piątek, 27 października 2017

Rozdział 104 - Odwrócona szala

Po niespodziewanej eksplozji stworzonej przez Golema całe pomieszczenie stanęło w dymie. Nagłość tej sytuacji niebywale zaskoczyła Michała i jego podopiecznego, którzy nie zdążyli w porę zareagować. Gdy dym opadł na zniszczonym boisku leżał nieprzytomny Golem, a obok niego stał Poliwrath. Zemdlał na stojąco, drgał walcząc z przytomnością, jednak nie zdołał powstrzymać jej utraty.
-Golem i Poliwrath są niezdolni do walki! - obwieściła sędzina.
-Poliwrath... - wymamrotał Michał zmierzając w stronę pokemona.
-To smutne w jaki sposób nie może kontynuować pojedynku... - stwierdził Droy.
-Znając Poliwratha musi być sfrustrowany... - dodała od siebie Amelia.
Dave natomiast uderzył nerwowo dłonią w oparcie na ręce przy siedzeniu.
-Poliwrath... - wymamrotał ponownie Zoldrey opierając plecy podopiecznego o swoją prawą rękę.
Pokemon otworzył oczy i wyszeptał coś pod nosem z niepocieszoną miną.
-Jestem ci wdzięczny, odpoczywaj - oznajmił odwołując go do pokeballa.
-Przepraszam, że tak wyszło, ale był za dużym zagrożeniem dla mojej drużyny - wyznał Mak.
-W ogóle się tego nie spodziewałem - uśmiechnął się nastolatek.
Lider podrapał się za głową.
-Pora trochę zmienić pole walki - oznajmił dając znak brązowowłosej, która wyciągnęła z kieszeni pilot.
Po wciśnięciu odpowiedniego guzika obecne pole walki zapadło się pod ziemię, a po chwili wyłoniło się zupełnie inne, nieco zmodyfikowane. Mechanizm pod nimi działał bardzo sprawnie co Michał chwilę wcześniej miał możliwość podziwiać. Nowe boisko przypominało skaliste podłoże z wieloma dużymi, wystającymi stalagmitami.
-Wybieram cię! - krzyknął Mak wyrzucając pokeball w górę.
Ku zdziwieniu wszystkich z kuli zmaterializował się Sandslash, aczkolwiek o normalnym ubarwieniu.
-Ciekawe jak sobie z nim poradzisz - dodał po chwili.
-Metapod wybieram cię! - krzyknął Michał.
Mężczyzna zrobił naprawdę zdziwioną minę.
-Ha ha, zobaczmy co tym razem mi pokażesz!
-Aby ta sytuacja z Poliwrathem nie odbiła się na pewności siebie Michała... - powiedział Droy.

-Zaczynajcie! - krzyknęła szatynka opuszczając chorągiewki w dół.
-Metapod strzał nicią i akcja!! - rozkazał Zoldrey.
Podopieczny Michała natychmiast wystrzelił lepką wydzielinę w najbliższą skałę i przyciągając się do niej nabrał prędkości lecąc prosto na przeciwnika i przygotowując się do wykonania akcji.
-Sandslash rozdarcie! - odparł Mak, a pazury jego podopiecznego wydłużyły się i zajaśniały na biało.
-Stalowa obrona! - dodał po chwili Michał.
Metapod lecąc w stronę Sandslasha pokrył się intensywnym metalicznym połyskiem zwiększając mocno swoją obronę. Ku zdziwieniu Maka, po zderzeniu pazury jego podopiecznego zostały odrzucone, a robak nie odczuł ciosu.
-Ale twardy! - powiedział na głos.
*Nie mogę użyć elektrosieci przez jego typ, więc...*. - Skacz i akcja, pełna moc!!! - krzyknął nastolatek, a jego zmotywowany pokemon przystąpił do wykonania polecenia.
Po imponującym jak na warunki fizyczne Metapoda skoku, zaczął nieubłaganie zbliżać się do rywala.
-Unik! - rozkazał w ostatniej chwili Mak.
Sandslash zwinnie uskoczył do tyłu, a robak uderzył w ziemię.
-Prędkość! - dodał po chwili.
Jeż zrobił obrót wokół własnej osi i machnął prawą łapą wytwarzając ogrom świecących gwiazdek, które pomknęły prosto na pokemona Michała.
-Stalowa obrona! - powiedział spokojnie nastolatek.
Metapod ponownie utwardził swoje ciało, a wrogi atak po prostu rozbił się na jego ciele nie wyrządzając większych obrażeń.
*Nie mamy zbytnio wyboru, musimy atakować...!* - stwierdził w myślach Michał i przystąpił do wydania polecenia. - Akcja!
-Sandslash biegnij i czekaj na sygnał!
Gdy Metapod lecąc znajdował się bardzo blisko przeciwnika Mak wydał polecenie.
-Unik i Rozdarcie! - krzyknął brązowowłosy.
Michał zareagował natychmiastowo.
-Stalowa obrona!
Jednak jego pokemon nie zdążył utwardzić swojego ciała na czas, Sandslash zwinnym ruchem przemknął obok Metapoda i uderzeniem w plecy wbił go w ziemię.
-Jeszcze raz rozdarcie! - rozkazał lider.
-STRZAŁ NICIĄ W OCZY! - krzyknął w odpowiedzi nastolatek.
Nim jeż zdążył dobić podopiecznego Michała, ten pozbawił go widoczności.
-Akcja, pełna moc!!! - dodał po chwili.
Metapod zgodnie z poleceniem wykonał akcję po której jego przeciwnik zachwiał się na nogach. Jednak bardzo szybko zajęło mu pozbycie się lepkiej wydzieliny z oczu.
-Kamienna krawędź! - oznajmił Mak.
Jego pokemon uderzył prawą łapą w ziemię z której po chwili, przed nim zaczęły wyłaniać się spiczaste głazy.
-STALOWA OBRONA! - krzyknął w desperacji Michał.
Metapod zaczynał już twardnieć gdy nagle spod niego wyłonił się głaz, który wybił go wysoko w górę zadając ogromne obrażenia. Pisnął z bólu.
-Kończ rozdarciem!
Sandslash posłusznie wykonując polecenie wydłużył swoje pazury i wykonując zamach prawą łapą posłał przeciwnika z powrotem na ziemię.
-Metapod niezdolny do walki! - obwieściła sędzina widząc pozbawionego przytomności pokemona.
Michał wyciągnął pokeball.
-Zrobiłeś co mogłeś... - powiedział odwołując go do niego.
Po chwili wyciągnął następną kulę.
-Ivysaur idź! - krzyknął przywołując rozpromienionego stworka.
-Jest po trzy... - oznajmiła Amelia.

-Ostry liść! - rozkazał Michał.
W głowie próbował wymyślić jakąś strategię.
-Unik! - rozkazał w odpowiedzi Mak, a jego podopieczny zwinnie przemknął obok nawałnicy ostrych jak brzytwa liści. - Prędkość! - dodał po chwili.
-Wybij się dzikim pnączem w powietrze, a następnie kula energii!!
Nim Ivysaur wszedł w kontakt ze złotymi gwiazdkami znajdował się już wysoko w górze. Zaczął zbierać zieloną energię tuż przed twarzą i gdy uformowała się w kształt kuli wystrzelił ją prosto w przeciwnika.
-Sandslash unik i rozdarcie! - oznajmił szatyn dając sygnał swojemu podopiecznemu.
Jeż z lekkimi trudnościami przeskoczył nad kulą, która w efekcie czego rozbiła się o ziemię i po raz kolejny wydłużając pazury pomknął w stronę spadającego oponenta.
-DZIKIE PNĄCZE, PEŁNA MOC! - krzyknął z przejęciem Michał.
Ivysaur wziął wielki zamach swoimi winoroślami i nakierował je na Sandslasha.
-Blokuj! - odparł lider.
Jeż stworzył gardę ze swoich łap próbując zneutralizować atak, który nadchodził z jego lewej strony. Obydwoje się zdziwili gdy pnącze przebiło się przez nią i odrzuciło go kawałek do tyłu.
-Akcja, szybko! - rozkazał Zoldrey wyczuwając szansę.
Ivysaur zaczął dynamicznie przebierać łapami i poruszać się w szybkim tempie w stronę leżącego na ziemi Sandslasha.
*Musimy to teraz skończyć!* - stwierdził w myślach.
-Kamienna krawędź! - rozkazał Mak gdy Ivysaur był już blisko jego pokemona.
Jeż w mgnieniu oka uderzył prawą łapą w ziemię powodując powstawanie nienaturalnych przeszkód, które w błyskawicznym tempie zbliżały się do podopiecznego Michała.
-IVYSAUR NIE! UNIK!!! - krzyknął nastolatek przytłoczony szybkością kamiennej krawędzi, ale było za późno.
Jeden z głazów uderzył boleśnie w Ivysaura wybijając go w górę i powodując jego jęk.
-KRZYŻOCIĘCIE!! - oznajmił Mak.
Sandslash wstał z ziemi i zaczął biec, skrzyżował łapy na których pojawiła się fioletowo-błękitna energia i zwinnym ruchem wykonał na ciele Ivysaura cięcie w kształcie litery "X". Gdy było po wszystkim z gracją pochylił głowę. Niespodziewanie pokemon Michała został znokautowany zaskakując niesamowicie widzów jak i samego trenera.
-Ivysaur jest niezdolny do walki, wygrywa Sandslash! - obwieściła szatynka.
Michał nerwowo odwołał swojego partnera do pokeballa.
-Dziękuję Ivysaur... - wymamrotał. *Cholera, ta kamienna krawędź była za szybka...* - skrzywił się.
Mak uśmiechał się od ucha do ucha.
-Tym razem my was zaskoczyliśmy - powiedział z rozpromienioną twarzą.
-Kontynuujmy - odparł nastolatek.
-Dwa pod rząd... robi się nerwowo - stwierdził Droy masując się po czubku głowy.
-Michał nie ma lekko... - powiedziała Amelia.
-Hej, weź się w garść! - krzyknął poddenerwowany Dave.

