją w zaskoczonego jeża.
-Przetnij to obszarowym!! - krzyknął próbując panować nad sytuacją.
Sandslash kumulując energię najszybciej jak tylko mógł, wystrzelił ją w formie cięcia w ostatniej możliwej chwili. Zderzenie obu ataków doprowadziło do wybuchu. W okolicach środka boiska powstał gęsty dym, lecz podopieczny Michała nie czekając aż opadnie ruszył przed siebie mimowolnie go przecinając.
-Kruszący pazur! - krzyknął Zoldrey, a jeż w tej samej chwili się zamachnął.
-Blokuj! - odparł Mak.
Nidoqueen wyczuwając z której strony nadchodzi atak wystawiła lewą rękę do przodu zaciskając ją, właśnie na nią przyjęła uderzenie, które okazało się silniejsze niż się spodziewała. Mimo, że się zaparła została przesunięta do tyłu. Chwilę później Sandslash zaczął odbijać się z miejsca na miejsce, w zastraszającym tempie, po całym pomieszczeniu. Był niedostrzegalny i niemożliwy do złapania. Doskonale się bawił, a jego szybkość sprawiała wrażenie z każdą chwilą rosnącej.
*No to mamy problem...* - stwierdził w myślach Mak. - Nidoqueen trzęsienie ziemi i smoczy szał! - rozkazał nie do końca przekonany czy to wypali.
Nidoqueen uderzyła pięścią w ziemię powodując silne wstrząsy, które zgodnie z założeniem spowodowały, że Sandslash przestał skakać po pomieszczeniu, a mianowicie wykonał ostatni skok w górę nad boiskiem by uniknąć ruchu przeciwnika. Oczy Nidoqueen pokryły się czerwonym kolorem lecz zupełnie innym niż ten występujący u Michała i Sandslasha. Wokół jej ciała zaczęła unosić się niezbyt duża czerwona aura. Jej twarz stała się wściekła, a zachowanie agresywne. Jeż uśmiechnął się i przyśpieszył upadek na podłoże, a następnie zbliżył się do przeciwniczki.
-Sandslash unikaj i czekaj na komendę! - rozkazał Michał chwilę przed tym jak Nidoqueen rozpoczęła swoją wściekłą furię.
Atakowała wykorzystując całe swoje ciało, a najbardziej ręce i nogi. Stała się szybsza, a ciosy, które wykonywała były silne i precyzyjne. Sandslash z uśmiechem na twarzy bez problemu umykał przed wszystkim ze strony oponenta.
-Podwójne obszarowe, skrzyżuj je!! - krzyknął nagle Zoldrey.
Jego partner natychmiast zebrał energię w obu łapach i wystrzelił wściekłe cięcie w kształcie litery "X".
-Czekanie!! - rozkazał w odpowiedzi Mak.
W tamtym momencie piasek na boisku zaczął się delikatnie unosić i wirować. Nim nocne cięcie dotarło do celu w oczach Michała i Sandslasha ponownie pojawił się ten sam szkarłat.
*Zwykłe*
Fiolet i czerń zmieszała się ze sobą w prawej łapie jeża w błyskawicznym tempie, jednak nie dorównało to prędkości z którą Sandslash znalazł się przed Nidoqueen. W tym samym momencie w którym wcześniej wystrzelone cięcie uderzyło w ciało podopiecznej lidera, dotarł do niej także piekielnie silny cios z prawego sierpowego, z pełnego zamachu, który od razu ją znokautował. Sędzina rozszerzyła szeroko źrenice i dopiero po chwili zareagowała.
-Nidoqueen niezdolna do walki, wygrywa Sandslash! - oznajmiła spoglądając w stronę Maka.
-To robi wrażenie... - wymamrotał odwołując podopieczną do pokeballa. *To nawet trochę przerażające...* - stwierdził w myślach.
Droy, Amelia i Dave wymienili miedzy sobą zszokowane spojrzenia.
*Znowu?* - zapytał sam siebie Michał.
Sandslash odwrócił się do niego z podobnie zdziwioną miną. Następnie oboje się uśmiechnęli, czuli jakby byli połączeni. Ustali obok siebie i skierowali swoje spojrzenia w stronę szatyna.
-Jak to skomentujesz liderze? - zapytał nastolatek.
-Heh... gdyby nie został mi mój as mógłbym mieć kłopoty - zaśmiał się Mak. - Michale i Sandslashu, doprawdy jesteście silnym duetem, postaram się was nie zawieść - dodał po chwili.
W czasie gdy dwójka trenerów mierzyła się ze sobą spojrzeniami sędzina zabrała głos.
-Rozpoczynamy ostatni pojedynek pełnej walki sześć na sześć o odznakę sali Wertańskiej!
-Sprawię, że zapamiętacie ten dzień do końca swojego życia - obwieścił Mak powiększając w ręku pokeball, który następnie pocałował.
-Sandslash razem możemy wszystko, wygrajmy! - oznajmił z podekscytowaniem Michał.
Pokemon z uśmiechem skinął głową. Chwilę później ostatnia czerwono-biała kula lidera poszybowała w górę, a oczom wszystkich ukazał się jego ostatni podopieczny.
Steelix to wyższa forma Onixa. Żyje jeszcze głębiej pod ziemią od niego. Znany jest z kopania w kierunku jądra ziemi. Istnieją zapisy, które mówią, że ten pokemon osiągnął głębokość ponad sześć dziesiątych metra pod ziemią.

Pokemon Maka nie miał naturalnego koloru, który widniał w podexie, a kolor złoty. Podobnie jak Sandslash był rzadką odmianą swojego gatunku z o wiele większym potencjałem rozwoju. Jego ciało lśniło niczym diament, a dostojność i siła, którą dysponował biła od niego tak wyraźnie, że rozniosła się na całe pomieszczenie. Po chwili ciszy wydał z siebie głośny ryk, który sprowadził na Michała i Sandslasha mocny powiew powietrza. W ten sposób się przywitał i oznajmił, że ta sala to jego terytorium. Nastolatek wypuścił z powrotem wszystkie swoje pokemony, które zdążyły już odzyskać przytomność żeby mogły oglądać pojedynek do końca.
-Liderze, czy jesteście gotowi? - zapytała sędzina.
-Tak!
-Wyzywający, czy jesteście gotowi?
-Tak!
Po chwili ciszy kobieta wydała z siebie głośny krzyk pełen podekscytowania.
-Zaczynajcie!!!


-Sandslash zwykłe!! - krzyknął Michał.
Jeż zebrał energię w prawej łapie i robiąc kilka błyskawicznych kroków odbił się od ziemi i wyskoczył na wysokość oczu Steelixa, a następnie robiąc wielki zamach uderzył w jego głowę. Przeciwnik początkowo skrzywił się po uderzeniu, ale po chwili odrzucił Sandslasha wydając przy tym głośny wrzask.
-Steelix stalowy ogon!! - krzyknął Mak.
Ogon jego podopiecznego pokrył się białym światłem, a on sam potężnie się nim zamachnął. Trafił w skrzyżowaną gardę Sandslasha którego uderzenie przesunęło o kilka metrów do tyłu. W chwili zakończenia wymiany oba pokemony przygotowywały się do następnej. Sandslash z powrotem pomknął w stronę oponenta z łapą pokrytą intensywną fioletowo-czarną energią, natomiast Steelix z tak samo jaśniejącym ogonem zrobił przewrót w przód. Doszło do zderzenia po którym powstał mały wybuch. W powietrzu zawisł pył, który drastycznie zmniejszył widoczność. Jednak nie przeszkodził on Sandslashowi w zlokalizowaniu swojego celu.
-PODWÓJNE OBSZAROWE!! - rozkazał Michał, a jego podopieczny posłał w odpowiednim kierunku wściekłe cięcie w kształcie litery "X".
Steelix oberwał bezpośrednio.
-Oddech smoka! - rozkazał w odpowiedzi Mak.
Stalowy wąż nabrał powietrza i wystrzelił ogromny promień o kolorze jasnej zieleni, który całkowicie pozbył się pyłu.
-Unik!
Chociaż komenda nadeszła niemal w ostatniej chwili, Sandslash przeskoczył nad wrogim atakiem. Jednak ku jego zdziwieniu głowa Steelixa pojawiła się tuż nad nim i zmierzała wprost na niego przecinając przy tym gwałtownie powietrze.
-STALOWA GŁOWA! - oznajmił lider, a łepetyna jego pokemona pokryła się metalicznym połyskiem zmieszanym z intensywną białą energią.
Jeż nie zdążył zareagować i oberwał bezpośrednio, został odrzucony do tyłu. By nie polecieć na ścianę wbił lewą łapę w podłoże by zatrzymać się pozostając na boisku.
-Dokończ robotę stalowym ogonem!
Steelix odpowiedział rykiem i posłał w kierunku oponenta swój długi ogon.
-Sandslash podwójne zwykłe, wypunktuj go!! - krzyknął Michał.
Na łapach jego partnera jakby z automatu pojawiła się fioletowo-czarna energia. Dynamicznym ruchem umknął końcówce ogona przeciwnika i zaczął przemieszczać się wokół niego niczym ninja, próbując dostać się do głowy. Gdy już znalazł się na jej wysokości uderzył prawą łapą w prawy policzek, następnie lewą w podbródek, a na koniec po obrocie wokół własnej osi ponownie prawą w to samo miejsce. Po każdym uderzeniu głowa Steelixa latała na boki, a siłę jaką wkładał w nie Sandslash było słychać przy wszystkich zamachach. Jeż po zakończeniu serii wybił się z ciała stalowego węża wysoko w górę by wykonać kończące uderzenie.
-PEŁNA MOC! - oznajmił Michał.
Podopieczny nastolatka był zaledwie kilka centymetrów od przeciwnika wykonując przy tym ogromny zamach. Steelix nie zdążył zareagować, ale jego głowa instynktownie stwardniała i pokryła się białą energią. Jego refleks zareagował za niego, gdy doszło do zderzenia i pokemon ogarnął co się wokół niego dzieje z całej siły parł w górę zabierając przy tym Sandslasha. Oba pokemony podzieliły się obrażeniami. Jeż chwilę później odskoczył na bezpieczną odległość.
-Taniec ostrzy!! - krzyknął Zoldrey.
Sandslash po zwiększeniu siły swojego ataku ponownie ruszył przed siebie. Steelix po wymianie spojrzeń z Makiem zrobił to samo.
-GIGA WSTRZĄS!!! - krzyknęli jednocześnie, a ich pokemony zamieniły się w żywe komety.
Zderzenie wytworzyło falę uderzeniową, która zawaliła nieznacznie boisko. Pomiędzy wciąż ledwo widocznymi, unoszącymi się odłamkami energii i nieustępliwymi spojrzeniami pojawiły się także wspomnienia. Dziesiątki treningów, tyle samo walk i siedem sprawdzianów w poprzednich salach. Wysiłek i determinacja przywiodła tutaj Michała i jego pokemony, do miejsca ostatniej próby po której droga do spełnienia marzeń stanie przed nimi otworem. Chłopak był dumny, że dotarł aż tak daleko.
-Steelix to naprawdę godny przeciwnik! - powiedział podekscytowany nastolatek.
-Sandslash również! - odparł Mak.
Choć stawka była niebywale wysoka Michał i Sandslash świetnie się bawili. Nastała chwilowa cisza, a następnie pojedynek został wznowiony.
-Naprzód! - krzyknął piętnastolatek, a jeż natychmiast pomknął przed siebie. - Zwykłe!
-Steelix uderz ogonem w ziemię!
Ogon podopiecznego szatyna zniszczył podłoże przed nim zamieniając je w odłamki, które po wybiciu w powietrze, opadając, miały spowolnić oponenta.
-Pół-silne!! - rozkazał Michał.
Sandslash w obliczu nawałnicy spadających odłamków wystrzelił multum mknących jak błyskawica cięć, które oczyściły dla niego drogę. Steelix wyczekiwał ataku przeciwnika spoglądając na chmurę kurzu powstałą ze zniszczonego podłoża, gdzie momentalnie skrył się jeż.
-Gdy tylko się pojawi atakuj stalową głową! - oznajmił Mak.
Dosłownie po tym jak to powiedział Sandslash uderzył z impetem nocnym cięciem w głaz pod głową Steelixa, który nie zdążył jakkolwiek zareagować. Wyraźnie się skrzywił wydając przy tym głośny ryk.
-... Odrzuć go stalowym ogonem!!! - krzyknął lider.
Stalowy wąż błyskawicznie się obrócił i odepchnął Sandslasha do tyłu na kilka metrów. Jeż tym razem skrzyżował łapy blokując to, tym samym zmniejszając otrzymane obrażenia. Lecąc do tyłu wbił obie łapy w podłoże zatrzymując się i czekając na kolejną komendę.
-Steelix oddech smoka!
Pokemon zaczął zbierać energię, ale odczuł nagle przeszywający ból w miejscu trafionym wcześniej przez nocne cięcie. Zachwiał się i nie dokończył ataku.
-STEELIX!! - wrzasnął Mak.
Michał i Sandslash zareagowali jednocześnie.
*TO NASZA SZANSA!*. - PODWÓJNE NOCNE CIĘCIE I GIGA WSTRZĄS!!!
Jeż zebrał fioletowo-czarną energię w obu łapach i obrócił swoje ciało wokół własnej osi pokrywając je powłoką o kolorze ametystu i otaczającymi go pasami koloru promieni słonecznych. Po chwili Sandslash uderzył z całej siły w Steelixa. Wąż został wbity w ścianę. Michał i jego partner bacznie przyglądali się będącemu w bezruchu przeciwnikowi, wyglądał na nieprzytomnego, a Mak ze spuszczoną głową nie reagował. Sandslash odwrócił się w przeciwną stronę i zaczął schodzić z boiska, zatrzymał się kiedy poczuł na sobie wzrok. Niespodziewanie Steelix pozbierał się ze ściany i z determinacją uniósł swoją głowę w powietrze.
*Ten Steelix nie ma zamiaru upaść...* - stwierdził w myślach Michał.
Po chwili pokemon i trener zawiesili na sobie wzrok.
-Steelix... czekaliśmy na takiego rywala długi... długi czas - powiedział Mak wymieniając się z podopiecznym uśmiechami.
W myślach ich obu pojawił się obraz gdy mężczyzna był o wiele młodszy, a pokemon funkcjonował jako Onix.
-Nie chcemy z wami przegrać, dlatego... - mówiąc to wyciągnął z kieszeni kamień klucza.
W tym samym momencie Steelix ujawnił ukryty pod jednym z jego zębów przyczepiony mega kamień. Gdy wydobywająca się z obu kamieni energia zaczęła się ze sobą łączyć, a Steelix zmieniać formę Michał uśmiechał się z lekką obawą wymalowaną na twarzy.
*Poważnie...!? Będzie naprawdę ciężko!* - powiedział samemu sobie.
-To cała nasza siła! - oznajmił Mak zaciskając pięść.
Nastolatek przez dłuższą chwilę podziwiał nową formę przeciwnika.
-NAPRZÓD!!!!! - wrzasnął z całej siły Dave.
Jego doniosły krzyk przywrócił Michała do rzeczywistości.
*Ma rację, nie czas na podziw, czas wygrać!*
-Slash...
Pokemon odwrócił się do trenera i wyciągnął do niego prawą łapę. Zoldrey uśmiechając się zrobił to samo, a pojedynek rozpoczął się na nowo.