-Twoja kolej Cloyster! - oznajmił nastolatek wypuszczając podopieczną na boisko.
-Jak Cloyster ma się zamiar tu poruszać? - zapytał Mak.
-To nie problem - odparł Michał.
-Rozumiem, w takim razie... Sandslash przyśpieszmy, krzyżocięcie!!
Pokemon lidera niespodziewanie rozpędził się osiągając zadziwiającą prędkość.
-WYCOFANIE! - krzyknął z obawą Zoldrey, a jego pokemon w ostatniej chwili schował się w muszli.
Mimo, że zwiększyła swoją obronę, odczuła wyraźnie atak.
-Powtarzaj do skutku! - krzyknął lider w stronę swojego podopiecznego.
-Trzymaj się Cloyster! - powiedział z troską Michał.
Sandslash odbijając się z jednego końca boiska do drugiego uderzał w przeciwniczkę tym samym atakiem sprawiając, że odbijała się w prawą i lewą stronę na zmianę. Gdy w końcu z bólu otworzyła muszlę Mak wydał kolejne polecenie.
-Rozdarcie!
-Bąbelkowy promień! - rozkazał w odpowiedzi nastolatek.
Jeż biegnąc przed siebie napotkał na swojej drodze nawałnicę bąbelków wystrzelonych przez Cloyster, które nieubłaganie się do niego zbliżały. Przebiegł przez nie powodując ich rozbicie na swoim ciele, skrzywił się otrzymując obrażenia, ale niemal niewzruszony pobiegł dalej. Michał odstawiając swoje zaskoczenie na bok wydał kolejne polecenie.
-ZAUROCZENIE!!
Cloyster puściła oczko w stronę jeża, a chwilę później w jego stronę pomknęły różowe serduszka średniej wielkości przepełnione feromonami.
-Unik! - krzyknął lider.
Sandslash bez problemu przeskoczył nad serduszkami i uderzył rozdarciem bezpośrednio w zaskoczoną Cloyster.
-KAMIENNA KRAWĘDŹ! / - PROMIEŃ AURORY! - rozkazali jednocześnie.
Sandslash uderzył w ziemię sprawiając, że spiczaste głazy uderzyły od dołu w Cloyster, która w tej samej chwili wystrzeliła promień o wszystkich kolorach tęczy. Atak dosięgnął jeża. Oboje otrzymali duże obrażenia. Podopieczny lidera zaczął o wiele ciężej oddychać, nie umknęło to uwadze Michała.
*Mamy szansę!* - stwierdził spoglądając na Cloyster, która czekała na jego komendę. - Promień aurory, pełna moc!!! - krzyknął dynamicznym ruchem wskazując cel.
Jego podopieczna zebrała multum energii w błyskawicznym tempie i natychmiast ją wystrzeliła w stojącego w miejscu przeciwnika.
-SANDSLASH UNIK!! - rozkazał w odpowiedzi Mak.
Po twarzy jeża spłynęła kropla potu gdy z ledwością ominął atak, który nieznacznie zahaczył jego lewego policzka.
-Krzyżocięcie! - dodał po chwili szatyn.
-WYCOFANIE!!! - krzyknął w desperacji Michał.
Gdy Cloyster schowała się w swojej muszli Sandslash był zaledwie kilka kroków od niej.
-Kamienna krawędź!! - zmienił błyskawicznie komendę Mak.
Jego podopieczny ponownie uderzając w ziemię przywołał problematyczne głazy, które wybiły Cloyster w powietrze sprawiając, że jej muszla mimowolnie się otworzyła.
-KRZYŻOCIĘCIE TERAZ!!
-BĄBELKOWY PROMIEŃ!!
-PRĘDKOŚĆ I KOŃCZ TO ROZDARCIEM!!
Obaj trenerzy rzucili multum komend w zaledwie ułamku sekundy. Cloyster w desperacji i próbie obrony przed bezpośrednim kontaktem z Sandslashem wystrzeliła nawałnicę bąbelków, które jednak zostały wzajemnie zneutralizowane z gwiazdkami jeża. Chwilę później podopieczny Maka wykonał potężny zamach przed bezbronną przeciwniczką wbijając ją następnie w ziemię.
-Cloyster jest niezdolna do walki, wygrywa Sandslash!
Głos sędziny wyjątkowo głośno rozbrzmiał w głowach widzów, podobnie jak w głowie zszokowanego Michała. Losy pojedynku niespodziewanie odmieniły się na jego niekorzyść. W taki właśnie sposób pozostał mu ostatni pokemon - Sandslash.
...

niedziela, 15 października 2017

Rozdział 103 - Ostatnia próba

-Oooaah... - ziewnął głośno Michał przeciągając się w łóżku po nagłym przebudzeniu.
Pierwsze co zrobił to spojrzał na zegar na którym wybiła właśnie czternasta.
-Zaspałem...?
W chwili gdy to mówił przekręcił głowę w bok i dostrzegł wpatrujących się w niego przyjaciół, którzy stali tuż obok niego, na czele z lewitującym Glalie.
-Masz szczęście, że poszliśmy przełożyć godzinę twojej walki na piętnastą - oznajmił drapiąc się po głowie z pobłażliwą miną Droy.
-Dzięki - uśmiechnął się.
-Na ogół ci się to nie zdarza - stwierdziła Amelia.
-... Miałem trudności z uśnięciem, byłem zbyt podekscytowany - wyznał Zoldrey powoli zbierając się z łóżka.
-Cóż, wyglądałeś tak jakby naprawdę dobrze ci się spało, więc postanowiliśmy cię nie budzić - wzruszyła ramionami.
-To była dobra decyzja, dzięki temu jestem bardzo wyspany - powiedział zmierzając w stronę łazienki.
-Jesteś gotowy? - zapytał Dave.
-Dzisiaj zdobędę ósmą odznakę - odparł zamykając za sobą drzwi.
Przyjaciele spojrzeli po sobie.
-Myślicie, że jest zestresowany? - zapytała Amelia.
Droy i Dave wzruszyli ramionami.

W przeciągu trzydziestu minut Michał w powolnym tempie ogarnął się i odbył przed-pojedynkową rozmowę ze swoimi pokemonami. Następnie gdy odwoływał je do pokeballi, spędził jeszcze chwilę z Sandslashem i Glalie.
-Na was liczę w szczególności, dajmy z siebie wszystko! - oznajmił, a oni przytaknęli.
Po chwili wraz z resztą był już w drodze do sali w Wertanii. Gdy wybiła czternasta pięćdziesiąt pięć mocnym pchnięciem otworzył drzwi za którymi miała odbyć się jego ostatnia próba. Droy i Dave zamknęli za sobą te same drzwi w czasie gdy Michał lustrował wzrokiem wnętrze budynku. Ujrzał przed sobą najzwyklejsze boisko i trybuny wokół niego. Po bokach widniały kolejne drzwi, tym razem mniejsze, prawdopodobnie prowadzące do innych, mniej ważnych dla trenerów pomieszczeń. Od razu ruszył do przodu stając na miejscu dla wyzywającego i zamknął oczy nabierając przez usta masę powietrza, po chwili gwałtownie je wypuścił i otwierając nagle oczy głośno krzyknął:
-PRZYBYŁEM! - oznajmił unosząc do góry ręce.
Widząc i słysząc to, na twarzach jego przyjaciół namalował się niemożliwy do podrobienia uśmiech. Wtem z trybun zeskoczył niepostrzeżenie ten sam mężczyzna z którym Amelia, Dave i Droy weszli poprzedniego dnia w krótką konwersację. Zdziwił, a nawet przestraszył niespodziewających się tego nastolatków. Ubrany był ponownie w czarny płaszcz, czarny kapelusz oraz czarne okulary.
-To ten sam typ co wczoraj...! - zauważył Dave.
Po chwili mężczyzna zrzucił z siebie teatralnie swój kamuflaż spod którego ukazała się jego prawdziwa postać. Miał spiczaste brązowe włosy ułożone wyraźnie w lewą stronę, mierzył około metra dziewięćdziesiąt, a z twarzy sprawiał wrażenie chytrego. Miał ciemno-brązowe oczy i żółty plaster na nosie i policzku. Ubrany był w brązową koszulkę na ramiączka z wzorem przypominającym kamień na piersi oraz ciemno-szare spodnie, chodził boso. Michał i reszta zamarła z wrażenia, nastała cisza, która z każdą chwilą stawała się coraz bardziej niezręczna dla mężczyzny.
-Wybaczcie mu, lubi wielkie wejścia... - wyjaśniła również brązowowłosa kobieta, która nagle weszła do pomieszczenia.
Była ubrana w białą koszulkę i czarne spodenki. Z twarzy wyglądała na bardzo przyjazną.
-Mam wrażenie, że nikt nie traktuje mnie poważnie... - wymamrotał szatyn. - Witam, jestem Mak, nowy lider sali Wertańskiej. Specjalizuje się w typach ziemnych, obserwowałem cię wczoraj podczas twojej walki, cieszę się, że mam okazję stoczyć z tobą bitwę - oznajmił z delikatnym uśmiechem mężczyzna.
-Nazywam się Michał, mam nadzieję, że to będzie wspaniały pojedynek. Słyszałem o panu wiele dobrego, więc jestem niesamowicie podekscytowany! - odparł nastolatek.
Mak szeroko się uśmiechnął.
-Takich wyzywających lubię najbardziej, zacznijmy w końcu ten pojedynek!
-Trafił swój na swego... - westchnęła brązowowłosa. - Będę wam sędziować, widzów prosimy o udanie się na trybuny - oznajmiła.

Gdy wszyscy byli już gotowi i zajęli swoje miejsca rozpoczęła się ekscytująca bitwa.
-Dugtrio pokaż się! - oznajmił Mak wyrzucając pokeball w górę.
Po chwili na boisku pojawił się trójgłowy pokemon którego część ciała ukryta była pod ziemią.
Dugtrio to wyższa forma Digletta. Ten pokemon to trójka, która wyłoniła się z jednego ciała, w rezultacie czego każdy z nich myśli tak samo jak reszta. Pracują wspólnie aby bez końca ryć w ziemi.