-Sandslash taniec ostrzy!! - rozkazał Michał w czasie gdy Steelix już mknął w jego stronę.
Gdy jego stalowa czaszka miała już w niego uderzyć, jeż po zwiększeniu swojego ataku odskoczył w ostatniej chwili. Ucieczka okazała się nie być taka łatwa, po wykonanym uniku na podopiecznego Zoldrey'a leciał już piekielnie długi ogon Steelixa. Jednak on też został minięty przez skupionego jak nigdy wcześniej Sandslasha.
-Oddech smoka!! - krzyknął Mak.
Steelix wystrzelił tak ogromny promień, że nawet świetnie poruszającemu się jeżowi uniknięcie go sprawiało wielkie problemy. Mknął po całej sali będąc o włos od jasnozielonej substancji. Sandslash biegał po całym pomieszczeniu, a oddech smoka nie odpuszczał go na krok, Steelix cały czas świetnie nim operował. Trybuny zostały zasłonięte specjalnymi przezroczystymi ścianami, które broniły widzów od ewentualnego kontaktu z niebezpiecznymi atakami walczących pokemonów. W końcu Sandslash został zapędzony w kozi róg, a Mak wydał błyskawiczne polecenie.
-STALOWY OGON!!!
Ogon był tak wielki, a atak tak szybki, że czerwony jeż nie miał jak tego uniknąć. Oberwał mocno, ale natychmiast wbił swoje łapy w podłoże odlatując tylko kawałek. Powstały kolejne głębokie wyrwy. Boisko było w ruinie.
*Piekielnie silny, ale...!*. - SANDSLASH ZWYKŁE, PEŁNA MOC!!! - krzyknął Michał.
Pokemon momentalnie znikł i pojawił się w powietrzu za Steelixem. Wąż odwrócił się, a jeż uderzył go w twarz z całej siły. Steelix niemal tego nie odczuł.
-GIGA WSTRZĄS, NAPRZÓD!!! - dodał z przejęciem.
Gdy Sandslash zamienił się w żywą kometę przeciwnik przymrużył jedno oko i został lekko przepchnięty.
-STEELIX TY TEŻ GIGA WSTRZĄS!!! - krzyknął Mak, a jego pokemon zaczął wirować zamieniając się w kilka razy większy obiekt o tej samej kolorystyce.
Pokemony zaczęły się siłować.
-PODWÓJNE OBSZAROWE, IDŹ!!!!! - wrzasnął Michał niemalże tracąc głos.
Na skrzyżowanych łapach Sandslasha pojawiły się dwa wściekłe cięcia. Oba pokemony parły z całej siły wydając przy tym głośny krzyk.
-IDŹ!!!!! - krzyknęli jednocześnie Dave, Droy i Amelia, a także pozostała piątka pokemonów Michała.
-IDŹ!!!!! - krzyknął raz jeszcze Michał.
Sandslash parł z całej siły, zaczął wygrywać, przepchnął Steelixa kawałek do tyłu aż nagle szala się odwróciła i został przez niego całkowicie przepchnięty i wyrzucony w powietrze.
-STALOWY OGON, PEŁNA MOC!!!!! - wrzasnął Mak.
Steelix zrobił w powietrzu przewrót w przód i wykonał piekielnie mocny zamach jaśniejącym na biało ogonem. Gdy wydawało się, że to już koniec piasek z podłoża ponownie zaczął się unosić i wirować, o wiele intensywniej. Oczy Michała i Sandslasha pokryły się krwawym szkarłatem. Jeż niespodziewanie wyskoczył spod ogona oponenta i znalazł się za nim.
*Kruszący pazur!*
Pazury na jego prawej łapie tak mocno się naelektryzowały, że iskry zaczęły przechodzić po całym jego ciele. Uderzył w czubek głowy Steelixa sprawiając, że ten odczuł paraliżujący ból.
-CO!? - krzyknął niedowierzając Mak.
-My... wciąż walczymy!! - oznajmił dumnie Michał.
-Steelix jesteśmy o włos od wygranej, nie odpuszczajmy!! Obróć się i stalowy ogon!
Podopieczny lidera zaczął się kręcić wokół własnej osi, tym samym imitując tornado. Robił to by nie było wiadomo skąd nadejdzie atak. Zoldrey bazując na obserwacji tego jak rusza się ich przeciwnik wydał polecenie.
*Odskocz do tyłu i schyl się*
Stalowy ogon nadszedł z prawej strony, ale to nie było istotne, ponieważ Sandslash dzięki zaleceniom Michała zdążył przed czasem się na to przygotować. Atak, który mógłby wyciąć szereg przeciwników przemknął nad głową jeża, po chwili pomknął przed siebie wzdłuż, z prawej strony ogona.
*Podwójne obszarowe i przebiegnij do lewej*
Sandslash wystrzelił cięcie w kształcie podłużnego "X", które dzięki szybkiej reakcji Maka Steelix zdążył uniknąć błyskawicznym ruchem głowy. Wąż przemieścił swój ogon w miejsce z którego nadszedł atak, ale jego przeciwnika już tam nie było, znajdował się z drugiej strony.
*Zwykłe!*
-Steelix ogon na lewo i stalowa głowa!! - krzyknął zdezorientowany Mak.
Droga do niespodziewanego uderzenia Steelixa w tamtej chwili zamknęła się przed Sandslashem. Z tyłu leciał na niego stalowy ogon, a z przodu twarda jak stal czaszka węża.
*Odwróć się i sparuj ogon w lewą stronę, a później zanurkuj w dół i uderz w jego podbródek!*
Sandslash ani na chwilę nie zwątpił w plan swojego trenera i wykonał go znakomicie sprawiając, że ogon i głowa Steelixa zderzyły się ze sobą. W tym samym czasie on odbijając się od podłoża dołożył potężny podbródkowy. Jednak złoty wąż był niewzruszony.
*Wybij się w górę i giga wstrząs*
Gdy jeż przemieniony w pocisk z energii spadał na Steelixa, Mak zdążył wydać polecenie.
-GIGA WSTRZĄS!!! - wrzasnął, a jego pokemon na czas wykonał ruch.
Michał nie chcąc znów się z nim siłować rozkazał Sandslashowi by ten wykonując manewr w bok przemknął obok niego.
*Żadnych słabych punktów, co?* - po tym stwierdzeniu nastolatek zacisnął zęby.
-NASZA OBRONA JEST DOSKONAŁA! - obwieścił Mak.
-PO PROSTU SIĘ PRZEZ NIĄ PRZEBIJEMY! - krzyknął w odpowiedzi Michał.
W tamtym momencie żaden z nich nie czuł się jako wyzywający i lider, oboje pragnęli wygranej i udowodnienia, który jest lepszy. Widowisko zmierzało ku końcowi, gdy nagle zarówno Sandslash jak i Michał odczuli potężny impuls w swoich ciałach. Wokół ciała jeża zaczął unosić się i wirować piasek, a on sam czując przyrost siły ruszył ku Steelixowi. Momentalnie zniknął i pojawił się przy jego twarzy, łapy miał pokryte energią z nocnego cięcia. Nim przeciwnik zareagował uderzył prawą w jego prawy policzek, następnie lewą w podbródek, a po przewrocie w przód w czubek głowy, zakończył serię po obrocie wokół własnej osi i uderzeniu jeszcze raz z prawej, tym razem tak mocno, że Steelix został odrzucony do tyłu o jakieś kilka metrów. Ciosy były tak błyskawiczne i potężne, że każdy obecny na sali zaniemówił. Sandslash odskoczył do tyłu stając na środku boiska.
*Co się dzieje...?* - zastanawiał się Michał patrząc na podopiecznego.


Wokół jego ciała zaczęły z powrotem unosić się i wirować tym razem monstrualne ilości piasku w których jeż stawał się coraz mniej widoczny. Wyglądało to tak, jakby stawał się częścią intensywnej burzy piaskowej. Przez chwilę wydostawały się z niej znikome ilości białego światła po których błyskawicznie nie było śladu. Zarówno pokemony jak i wszyscy obecni tam ludzie odczuli nagły niepokój i przytłaczającą obecność gdy w burzy zaczęły być widoczne piekielnie czerwone, złowrogie ślepia. Po chwili sylwetka także była widoczna. Przypominała tą Sandslasha, jednak mocno się od niej różniła. Była większa, dziksza i o wiele bardziej opancerzona.