-To mój pierwszy wybór, teraz twoja kolej.
Michał schował pokedex, a następnie wziął do ręki jeden z pokeballi przypiętych do specjalnego paska na swoich spodniach. W jego głowie pojawił się obraz otwierającej się bramy co symbolizowało spełnienie celu po przejściu próby przed którą właśnie stanął. Powiększył nagle kulę i nakierował ją na podłoże przed przeciwnikiem, nacisnął przycisk powodując tym samym wydostanie się czerwonego światła, które zmaterializowało na pole walki Glalie.
-Wygrajmy partnerze! - powiedział w jego stronę.
-Glalie lie!
-Oficjalnie rozpoczynam pełną bitwę sześć na sześć o odznakę sali Wertańskiej. Zaczynajcie! - oznajmiła brązowowłosa wskazując to profesjonalnymi gestami sędziowskimi.
-Szybki atak! - krzyknął Michał.
Glalie w mgnieniu oka zniknął i pojawił się przed zaskoczonym Dugtrio odpychając go kawałek do tyłu. Mak ze zdziwienia przetarł oczy.
-Ale szybki... - wymamrotał z podziwem. - Dugtrio tunel!
Jego podopieczny słysząc to natychmiast zakopał się pod ziemię. Michał rozejrzał się po boisku i wydał polecenie.
-Podwójny zespół!
Glalie podzielił się na kilka kopii oczekując kolejnego ruchu przeciwnika. Gdy w końcu nadszedł jeden z klonów został zniszczony, a Dugtrio otoczony przez kilkunastu Glalie wyglądał na zakleszczonego.
-Trzęsienie ziemi! - rozkazał Mak.
-Szybki atak! - krzyknął w odpowiedzi Michał.
Dugtrio wytworzył silne wstrząsy, które niszczyły klony Glalie jednego po drugim.
-Stalowa głowa! - dodał po chwili szatyn nie czekając na rozwój sytuacji.
Tuż przed doskoczeniem Glalie z martwego punktu, trzy głowy podopiecznego lidera pokrył intensywny metaliczny połysk. Gdy pokemon Michała wykonał swój atak niespodziewanie sam otrzymał większe obrażenia od przeciwnika.
-Zaledwie po jednym razie zdołał skontrować szybki atak Glalie!? Zadziwiające... - stwierdził Droy.
Michał zmarszczył brwi.
-Lodowy promień!! - krzyknął wyciągając przed siebie dłoń.
-Ochrona! - odparł Mak.
Dugtrio wytworzył przed sobą zieloną barierę, która zneutralizowała całą siłę ataku przeciwnika.
-Glalie teraz szybki atak i czekaj na sygnał!
*Sygnał?* - zainteresował się lider. - Stalowa głowa - rozkazał próbując rozgryźć zamiary nastolatka.
W czasie gdy głowy jego podopiecznego pokryły się metaliczną powłoką twardniejąc kilkukrotnie, pokemon Michała pomknął do przodu przecinając powietrze i zostawiając za sobą białą smugę. Gdy byli zaledwie kilka kroków od zderzenia Zoldrey wydał kolejne polecenie.
-Lodowy promień!!! - krzyknął w ostatnim możliwym momencie sprawiając, że Mak nie miał szans zareagować na czas.
Glalie natychmiast zebrał energię przed ustami i wystrzelił w po raz kolejny zaskoczonego Dugtrio. Powstał mały wybuch, który odrzucił lodowego stworka. Trójgłowy pokemon otrzymał ogromne obrażenia zważywszy na typ i odległość z której oberwał. Glalie wbijając jeden ze swoich rogów w podłoże nie odleciał daleko. Z miny Maka można było wyczytać, że był równie zaskoczony co jego pokemon, nie pierwszy już raz.
-To jeszcze nie koniec, Glalie szybki atak!
-Dugtrio nic się nie stało, zablokuj to ochroną, a później przejdźmy do ataku trzęsieniem ziemi! - oznajmił szatyn próbując odzyskać prowadzenie.
Glalie widząc przed sobą zieloną barierę umyślnie zwolnił czekając na komendę.
-Podwójny zespół! - krzyknął Michał.
Klony stworka z Hoenn rozbiły się o barierę w czasie gdy ten prawdziwy odbijając się od ich głów znalazł się w powietrzu za plecami Dugtrio czekając aż jego ochrona się skończy. Mak czując co się święci próbował ratować swojego podopiecznego.
-Dugtrio tunel, szybko!!! - krzyknął z obawą.
-Kończ lodowym promieniem! - rozkazał Zoldrey, a jego partner zbierając błyskawicznie energię wystrzelił promień w doskonałym momencie trafiając w Dugtrio w czasie gdy przez chwilę był bezbronny po opadnięciu bariery.
Podopieczny Maka nie zdążył uciec, był nieprzytomny.
-Dugtrio jest niezdolny do walki, wygrywa Glalie! - obwieściła brązowowłosa.

-No i mamy piękne jeden zero! - ucieszył się Dave.
-Michał naprawdę jest w formie - potwierdziła jego słowa Amelia.
-Ma łeb pełen pomysłów! - dodał Droy.
Mak dziękując podopiecznemu za walkę odwołał go do pokeballa.
-Podoba mi się twój styl walki i błyskawiczne podejmowanie decyzji, masz moje uznanie - powiedział w stronę wyzywającego.
-Dziękuję - odparł uśmiechając się delikatnie.
-Żeby dotrzymać ci kroku muszę wybrać pokemona o podobnym stylu walki co Glalie, pokaż się! - oznajmił wyrzucając kolejny pokeball w górę.
Na polu walki pojawił się stworek z czaszką na głowie i kością w ręku.
Marowak jest ewolucyjną formą Cubone'a, która przezwyciężyła smutek z powodu utraty matki i wyrosła. Ten pokemon posiada ogromny temperament i twardość ducha, którą naprawdę ciężko złamać.

-Wygląda imponująco - powiedział Michał chowając pokedex.
-Zaczynamy? - odparł Mak.
-Pewnie.
-Marowak toksyna! - krzyknął błyskawicznie lider, a jego pokemon wystrzelił sprzed pyska średniej wielkości kulę przepełnioną toksynami.
Ruch trafił w Glalie nim Michał zdążył zareagować, jednak nie otrzymał żadnych obrażeń.
-Co to za ruch? - zdziwił się nastolatek, aż po chwili z jego podopiecznego zaczęły ulatniać się małe fioletowe bańki w czasie gdy po całym jego ciele przeszedł jakby widoczny, przepełniony toksynami prąd.
-Co jakiś czas Glalie będzie tracił teraz część sił - wyjaśnił Mak.
Glalie w tamtej chwili odwrócił się w stronę Michała, a następnie obaj sobie przytaknęli.
-Skończymy to szybko - potwierdził. - Zacznij okrążać go szybkim atakiem!
W mgnieniu oka Glalie zaczął biegać wokół Marowaka w zastraszającym tempie.
-Dodaj podwójny zespół! - dodał po chwili.
Podopieczny szatyna został uwięziony w kręgu kilkunastu przeciwników, którzy cały czas się przemieszczali, nie miał pojęcia czego się spodziewać.
-Marowak lawina!!
Podopieczny Maka podniósł swoją kość do góry, a z powietrza zaczęły materializować się i spadać różnej wielkości głazy.
-Uderzenie głową! - krzyknął Michał zanim jakikolwiek z głazów dosięgnął Glalie.
Oryginał nagle wyskoczył z kręgu kopii i przechylając głowę do tyłu by zwiększyć siłę uderzenia walnął w czaszkę Marowaka sprawiając, że ten odleciał kawałek dalej i upadł na ziemię. Po wykonaniu tego ruchu Glalie odczuł po raz drugi działanie toksyny, a następnie przez chwilowe unieruchomienie spowodowane bólem trafił w niego jeden z głazów zadając poważne obrażenia.
-Glalie trzymasz się!? - krzyknął zaniepokojony Zoldrey.
-Gla... lie - odparł pokemon.
-W takim razie szybki atak i uderzenie głową!
-Marowak kościorang i również uderzenie głową! - rozkazał w odpowiedzi Mak.
Glalie pomknął przed siebie zostawiając za sobą białą smugę, a Marowak rzucił mocno swoją kością ku zdziwieniu wszystkich nie trafiając w przeciwnika. Następnie obaj zderzyli się głowami co jednak bardziej odczuł podopieczny Michała. Po chwili kość Marowaka niespodziewanie wróciła i trafiła w plecy Glalie, następstwem tego był także efekt toksyny, który sprawił, że pokemon Michała padł twarzą na ziemię.
-Dobra robota Marowak - pochwalił Mak.
-Ej to jakieś oszukaństwo, co to za wracająca kość!!?? - krzyknął z trybun podirytowany Dave, a reszta obok niego siedząca tylko się uśmiechnęła widząc jego reakcję.
-Tak właśnie działa bumerang - wzruszył ramionami z delikatnym uśmiechem lider.
-To jeszcze nie koniec! - krzyknął Michał w czasie gdy Glalie leżąc wciąż na ziemi zaczął zbierać lodową energię tuż przed ustami. - Lodowy promień, pełna moc!!!
-Marowak unik!!!
Glalie w towarzystwie głośnego krzyku wystrzelił ogrom lodowej energii, która trafiła idealnie w próbującego uciekać przeciwnika. Marowak był nieprzytomny.
-Marowak jest niezdolny do walki wygrywa Glalie! - obwieściła szatynka.
Po chwili efekt toksyny dał o sobie znać po raz ostatni sprawiając, że Glalie również stracił przytomność.
-Glalie niezdolny do walki! - dodała po chwili.
-Łoo... to było coś... - podrapał się za głową Mak będąc pod wrażeniem determinacji lodowego stworka. - Łap to i popsiukaj nim Glalie - oznajmił nagle rzucając Michałowi żółty spray.
-Dziękuję - odparł robiąc to co zalecił, po chwili pozbył się zatrucia.
-Zaskakujecie mnie raz za razem... - wyznał uśmiechnięty szatyn.
Michał pogratulował Glalie wspaniałej walki i odwołał go do pokeballa.
-Kontynuujmy!
-Jasna sprawa!

Mak chwycił za kolejny pokeball.
-Pora na ciebie! - krzyknął wyrzucając go w górę.
Golem to najwyższa forma ewolucyjna Geodude'a i bezpośrednia ewolucja Gravelera. Pokemon ten żyje w górach, jeśli w okolicy występują duże trzęsienia ziemi to najprawdopodobniej Golemy przemieszczają się masowo do podgórza niżej.