Gdy wokół jego łap w monstrualnych ilościach zaczęła zbierać się czerwono-czarna energia przypominająca dwie wściekłe błyskawice, najpotężniejsze jednostki na świecie na czele z Viperem odczuły ogromną moc bijącą od Sandslasha. On natomiast z szerokim uśmiechem na twarzy pomknął w stronę Steelixa potężnie stąpając po ziemi, która była niszczona po każdym kontakcie z nogami jeża. Podopieczny Maka momentalnie się przeraził, ale po chwili przybrał bojową postawę. Machnął desperacko stalowym ogonem przed siebie, ale Sandslash przeskoczył go i wykonał zamach przed jego twarzą. Gdy prawa łapa dosięgnęła Steelixa oprócz głośnego krzyku i ogromnych obrażeń powstał także ogromny wybuch energii, który odczuł cały budynek. Po chwili nadszedł kolejny cios, tym razem z lewej łapy, podbródkowy spod samego podłoża, który wybił bezradnego węża w powietrze i nadkruszył jego stalową skórę. W tamtym momencie Sandslash poruszył się tak szybko, że wyglądało to tak jakby odbił się od powietrza i pochłonięty przez piasek oraz krwawą powłokę szykował kolejny atak. Tak też się stało i Steelix oberwał potężnym "opadającym młotem" z wyprostowanej prawej łapy, który wbił go w ziemię i skruszył skórę w kolejnym miejscu. Michał i Mak nie mieli odwagi i czasu żeby jakoś zareagować, przerwać to, ponieważ cała ta sytuacja trwała zaledwie kilka sekund. Uśmiech Sandslasha cały czas się poszerzał. Nagle energia na jego łapach powieliła się kilkukrotnie, a on sam skrzyżował i wypuścił wszystko jako cięcie w kształcie "X", które przecięło cały budynek. Powstał wybuch, który momentalnie objął i zniszczył całą salę. Niespodziewanie gdy wybuch i wszystkie skutki, które za sobą niósł ustały, okazało się, że budynkowi jednak nic poważnego się nie stało, zostały tylko ślady cięcia na ścianach i podłożu. Każdy był cały, oprócz Steelixa, który z poważnymi obrażeniami leżał nieprzytomny. Sandslash stał obok niego czekając na werdykt sędziny. Wszyscy tam obecni prócz jeża przez chwilę nie reagowali aż w końcu równocześnie, jakby przebudzili się z transu. Michał spojrzał w stronę swojego partnera, który wydawał się być niesłychanie radosny.
*Co się... stało?* - zadał sobie pytanie nastolatek.
Zoldrey i reszta czuli się wyprani, w ich głowach krążyły nijakie myśli. Chwilę później Sandslash podbiegł do Michała i zaczął wymachiwać rękami z uśmiechnięta do bólu miną. W czasie biegu piasek, który wcześniej się wokół niego unosił opadł na ziemię odsłaniając w pełni jego nową formę. Jego ciało przepełnione było jeszcze większą ilością kolców niż wcześniej, do tego o wiele ostrzejszych i spiczastych, łapy zostały powiększone kilkukrotnie z także powielonymi i zwiększonymi pazurami, ogon również był o wiele większy, a na obu kolanach widniały teraz grube, czerwone jak jego ubarwienie kolce. Cieszył się jak nigdy dotąd co wyjątkowo poruszyło Michała, nagle zrozumiał co się dzieje i zaczął się cieszyć razem z nim.
-Wygraliśmy... wygraliśmy... wygraliśmy!!! Udało nam się! - krzyczał łapiąc Sandslasha za ręce.
Po chwili zaczęli razem skakać i kręcić się w kółko.
-WYGRALIŚMY!!! - krzyknął raz jeszcze radując się jeszcze bardziej.
Ich uśmiechów w tamtej chwili nie dało się poszerzyć. Widząc euforię trenera, reszta pokemonów także dołączyła do świętowania, a następnie również Dave, Droy i Amelia, którzy zeszli z trybun. Mak uśmiechnął się pod nosem i odwołał Steelixa do pokeballa. W tamtej chwili sędzina ogłosiła zwycięzce całej walki co spotkało się z jeszcze większą euforią.
-Udało ci się Michał, naprawdę ci się udało!! - cieszyła się Amelia.
-UDAŁO SIĘĘĘĘĘ!!! - wrzasnął pogrążony w radości Dave.
-Należało ci się!! - dodał od siebie równie szczęśliwy Droy.
-W końcu...!! - mówiąc to Zoldrey niemal pisnął. - MAMY OSIEM ODZNAK!!!!! - wrzasnął obejmując wszystkich wokół.
Michał nie mógł uwierzyć w to jak rozpromienioną twarz miał Sandslash, to wyjątkowo dotknęło jego serca.
*Sandslash ta forma... jak ją osiągnąłeś, jak to w ogóle możliwe? W sumie to teraz mało istotne, później będzie na to czas...* - stwierdził w myślach nastolatek przyglądając się podopiecznemu. - Ta forma jest wspaniała, wierzę, że to właśnie dzięki naszej więzi ją osiągnęliśmy! - powiedział na głos.
-Slash... Sand Slash!! - odparł uradowany pokemon.
-To Sandslash może w ogóle ewoluować? - zastanawiał się Dave.
Droy momentalnie się zaśmiał.
-Najwyraźniej.
-Udało się nam! - powtórzył raz jeszcze Michał przytulając wszystkich swoich podopiecznych.
-Wyzywający! - krzyknął nagle Mak. - Mam coś dla ciebie! - oznajmił z szerokim uśmiechem.
Nastolatek natychmiast podszedł do lidera.
-Byłeś świetny, nie poddałeś się i zwyciężyłeś. Przypomniałeś mi o rywalizacji i chęci wygranej, to był niebywały pojedynek i niezapomniane przeżycie. Poczułem się jak za starych dobrych lat jako trener... nawet nie wiem co powiedzieć... jestem ci dozgonnie wdzięczny! - powiedział pochylając głowę.
-Wzajemnie, nigdy tego nie zapomnę! - odparł Michał robiąc to samo.
Po chwili uścisnęli sobie dłonie.
-Dla trenera jak ty nie mam rad którymi mógłbym cię uraczyć, po prostu weź to... dowód twojego zwycięstwa! - oznajmił objawiając mu odznakę tamtejszej sali w pełnej okazałości.
Wyglądała jak mały listek którego górna część była ciemnozielona, a dolna jasnozielona.
-Proszę - powiedział podsuwając mu ją niemal pod sam nos.
Michał z podziwem zlustrował ją wzrokiem i sięgnął po nią ręką, lecz zatrzymał ją w połowie drogi i odwrócił się w stronę swoich przyjaciół czym zdziwił mężczyznę.
-Sandslash chcę żebyś to ty ją odebrał... - wyznał czule się uśmiechając.
Pokemon był niebywale zaskoczony, a jego serce zaczęło bić mocniej. Chłopak się lekko odsunął, a jeż z rozpromienioną twarzą podszedł do Maka i z przepełnionymi podziwem oczami wrócił do swojej poprzedniej formy, a następnie ostrożnie chwycił odznakę i podniósł ją w górę powodując, że wszyscy wybuchli radością. Tamten moment w którym wiecznie ponury Sandslash w pełni zamienia się w prawdziwie szczęśliwego pokemona Michał zapamięta do końca życia.
*Choć to jeden z najszczęśliwszych momentów mojego życia mam wrażenie, że coś jest nie tak...*
Następnie nic nieświadomy nastolatek i jego przyjaciele poszli świętować wygraną do Centrum Pokemon.
**

Cała sala i teren wokół niej w ułamku sekundy został wchłonięty przez szarość. Powstała tam bariera, a czas się zatrzymał. Na środku boiska niczym hologram komputerowy zmaterializował się klatka po klatce mężczyzna o krótkich czarnych włosach, czarnej kamizelce pod którą nic nie miał i długich czarnych spodniach oraz czarnych butach. Prawe oko miał zamknięte, a wokół niego, na prawej połowie twarzy wytatuowane były pionowo bardzo realistyczne szwy. Obok niego zmaterializował się także czarny stwór przypominający z postury psa. Jego oczy były całkowicie siwe podobnie jak część nastroszonych uszu i ogona w kształcie falującego płomienia. Całe ciało miał pokryte ostrymi siwymi kolcami, na szyi widniał pasek o tym samym kolorze. Na czole miał duży róg, podobnie jak pod oczami i na grzbiecie. Wyglądał jak zjawa, a także sprawiał wrażenie, że nie pochodzi z tego świata. Mężczyzna zrobił kilka małych kroczków, gdy wygląd pomieszczenia zaczął się zmieniać skrzywił lekko twarz i wyciągnął urządzenie przypominające jakiś komunikator.
-... Panie Viper miał pan rację, jest źle... musiałem zająć się ich świadomością, a mój partner przenieść jego atak... - powiedział gdy wokół niego pojawiła się ruina budynku i najbliższej okolicy oraz ogromny kształt litery "X" wytworzony w ziemi o głębokości kilkunastu metrów.
**

Gdy świętowanie przepełnione uśmiechami i radością trwało w najlepsze siostra Joy poinformowała, że jest do Michała telefon. Chłopak zbytnio się nie zastanawiając poszedł go odebrać.
-Halo - powiedział na początek, ale nie uzyskał odpowiedzi.
Było słychać tylko jakieś szumy.
-Halo... z kim mam przyjemność? - zapytał powoli się niecierpliwiąc.
Po chwili osoba po drugiej strony w końcu coś powiedziała.
-Michał... przepraszam...
Nastolatek od razu rozpoznał jego głos. Jednak w tamtej chwili jeszcze nie wiedział, że Surge mówił to ze zmasakrowanym ciałem zalanym krwią, na polu bitwy przepełnionym trupami żołnierzy jednostki specjalnej.

------------

C.D.N!

Witajcie po ponad miesięcznej przerwie. Ofiaruję wam oto tego "kolosa" jak na moje standardy z którego jestem bardzo zadowolony. Mogłem go podzielić na kilka części, ale jako, że zanim opublikuję kolejny rozdział może minąć trochę czasu postanowiłem obdarować was tekstem w takiej formie, zakończonym w miarę dobrym momencie. Jak zwykle, lecz teraz niesłychanie bardzo chciałbym poznać waszą opinię na temat tego rozdziału, próbowałem sprawić by miał w sobie coś magicznego, liczę na was w tej kwestii. Specjalne podziękowania należą się Marcie - mojej rysowniczce, która wykonała art Sandslasha, proszę o oklaski dla tej pani. Na bloggerze występuje pod nazwą "Lol20240", którą możecie kojarzyć z takich poke-blogów jak "Path of Emptiness" i "Pokestoria". To na tyle moi drodzy, do następnego i niech moc Sandslasha będzie z wami!

piątek, 27 października 2017

Rozdział 104 - Odwrócona szala

Po niespodziewanej eksplozji stworzonej przez Golema całe pomieszczenie stanęło w dymie. Nagłość tej sytuacji niebywale zaskoczyła Michała i jego podopiecznego, którzy nie zdążyli w porę zareagować. Gdy dym opadł na zniszczonym boisku leżał nieprzytomny Golem, a obok niego stał Poliwrath. Zemdlał na stojąco, drgał walcząc z przytomnością, jednak nie zdołał powstrzymać jej utraty.
-Golem i Poliwrath są niezdolni do walki! - obwieściła sędzina.
-Poliwrath... - wymamrotał Michał zmierzając w stronę pokemona.
-To smutne w jaki sposób nie może kontynuować pojedynku... - stwierdził Droy.
-Znając Poliwratha musi być sfrustrowany... - dodała od siebie Amelia.
Dave natomiast uderzył nerwowo dłonią w oparcie na ręce przy siedzeniu.
-Poliwrath... - wymamrotał ponownie Zoldrey opierając plecy podopiecznego o swoją prawą rękę.
Pokemon otworzył oczy i wyszeptał coś pod nosem z niepocieszoną miną.
-Jestem ci wdzięczny, odpoczywaj - oznajmił odwołując go do pokeballa.
-Przepraszam, że tak wyszło, ale był za dużym zagrożeniem dla mojej drużyny - wyznał Mak.
-W ogóle się tego nie spodziewałem - uśmiechnął się nastolatek.
Lider podrapał się za głową.
-Pora trochę zmienić pole walki - oznajmił dając znak brązowowłosej, która wyciągnęła z kieszeni pilot.
Po wciśnięciu odpowiedniego guzika obecne pole walki zapadło się pod ziemię, a po chwili wyłoniło się zupełnie inne, nieco zmodyfikowane. Mechanizm pod nimi działał bardzo sprawnie co Michał chwilę wcześniej miał możliwość podziwiać. Nowe boisko przypominało skaliste podłoże z wieloma dużymi, wystającymi stalagmitami.
-Wybieram cię! - krzyknął Mak wyrzucając pokeball w górę.
Ku zdziwieniu wszystkich z kuli zmaterializował się Sandslash, aczkolwiek o normalnym ubarwieniu.
-Ciekawe jak sobie z nim poradzisz - dodał po chwili.
-Metapod wybieram cię! - krzyknął Michał.
Mężczyzna zrobił naprawdę zdziwioną minę.
-Ha ha, zobaczmy co tym razem mi pokażesz!
-Aby ta sytuacja z Poliwrathem nie odbiła się na pewności siebie Michała... - powiedział Droy.

-Zaczynajcie! - krzyknęła szatynka opuszczając chorągiewki w dół.
-Metapod strzał nicią i akcja!! - rozkazał Zoldrey.
Podopieczny Michała natychmiast wystrzelił lepką wydzielinę w najbliższą skałę i przyciągając się do niej nabrał prędkości lecąc prosto na przeciwnika i przygotowując się do wykonania akcji.
-Sandslash rozdarcie! - odparł Mak, a pazury jego podopiecznego wydłużyły się i zajaśniały na biało.
-Stalowa obrona! - dodał po chwili Michał.
Metapod lecąc w stronę Sandslasha pokrył się intensywnym metalicznym połyskiem zwiększając mocno swoją obronę. Ku zdziwieniu Maka, po zderzeniu pazury jego podopiecznego zostały odrzucone, a robak nie odczuł ciosu.
-Ale twardy! - powiedział na głos.
*Nie mogę użyć elektrosieci przez jego typ, więc...*. - Skacz i akcja, pełna moc!!! - krzyknął nastolatek, a jego zmotywowany pokemon przystąpił do wykonania polecenia.
Po imponującym jak na warunki fizyczne Metapoda skoku, zaczął nieubłaganie zbliżać się do rywala.
-Unik! - rozkazał w ostatniej chwili Mak.
Sandslash zwinnie uskoczył do tyłu, a robak uderzył w ziemię.
-Prędkość! - dodał po chwili.
Jeż zrobił obrót wokół własnej osi i machnął prawą łapą wytwarzając ogrom świecących gwiazdek, które pomknęły prosto na pokemona Michała.
-Stalowa obrona! - powiedział spokojnie nastolatek.
Metapod ponownie utwardził swoje ciało, a wrogi atak po prostu rozbił się na jego ciele nie wyrządzając większych obrażeń.
*Nie mamy zbytnio wyboru, musimy atakować...!* - stwierdził w myślach Michał i przystąpił do wydania polecenia. - Akcja!
-Sandslash biegnij i czekaj na sygnał!
Gdy Metapod lecąc znajdował się bardzo blisko przeciwnika Mak wydał polecenie.
-Unik i Rozdarcie! - krzyknął brązowowłosy.
Michał zareagował natychmiastowo.
-Stalowa obrona!
Jednak jego pokemon nie zdążył utwardzić swojego ciała na czas, Sandslash zwinnym ruchem przemknął obok Metapoda i uderzeniem w plecy wbił go w ziemię.
-Jeszcze raz rozdarcie! - rozkazał lider.
-STRZAŁ NICIĄ W OCZY! - krzyknął w odpowiedzi nastolatek.
Nim jeż zdążył dobić podopiecznego Michała, ten pozbawił go widoczności.
-Akcja, pełna moc!!! - dodał po chwili.
Metapod zgodnie z poleceniem wykonał akcję po której jego przeciwnik zachwiał się na nogach. Jednak bardzo szybko zajęło mu pozbycie się lepkiej wydzieliny z oczu.
-Kamienna krawędź! - oznajmił Mak.
Jego pokemon uderzył prawą łapą w ziemię z której po chwili, przed nim zaczęły wyłaniać się spiczaste głazy.
-STALOWA OBRONA! - krzyknął w desperacji Michał.
Metapod zaczynał już twardnieć gdy nagle spod niego wyłonił się głaz, który wybił go wysoko w górę zadając ogromne obrażenia. Pisnął z bólu.
-Kończ rozdarciem!
Sandslash posłusznie wykonując polecenie wydłużył swoje pazury i wykonując zamach prawą łapą posłał przeciwnika z powrotem na ziemię.
-Metapod niezdolny do walki! - obwieściła sędzina widząc pozbawionego przytomności pokemona.
Michał wyciągnął pokeball.
-Zrobiłeś co mogłeś... - powiedział odwołując go do niego.
Po chwili wyciągnął następną kulę.
-Ivysaur idź! - krzyknął przywołując rozpromienionego stworka.
-Jest po trzy... - oznajmiła Amelia.

-Ostry liść! - rozkazał Michał.
W głowie próbował wymyślić jakąś strategię.
-Unik! - rozkazał w odpowiedzi Mak, a jego podopieczny zwinnie przemknął obok nawałnicy ostrych jak brzytwa liści. - Prędkość! - dodał po chwili.
-Wybij się dzikim pnączem w powietrze, a następnie kula energii!!
Nim Ivysaur wszedł w kontakt ze złotymi gwiazdkami znajdował się już wysoko w górze. Zaczął zbierać zieloną energię tuż przed twarzą i gdy uformowała się w kształt kuli wystrzelił ją prosto w przeciwnika.
-Sandslash unik i rozdarcie! - oznajmił szatyn dając sygnał swojemu podopiecznemu.
Jeż z lekkimi trudnościami przeskoczył nad kulą, która w efekcie czego rozbiła się o ziemię i po raz kolejny wydłużając pazury pomknął w stronę spadającego oponenta.
-DZIKIE PNĄCZE, PEŁNA MOC! - krzyknął z przejęciem Michał.
Ivysaur wziął wielki zamach swoimi winoroślami i nakierował je na Sandslasha.
-Blokuj! - odparł lider.
Jeż stworzył gardę ze swoich łap próbując zneutralizować atak, który nadchodził z jego lewej strony. Obydwoje się zdziwili gdy pnącze przebiło się przez nią i odrzuciło go kawałek do tyłu.
-Akcja, szybko! - rozkazał Zoldrey wyczuwając szansę.
Ivysaur zaczął dynamicznie przebierać łapami i poruszać się w szybkim tempie w stronę leżącego na ziemi Sandslasha.
*Musimy to teraz skończyć!* - stwierdził w myślach.
-Kamienna krawędź! - rozkazał Mak gdy Ivysaur był już blisko jego pokemona.
Jeż w mgnieniu oka uderzył prawą łapą w ziemię powodując powstawanie nienaturalnych przeszkód, które w błyskawicznym tempie zbliżały się do podopiecznego Michała.
-IVYSAUR NIE! UNIK!!! - krzyknął nastolatek przytłoczony szybkością kamiennej krawędzi, ale było za późno.
Jeden z głazów uderzył boleśnie w Ivysaura wybijając go w górę i powodując jego jęk.
-KRZYŻOCIĘCIE!! - oznajmił Mak.
Sandslash wstał z ziemi i zaczął biec, skrzyżował łapy na których pojawiła się fioletowo-błękitna energia i zwinnym ruchem wykonał na ciele Ivysaura cięcie w kształcie litery "X". Gdy było po wszystkim z gracją pochylił głowę. Niespodziewanie pokemon Michała został znokautowany zaskakując niesamowicie widzów jak i samego trenera.
-Ivysaur jest niezdolny do walki, wygrywa Sandslash! - obwieściła szatynka.
Michał nerwowo odwołał swojego partnera do pokeballa.
-Dziękuję Ivysaur... - wymamrotał. *Cholera, ta kamienna krawędź była za szybka...* - skrzywił się.
Mak uśmiechał się od ucha do ucha.
-Tym razem my was zaskoczyliśmy - powiedział z rozpromienioną twarzą.
-Kontynuujmy - odparł nastolatek.
-Dwa pod rząd... robi się nerwowo - stwierdził Droy masując się po czubku głowy.
-Michał nie ma lekko... - powiedziała Amelia.
-Hej, weź się w garść! - krzyknął poddenerwowany Dave.

-Twoja kolej Cloyster! - oznajmił nastolatek wypuszczając podopieczną na boisko.
-Jak Cloyster ma się zamiar tu poruszać? - zapytał Mak.
-To nie problem - odparł Michał.
-Rozumiem, w takim razie... Sandslash przyśpieszmy, krzyżocięcie!!
Pokemon lidera niespodziewanie rozpędził się osiągając zadziwiającą prędkość.
-WYCOFANIE! - krzyknął z obawą Zoldrey, a jego pokemon w ostatniej chwili schował się w muszli.
Mimo, że zwiększyła swoją obronę, odczuła wyraźnie atak.
-Powtarzaj do skutku! - krzyknął lider w stronę swojego podopiecznego.
-Trzymaj się Cloyster! - powiedział z troską Michał.
Sandslash odbijając się z jednego końca boiska do drugiego uderzał w przeciwniczkę tym samym atakiem sprawiając, że odbijała się w prawą i lewą stronę na zmianę. Gdy w końcu z bólu otworzyła muszlę Mak wydał kolejne polecenie.
-Rozdarcie!
-Bąbelkowy promień! - rozkazał w odpowiedzi nastolatek.
Jeż biegnąc przed siebie napotkał na swojej drodze nawałnicę bąbelków wystrzelonych przez Cloyster, które nieubłaganie się do niego zbliżały. Przebiegł przez nie powodując ich rozbicie na swoim ciele, skrzywił się otrzymując obrażenia, ale niemal niewzruszony pobiegł dalej. Michał odstawiając swoje zaskoczenie na bok wydał kolejne polecenie.
-ZAUROCZENIE!!
Cloyster puściła oczko w stronę jeża, a chwilę później w jego stronę pomknęły różowe serduszka średniej wielkości przepełnione feromonami.
-Unik! - krzyknął lider.
Sandslash bez problemu przeskoczył nad serduszkami i uderzył rozdarciem bezpośrednio w zaskoczoną Cloyster.
-KAMIENNA KRAWĘDŹ! / - PROMIEŃ AURORY! - rozkazali jednocześnie.
Sandslash uderzył w ziemię sprawiając, że spiczaste głazy uderzyły od dołu w Cloyster, która w tej samej chwili wystrzeliła promień o wszystkich kolorach tęczy. Atak dosięgnął jeża. Oboje otrzymali duże obrażenia. Podopieczny lidera zaczął o wiele ciężej oddychać, nie umknęło to uwadze Michała.
*Mamy szansę!* - stwierdził spoglądając na Cloyster, która czekała na jego komendę. - Promień aurory, pełna moc!!! - krzyknął dynamicznym ruchem wskazując cel.
Jego podopieczna zebrała multum energii w błyskawicznym tempie i natychmiast ją wystrzeliła w stojącego w miejscu przeciwnika.
-SANDSLASH UNIK!! - rozkazał w odpowiedzi Mak.
Po twarzy jeża spłynęła kropla potu gdy z ledwością ominął atak, który nieznacznie zahaczył jego lewego policzka.
-Krzyżocięcie! - dodał po chwili szatyn.
-WYCOFANIE!!! - krzyknął w desperacji Michał.
Gdy Cloyster schowała się w swojej muszli Sandslash był zaledwie kilka kroków od niej.
-Kamienna krawędź!! - zmienił błyskawicznie komendę Mak.
Jego podopieczny ponownie uderzając w ziemię przywołał problematyczne głazy, które wybiły Cloyster w powietrze sprawiając, że jej muszla mimowolnie się otworzyła.
-KRZYŻOCIĘCIE TERAZ!!
-BĄBELKOWY PROMIEŃ!!
-PRĘDKOŚĆ I KOŃCZ TO ROZDARCIEM!!
Obaj trenerzy rzucili multum komend w zaledwie ułamku sekundy. Cloyster w desperacji i próbie obrony przed bezpośrednim kontaktem z Sandslashem wystrzeliła nawałnicę bąbelków, które jednak zostały wzajemnie zneutralizowane z gwiazdkami jeża. Chwilę później podopieczny Maka wykonał potężny zamach przed bezbronną przeciwniczką wbijając ją następnie w ziemię.
-Cloyster jest niezdolna do walki, wygrywa Sandslash!
Głos sędziny wyjątkowo głośno rozbrzmiał w głowach widzów, podobnie jak w głowie zszokowanego Michała. Losy pojedynku niespodziewanie odmieniły się na jego niekorzyść. W taki właśnie sposób pozostał mu ostatni pokemon - Sandslash.
...

niedziela, 15 października 2017

Rozdział 103 - Ostatnia próba

-Oooaah... - ziewnął głośno Michał przeciągając się w łóżku po nagłym przebudzeniu.
Pierwsze co zrobił to spojrzał na zegar na którym wybiła właśnie czternasta.
-Zaspałem...?
W chwili gdy to mówił przekręcił głowę w bok i dostrzegł wpatrujących się w niego przyjaciół, którzy stali tuż obok niego, na czele z lewitującym Glalie.
-Masz szczęście, że poszliśmy przełożyć godzinę twojej walki na piętnastą - oznajmił drapiąc się po głowie z pobłażliwą miną Droy.
-Dzięki - uśmiechnął się.
-Na ogół ci się to nie zdarza - stwierdziła Amelia.
-... Miałem trudności z uśnięciem, byłem zbyt podekscytowany - wyznał Zoldrey powoli zbierając się z łóżka.
-Cóż, wyglądałeś tak jakby naprawdę dobrze ci się spało, więc postanowiliśmy cię nie budzić - wzruszyła ramionami.
-To była dobra decyzja, dzięki temu jestem bardzo wyspany - powiedział zmierzając w stronę łazienki.
-Jesteś gotowy? - zapytał Dave.
-Dzisiaj zdobędę ósmą odznakę - odparł zamykając za sobą drzwi.
Przyjaciele spojrzeli po sobie.
-Myślicie, że jest zestresowany? - zapytała Amelia.
Droy i Dave wzruszyli ramionami.

W przeciągu trzydziestu minut Michał w powolnym tempie ogarnął się i odbył przed-pojedynkową rozmowę ze swoimi pokemonami. Następnie gdy odwoływał je do pokeballi, spędził jeszcze chwilę z Sandslashem i Glalie.
-Na was liczę w szczególności, dajmy z siebie wszystko! - oznajmił, a oni przytaknęli.
Po chwili wraz z resztą był już w drodze do sali w Wertanii. Gdy wybiła czternasta pięćdziesiąt pięć mocnym pchnięciem otworzył drzwi za którymi miała odbyć się jego ostatnia próba. Droy i Dave zamknęli za sobą te same drzwi w czasie gdy Michał lustrował wzrokiem wnętrze budynku. Ujrzał przed sobą najzwyklejsze boisko i trybuny wokół niego. Po bokach widniały kolejne drzwi, tym razem mniejsze, prawdopodobnie prowadzące do innych, mniej ważnych dla trenerów pomieszczeń. Od razu ruszył do przodu stając na miejscu dla wyzywającego i zamknął oczy nabierając przez usta masę powietrza, po chwili gwałtownie je wypuścił i otwierając nagle oczy głośno krzyknął:
-PRZYBYŁEM! - oznajmił unosząc do góry ręce.
Widząc i słysząc to, na twarzach jego przyjaciół namalował się niemożliwy do podrobienia uśmiech. Wtem z trybun zeskoczył niepostrzeżenie ten sam mężczyzna z którym Amelia, Dave i Droy weszli poprzedniego dnia w krótką konwersację. Zdziwił, a nawet przestraszył niespodziewających się tego nastolatków. Ubrany był ponownie w czarny płaszcz, czarny kapelusz oraz czarne okulary.
-To ten sam typ co wczoraj...! - zauważył Dave.
Po chwili mężczyzna zrzucił z siebie teatralnie swój kamuflaż spod którego ukazała się jego prawdziwa postać. Miał spiczaste brązowe włosy ułożone wyraźnie w lewą stronę, mierzył około metra dziewięćdziesiąt, a z twarzy sprawiał wrażenie chytrego. Miał ciemno-brązowe oczy i żółty plaster na nosie i policzku. Ubrany był w brązową koszulkę na ramiączka z wzorem przypominającym kamień na piersi oraz ciemno-szare spodnie, chodził boso. Michał i reszta zamarła z wrażenia, nastała cisza, która z każdą chwilą stawała się coraz bardziej niezręczna dla mężczyzny.
-Wybaczcie mu, lubi wielkie wejścia... - wyjaśniła również brązowowłosa kobieta, która nagle weszła do pomieszczenia.
Była ubrana w białą koszulkę i czarne spodenki. Z twarzy wyglądała na bardzo przyjazną.
-Mam wrażenie, że nikt nie traktuje mnie poważnie... - wymamrotał szatyn. - Witam, jestem Mak, nowy lider sali Wertańskiej. Specjalizuje się w typach ziemnych, obserwowałem cię wczoraj podczas twojej walki, cieszę się, że mam okazję stoczyć z tobą bitwę - oznajmił z delikatnym uśmiechem mężczyzna.
-Nazywam się Michał, mam nadzieję, że to będzie wspaniały pojedynek. Słyszałem o panu wiele dobrego, więc jestem niesamowicie podekscytowany! - odparł nastolatek.
Mak szeroko się uśmiechnął.
-Takich wyzywających lubię najbardziej, zacznijmy w końcu ten pojedynek!
-Trafił swój na swego... - westchnęła brązowowłosa. - Będę wam sędziować, widzów prosimy o udanie się na trybuny - oznajmiła.