-Golem tak? W takim razie Poliwrath wybieram cię! - oznajmił Michał.
Na polu walki pojawił się Poliwrath, który na start imitował skakanie na skakance, a po chwili wykonał serię uderzeń w powietrze.
-Liczę na ciebie! - oznajmił nastolatek na co pokemon odpowiedział głośnym krzykiem przepełnionym chęcią zwycięstwa.
-Ależ energiczny, proszę zaczynaj - powiedział z uśmiechem Mak.
-Poliwrath lodowa pięść! - krzyknął Michał.
-Golem stalowa obrona!
W czasie gdy Golem pokrył całe swoje ciało metalicznym połyskiem zwiększając swoją obronę Poliwrath w czasie biegu zebrał masę lodowej energii w prawej pięści i robiąc potężny zamach uderzył z całej siły w przeciwnika. Cios był na tyle mocny, że wbił Golema w ścianę za liderem.
-... Co za siła - zachwycał się Mak.
Poliwrath w tamtej chwili prężąc się napinał muskuły.
-Świetnie! - cieszył się Michał przybijając piątkę równie zadowolonemu partnerowi.
-Golem trzymasz się? - zapytał szatyn.
Pokemon z lekkimi trudnościami pozbierał się ze ściany i wtoczył się na boisko.
-Toczenie!
Golem zamieniając się w żywy walec pomknął w stronę przeciwnika.
-Zatrzymaj go! - rozkazał Michał.
Poliwrath zaparł się nogami o podłoże i wystawiając obie ręce do przodu sprawił, że Golem nie mógł go przepchnąć nawet o milimetr.
-Co!? Jak silny on jest!? - krzyknął ze zdziwieniem Mak.
-Poliwrath po ewolucji otrzymał bardzo umięśnione ciało, ale mimo to w wolnym czasie cały czas trenuje, a oto efekty! - pochwalił się podekscytowany Zoldrey.
Lider zaśmiał się chociaż był w bardzo nieciekawej sytuacji.
-Odrzuć go!
Poliwrath napiął się jeszcze bardziej, a po chwili odepchnął Golema do tyłu.
-Hydro pompa! - dodał po chwili.
Podopieczny Michała nadął policzki i wystrzelił olbrzymi strumień wody.
-Unik i jeszcze raz toczenie, pełna moc! - rozkazał Mak nie rezygnując.
Golem jakimś cudem ominął kontakt z wodą i raz jeszcze pomknął w stronę oponenta, tym razem z o wiele większym impetem.
-Łamacz murów! - krzyknął Michał.
Prawa dłoń Poliwratha pokryła się białym światłem, a po chwili wyprostowując ją uderzył w Golema tak mocno, że wbity w ziemię wrócił do normalnej formy.
-Młotoramię!! - krzyknął błyskawicznie Mak, a jego pokemon od razu się pozbierał.
Jego prawa ręką również zajaśniała białym światłem, zacisnął pięść i wykonując ogromny zamach próbował uderzyć Poliwratha. Michał nie zdążył wydać komendy, ale jak się okazało nie było to potrzebne. Podopieczny nastolatka bez problemu zablokował cios lewą ręką.
-Ej, ej, ej! Co to za bestia? - ekscytował się Mak.
Michał zaśmiał się pod nosem.
-I z czego się cieszysz? Przegrywasz z kretesem - stwierdziła szatynka z politowaniem wymalowanym na twarzy.
-Po prostu świetnie się bawię, a ty Golem?
Jego pokemon był nieco innego zdania z zażenowaniem wzdychając.
-To niespodziewanie bardzo jednostronna walka - stwierdził Droy.
-Ten Poliwrath będzie za dużym problemem... wybacz Golem, EKSPLOZJA!!! - krzyknął na cały głos Mak.
Jego pokemon zaczął się nagle intensywnie świecić co z każdą chwilą raziło coraz bardziej w oczy.
-POLIWRATH UCIEKAJ!!! - wrzasnął w desperacji Michał.
Jednak nim jego podopieczny zdążył się oddalić doszło do potężnej eksplozji, która pochłonęła całe pomieszczenie.
...

poniedziałek, 2 października 2017

Rozdział 102 - Eksplozja pasji! Mega Swampert vs Sandslash!

Gdy na niebie słońce dopiero od niedawna zaczęło świecić Michał i reszta właśnie wchodzili na terytorium Wertanii. Tego dnia pogoda była umiarkowana. Był późny ranek. Przechodząc obok tabliczki z nazwą miasta nastolatek poczuł unoszące się w powietrzu wyzwanie, które już niedługo miał zamiar podjąć. Ostatni wymagany sprawdzian jego umiejętności trenerskich znajdował się właśnie tutaj.
-Jesteś gotowy? - zapytał Droy.
-Tak.
-To dobrze.
Przechodząc obok różnorodnych budynków przypomniał sobie jak trudno było się tu dostać po coś, a nie tylko przelotnie. Cały czas miał w myślach ile włożył w tą podróż wysiłku i jak bardzo musiał się starać by osiągnąć to co osiągnął. Teraz dziękował przeciwnościom losu których wcześniej nienawidził, bo to pomogło ukształtować go jako trenera którym jest teraz. Nie brał przegranej pod uwagę.
-Widzę Centrum Pokemon, chodźmy zarezerwować sobie pokoje - nasunął Hannys.
-Dobry pomysł, padam z nóg! - krzyknął Dave.
Odkąd wszedł do Wertanii cały czas myślał tylko o walce w sali, całkowicie się na tym skupił, to był w tamtej chwili dla niego największy priorytet. Wierzył w swoje pokemony i wierzył w siebie, chciał jak najszybciej przystąpić do bitwy, bo wiedział, że dzięki temu w jakim był wtedy stanie to będzie dla niego niezapomniany pojedynek. Jeszcze bardziej motywowało go to, że wygrana dawała mu przepustkę do spełnienia swojego marzenia.
-Możemy pogadać? - zapytała nagle Amelia, która przez całą drogę do Wertanii wyglądała na dręczoną przez coś czego nikomu nie powiedziała.
-To my pójdziemy wziąć pokoje - oznajmił Droy wchodząc z Davem do środka budynku.
-Coś się stało? - zapytał zdziwiony Michał.
Dziewczyna po chwilowym wykręcaniu nerwowo twarzy w końcu się odezwała.
-... Nie wiem czy powinnam poruszać teraz takie tematy...
-Przestań... mimo, że dziś żyję praktycznie tylko walką to nie znaczy, że nie mogę się przestawić by pomóc przyjaciółce w jej problemach. Na to zawsze jest pora, a poza tym moje nastawienie nie ulegnie zmianie - oznajmił Zoldrey.
*To zżera mnie od środka... a on może będzie mógł pomóc mi poradzić sobie z tym, więc nie ma co zwlekać* - stwierdziła w myślach czerwonowłosa. -... Michał gdybyś znał mordercę swoich rodziców to jakbyś się czuł, co byś zrobił?
W tamtej chwili cały jego zapał co do bitwy nieco ugasł. Wypowiedz Amelii bardzo go zaskoczyła.
-Przepraszam, że mówię ci to w takim momencie, ale naprawdę zależy mi na odpowiedzi...
Michał choć miał ochotę zapytać przyjaciółkę o kilka rzeczy, zaczął w sposób jaki od niego oczekiwała.
-... Nie będę owijał w bawełnę... na pewno czułbym się sfrustrowany i byłbym naprawdę zły. Zapragnąłbym zemsty i prawdopodobnie pełen nienawiści zrobiłbym kilka kroków w tą stronę. Rany powstałe z powodu ich śmierci otworzyłyby się, a smutek zadałby mi nowe. Wiem, że nie o taką odpowiedź ci chodzi, chcesz dowiedzieć się czegoś co może pomóc w takiej sytuacji. Wydaje mi się, że chyba nie ma na to sposobu... trzeba po prostu się z tym pogodzić, choć to bardzo trudne albo... - zawahał się na chwilę. -... Wziąć sprawy w swoje ręce - zmierzył ją poważnym spojrzeniem.
-Osobiście wymierzyć sprawiedliwość, racja...? - zapytała Amelia.
-Albo się do tego przyczynić i przez to nie mam na myśli, że powinno się zrobić mordercy to samo co on zrobił, jest wiele innych... prawdopodobnie lepszych wyjść - stwierdził nastolatek.
W tej rozmowie Michał nie był pewien swoich odpowiedzi, konwersacja była dla niego bardzo trudna.
-...
Nastała chwilowa cisza podczas której obydwoje zawiesili na sobie wzrok.
-... Wiem, że coś cię dręczy czego nie chcesz mi powiedzieć. Po tym o co zapytałaś mogę domyślać się o co chodzi, jednak zostawię to tak jak jest. Nie będę napierał, gdy będziesz gotowa wszystko mi powiesz...
-Dziękuję i przepraszam... - powiedziała Amelia z zakłopotaną miną.
-Dla przyjaciół wszystko.
W tamtej chwili ich uwagę zwróciły mocno słyszalne odgłosy bitewne dochodzące zza Centrum Pokemon, a dokładniej z boiska. Postanowili to sprawdzić.

Przy boisku treningowym znajdował się sporawy tłum ludzi, którzy okrążyli niemal całe pole walki. Żeby zobaczyć co było tego przyczyną Michał i Amelia musieli się trochę poprzepychać by znaleźć odpowiednie do tego miejsce. Pierwszą rzeczą jaką ujrzeli były intensywnie walczące se sobą w zwarciu pokemony, które po szybkiej wymianie ciosów od siebie odskoczyły. Dopiero później zwrócili uwagę na ich trenerów, którzy byli całkowicie pochłonięci bitwą. Jednym z walczących pokemonów był Machamp, natomiast drugi stanowił dla Michała zagadkę, nie wyglądał jakby był z Kanto.
-Machamp krzyżocios!
Podopieczny słysząc polecenie trenera skrzyżował dłonie, które zaczęły świecić na biało, a następnie pomknął w stronę przeciwnika.
-Swampert cios mocy!
Pokemon przypominający wyglądem zmutowanego potwora błotnego na sterydach także ruszył w stronę oponenta z lewą łapą pokrytą ogromem żółto-pomarańczowej energii świecącej tak jasno jak płomień. Mimo, że atak Swamperta wyglądał niesamowicie imponująco to patrząc na tempo w jakim poruszały się oba pokemony i ich sylwetki to Machamp stał na wygranej pozycji, a przynajmniej wszystkim się tak wydawało. Gdy jeszcze całkowicie się do siebie nie zbliżyli trener Swamperta wydał kolejne polecenie.
-Atakuj!!! - krzyknął.
Swampert odparł głośnym krzykiem i wziął wielki zamach, a następnie uderzył w Machampa wykonującego krzyżocios, który był też swego rodzaju gardą. Machamp będąc naprzeciwko ciosu mocy z bliższej odległości był zdziwiony jego wielkością oraz odczuł lekki strach przez co całkowicie nie zareagował nawet pomimo desperackich krzyków jego trenera. Po chwili w towarzystwie głośnego huku powstałego z uderzenia został zmieciony z boiska. Uderzył w jedno z pobliskich drzew wbijając się mocno w pień, poważnie go uszkadzając. Po grupie widzów przeszedł głośny szmer zdziwienia i podziwu co do zwycięzców. Michał był także pod wrażeniem.
-Dobra robota Swampert - pochwalił trener.
Po chwili jego pokemon zmienił formę stając się o wiele mniejszym i mniej masywnym. Wtedy też Zoldrey zauważył na jednej z rąk zarówno trenera jak i pokemona bransoletkę z jakimś kamieniem o różnych kolorach.
-Co to było? - rzucił pytaniem w stronę przyjaciółki.
-Mnie nie pytaj... - odpowiedziała Amelia.
Michał postanowił użyć pokedexu z nadzieją, że dowie się czegoś nie tyle o pokemonie co o jego tajemniczej formie.
Swampert - pokemon błotna ryba. Jest najwyższą formą ewolucyjną jednego ze starterów w regionie Hoenn, a dokładniej Mudkipa. Swampert jest bardzo silny, ma wystarczająco dużo energii by łatwo przeciągnąć głaz ważący więcej niż jedną tonę. Pokemon ten ma również potężną wizję, która pozwala mu widzieć nawet w głębinach morskich.