Gdy wszyscy byli już gotowi i zajęli swoje miejsca rozpoczęła się ekscytująca bitwa.
-Dugtrio pokaż się! - oznajmił Mak wyrzucając pokeball w górę.
Po chwili na boisku pojawił się trójgłowy pokemon którego część ciała ukryta była pod ziemią.
Dugtrio to wyższa forma Digletta. Ten pokemon to trójka, która wyłoniła się z jednego ciała, w rezultacie czego każdy z nich myśli tak samo jak reszta. Pracują wspólnie aby bez końca ryć w ziemi.

-To mój pierwszy wybór, teraz twoja kolej.
Michał schował pokedex, a następnie wziął do ręki jeden z pokeballi przypiętych do specjalnego paska na swoich spodniach. W jego głowie pojawił się obraz otwierającej się bramy co symbolizowało spełnienie celu po przejściu próby przed którą właśnie stanął. Powiększył nagle kulę i nakierował ją na podłoże przed przeciwnikiem, nacisnął przycisk powodując tym samym wydostanie się czerwonego światła, które zmaterializowało na pole walki Glalie.
-Wygrajmy partnerze! - powiedział w jego stronę.
-Glalie lie!
-Oficjalnie rozpoczynam pełną bitwę sześć na sześć o odznakę sali Wertańskiej. Zaczynajcie! - oznajmiła brązowowłosa wskazując to profesjonalnymi gestami sędziowskimi.
-Szybki atak! - krzyknął Michał.
Glalie w mgnieniu oka zniknął i pojawił się przed zaskoczonym Dugtrio odpychając go kawałek do tyłu. Mak ze zdziwienia przetarł oczy.
-Ale szybki... - wymamrotał z podziwem. - Dugtrio tunel!
Jego podopieczny słysząc to natychmiast zakopał się pod ziemię. Michał rozejrzał się po boisku i wydał polecenie.
-Podwójny zespół!
Glalie podzielił się na kilka kopii oczekując kolejnego ruchu przeciwnika. Gdy w końcu nadszedł jeden z klonów został zniszczony, a Dugtrio otoczony przez kilkunastu Glalie wyglądał na zakleszczonego.
-Trzęsienie ziemi! - rozkazał Mak.
-Szybki atak! - krzyknął w odpowiedzi Michał.
Dugtrio wytworzył silne wstrząsy, które niszczyły klony Glalie jednego po drugim.
-Stalowa głowa! - dodał po chwili szatyn nie czekając na rozwój sytuacji.
Tuż przed doskoczeniem Glalie z martwego punktu, trzy głowy podopiecznego lidera pokrył intensywny metaliczny połysk. Gdy pokemon Michała wykonał swój atak niespodziewanie sam otrzymał większe obrażenia od przeciwnika.
-Zaledwie po jednym razie zdołał skontrować szybki atak Glalie!? Zadziwiające... - stwierdził Droy.
Michał zmarszczył brwi.
-Lodowy promień!! - krzyknął wyciągając przed siebie dłoń.
-Ochrona! - odparł Mak.
Dugtrio wytworzył przed sobą zieloną barierę, która zneutralizowała całą siłę ataku przeciwnika.
-Glalie teraz szybki atak i czekaj na sygnał!
*Sygnał?* - zainteresował się lider. - Stalowa głowa - rozkazał próbując rozgryźć zamiary nastolatka.
W czasie gdy głowy jego podopiecznego pokryły się metaliczną powłoką twardniejąc kilkukrotnie, pokemon Michała pomknął do przodu przecinając powietrze i zostawiając za sobą białą smugę. Gdy byli zaledwie kilka kroków od zderzenia Zoldrey wydał kolejne polecenie.
-Lodowy promień!!! - krzyknął w ostatnim możliwym momencie sprawiając, że Mak nie miał szans zareagować na czas.
Glalie natychmiast zebrał energię przed ustami i wystrzelił w po raz kolejny zaskoczonego Dugtrio. Powstał mały wybuch, który odrzucił lodowego stworka. Trójgłowy pokemon otrzymał ogromne obrażenia zważywszy na typ i odległość z której oberwał. Glalie wbijając jeden ze swoich rogów w podłoże nie odleciał daleko. Z miny Maka można było wyczytać, że był równie zaskoczony co jego pokemon, nie pierwszy już raz.
-To jeszcze nie koniec, Glalie szybki atak!
-Dugtrio nic się nie stało, zablokuj to ochroną, a później przejdźmy do ataku trzęsieniem ziemi! - oznajmił szatyn próbując odzyskać prowadzenie.
Glalie widząc przed sobą zieloną barierę umyślnie zwolnił czekając na komendę.
-Podwójny zespół! - krzyknął Michał.
Klony stworka z Hoenn rozbiły się o barierę w czasie gdy ten prawdziwy odbijając się od ich głów znalazł się w powietrzu za plecami Dugtrio czekając aż jego ochrona się skończy. Mak czując co się święci próbował ratować swojego podopiecznego.
-Dugtrio tunel, szybko!!! - krzyknął z obawą.
-Kończ lodowym promieniem! - rozkazał Zoldrey, a jego partner zbierając błyskawicznie energię wystrzelił promień w doskonałym momencie trafiając w Dugtrio w czasie gdy przez chwilę był bezbronny po opadnięciu bariery.
Podopieczny Maka nie zdążył uciec, był nieprzytomny.
-Dugtrio jest niezdolny do walki, wygrywa Glalie! - obwieściła brązowowłosa.

-No i mamy piękne jeden zero! - ucieszył się Dave.
-Michał naprawdę jest w formie - potwierdziła jego słowa Amelia.
-Ma łeb pełen pomysłów! - dodał Droy.
Mak dziękując podopiecznemu za walkę odwołał go do pokeballa.
-Podoba mi się twój styl walki i błyskawiczne podejmowanie decyzji, masz moje uznanie - powiedział w stronę wyzywającego.
-Dziękuję - odparł uśmiechając się delikatnie.
-Żeby dotrzymać ci kroku muszę wybrać pokemona o podobnym stylu walki co Glalie, pokaż się! - oznajmił wyrzucając kolejny pokeball w górę.
Na polu walki pojawił się stworek z czaszką na głowie i kością w ręku.
Marowak jest ewolucyjną formą Cubone'a, która przezwyciężyła smutek z powodu utraty matki i wyrosła. Ten pokemon posiada ogromny temperament i twardość ducha, którą naprawdę ciężko złamać.

-Wygląda imponująco - powiedział Michał chowając pokedex.
-Zaczynamy? - odparł Mak.
-Pewnie.
-Marowak toksyna! - krzyknął błyskawicznie lider, a jego pokemon wystrzelił sprzed pyska średniej wielkości kulę przepełnioną toksynami.
Ruch trafił w Glalie nim Michał zdążył zareagować, jednak nie otrzymał żadnych obrażeń.
-Co to za ruch? - zdziwił się nastolatek, aż po chwili z jego podopiecznego zaczęły ulatniać się małe fioletowe bańki w czasie gdy po całym jego ciele przeszedł jakby widoczny, przepełniony toksynami prąd.
-Co jakiś czas Glalie będzie tracił teraz część sił - wyjaśnił Mak.
Glalie w tamtej chwili odwrócił się w stronę Michała, a następnie obaj sobie przytaknęli.
-Skończymy to szybko - potwierdził. - Zacznij okrążać go szybkim atakiem!
W mgnieniu oka Glalie zaczął biegać wokół Marowaka w zastraszającym tempie.
-Dodaj podwójny zespół! - dodał po chwili.
Podopieczny szatyna został uwięziony w kręgu kilkunastu przeciwników, którzy cały czas się przemieszczali, nie miał pojęcia czego się spodziewać.
-Marowak lawina!!
Podopieczny Maka podniósł swoją kość do góry, a z powietrza zaczęły materializować się i spadać różnej wielkości głazy.
-Uderzenie głową! - krzyknął Michał zanim jakikolwiek z głazów dosięgnął Glalie.
Oryginał nagle wyskoczył z kręgu kopii i przechylając głowę do tyłu by zwiększyć siłę uderzenia walnął w czaszkę Marowaka sprawiając, że ten odleciał kawałek dalej i upadł na ziemię. Po wykonaniu tego ruchu Glalie odczuł po raz drugi działanie toksyny, a następnie przez chwilowe unieruchomienie spowodowane bólem trafił w niego jeden z głazów zadając poważne obrażenia.
-Glalie trzymasz się!? - krzyknął zaniepokojony Zoldrey.
-Gla... lie - odparł pokemon.
-W takim razie szybki atak i uderzenie głową!
-Marowak kościorang i również uderzenie głową! - rozkazał w odpowiedzi Mak.
Glalie pomknął przed siebie zostawiając za sobą białą smugę, a Marowak rzucił mocno swoją kością ku zdziwieniu wszystkich nie trafiając w przeciwnika. Następnie obaj zderzyli się głowami co jednak bardziej odczuł podopieczny Michała. Po chwili kość Marowaka niespodziewanie wróciła i trafiła w plecy Glalie, następstwem tego był także efekt toksyny, który sprawił, że pokemon Michała padł twarzą na ziemię.
-Dobra robota Marowak - pochwalił Mak.
-Ej to jakieś oszukaństwo, co to za wracająca kość!!?? - krzyknął z trybun podirytowany Dave, a reszta obok niego siedząca tylko się uśmiechnęła widząc jego reakcję.
-Tak właśnie działa bumerang - wzruszył ramionami z delikatnym uśmiechem lider.
-To jeszcze nie koniec! - krzyknął Michał w czasie gdy Glalie leżąc wciąż na ziemi zaczął zbierać lodową energię tuż przed ustami. - Lodowy promień, pełna moc!!!
-Marowak unik!!!
Glalie w towarzystwie głośnego krzyku wystrzelił ogrom lodowej energii, która trafiła idealnie w próbującego uciekać przeciwnika. Marowak był nieprzytomny.
-Marowak jest niezdolny do walki wygrywa Glalie! - obwieściła szatynka.
Po chwili efekt toksyny dał o sobie znać po raz ostatni sprawiając, że Glalie również stracił przytomność.
-Glalie niezdolny do walki! - dodała po chwili.
-Łoo... to było coś... - podrapał się za głową Mak będąc pod wrażeniem determinacji lodowego stworka. - Łap to i popsiukaj nim Glalie - oznajmił nagle rzucając Michałowi żółty spray.
-Dziękuję - odparł robiąc to co zalecił, po chwili pozbył się zatrucia.
-Zaskakujecie mnie raz za razem... - wyznał uśmiechnięty szatyn.
Michał pogratulował Glalie wspaniałej walki i odwołał go do pokeballa.
-Kontynuujmy!
-Jasna sprawa!

Mak chwycił za kolejny pokeball.
-Pora na ciebie! - krzyknął wyrzucając go w górę.
Golem to najwyższa forma ewolucyjna Geodude'a i bezpośrednia ewolucja Gravelera. Pokemon ten żyje w górach, jeśli w okolicy występują duże trzęsienia ziemi to najprawdopodobniej Golemy przemieszczają się masowo do podgórza niżej.

-Golem tak? W takim razie Poliwrath wybieram cię! - oznajmił Michał.
Na polu walki pojawił się Poliwrath, który na start imitował skakanie na skakance, a po chwili wykonał serię uderzeń w powietrze.
-Liczę na ciebie! - oznajmił nastolatek na co pokemon odpowiedział głośnym krzykiem przepełnionym chęcią zwycięstwa.
-Ależ energiczny, proszę zaczynaj - powiedział z uśmiechem Mak.
-Poliwrath lodowa pięść! - krzyknął Michał.
-Golem stalowa obrona!
W czasie gdy Golem pokrył całe swoje ciało metalicznym połyskiem zwiększając swoją obronę Poliwrath w czasie biegu zebrał masę lodowej energii w prawej pięści i robiąc potężny zamach uderzył z całej siły w przeciwnika. Cios był na tyle mocny, że wbił Golema w ścianę za liderem.
-... Co za siła - zachwycał się Mak.
Poliwrath w tamtej chwili prężąc się napinał muskuły.
-Świetnie! - cieszył się Michał przybijając piątkę równie zadowolonemu partnerowi.
-Golem trzymasz się? - zapytał szatyn.
Pokemon z lekkimi trudnościami pozbierał się ze ściany i wtoczył się na boisko.
-Toczenie!
Golem zamieniając się w żywy walec pomknął w stronę przeciwnika.
-Zatrzymaj go! - rozkazał Michał.
Poliwrath zaparł się nogami o podłoże i wystawiając obie ręce do przodu sprawił, że Golem nie mógł go przepchnąć nawet o milimetr.
-Co!? Jak silny on jest!? - krzyknął ze zdziwieniem Mak.
-Poliwrath po ewolucji otrzymał bardzo umięśnione ciało, ale mimo to w wolnym czasie cały czas trenuje, a oto efekty! - pochwalił się podekscytowany Zoldrey.
Lider zaśmiał się chociaż był w bardzo nieciekawej sytuacji.
-Odrzuć go!
Poliwrath napiął się jeszcze bardziej, a po chwili odepchnął Golema do tyłu.
-Hydro pompa! - dodał po chwili.
Podopieczny Michała nadął policzki i wystrzelił olbrzymi strumień wody.
-Unik i jeszcze raz toczenie, pełna moc! - rozkazał Mak nie rezygnując.
Golem jakimś cudem ominął kontakt z wodą i raz jeszcze pomknął w stronę oponenta, tym razem z o wiele większym impetem.
-Łamacz murów! - krzyknął Michał.
Prawa dłoń Poliwratha pokryła się białym światłem, a po chwili wyprostowując ją uderzył w Golema tak mocno, że wbity w ziemię wrócił do normalnej formy.
-Młotoramię!! - krzyknął błyskawicznie Mak, a jego pokemon od razu się pozbierał.
Jego prawa ręką również zajaśniała białym światłem, zacisnął pięść i wykonując ogromny zamach próbował uderzyć Poliwratha. Michał nie zdążył wydać komendy, ale jak się okazało nie było to potrzebne. Podopieczny nastolatka bez problemu zablokował cios lewą ręką.
-Ej, ej, ej! Co to za bestia? - ekscytował się Mak.
Michał zaśmiał się pod nosem.
-I z czego się cieszysz? Przegrywasz z kretesem - stwierdziła szatynka z politowaniem wymalowanym na twarzy.
-Po prostu świetnie się bawię, a ty Golem?
Jego pokemon był nieco innego zdania z zażenowaniem wzdychając.
-To niespodziewanie bardzo jednostronna walka - stwierdził Droy.
-Ten Poliwrath będzie za dużym problemem... wybacz Golem, EKSPLOZJA!!! - krzyknął na cały głos Mak.
Jego pokemon zaczął się nagle intensywnie świecić co z każdą chwilą raziło coraz bardziej w oczy.
-POLIWRATH UCIEKAJ!!! - wrzasnął w desperacji Michał.
Jednak nim jego podopieczny zdążył się oddalić doszło do potężnej eksplozji, która pochłonęła całe pomieszczenie.
...

poniedziałek, 2 października 2017

Rozdział 102 - Eksplozja pasji! Mega Swampert vs Sandslash!

Gdy na niebie słońce dopiero od niedawna zaczęło świecić Michał i reszta właśnie wchodzili na terytorium Wertanii. Tego dnia pogoda była umiarkowana. Był późny ranek. Przechodząc obok tabliczki z nazwą miasta nastolatek poczuł unoszące się w powietrzu wyzwanie, które już niedługo miał zamiar podjąć. Ostatni wymagany sprawdzian jego umiejętności trenerskich znajdował się właśnie tutaj.
-Jesteś gotowy? - zapytał Droy.
-Tak.
-To dobrze.
Przechodząc obok różnorodnych budynków przypomniał sobie jak trudno było się tu dostać po coś, a nie tylko przelotnie. Cały czas miał w myślach ile włożył w tą podróż wysiłku i jak bardzo musiał się starać by osiągnąć to co osiągnął. Teraz dziękował przeciwnościom losu których wcześniej nienawidził, bo to pomogło ukształtować go jako trenera którym jest teraz. Nie brał przegranej pod uwagę.
-Widzę Centrum Pokemon, chodźmy zarezerwować sobie pokoje - nasunął Hannys.
-Dobry pomysł, padam z nóg! - krzyknął Dave.
Odkąd wszedł do Wertanii cały czas myślał tylko o walce w sali, całkowicie się na tym skupił, to był w tamtej chwili dla niego największy priorytet. Wierzył w swoje pokemony i wierzył w siebie, chciał jak najszybciej przystąpić do bitwy, bo wiedział, że dzięki temu w jakim był wtedy stanie to będzie dla niego niezapomniany pojedynek. Jeszcze bardziej motywowało go to, że wygrana dawała mu przepustkę do spełnienia swojego marzenia.
-Możemy pogadać? - zapytała nagle Amelia, która przez całą drogę do Wertanii wyglądała na dręczoną przez coś czego nikomu nie powiedziała.
-To my pójdziemy wziąć pokoje - oznajmił Droy wchodząc z Davem do środka budynku.
-Coś się stało? - zapytał zdziwiony Michał.
Dziewczyna po chwilowym wykręcaniu nerwowo twarzy w końcu się odezwała.
-... Nie wiem czy powinnam poruszać teraz takie tematy...
-Przestań... mimo, że dziś żyję praktycznie tylko walką to nie znaczy, że nie mogę się przestawić by pomóc przyjaciółce w jej problemach. Na to zawsze jest pora, a poza tym moje nastawienie nie ulegnie zmianie - oznajmił Zoldrey.
*To zżera mnie od środka... a on może będzie mógł pomóc mi poradzić sobie z tym, więc nie ma co zwlekać* - stwierdziła w myślach czerwonowłosa. -... Michał gdybyś znał mordercę swoich rodziców to jakbyś się czuł, co byś zrobił?
W tamtej chwili cały jego zapał co do bitwy nieco ugasł. Wypowiedz Amelii bardzo go zaskoczyła.
-Przepraszam, że mówię ci to w takim momencie, ale naprawdę zależy mi na odpowiedzi...
Michał choć miał ochotę zapytać przyjaciółkę o kilka rzeczy, zaczął w sposób jaki od niego oczekiwała.
-... Nie będę owijał w bawełnę... na pewno czułbym się sfrustrowany i byłbym naprawdę zły. Zapragnąłbym zemsty i prawdopodobnie pełen nienawiści zrobiłbym kilka kroków w tą stronę. Rany powstałe z powodu ich śmierci otworzyłyby się, a smutek zadałby mi nowe. Wiem, że nie o taką odpowiedź ci chodzi, chcesz dowiedzieć się czegoś co może pomóc w takiej sytuacji. Wydaje mi się, że chyba nie ma na to sposobu... trzeba po prostu się z tym pogodzić, choć to bardzo trudne albo... - zawahał się na chwilę. -... Wziąć sprawy w swoje ręce - zmierzył ją poważnym spojrzeniem.
-Osobiście wymierzyć sprawiedliwość, racja...? - zapytała Amelia.
-Albo się do tego przyczynić i przez to nie mam na myśli, że powinno się zrobić mordercy to samo co on zrobił, jest wiele innych... prawdopodobnie lepszych wyjść - stwierdził nastolatek.
W tej rozmowie Michał nie był pewien swoich odpowiedzi, konwersacja była dla niego bardzo trudna.
-...
Nastała chwilowa cisza podczas której obydwoje zawiesili na sobie wzrok.
-... Wiem, że coś cię dręczy czego nie chcesz mi powiedzieć. Po tym o co zapytałaś mogę domyślać się o co chodzi, jednak zostawię to tak jak jest. Nie będę napierał, gdy będziesz gotowa wszystko mi powiesz...
-Dziękuję i przepraszam... - powiedziała Amelia z zakłopotaną miną.
-Dla przyjaciół wszystko.
W tamtej chwili ich uwagę zwróciły mocno słyszalne odgłosy bitewne dochodzące zza Centrum Pokemon, a dokładniej z boiska. Postanowili to sprawdzić.

Przy boisku treningowym znajdował się sporawy tłum ludzi, którzy okrążyli niemal całe pole walki. Żeby zobaczyć co było tego przyczyną Michał i Amelia musieli się trochę poprzepychać by znaleźć odpowiednie do tego miejsce. Pierwszą rzeczą jaką ujrzeli były intensywnie walczące se sobą w zwarciu pokemony, które po szybkiej wymianie ciosów od siebie odskoczyły. Dopiero później zwrócili uwagę na ich trenerów, którzy byli całkowicie pochłonięci bitwą. Jednym z walczących pokemonów był Machamp, natomiast drugi stanowił dla Michała zagadkę, nie wyglądał jakby był z Kanto.
-Machamp krzyżocios!
Podopieczny słysząc polecenie trenera skrzyżował dłonie, które zaczęły świecić na biało, a następnie pomknął w stronę przeciwnika.
-Swampert cios mocy!
Pokemon przypominający wyglądem zmutowanego potwora błotnego na sterydach także ruszył w stronę oponenta z lewą łapą pokrytą ogromem żółto-pomarańczowej energii świecącej tak jasno jak płomień. Mimo, że atak Swamperta wyglądał niesamowicie imponująco to patrząc na tempo w jakim poruszały się oba pokemony i ich sylwetki to Machamp stał na wygranej pozycji, a przynajmniej wszystkim się tak wydawało. Gdy jeszcze całkowicie się do siebie nie zbliżyli trener Swamperta wydał kolejne polecenie.
-Atakuj!!! - krzyknął.
Swampert odparł głośnym krzykiem i wziął wielki zamach, a następnie uderzył w Machampa wykonującego krzyżocios, który był też swego rodzaju gardą. Machamp będąc naprzeciwko ciosu mocy z bliższej odległości był zdziwiony jego wielkością oraz odczuł lekki strach przez co całkowicie nie zareagował nawet pomimo desperackich krzyków jego trenera. Po chwili w towarzystwie głośnego huku powstałego z uderzenia został zmieciony z boiska. Uderzył w jedno z pobliskich drzew wbijając się mocno w pień, poważnie go uszkadzając. Po grupie widzów przeszedł głośny szmer zdziwienia i podziwu co do zwycięzców. Michał był także pod wrażeniem.
-Dobra robota Swampert - pochwalił trener.
Po chwili jego pokemon zmienił formę stając się o wiele mniejszym i mniej masywnym. Wtedy też Zoldrey zauważył na jednej z rąk zarówno trenera jak i pokemona bransoletkę z jakimś kamieniem o różnych kolorach.
-Co to było? - rzucił pytaniem w stronę przyjaciółki.
-Mnie nie pytaj... - odpowiedziała Amelia.
Michał postanowił użyć pokedexu z nadzieją, że dowie się czegoś nie tyle o pokemonie co o jego tajemniczej formie.
Swampert - pokemon błotna ryba. Jest najwyższą formą ewolucyjną jednego ze starterów w regionie Hoenn, a dokładniej Mudkipa. Swampert jest bardzo silny, ma wystarczająco dużo energii by łatwo przeciągnąć głaz ważący więcej niż jedną tonę. Pokemon ten ma również potężną wizję, która pozwala mu widzieć nawet w głębinach morskich.

-Czyli pochodzi z Hoenn... ale to nie to mnie najbardziej interesowało - stwierdził z lekkim rozczarowaniem Michał.
W tamtej chwili trener Swamperta wysłuchiwał pochwał i oklasków widzów oraz rozmawiał ze swoim przeciwnikiem, który odwołał swojego Machampa.
-To mega ewolucja, naprawdę nigdy o niej nie słyszałeś? - powiedział nagle Droy, który wraz z Davem pojawili się za ich plecami.
-Mega ewolucja? - powtórzyła Amelia.
-Pozwala zmienić formę pokemonowi na ostatnim stadium ewolucji na o wiele potężniejszą tylko na czas walki. Wszystko to jest możliwe dzięki ogromnemu zaufaniu i synchronizacji między trenerem a pokemonem oraz posiadając dodatkowo kamień klucza i mega kamień - wyjaśnił Hannys.
-Serio!? Świetnie to brzmi! - oznajmił Dave.
-Skąd tyle o tym wiesz? - zainteresowała się Amelia.
-Jakiś czas temu dużo o tym trąbili w telewizji i gazetach, nawet miałem kiedyś okazję zawalczyć z mega wyewoluowanym pokemonem - pochwalił się Droy.
-Jak tak teraz o tym mówisz to chyba coś obiło mi się o uszy... - wyznał Michał sprawiając wrażenie zamyślonego. - Nie było kiedyś przypadkiem o tym programu w telewizji z profesorem Sycamorem z Kalos?
-No właśnie był - potwierdził blondyn.
-Niewiele pamiętam, ale coś tam ogarniam - uśmiechnął się brunet.
Chwilę później szybkim tempem ruszył w stronę trenerów wciąż stojących na boisku.
-Przepraszam! - powiedział nieco głośniejszym tonem w stronę trenera Swamperta zwracając jego uwagę.
Chłopak wyglądał na młodszego od Michała. Miał ciemno-brązowe włosy i tego samego koloru oczy, oprócz tego miał dziecięcą twarz. Ubrany był w zielono-czarną bluzę ze złotym suwakiem, ciemno-brązowe spodnie i jasno-brązowe buty. Był także nieco od niego mniejszy.
-Tak? - odparł trener.
-Chciałbym z tobą zawalczyć - oznajmił z uśmiechem Michał.
W tamtej chwili Swampert nagle wystrzelił potężną hydro pompę prosto w nastolatka. Nim Zoldrey zdążył jakkolwiek zareagować przed nim pojawił się Sandslash blokując atak nocnym cięciem, następnie przeciął całą hydro pompę na pół wypuszczając zebraną wcześniej energię. Woda rozbryzgała się po boisku, a Swampert oberwał fioletowo-czarną energią prosto w czoło. Ryknął głośno z bólu, a po chwili posłał w stronę Sandslasha wściekłe spojrzenie. Po grupie widzów przeszedł ponownie głośny szmer.
-Co to, kolejna walka!?
-Och Swampert... znowu to samo? - powiedział z zaniepokojeniem szatyn próbując uspokoić swojego pokemona.
-Sandslash nie przesadziłeś trochę? - zapytał Michał.
Jeż nie odpowiedział.
-Przepraszam za niego - wskazał palcem na Swamperta. - Często bywa agresywny względem innych...
-Nic się nie stało - odparł Zoldrey machając ręką.
-Z chęcią z tobą zawalczę, ale najpierw muszę oddać Swamperta siostrze Joy, walczył kilka razy pod rząd i jest trochę zmęczony - wyjaśnił.
-W porządku.
-Nazywam się Philip, miło cię poznać - przedstawił się wyciągając rękę.
-Michał - odparł ściskając ją.
Chwilę później Michał oznajmił przyjaciołom żeby spotkali się z nim później w tym samym miejscu, a sam poszedł z Philipem do Centrum Pokemon, a następnie na przechadzkę po mieście.