-Czyli pochodzi z Hoenn... ale to nie to mnie najbardziej interesowało - stwierdził z lekkim rozczarowaniem Michał.
W tamtej chwili trener Swamperta wysłuchiwał pochwał i oklasków widzów oraz rozmawiał ze swoim przeciwnikiem, który odwołał swojego Machampa.
-To mega ewolucja, naprawdę nigdy o niej nie słyszałeś? - powiedział nagle Droy, który wraz z Davem pojawili się za ich plecami.
-Mega ewolucja? - powtórzyła Amelia.
-Pozwala zmienić formę pokemonowi na ostatnim stadium ewolucji na o wiele potężniejszą tylko na czas walki. Wszystko to jest możliwe dzięki ogromnemu zaufaniu i synchronizacji między trenerem a pokemonem oraz posiadając dodatkowo kamień klucza i mega kamień - wyjaśnił Hannys.
-Serio!? Świetnie to brzmi! - oznajmił Dave.
-Skąd tyle o tym wiesz? - zainteresowała się Amelia.
-Jakiś czas temu dużo o tym trąbili w telewizji i gazetach, nawet miałem kiedyś okazję zawalczyć z mega wyewoluowanym pokemonem - pochwalił się Droy.
-Jak tak teraz o tym mówisz to chyba coś obiło mi się o uszy... - wyznał Michał sprawiając wrażenie zamyślonego. - Nie było kiedyś przypadkiem o tym programu w telewizji z profesorem Sycamorem z Kalos?
-No właśnie był - potwierdził blondyn.
-Niewiele pamiętam, ale coś tam ogarniam - uśmiechnął się brunet.
Chwilę później szybkim tempem ruszył w stronę trenerów wciąż stojących na boisku.
-Przepraszam! - powiedział nieco głośniejszym tonem w stronę trenera Swamperta zwracając jego uwagę.
Chłopak wyglądał na młodszego od Michała. Miał ciemno-brązowe włosy i tego samego koloru oczy, oprócz tego miał dziecięcą twarz. Ubrany był w zielono-czarną bluzę ze złotym suwakiem, ciemno-brązowe spodnie i jasno-brązowe buty. Był także nieco od niego mniejszy.
-Tak? - odparł trener.
-Chciałbym z tobą zawalczyć - oznajmił z uśmiechem Michał.
W tamtej chwili Swampert nagle wystrzelił potężną hydro pompę prosto w nastolatka. Nim Zoldrey zdążył jakkolwiek zareagować przed nim pojawił się Sandslash blokując atak nocnym cięciem, następnie przeciął całą hydro pompę na pół wypuszczając zebraną wcześniej energię. Woda rozbryzgała się po boisku, a Swampert oberwał fioletowo-czarną energią prosto w czoło. Ryknął głośno z bólu, a po chwili posłał w stronę Sandslasha wściekłe spojrzenie. Po grupie widzów przeszedł ponownie głośny szmer.
-Co to, kolejna walka!?
-Och Swampert... znowu to samo? - powiedział z zaniepokojeniem szatyn próbując uspokoić swojego pokemona.
-Sandslash nie przesadziłeś trochę? - zapytał Michał.
Jeż nie odpowiedział.
-Przepraszam za niego - wskazał palcem na Swamperta. - Często bywa agresywny względem innych...
-Nic się nie stało - odparł Zoldrey machając ręką.
-Z chęcią z tobą zawalczę, ale najpierw muszę oddać Swamperta siostrze Joy, walczył kilka razy pod rząd i jest trochę zmęczony - wyjaśnił.
-W porządku.
-Nazywam się Philip, miło cię poznać - przedstawił się wyciągając rękę.
-Michał - odparł ściskając ją.
Chwilę później Michał oznajmił przyjaciołom żeby spotkali się z nim później w tym samym miejscu, a sam poszedł z Philipem do Centrum Pokemon, a następnie na przechadzkę po mieście.

Szli chodnikiem przy głównej ulicy. Michał miał wiele pytań do swojego nowego znajomego, dlatego nie omieszkał od razu zacząć nimi w niego "rzucać".
*Dziwne, że mnie nie rozpoznał...* - stwierdził w myślach brunet. - Chyba nie jesteś stąd prawda?
-Nie, pochodzę z Hoenn. To aż tak widać? - zaśmiał się Philip.
-Cóż Swampert w Kanto wiele mówi - odparł Zoldrey. - Też kiedyś mieszkałem w Hoenn...
-Serio? A w jakim mieście? - zapytał z zainteresowaniem szatyn.
-Littleroot...
-Rozumiem, ja mieszkałem trochę dalej - wyznał zakładając ręce za głowę.
-Słuchaj, opowiedziałbyś mi trochę o tych mega ewolucjach? - nasunął Michał.
-Pewnie! - niemal krzyknął Philip.
Uśmiechnął się i z rozmarzoną miną spojrzał w niebo.
-Mega ewolucje to symbol więzi między trenerem, a pokemonem... definicja tego jak bardzo sobie ufają. Możliwa jest dzięki kamieniowi klucza czyli przepustki oraz mega kamieniowi czyli dopełnieniu... innymi słowy specjalna forma na czas walki możliwa do osiągnięcia tylko nielicznym.
Michał widząc z jakim szacunkiem Philip patrzy na swoją bransoletkę i opowiada, poczuł się zainspirowany.
-To trochę odbiega od definicji, którą wcześniej słyszałem. Ta jest naprawdę piękna... - wyznał.
-To dlatego, że mega ewolucja to dla mnie... dla nas coś więcej - oznajmił szatyn.
-Hmm?
W tamtej chwili Philip wszedł do pobliskiego parku siadając na ławce gdzie usiadł także Michał.
-... Ze Swampertem jesteśmy razem od małego, gdy był jeszcze ledwo wyklutym Mudkipem. Między nami było różnie, ale pewnego razu po przegranej walce mocno się poróżniliśmy, to trwało bardzo długo. Myślałem, że już nigdy się nie pogodzimy aż pewnego dnia dziadek pokazał nam mega ewolucję, która pomogła nam zażegnać spór. Wtedy zrozumiałem jak wspaniałym jest zjawiskiem - wyznał patrząc na swój kamień.
-Jestem wdzięczny, że mogłem to usłyszeć - powiedział z uśmiechem Michał.
Philip także się uśmiechnął.
-Dlaczego zostałeś trenerem?
Szatyn chwilę zastanowił się nad odpowiedzią.
-Ponieważ kocham walki, odkąd je zobaczyłem byłem nimi zafascynowany, chciałem je toczyć tak jak najlepsi pokazywani w telewizji. Dlatego zostałem trenerem, nie żeby komuś coś udowodnić, nie żeby zobaczyć jak to jest, tylko dlatego, że to kocham - wytłumaczył kładąc dłoń na klatkę piersiową.
Michał delikatnie się uśmiechnął.
*Aż bije od niego pasja i prawdziwe zamiłowanie do tego co robi... patrząc na niego ja... też chciałbym być takim trenerem, który nie musi się przejmować tyloma problemami*
-A ty? - zapytał Philip.
-Ja... - zawiesił się na chwilę jakby coś go blokowało. -... Ja też kocham walki - wyznał sprawiając tym samym, że jego serce zaczęło szybciej bić.
-Tak myślałem! Od razu widać - uśmiechnął się szatyn.
-Heh... pewnie bierzesz udział w lidze - spekulował Michał.
-Tak, mam już wszystkie odznaki. Marzę o jej wygraniu i zrobię wszystko by tak się stało! - zadeklarował Philip. - Ty pewnie też - oznajmił.
-Tak, ale brakuje mi jeszcze jednej odznaki, mam zamiar zdobyć ją właśnie tutaj w Wertanii - wyznał Zoldrey.
-Mam nadzieję, że ci się uda.
-Wiesz coś o tutejszym liderze? Walczyłeś z nim? - zapytał piętnastolatek.
-Tak. Jest bardzo silny, z ledwością udało mi się go pokonać. W ogóle nie przypomina reszty liderów z Kanto - wyznał Philip. - Myślałem, że jak ci to powiem zmartwisz się... a ty się uśmiechasz - zauważył.
-Może powinienem, ale lubię wyzwania i wiem, że nie przegram...
-Skąd ta pewność?
-Bo wierzę w swoje pokemony.
Philip spojrzał na niego wzrokiem pełnym podziwu.
-Myślę, że Swampert jest już gotowy, chodźmy po niego i stoczmy walkę - oznajmił wstając z ławki.
-Chodźmy.
-Zapomniałem zapytać, używasz mega ewolucji?
-Jak na razie nie - odparł Michał.
Adresat tych słów wyglądał na zdziwionego.
-To jak ty chcesz ze mną wygrać?
-Mam Sandslasha i więcej mi nie trzeba by mierzyć się z kimkolwiek...
-Wygram - zadeklarował Philip.
-Zobaczymy - odparł Zoldey.
Po chwili oboje się uśmiechnęli i ruszyli w stronę Centrum Pokemon.

Gdy dotarli na miejsce Philip poszedł odebrać swojego Swamperta, a Michał poczekał na zewnątrz spotykając się z przyjaciółmi.
-Co tam? - zapytał na start.
-Nudy, walczcie w końcu - nasunął Dave.
Zoldrey skwitował to uśmiechem.
-Myślisz, że dasz sobie radę z mega ewolucją? - zapytał Droy.
-Nie wiem, ale będę walczył i nie poddam się - oznajmił z uśmiechem i stuknął lekko pięścią w ramię Amelii.
Dziewczyna nie wiedziała do końca o co mu chodziło. Chwilę później z Centrum Pokemon wyszedł Philip, następnie wszyscy udali się na boisko treningowe. Początkowo byli na nim jacyś inni trenerzy, ale widząc szatyna którego bitwy wcześniej oglądali od razu z niego zeszli.
-Wiesz, po tamtej rozmowie naprawdę cię polubiłem - wyznał Philip.
-I wzajemnie - odparł Michał, a chwilę później na jego twarz zawędrował delikatny uśmiech.
-Dlatego z szacunku do ciebie będę walczył najlepiej jak umiem!
-Na to właśnie liczę Philip!
-Heh, Swampert pokaż się! - krzyknął wypuszczając z pokeballa swojego podopiecznego.
Pokemon by zwiększyć efektowność swojego wejścia wydał z siebie głośny krzyk.
-SWAAAAAAAMPERT!!!!
W odpowiedzi Michał wypuścił wszystkie swoje pokemony, które miał przy sobie czyli: Glalie, Sandslash, Ivysaur, Poliwrath, Metapod i Cloyster.
-To będzie nasza pierwsza walka z mega ewolucją, dlatego chciałbym żebyście wszyscy dokładnie się jej przyjrzeli, rozumiemy się?
Wszyscy prócz Sandslasha przytaknęli.
-Sandslash będzie walczył, liczę na ciebie - oznajmił.
Jeż skinął głową. Glalie popchnął go lekko do przodu próbując w ten sposób go jakoś wesprzeć.
-Walczymy? - upewniał się Philip.
-Tak, tak już - odparł Michał.
Oboje ustali naprzeciw siebie w miejscach wyznaczonych dla trenerów, a ich pokemony były tuż przed nimi. Swampert patrzył na Sandslasha krzywym spojrzeniem, natomiast jeż był tym całkowicie niewzruszony.
-Walki łączą trenerów i ich pokemony, zgodzisz się ze mną?
-W stu procentach.
-Do dzieła! - oznajmił Philip.
-Zaczynaj!

-Bomba błotna! - krzyknął głośno szatyn.
Swampert głośno ryknął i wytworzył przed twarzą dosłowną nazwę tego ataku i posłał ją w stronę przeciwnika.
-Unik! - krzyknął Michał, jednak jego pokemon postanowił zrobić coś innego.
Jeż w prawej łapie zebrał fioletowo-czarną energię i wystawił ją przed siebie powodując tym samym przecięcie bomby błotnej na niej. Przepołowiony atak poleciał w dwie różne strony nie przesuwając swojego celu nawet o milimetr. Swampert spojrzał z jeszcze większą złością w stronę Sandslasha.
-Wygląda na to, że Sandslash chce jeszcze bardziej rozgrzać atmosferę - skomentował to Droy.
Michał spojrzał w stronę podopiecznego, który się do niego odwrócił.
-Slash... - mruknął lekko pochylając głowę.
Nastolatek odczytał to jako chęć zaczęcia walki na sto procent.
-... Lecimy! - powiedział wreszcie wyprzedzając reakcję zdziwionego Philipa.
Sandslash pomknął w błyskawicznym tempie w stronę oponenta i nim tamten zdążył go dostrzec, zaczął biegać wokół niego jeszcze szybciej. Swampert był zdezorientowany.
-Ale szybki... - wymamrotał Philip.
-Kruszący pazur!! - krzyknął nagle Michał, a Sandslash pojawił się za przeciwnikiem niczym duch.
Jego pazury na lewej łapie zajaśniały odcieniem jasnego błękitu i naelektryzowały się, całemu atakowi towarzyszył potężny zamach.
-Blokuj! - krzyknął Philip.
Na twarzy Michała namalowało się zdziwienie kiedy Swampert, również lewą łapą zablokował cios. Zrobił to z wielką gracją.
-A teraz cios mocy! - dodał po chwili.
Tym razem prawa ręka jego podopiecznego mieniła się żółto-pomarańczową energią. W mgnieniu oka wziął zamach wyprowadzając cios.
-Też blokuj! - krzyknął w odpowiedzi Michał.
Sandslash w ostatniej chwili zasłonił się prawą ręką. Atak wyglądał na bardzo silny, jeż odczuł jego siłę.
-Wyglądają na równych sobie, prawda? - powiedziała Amelia.
-Ciężko powiedzieć... - stwierdził Droy.
W tym samym czasie Swampert i Sandslash siłowali się między sobą, jeden z miną mówiącą "zabije cię", a drugi z taką niewyrażającą żadnych emocji.
-Dotrzymujesz nam kroku, nieźle - rzucił zadziornie w stronę Philipa Michał.
-Mamy przewagę typu, teraz ją wykorzystamy! - uśmiechnął się chytrze szatyn.
W tamtym momencie Zoldrey zdał sobie sprawę co chce zrobić jego przeciwnik.
-Hydro pompa! / - Giga wstrząs! - krzyknęli jednocześnie.
W chwili gdy Swampert wystrzelił olbrzymi strumień wodny, wokół ciała Sandslasha powstała wibrująca fioletowa energia z przecinającymi ją pomarańczowymi pasami. Powstał wybuch, który odrzucił oba pokemony na dwie równoległe od siebie linie końcowe boiska. Aczkolwiek Swampert leżał na ziemi, a Sandslash stał niewzruszony. Starter z Hoenn na ten widok prychnął ze złości i natychmiast się podniósł.
-Sandslash zrobimy coś nowego, obszarowe nocne cięcie! - oznajmił Michał.
Jeż zebrał energię i posłał w stronę oponenta niszczące część podłoża cięcie. Philip był pod wrażeniem, ale wiedział, że musi szybko zareagować.
-Swampert gdy będziesz blisko, unik!
Michał uśmiechnął się pod nosem.
-Nim cięcie dotrze do Swamperta uderz w nie pół-silnym! - krzyknął z podekscytowaniem na twarzy.
Sandslash wykonał posłusznie polecenie będąc równie zdziwionym co Philip. Pół-silne cięcie tak jak planował dotarło do celu przed wykonaniem uniku przez Swamperta i ku zdziwieniu wszystkich spowodowało to wybuch, który odrzucił i zadał obrażenia podopiecznemu szatyna.
-Co!? - krzyknął nie wierząc w to co się stało.
Wszyscy którzy to widzieli byli równie zaskoczeni co on. Sandslash uśmiechnął się pod nosem.
-A teraz zwykłe! - rozkazał Michał nie zwalniając tempa.
Jeż natychmiast zaczął biec i zbierać w prawej łapie energię potrzebną do wykonania ataku.
-Swampert bomba błotna póki go nie trafisz, szybko! - oznajmił Philip.
Sandslash bez problemu unikał masowo wystrzelanych w niego błotnych pocisków i gdy znalazł się przed przeciwnikiem trafił go na tyle mocno nocnym cięciem, że ten zawył z bólu.
-Kontruj ciosem mocy!!! - rozkazał z lekką obawą w głosie szatyn.
-Unik i popraw kolejnym nocnym cięciem! - krzyknął Michał.
Po otrzymanym ciosie Swampert od razu zebrał się do wykonania swojego ruchu, ale Sandslash schylił się unikając go, a następnie zachodząc go od tyłu, trafił po raz kolejny sprawiając, że podopieczny Philipa przeturlał się po boisku.
-Równi sobie? Co wy gadacie, Michał i Sandslash bez problemu sobie z nimi radzą! - oznajmił podekscytowany Dave.
-Coś w tym jest, ale pamiętaj, że to jeszcze nie koniec - uśmiechnął się Droy.
-Swampert, trzymasz się? - zapytał Philip.
-Swaaampert!!!! - ryknął i z widocznymi obrażeniami podniósł się z podłoża.
-Michał i Sandslash są naprawdę silni, musimy skończyć dawać im fory - oznajmił z uśmiechem szatyn.
Jego pokemon z zadziwiającą powagą przytaknął.
-Mówiłeś, że będziesz walczył najlepiej jak umiesz! - przypomniał jego słowa.
-Wybacz - uśmiechnął się niewinnie.
-Philip proszę cię... jak na razie trening jest dla nas większym wyzwaniem - powiedział zadziornie Michał.
-Zaraz zobaczymy! - odparł szatyn.
-Zauważyliście jak Michał cieszy się z tej bitwy, bardziej niż ze wszystkich dotychczas... - stwierdziła Amelia.
-Racja - potwierdził Droy.
Philip nagle wystawił prawą rękę przed siebie i dotknął kamienia w jego bransolecie co sprawiło, że uwolnił z niej energię o wszystkich kolorach tęczy, która przejawiła się w postaci przypominającej promienie słoneczne, to samo wydobyło się z kamienia Swamperta, a po chwili obie energie się ze sobą złączyły i spowodowały rozpoczęcie zmiany formy przez podopiecznego szatyna. Swampert stał się o wiele bardziej masywny i opancerzony.
-Koniec żartów, zaczynamy! - krzyknął Philip.
-Taniec ostrzy! - krzyknął Michał ignorując zaczepkę.
Sandslash sprawił, że wokół jego ciała pojawiły się stworzone z energii miecze, które po chwili znikły zwiększając jego atak.
-Bomba błotna!! - rozkazał w odpowiedzi szatyn.
Swampert nadął się, a po chwili wytworzył ogromną kulę błotną wielkości jednej piątej boiska.
-Unik! - krzyknął z lekką obawą Michał.
Jeż z ledwością uskoczył, a kula rozbiła się o boisko pokrywając jego część.
-Zbombarduj go pół-silnymi, a na końcu obszarowe!!
-Swampert zasłoń się! - oznajmił Philip.
Sandslash będąc w powietrzu zaczął posyłać w stronę przeciwnika niezliczoną ilość mknących jak błyskawica cięć, które rozbijały się o ciało Swamperta. Podopieczny szatyna stał tylko w miejscu skulony niczym żółw w swojej skorupie przyjmując ataki oponenta. Jeż nagle zebrał w prawej łapie więcej fioletowo-czarnej energii i wypuścił cięcie, które niszczyło wszystko na swojej drodze, gdy dotarło do startera z Hoenn rozbiło się na nim i powstał mały wybuch. Po opadnięciu dymu Michał nie krył swojego zdziwienia.
-Nie wierzę... - powiedział z poważną miną.
-Skóra Swamperta po mega ewolucji jest bardzo twarda, nie ma szans żeby takie ataki coś mu zrobiły - wytłumaczył z uśmiechem Philip.
-Tak mówisz? - zapytał nie do końca chcąc usłyszeć odpowiedź Michał.
Następnie spojrzał na zmartwione twarze swoich pokemonów.
-Czego się boicie? Sandslash nie przegra, jestem tego pewien! - zadeklarował przywracając humor podopiecznym.
Sandslash zlustrował go wzrokiem, a po chwili zaczął ponownie zbierać w prawej łapie energię, tym razem intensywniej.
-Ty naprawdę wierzysz w niego w stu procentach - stwierdził Philip.
-Oczywiście, że tak.
Droy, Amelia i Dave tylko się uśmiechnęli wiedząc jak pewny swych słów jest ich przyjaciel.
-Nocne cięcie, zwykłe!! - krzyknął nagle.
Sandslash wystrzelił jak z armaty i w przeciągu chwili był już przy Swampercie wykonując potężny zamach.
-Blokuj! - oznajmił szatyn.
Pokemon Philipa nie ruszając się z miejsca wystawił i napiął lewą rękę, przyjmując na nią atak nocnym cięciem, które okazało się bezskuteczne. Swampert spojrzał na Sandslasha z wyższością chytrze się do niego uśmiechając.
-A teraz go odrzuć!
Jeż zdziwił się jak wielką siłą dysponuje jego przeciwnik, został odrzucony dobre kilka metrów do tyłu.
-Giga wstrząs!!! - rozkazał natychmiastowo Michał.
Sandslash odbił się od podłoża wykonując wybrany przez jego trenera ruch i z powrotem pomknął w stronę Swamperta.
-Cios mocy! - krzyknął Philip.
Gdy Sandslash pokryty fioletowo-pomarańczową spiralą był już przy Swampercie, nagle przed jego twarzą pojawiła się pięść pokryta oślepiającą energią. Z bliska jeż odczuł wrażenie, że ma przed sobą górę. Giga wstrząs nie oparł się sile ciosu Swamperta i pokemon Michała został natychmiast odrzucony do tyłu. Gdyby nie wbił swoich pazurów w ziemię wylądowałby na ogrodzeniu.
-To jest siła mega ewolucji - powiedział dumnie Philip. - Bez swojej masz małe szanse...
-Zaraz się przekonasz, że nie masz racji - odparł Michał. - Taniec ostrzy!
Sandslash znów zwiększył swój atak.
-Hydro pompa! - krzyknął szatyn.
-Unik!
Jeż zwinnie uskoczył przed olbrzymim strumieniem wody.
-Taniec ostrzy! - rozkazał raz jeszcze Zoldrey.
-Trzęsienie ziemi! - krzyknął w odpowiedzi Philip.
Swampert uderzył pięścią w ziemię powodując potężny wstrząs, który odczuli wszyscy będący w pobliżu, a najbardziej Sandslash. Mimo to po raz kolejny zwiększył swój atak.
-I co teraz? - zapytał szatyn.
-To, Sandslash podwójne obszarowe!!
Podopieczny Michała zebrał tym razem więcej energii niż poprzednio i wypuścił cięcie w kształcie litery "X", które w mgnieniu oka dotarło do celu, uprzedzając reakcję przeciwników. Swampert tym razem wyszedł z tego z lekkimi zadrapaniami.
-To nie wystarczy - powiedział Philip.
-Bierz i to, Sandslash podwójne nocne cięcie i giga wstrząs, pełna moc!!! - krzyknął o ton głośniej Michał dając się porwać emocjom.
Spirala pojawiła się wokół jeża ze zdwojoną intensywnością, podobnie jak fioletowo-czarna energia, która pokryła całe ręce Sandslasha. Wystrzelił z miejsca błyskawicznie, a po chwili skoczył w górę.
-Cios mocy!! - rozkazał Philip.
-Unik!!! - niemal wrzasnął.
Sandslash będąc tuż przy samej pięści oponenta zdołał wykręcić się w bok i ominąć atak, a następnie wbić się w jego plecy co niespodziewanie Swampert odczuł.
-Prawy sierp!!! - dodał po chwili Michał.
W ułamku sekundy jeż zrobił zamach i poprawił swoje wbicie w plecy Swamperta soczystym nocnym cięciem. Pokemon zawył z bólu.
-Jak to!? - zdziwił się Philip. - HYDRO POMPA! - dodał o wiele głośniej.
-DODAJ KRUSZĄCY PAZUR!!! - wrzasnął Zoldrey.
W chwili gdy Swampert próbował wystrzelić hydro pompę otrzymał kolejne uderzenie w to samo miejsce i nie udało mu się dokończyć ruchu.
-Odskocz i bomba błotna, póki nie trafisz!!! - oznajmił Philip.
Swampert zdołał zwiększyć dystans między nim, a Sandslashem i po chwili zaczął strzelać w niego wielkimi jak głazy bombami błotnymi.
-UNIKAJ SANDSLASH!!! - rozkazał dynamicznie Michał, a wraz z nim krzyknęła coś w swoim języku reszta jego pokemonów.
Jeż poruszał się jak ryba w wodzie i bez żadnego problemu omijał coraz to kolejne błotne pociski.
-ZATRZYMAJ GO TRZĘSIENIEM ZIEMI!!! - wrzasnął zaniepokojony szatyn.
-SKACZ I PODWÓJNE NOCNE CIĘCIE W NOGI!!!
Sandslash umknął przed falą uderzeniową wrogiego ruchu i pełnym dynamiki oraz gracji ruchem sprawił, że Swampert upadł na kolana.
-ODBIJ SIĘ OD NIEGO WYSOKO W GÓRĘ I TANIEC OSTRZY!!!
Pokemon Michała w chwili gdy usłyszał jego słowa podskoczył i odbił się od głowy przeciwnika wysoko w górę, gdy nabierał wysokości zwiększył po raz już czwarty swój atak.
-NIE MOŻE TERAZ UCIEC, WYKOŃCZ GO HYDRO POMPĄ!!!!!! - krzyknął na cały głos Philip.
Zarówno Michał jak i Sandslash nie zareagowali, jeż będąc w powietrzu zniknął w olbrzymim strumieniu wody, a Philip powoli zaczął się cieszyć podobnie jak jego partner. Jednak po chwili zauważyli wciąż przytomnego przeciwnika, który w powolnym tempie opadał na ziemię.
-JAK TO!? - zapytał sam siebie na głos nie ukrywając frustracji.
Po chwili zwrócił całą swoją uwagę na Michała.
-JESTEM CZŁOWIEKIEM, KTÓRY WRAZ ZE SWOIMI POKEMONAMI ZOSTANIE MISTRZEM POKEMON, PATRZ UWAŻNIE. SANDSLASH OBSZAROWE NOCNE CIĘCIE, PEŁNA MOC!!!!!!
Jeż w zastraszającym tempie zaczął zbierać fioletowo-czarną energię w prawej łapie. W przeciągu kilku chwil zebrał jej tyle, że było to pięciokrotnością wielkości jego ciała.
-SLAAAAAAASH!!!!! - ryknął puszczając w stronę Swamperta ogromne, wściekłe cięcie, które w mgnieniu oka do niego dotarło przecinając całe boisko wpół i część terenu wokół niego, zostawiając po sobie głęboki ślad w ziemi.
Swampert próbował jeszcze uciekać, ale nie zdołał, konsekwencją czego było trafienie w plecy i skruszenie części pancerza. Pokemon Philipa wrócił do poprzedniej formy będąc nieprzytomnym.