Szli chodnikiem przy głównej ulicy. Michał miał wiele pytań do swojego nowego znajomego, dlatego nie omieszkał od razu zacząć nimi w niego "rzucać".
*Dziwne, że mnie nie rozpoznał...* - stwierdził w myślach brunet. - Chyba nie jesteś stąd prawda?
-Nie, pochodzę z Hoenn. To aż tak widać? - zaśmiał się Philip.
-Cóż Swampert w Kanto wiele mówi - odparł Zoldrey. - Też kiedyś mieszkałem w Hoenn...
-Serio? A w jakim mieście? - zapytał z zainteresowaniem szatyn.
-Littleroot...
-Rozumiem, ja mieszkałem trochę dalej - wyznał zakładając ręce za głowę.
-Słuchaj, opowiedziałbyś mi trochę o tych mega ewolucjach? - nasunął Michał.
-Pewnie! - niemal krzyknął Philip.
Uśmiechnął się i z rozmarzoną miną spojrzał w niebo.
-Mega ewolucje to symbol więzi między trenerem, a pokemonem... definicja tego jak bardzo sobie ufają. Możliwa jest dzięki kamieniowi klucza czyli przepustki oraz mega kamieniowi czyli dopełnieniu... innymi słowy specjalna forma na czas walki możliwa do osiągnięcia tylko nielicznym.
Michał widząc z jakim szacunkiem Philip patrzy na swoją bransoletkę i opowiada, poczuł się zainspirowany.
-To trochę odbiega od definicji, którą wcześniej słyszałem. Ta jest naprawdę piękna... - wyznał.
-To dlatego, że mega ewolucja to dla mnie... dla nas coś więcej - oznajmił szatyn.
-Hmm?
W tamtej chwili Philip wszedł do pobliskiego parku siadając na ławce gdzie usiadł także Michał.
-... Ze Swampertem jesteśmy razem od małego, gdy był jeszcze ledwo wyklutym Mudkipem. Między nami było różnie, ale pewnego razu po przegranej walce mocno się poróżniliśmy, to trwało bardzo długo. Myślałem, że już nigdy się nie pogodzimy aż pewnego dnia dziadek pokazał nam mega ewolucję, która pomogła nam zażegnać spór. Wtedy zrozumiałem jak wspaniałym jest zjawiskiem - wyznał patrząc na swój kamień.
-Jestem wdzięczny, że mogłem to usłyszeć - powiedział z uśmiechem Michał.
Philip także się uśmiechnął.
-Dlaczego zostałeś trenerem?
Szatyn chwilę zastanowił się nad odpowiedzią.
-Ponieważ kocham walki, odkąd je zobaczyłem byłem nimi zafascynowany, chciałem je toczyć tak jak najlepsi pokazywani w telewizji. Dlatego zostałem trenerem, nie żeby komuś coś udowodnić, nie żeby zobaczyć jak to jest, tylko dlatego, że to kocham - wytłumaczył kładąc dłoń na klatkę piersiową.
Michał delikatnie się uśmiechnął.
*Aż bije od niego pasja i prawdziwe zamiłowanie do tego co robi... patrząc na niego ja... też chciałbym być takim trenerem, który nie musi się przejmować tyloma problemami*
-A ty? - zapytał Philip.
-Ja... - zawiesił się na chwilę jakby coś go blokowało. -... Ja też kocham walki - wyznał sprawiając tym samym, że jego serce zaczęło szybciej bić.
-Tak myślałem! Od razu widać - uśmiechnął się szatyn.
-Heh... pewnie bierzesz udział w lidze - spekulował Michał.
-Tak, mam już wszystkie odznaki. Marzę o jej wygraniu i zrobię wszystko by tak się stało! - zadeklarował Philip. - Ty pewnie też - oznajmił.
-Tak, ale brakuje mi jeszcze jednej odznaki, mam zamiar zdobyć ją właśnie tutaj w Wertanii - wyznał Zoldrey.
-Mam nadzieję, że ci się uda.
-Wiesz coś o tutejszym liderze? Walczyłeś z nim? - zapytał piętnastolatek.
-Tak. Jest bardzo silny, z ledwością udało mi się go pokonać. W ogóle nie przypomina reszty liderów z Kanto - wyznał Philip. - Myślałem, że jak ci to powiem zmartwisz się... a ty się uśmiechasz - zauważył.
-Może powinienem, ale lubię wyzwania i wiem, że nie przegram...
-Skąd ta pewność?
-Bo wierzę w swoje pokemony.
Philip spojrzał na niego wzrokiem pełnym podziwu.
-Myślę, że Swampert jest już gotowy, chodźmy po niego i stoczmy walkę - oznajmił wstając z ławki.
-Chodźmy.
-Zapomniałem zapytać, używasz mega ewolucji?
-Jak na razie nie - odparł Michał.
Adresat tych słów wyglądał na zdziwionego.
-To jak ty chcesz ze mną wygrać?
-Mam Sandslasha i więcej mi nie trzeba by mierzyć się z kimkolwiek...
-Wygram - zadeklarował Philip.
-Zobaczymy - odparł Zoldey.
Po chwili oboje się uśmiechnęli i ruszyli w stronę Centrum Pokemon.

Gdy dotarli na miejsce Philip poszedł odebrać swojego Swamperta, a Michał poczekał na zewnątrz spotykając się z przyjaciółmi.
-Co tam? - zapytał na start.
-Nudy, walczcie w końcu - nasunął Dave.
Zoldrey skwitował to uśmiechem.
-Myślisz, że dasz sobie radę z mega ewolucją? - zapytał Droy.
-Nie wiem, ale będę walczył i nie poddam się - oznajmił z uśmiechem i stuknął lekko pięścią w ramię Amelii.
Dziewczyna nie wiedziała do końca o co mu chodziło. Chwilę później z Centrum Pokemon wyszedł Philip, następnie wszyscy udali się na boisko treningowe. Początkowo byli na nim jacyś inni trenerzy, ale widząc szatyna którego bitwy wcześniej oglądali od razu z niego zeszli.
-Wiesz, po tamtej rozmowie naprawdę cię polubiłem - wyznał Philip.
-I wzajemnie - odparł Michał, a chwilę później na jego twarz zawędrował delikatny uśmiech.
-Dlatego z szacunku do ciebie będę walczył najlepiej jak umiem!
-Na to właśnie liczę Philip!
-Heh, Swampert pokaż się! - krzyknął wypuszczając z pokeballa swojego podopiecznego.
Pokemon by zwiększyć efektowność swojego wejścia wydał z siebie głośny krzyk.
-SWAAAAAAAMPERT!!!!
W odpowiedzi Michał wypuścił wszystkie swoje pokemony, które miał przy sobie czyli: Glalie, Sandslash, Ivysaur, Poliwrath, Metapod i Cloyster.
-To będzie nasza pierwsza walka z mega ewolucją, dlatego chciałbym żebyście wszyscy dokładnie się jej przyjrzeli, rozumiemy się?
Wszyscy prócz Sandslasha przytaknęli.
-Sandslash będzie walczył, liczę na ciebie - oznajmił.
Jeż skinął głową. Glalie popchnął go lekko do przodu próbując w ten sposób go jakoś wesprzeć.
-Walczymy? - upewniał się Philip.
-Tak, tak już - odparł Michał.
Oboje ustali naprzeciw siebie w miejscach wyznaczonych dla trenerów, a ich pokemony były tuż przed nimi. Swampert patrzył na Sandslasha krzywym spojrzeniem, natomiast jeż był tym całkowicie niewzruszony.
-Walki łączą trenerów i ich pokemony, zgodzisz się ze mną?
-W stu procentach.
-Do dzieła! - oznajmił Philip.
-Zaczynaj!