W czasie gdy do Philipa docierało jeszcze co się stało, Michał kucnął przy Sandslashu chwaląc go i obejmując go jedną ręką. Po chwili wokół trenera z Alabastii zebrała się reszta jego drużyny, wszyscy byli w świetnych humorach. Nastolatek w pewnym momencie spojrzał w stronę swojego przeciwnika i z uwagi na jego stan postanowił do niego podejść.
-Świetna walka, dzięki - powiedział wyciągając do niego prawą dłoń.
Szatyn dopiero wtedy został przywrócony do rzeczywistości.
-... Byłem zbyt arogancki i pewny siebie, dlatego przegrałem... - wymamrotał zdołowany chłopak odwołując nieprzytomnego podopiecznego do pokeballa.
-Daj spokój, to była tylko towarzyska potyczka... - tłumaczył z delikatnym uśmiechem Michał.
-Naiwniak ze mnie... myślałem, że posiadając mega ewolucję dam sobie ze wszystkimi radę. Dziękuje za całe to doświadczenie, będziemy ze Swampertem trenować by w przyszłości stać się dla was godnymi rywalami, czekajcie na nas w lidze! - oznajmił z wielkim zaangażowaniem i przejęciem.
-Pewnie.
-Ale wciąż nie mogę uwierzyć, że jesteście tak silni bez mega ewolucji... - gdybał Philip.
-Heh.
Po chwili doszło do uścisku rąk.
-Nie wierzę rozwalił całe boisko... - skomentowała Amelia z niedowierzającą miną.
-No cóż... - westchnął Droy.
W tamtym momencie zaczepił ich pewien wysoki mężczyzna ubrany w czarny płaszcz i czarny kapelusz, noszący także czarne okulary. Od razu było widać, że jest to standardowy "tryb" incognito.
-Przepraszam...
-Tak? - zapytała Amelia.
-Wiecie może czy trener tego Sandslasha bierze udział w lidze?
-Bierze - odparła.
-Jutro będzie walczył tutaj w Wertanii o ostatnią odznakę! - wygadał Dave.
-Rozumiem... - powiedział odchodząc od nich, a po chwili uśmiechnął się pod nosem.
-Kto to był? - zastanawiała się Amelia.
-Nie mam pojęcia... - wyznał Droy.
Po jakimś czasie siostra Joy, słysząc wcześniej intensywne odgłosy walki wyszła na zewnątrz by zobaczyć stan boiska. Widząc zniszczenia na początku tylko głośno westchnęła.
-Znowu to samo...
...

Kilkanaście godzin później...

Gdy na zewnątrz zachodziło już słońce Michał wyszedł samotnie przed Centrum Pokemon. Bacznie obserwował proces, który zachodził wtedy na niebie. Nagle przepełniony emocjami zacisnął pięści i z uśmiechem na twarzy powiedział.
-Jutro... będzie mój dzień!
------------

Jak ja nie lubię pisać o częstotliwości dodawania rozdziałów, bo wszystko w tej kwestii może tak łatwo i szybko się zmienić... Tym razem muszę ogłosić, że rozdziały będą pojawiały się prawdopodobnie nieregularnie, gdyż nie jestem pewien czy dam radę uwijać się w tydzień. Jak coś się zmieni będę was informował. Do następnego.