-Bomba błotna! - krzyknął głośno szatyn.
Swampert głośno ryknął i wytworzył przed twarzą dosłowną nazwę tego ataku i posłał ją w stronę przeciwnika.
-Unik! - krzyknął Michał, jednak jego pokemon postanowił zrobić coś innego.
Jeż w prawej łapie zebrał fioletowo-czarną energię i wystawił ją przed siebie powodując tym samym przecięcie bomby błotnej na niej. Przepołowiony atak poleciał w dwie różne strony nie przesuwając swojego celu nawet o milimetr. Swampert spojrzał z jeszcze większą złością w stronę Sandslasha.
-Wygląda na to, że Sandslash chce jeszcze bardziej rozgrzać atmosferę - skomentował to Droy.
Michał spojrzał w stronę podopiecznego, który się do niego odwrócił.
-Slash... - mruknął lekko pochylając głowę.
Nastolatek odczytał to jako chęć zaczęcia walki na sto procent.
-... Lecimy! - powiedział wreszcie wyprzedzając reakcję zdziwionego Philipa.
Sandslash pomknął w błyskawicznym tempie w stronę oponenta i nim tamten zdążył go dostrzec, zaczął biegać wokół niego jeszcze szybciej. Swampert był zdezorientowany.
-Ale szybki... - wymamrotał Philip.
-Kruszący pazur!! - krzyknął nagle Michał, a Sandslash pojawił się za przeciwnikiem niczym duch.
Jego pazury na lewej łapie zajaśniały odcieniem jasnego błękitu i naelektryzowały się, całemu atakowi towarzyszył potężny zamach.
-Blokuj! - krzyknął Philip.
Na twarzy Michała namalowało się zdziwienie kiedy Swampert, również lewą łapą zablokował cios. Zrobił to z wielką gracją.
-A teraz cios mocy! - dodał po chwili.
Tym razem prawa ręka jego podopiecznego mieniła się żółto-pomarańczową energią. W mgnieniu oka wziął zamach wyprowadzając cios.
-Też blokuj! - krzyknął w odpowiedzi Michał.
Sandslash w ostatniej chwili zasłonił się prawą ręką. Atak wyglądał na bardzo silny, jeż odczuł jego siłę.
-Wyglądają na równych sobie, prawda? - powiedziała Amelia.
-Ciężko powiedzieć... - stwierdził Droy.
W tym samym czasie Swampert i Sandslash siłowali się między sobą, jeden z miną mówiącą "zabije cię", a drugi z taką niewyrażającą żadnych emocji.
-Dotrzymujesz nam kroku, nieźle - rzucił zadziornie w stronę Philipa Michał.
-Mamy przewagę typu, teraz ją wykorzystamy! - uśmiechnął się chytrze szatyn.
W tamtym momencie Zoldrey zdał sobie sprawę co chce zrobić jego przeciwnik.
-Hydro pompa! / - Giga wstrząs! - krzyknęli jednocześnie.
W chwili gdy Swampert wystrzelił olbrzymi strumień wodny, wokół ciała Sandslasha powstała wibrująca fioletowa energia z przecinającymi ją pomarańczowymi pasami. Powstał wybuch, który odrzucił oba pokemony na dwie równoległe od siebie linie końcowe boiska. Aczkolwiek Swampert leżał na ziemi, a Sandslash stał niewzruszony. Starter z Hoenn na ten widok prychnął ze złości i natychmiast się podniósł.
-Sandslash zrobimy coś nowego, obszarowe nocne cięcie! - oznajmił Michał.
Jeż zebrał energię i posłał w stronę oponenta niszczące część podłoża cięcie. Philip był pod wrażeniem, ale wiedział, że musi szybko zareagować.
-Swampert gdy będziesz blisko, unik!
Michał uśmiechnął się pod nosem.
-Nim cięcie dotrze do Swamperta uderz w nie pół-silnym! - krzyknął z podekscytowaniem na twarzy.
Sandslash wykonał posłusznie polecenie będąc równie zdziwionym co Philip. Pół-silne cięcie tak jak planował dotarło do celu przed wykonaniem uniku przez Swamperta i ku zdziwieniu wszystkich spowodowało to wybuch, który odrzucił i zadał obrażenia podopiecznemu szatyna.
-Co!? - krzyknął nie wierząc w to co się stało.
Wszyscy którzy to widzieli byli równie zaskoczeni co on. Sandslash uśmiechnął się pod nosem.
-A teraz zwykłe! - rozkazał Michał nie zwalniając tempa.
Jeż natychmiast zaczął biec i zbierać w prawej łapie energię potrzebną do wykonania ataku.
-Swampert bomba błotna póki go nie trafisz, szybko! - oznajmił Philip.
Sandslash bez problemu unikał masowo wystrzelanych w niego błotnych pocisków i gdy znalazł się przed przeciwnikiem trafił go na tyle mocno nocnym cięciem, że ten zawył z bólu.
-Kontruj ciosem mocy!!! - rozkazał z lekką obawą w głosie szatyn.
-Unik i popraw kolejnym nocnym cięciem! - krzyknął Michał.
Po otrzymanym ciosie Swampert od razu zebrał się do wykonania swojego ruchu, ale Sandslash schylił się unikając go, a następnie zachodząc go od tyłu, trafił po raz kolejny sprawiając, że podopieczny Philipa przeturlał się po boisku.
-Równi sobie? Co wy gadacie, Michał i Sandslash bez problemu sobie z nimi radzą! - oznajmił podekscytowany Dave.
-Coś w tym jest, ale pamiętaj, że to jeszcze nie koniec - uśmiechnął się Droy.
-Swampert, trzymasz się? - zapytał Philip.
-Swaaampert!!!! - ryknął i z widocznymi obrażeniami podniósł się z podłoża.
-Michał i Sandslash są naprawdę silni, musimy skończyć dawać im fory - oznajmił z uśmiechem szatyn.
Jego pokemon z zadziwiającą powagą przytaknął.
-Mówiłeś, że będziesz walczył najlepiej jak umiesz! - przypomniał jego słowa.
-Wybacz - uśmiechnął się niewinnie.
-Philip proszę cię... jak na razie trening jest dla nas większym wyzwaniem - powiedział zadziornie Michał.
-Zaraz zobaczymy! - odparł szatyn.
-Zauważyliście jak Michał cieszy się z tej bitwy, bardziej niż ze wszystkich dotychczas... - stwierdziła Amelia.
-Racja - potwierdził Droy.
Philip nagle wystawił prawą rękę przed siebie i dotknął kamienia w jego bransolecie co sprawiło, że uwolnił z niej energię o wszystkich kolorach tęczy, która przejawiła się w postaci przypominającej promienie słoneczne, to samo wydobyło się z kamienia Swamperta, a po chwili obie energie się ze sobą złączyły i spowodowały rozpoczęcie zmiany formy przez podopiecznego szatyna. Swampert stał się o wiele bardziej masywny i opancerzony.
-Koniec żartów, zaczynamy! - krzyknął Philip.
-Taniec ostrzy! - krzyknął Michał ignorując zaczepkę.
Sandslash sprawił, że wokół jego ciała pojawiły się stworzone z energii miecze, które po chwili znikły zwiększając jego atak.
-Bomba błotna!! - rozkazał w odpowiedzi szatyn.
Swampert nadął się, a po chwili wytworzył ogromną kulę błotną wielkości jednej piątej boiska.
-Unik! - krzyknął z lekką obawą Michał.
Jeż z ledwością uskoczył, a kula rozbiła się o boisko pokrywając jego część.
-Zbombarduj go pół-silnymi, a na końcu obszarowe!!
-Swampert zasłoń się! - oznajmił Philip.
Sandslash będąc w powietrzu zaczął posyłać w stronę przeciwnika niezliczoną ilość mknących jak błyskawica cięć, które rozbijały się o ciało Swamperta. Podopieczny szatyna stał tylko w miejscu skulony niczym żółw w swojej skorupie przyjmując ataki oponenta. Jeż nagle zebrał w prawej łapie więcej fioletowo-czarnej energii i wypuścił cięcie, które niszczyło wszystko na swojej drodze, gdy dotarło do startera z Hoenn rozbiło się na nim i powstał mały wybuch. Po opadnięciu dymu Michał nie krył swojego zdziwienia.
-Nie wierzę... - powiedział z poważną miną.
-Skóra Swamperta po mega ewolucji jest bardzo twarda, nie ma szans żeby takie ataki coś mu zrobiły - wytłumaczył z uśmiechem Philip.
-Tak mówisz? - zapytał nie do końca chcąc usłyszeć odpowiedź Michał.
Następnie spojrzał na zmartwione twarze swoich pokemonów.
-Czego się boicie? Sandslash nie przegra, jestem tego pewien! - zadeklarował przywracając humor podopiecznym.
Sandslash zlustrował go wzrokiem, a po chwili zaczął ponownie zbierać w prawej łapie energię, tym razem intensywniej.
-Ty naprawdę wierzysz w niego w stu procentach - stwierdził Philip.
-Oczywiście, że tak.
Droy, Amelia i Dave tylko się uśmiechnęli wiedząc jak pewny swych słów jest ich przyjaciel.
-Nocne cięcie, zwykłe!! - krzyknął nagle.
Sandslash wystrzelił jak z armaty i w przeciągu chwili był już przy Swampercie wykonując potężny zamach.
-Blokuj! - oznajmił szatyn.
Pokemon Philipa nie ruszając się z miejsca wystawił i napiął lewą rękę, przyjmując na nią atak nocnym cięciem, które okazało się bezskuteczne. Swampert spojrzał na Sandslasha z wyższością chytrze się do niego uśmiechając.
-A teraz go odrzuć!
Jeż zdziwił się jak wielką siłą dysponuje jego przeciwnik, został odrzucony dobre kilka metrów do tyłu.
-Giga wstrząs!!! - rozkazał natychmiastowo Michał.
Sandslash odbił się od podłoża wykonując wybrany przez jego trenera ruch i z powrotem pomknął w stronę Swamperta.
-Cios mocy! - krzyknął Philip.
Gdy Sandslash pokryty fioletowo-pomarańczową spiralą był już przy Swampercie, nagle przed jego twarzą pojawiła się pięść pokryta oślepiającą energią. Z bliska jeż odczuł wrażenie, że ma przed sobą górę. Giga wstrząs nie oparł się sile ciosu Swamperta i pokemon Michała został natychmiast odrzucony do tyłu. Gdyby nie wbił swoich pazurów w ziemię wylądowałby na ogrodzeniu.
-To jest siła mega ewolucji - powiedział dumnie Philip. - Bez swojej masz małe szanse...
-Zaraz się przekonasz, że nie masz racji - odparł Michał. - Taniec ostrzy!
Sandslash znów zwiększył swój atak.
-Hydro pompa! - krzyknął szatyn.
-Unik!
Jeż zwinnie uskoczył przed olbrzymim strumieniem wody.
-Taniec ostrzy! - rozkazał raz jeszcze Zoldrey.
-Trzęsienie ziemi! - krzyknął w odpowiedzi Philip.
Swampert uderzył pięścią w ziemię powodując potężny wstrząs, który odczuli wszyscy będący w pobliżu, a najbardziej Sandslash. Mimo to po raz kolejny zwiększył swój atak.
-I co teraz? - zapytał szatyn.
-To, Sandslash podwójne obszarowe!!
Podopieczny Michała zebrał tym razem więcej energii niż poprzednio i wypuścił cięcie w kształcie litery "X", które w mgnieniu oka dotarło do celu, uprzedzając reakcję przeciwników. Swampert tym razem wyszedł z tego z lekkimi zadrapaniami.
-To nie wystarczy - powiedział Philip.
-Bierz i to, Sandslash podwójne nocne cięcie i giga wstrząs, pełna moc!!! - krzyknął o ton głośniej Michał dając się porwać emocjom.
Spirala pojawiła się wokół jeża ze zdwojoną intensywnością, podobnie jak fioletowo-czarna energia, która pokryła całe ręce Sandslasha. Wystrzelił z miejsca błyskawicznie, a po chwili skoczył w górę.
-Cios mocy!! - rozkazał Philip.
-Unik!!! - niemal wrzasnął.
Sandslash będąc tuż przy samej pięści oponenta zdołał wykręcić się w bok i ominąć atak, a następnie wbić się w jego plecy co niespodziewanie Swampert odczuł.
-Prawy sierp!!! - dodał po chwili Michał.
W ułamku sekundy jeż zrobił zamach i poprawił swoje wbicie w plecy Swamperta soczystym nocnym cięciem. Pokemon zawył z bólu.
-Jak to!? - zdziwił się Philip. - HYDRO POMPA! - dodał o wiele głośniej.
-DODAJ KRUSZĄCY PAZUR!!! - wrzasnął Zoldrey.
W chwili gdy Swampert próbował wystrzelić hydro pompę otrzymał kolejne uderzenie w to samo miejsce i nie udało mu się dokończyć ruchu.
-Odskocz i bomba błotna, póki nie trafisz!!! - oznajmił Philip.
Swampert zdołał zwiększyć dystans między nim, a Sandslashem i po chwili zaczął strzelać w niego wielkimi jak głazy bombami błotnymi.
-UNIKAJ SANDSLASH!!! - rozkazał dynamicznie Michał, a wraz z nim krzyknęła coś w swoim języku reszta jego pokemonów.
Jeż poruszał się jak ryba w wodzie i bez żadnego problemu omijał coraz to kolejne błotne pociski.
-ZATRZYMAJ GO TRZĘSIENIEM ZIEMI!!! - wrzasnął zaniepokojony szatyn.
-SKACZ I PODWÓJNE NOCNE CIĘCIE W NOGI!!!
Sandslash umknął przed falą uderzeniową wrogiego ruchu i pełnym dynamiki oraz gracji ruchem sprawił, że Swampert upadł na kolana.
-ODBIJ SIĘ OD NIEGO WYSOKO W GÓRĘ I TANIEC OSTRZY!!!
Pokemon Michała w chwili gdy usłyszał jego słowa podskoczył i odbił się od głowy przeciwnika wysoko w górę, gdy nabierał wysokości zwiększył po raz już czwarty swój atak.
-NIE MOŻE TERAZ UCIEC, WYKOŃCZ GO HYDRO POMPĄ!!!!!! - krzyknął na cały głos Philip.
Zarówno Michał jak i Sandslash nie zareagowali, jeż będąc w powietrzu zniknął w olbrzymim strumieniu wody, a Philip powoli zaczął się cieszyć podobnie jak jego partner. Jednak po chwili zauważyli wciąż przytomnego przeciwnika, który w powolnym tempie opadał na ziemię.
-JAK TO!? - zapytał sam siebie na głos nie ukrywając frustracji.
Po chwili zwrócił całą swoją uwagę na Michała.
-JESTEM CZŁOWIEKIEM, KTÓRY WRAZ ZE SWOIMI POKEMONAMI ZOSTANIE MISTRZEM POKEMON, PATRZ UWAŻNIE. SANDSLASH OBSZAROWE NOCNE CIĘCIE, PEŁNA MOC!!!!!!
Jeż w zastraszającym tempie zaczął zbierać fioletowo-czarną energię w prawej łapie. W przeciągu kilku chwil zebrał jej tyle, że było to pięciokrotnością wielkości jego ciała.
-SLAAAAAAASH!!!!! - ryknął puszczając w stronę Swamperta ogromne, wściekłe cięcie, które w mgnieniu oka do niego dotarło przecinając całe boisko wpół i część terenu wokół niego, zostawiając po sobie głęboki ślad w ziemi.
Swampert próbował jeszcze uciekać, ale nie zdołał, konsekwencją czego było trafienie w plecy i skruszenie części pancerza. Pokemon Philipa wrócił do poprzedniej formy będąc nieprzytomnym.

W czasie gdy do Philipa docierało jeszcze co się stało, Michał kucnął przy Sandslashu chwaląc go i obejmując go jedną ręką. Po chwili wokół trenera z Alabastii zebrała się reszta jego drużyny, wszyscy byli w świetnych humorach. Nastolatek w pewnym momencie spojrzał w stronę swojego przeciwnika i z uwagi na jego stan postanowił do niego podejść.
-Świetna walka, dzięki - powiedział wyciągając do niego prawą dłoń.
Szatyn dopiero wtedy został przywrócony do rzeczywistości.
-... Byłem zbyt arogancki i pewny siebie, dlatego przegrałem... - wymamrotał zdołowany chłopak odwołując nieprzytomnego podopiecznego do pokeballa.
-Daj spokój, to była tylko towarzyska potyczka... - tłumaczył z delikatnym uśmiechem Michał.
-Naiwniak ze mnie... myślałem, że posiadając mega ewolucję dam sobie ze wszystkimi radę. Dziękuje za całe to doświadczenie, będziemy ze Swampertem trenować by w przyszłości stać się dla was godnymi rywalami, czekajcie na nas w lidze! - oznajmił z wielkim zaangażowaniem i przejęciem.
-Pewnie.
-Ale wciąż nie mogę uwierzyć, że jesteście tak silni bez mega ewolucji... - gdybał Philip.
-Heh.
Po chwili doszło do uścisku rąk.
-Nie wierzę rozwalił całe boisko... - skomentowała Amelia z niedowierzającą miną.
-No cóż... - westchnął Droy.
W tamtym momencie zaczepił ich pewien wysoki mężczyzna ubrany w czarny płaszcz i czarny kapelusz, noszący także czarne okulary. Od razu było widać, że jest to standardowy "tryb" incognito.
-Przepraszam...
-Tak? - zapytała Amelia.
-Wiecie może czy trener tego Sandslasha bierze udział w lidze?
-Bierze - odparła.
-Jutro będzie walczył tutaj w Wertanii o ostatnią odznakę! - wygadał Dave.
-Rozumiem... - powiedział odchodząc od nich, a po chwili uśmiechnął się pod nosem.
-Kto to był? - zastanawiała się Amelia.
-Nie mam pojęcia... - wyznał Droy.
Po jakimś czasie siostra Joy, słysząc wcześniej intensywne odgłosy walki wyszła na zewnątrz by zobaczyć stan boiska. Widząc zniszczenia na początku tylko głośno westchnęła.
-Znowu to samo...
...

Kilkanaście godzin później...

Gdy na zewnątrz zachodziło już słońce Michał wyszedł samotnie przed Centrum Pokemon. Bacznie obserwował proces, który zachodził wtedy na niebie. Nagle przepełniony emocjami zacisnął pięści i z uśmiechem na twarzy powiedział.
-Jutro... będzie mój dzień!
------------

Jak ja nie lubię pisać o częstotliwości dodawania rozdziałów, bo wszystko w tej kwestii może tak łatwo i szybko się zmienić... Tym razem muszę ogłosić, że rozdziały będą pojawiały się prawdopodobnie nieregularnie, gdyż nie jestem pewien czy dam radę uwijać się w tydzień. Jak coś się zmieni będę was informował. Do następnego.