niedziela, 17 września 2017

Rozdział 101 - Ojciec i syn

Michał i trójka jego przyjaciół po ponownym przejściu przez Las Wertański miała już prostą drogę do miasta. Postanowili zrobić sobie przerwę zważywszy na intensywny chód, który towarzyszył im przez cały dzień. Był wczesny wieczór, słońce zaczęło powoli zachodzić jednak wcale mu się nie śpieszyło. Znajdowali się na polanie przy drodze. Amelia i Dave odpoczywali leżąc na wzniesieniu, a Michał i Droy trenowali walkę mieczem kawałek dalej.
-Glalie lie... - wymamrotał pokemon przyglądając się sparingowi.
Hannys z niezwykłą intensywnością napierał na Zoldrey'a wykonując zamaszyste ruchy swoim sztyletem zmuszając przeciwnika do obrony. Nie wymachiwał już bronią bezsensownie wokół siebie, jego ruchy były bardziej przemyślane i opanowane. Gdy wypatrzył lukę w obronie Michała postanowił zaatakować od dołu chwytając sztylet oburącz. Atak był skierowany w podbródek i wszystko wskazywało na to, że się powiedzie, ale Zoldrey w ostatniej odskoczył kawałek do tyłu by po chwili zrobić zamach z prawej strony, również oburącz. Wyglądało na to, że nastolatek włożył w wyprowadzenie tego ciosu dużo siły, lecz Droy z problemami zdołał to zablokować. Sparing na tym się zakończył.
-Dobra robota, naprawdę - pochwalił przyjaciela Michał.
-Dzięki - odparł Droy ścierając pot z czoła.
-Swoją droga nie przetrenowujesz się? Ostatnimi czasy kiedy tylko możesz ćwiczysz, nawet nie śpisz zbyt wiele...
-Jest dobrze, wysokie umiejętności w walce mieczem to mój cel - chcę żeby jak najszybciej stały się większe i większe... - wyjaśnił blondyn.
-Nie wiem czy taka intensywność ci nie zaszkodzi... - nasunął brunet.
-Czuję się dobrze, jestem może trochę zmęczony, ale nic mi nie będzie. Dzięki za troskę - powiedział Droy.
-Tylko nie przesadź - uśmiechnął się Michał, a wraz z nim także adresat tych słów.
Chwilę później dwójka nastolatków dołączyła do Amelii i Dave'a na wzniesieniu. Wspólnie zdecydowali, że pora coś zjeść i wypuścili z pokeballi swoich podopiecznych którzy podzielali ich zdanie. Następnie wszyscy przystąpili do konsumpcji, w przypadku pokemonów karmy, a ich trenerów różnego rodzaju "przenośnego" jedzenia. Czwórka przyjaciół siedząc po turecku rozpoczęła rozmowę.
-Wertania jest już tak blisko, świetnie się składa... - zaczął radośnie Michał.
-Nie wiesz za wiele o tamtejszym liderze prawda? - zapytał twierdząco Droy.
-Kompletnie nic.
-Tak myślałem. Swoją drogą w ogóle o nim nie słyszałem... - stwierdził blondyn.
-To dlatego, że nie tak dawno temu stał się liderem - wtrącił Dave.
-Z takimi jest zazwyczaj najgorzej. O innych liderach zawsze krąży naprawdę dużo informacji, ale gdy przychodzi ktoś nowy jak on to nie wiadomo czego się spodziewać, trzeba przekonać się na własnej skórze... - powiedział Hannys spoglądając w stronę Michała.
-Przypomniało mi się, że coś chyba jednak kiedyś o nim słyszałem, a dokładniej, że ma specyficzny styl walki itp, ale to nie problem - oznajmił z uśmiechem Zoldrey.
-A to czemu? - zapytał Ward.
-Bo jestem naprawdę w dobrej formie, nawet jeśli mnie zaskoczy to myślę, że sobie poradzę. Tak po prostu czuję i będę podtrzymywał tą pewność siebie - wytłumaczył sprawiając, że Dave i Droy także się uśmiechnęli.
-Tylko go nie zlekceważ - przestrzegł Hannys.
-Nie zrobię tego - odpowiadając spojrzał w stronę Amelii.
Dziewczyna wyglądała na zamyśloną i całkowicie pozbawioną apetytu.
-Halo, Amelia? - powiedział do niej.
Czerwonowłosa po dłuższej chwili odpowiedziała.
-T-tak...?
-Coś się stało? Jesteś jakaś bez energii i to nie tylko dzisiaj... - oznajmił zdradzając zauważone zmiany w jej zachowaniu.
-Nie, nie nic mi nie jest! - odparła z o wiele szybszą reakcją. - Nie wyspałam się, poza tym chyba bierze mnie jakieś choróbsko... - zaśmiała się przymrużając oczy.
Na widok nieprzekonanej co do jej słów twarzy Michała lekko westchnęła.
-No dobra... może jeszcze do tego mam trochę zły nastrój, wybaczcie.
-W porządku każdemu się zdarza - stwierdził Zoldrey z lekkim uśmiechem.
-Właśnie - potwierdził jego słowa Droy.
-Nawet mi... - dodał Dave wzruszając ramionami.
-... Dzięki za wyrozumiałość.

Gdy Sandslash kończył posiłek wyczuł coś w okolicy i podbiegł kawałek za obozowisko by to sprawdzić. Nie umknęło to uwadze Michała.
-Sandslash co jest? - zapytał idąc w jego stronę.
Po chwili gdy go dogonił ujrzał zbliżającego się w ich stronę opancerzonego nosorożca i jakiegoś mężczyznę, który na nim siedział. Nastolatek wyciągnął pokedex by uzupełnić dane.
Rhyhorn - opancerzony pokemon. Rhyhorn biegnie w prostej linii taranując wszystko na swojej drodze. To dla niego nie problem nawet jeśli zderzy się z blokiem stali, ewentualnie następnego dnia może odczuć trochę bólu.

Pokemon zatrzymał się tuż przed nimi, a wtedy Michał zlustrował ujeżdżającego go trenera. Mężczyzna miał krótkie blond włosy i ubrany był w czarny płaszcz i czarne spodnie. Jego sylwetka była zwyczajna. Na przepełnionej zarostem twarzy widniała surowa mina.
-Michał Zoldrey prawda? - powiedział schodząc z Rhyhorna.
Chłopak był zaskoczony, ale bardzo szybko się z tego otrząsnął, bo dobrze wiedział, że takie rzeczy nie powinny go już dziwić.
-Mogę w czymś pomóc? - odpowiedział.
-Gdzie jest mój syn Dave?
Tego zdziwienia nie mógł opanować.
-Dave to pana syn?
W tamtej chwili dołączyła do nich pozostała trójka.
-Tato? Co ty tu robisz? - zapytał na start zaskoczony Dave.
Mężczyzna rozejrzał się wokoło i powiedział.
-Nazywam się Robert Ward, wybaczcie moje maniery - zwrócił się w stronę przyjaciół swojego potomka, a następnie przeniósł wzrok w jego stronę. - Jestem tu by zabrać cię do domu synu - oznajmił z poważnym wyrazem twarzy.
-Jak to!? - warknął młody Ward.
Wraz z nastaniem ciszy dał o sobie znać przelotny wiatr.
-Ty chyba sobie żartujesz, to zbyt nagłe! - krzyknął podirytowany Dave.
-Nagłe? Oj nie. I tak z ledwością puściłem cię w podróż gdy wróciłem do domu po tym jak zaobserwowałem nagły wzrost niebezpieczeństwa w regionie Kanto. Jakoś mnie ubłagałeś, bo nie było jeszcze tak źle, ale teraz? To co się dzieje to gruba przesada - wytłumaczył Robert.
Michał i reszta postanowiła nie wtrącać się w ich rozmowę, w końcu i tak nie mieli za wiele do powiedzenia.
-Nie powiem, że to nie prawda, ale jakoś sobie radzimy, poza tym... - próbował powiedzieć Dave.
-DAVE!! - przerwał mu podwyższonym tonem ojciec. - Jaki rodzic pozwala by jego dziecko szło prosto w objęcia śmierci? Gdyby to były normalne warunki nie musiałbym tak interweniować, ale ty Dave jesteś najbliżej zagrożenia!!!
-Co...? - wymamrotał piętnastoletni blondyn.
-Twój przyjaciel jest niebezpieczny i ma jakiś związek z tym całym Viperem, to nie podlega wątpliwości.
Michał spuścił nieznacznie wzrok.
-Ej tato! - upomniał go syn.
-Nie wiadomo kim i czym jest, jestem pewien, że nawet ty tego nie wiesz!
-TATO PRZESTAŃ!!
-NIE MOGĘ CI POZWOLIĆ DALEJ KONTYNUOWAĆ TEJ PODRÓŻY!! - oznajmił surowo Robert.
-NIE ZGADZAM SIĘ NA TO!! - przeciwstawiał się Dave.
-Dave, twój tata ma rację - powiedział nagle Michał podnosząc z powrotem wzrok po tym jak zamkniętymi oczami lustrował podłoże.
Uwaga wszystkich została przeniesiona na nastolatka, a młody Ward przystąpił do nerwowego tłumaczenia.
-On nie wie co mówi i...!
-W porządku - przerwał mu Zoldrey. - To prawda, że jestem niebezpieczny i niebezpiecznie jest ze mną przebywać, na pewno jesteś tego świadom... - oznajmił z pogodnym wyrazem twarzy.
Dave próbował coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Michał zareagował na to delikatnym uśmiechem.
-Lepiej żeby nie było mnie przy tobie...
-... PRZESTAŃ!! - warknął ze złością blondyn.
-... ALE!! Jeśli chcesz ze mną podróżować to nie zabronię ci tego, to od ciebie zależy decyzja. Ja tylko mówię co według mnie byłoby dla ciebie lepsze. Jednak spróbuj zrozumieć ojca, jesteś jego oczkiem w głowie, nic dziwnego, że aż tak bardzo się o ciebie martwi i próbuje uchronić od niebezpieczeństwa... gdyby... mój żył w takiej sytuacji zachowałby się na pewno tak samo. Dlatego weź wszystko pod uwagę... - oznajmił z wielkim opanowaniem Michał.
Słowa przyjaciela w wielkim stopniu przemówiły do Dave'a. Przytaknął i zwrócił się do ojca.
-Tato ja... chcę dalej podróżować z Michałem i nie ustąpię - powiedział pewny siebie blondyn.
Robert głośno westchnął i podrapał się po głowie.
-Dlaczego tak bardzo chcecie przebywać w jego otoczeniu i dlaczego aż tak mu ufacie, możecie mi to wytłumaczyć? - zapytał całą trójkę.
Jako pierwszy zabrał głos Droy.
-Ponieważ wiem, że nie jest zły. Uratował mnie i pomógł wiele razy, naprawdę wiele mu zawdzięczam.
Amelia zabrała głos jako druga.
-Ponieważ natchnął mnie i pomógł znaleźć w życiu sens, zawsze mam w nim oparcie. Wyciągnął mnie z ogromnego dołka.
-A ty Dave? - zapytał Robert.
-... Ponieważ jako pierwszy w pełni mnie zaakceptował.
Słysząc to wszystko Michałowi zrobiło się cieplej w sercu.
-... To chyba jeszcze nie czas by traktować cię jak dorosłego synu.
Po spojrzeniu na twarz Dave'a zaczął mówić dalej.
-Nie patrz tak na mnie, chciałbym móc puścić cię dalej, ale nie ma gwarancji, że nie zostaniesz w coś wplątany. Mimo, że tak ładnie o nim mówicie to coś w sprawie Vipera musi być na rzeczy. Wybacz, że tak o tobie mówię, ale takie są okoliczności, a mi zależy na bezpieczeństwie syna - zwrócił się w stronę Michała.
-Rozumiem pana.
-Dave... nie chce żebyś zginął - wyznał Robert.
-Wierzę w Michała, a podróż z nim pomimo wielu przeciwności losu to spełnienie moich marzeń. Proszę pozwól mi ją kontynuować - powiedział błagalnym tonem młody Ward.
-Dave...
-Tato proszę nie zabieraj mi tego, dzięki temu może będę mógł stać się kimś więcej... - mówiąc to powstrzymywał się od łez.
W Robercie również buzowały emocje, ale nie pokazywał tego po sobie.
-Wiem, że moje słowa nie są wiarygodne, ale... mimo, że może brakować mi sił, jeśli będzie trzeba zrobię wszystko by obronić pana syna, bo to mój przyjaciel - oznajmił Michał patrząc prosto w oczy ojca Dave'a.
Robert przez chwilę się nie odzywał.
-... Wiecie, rozmawiając tu z wami zacząłem się zastanawiać dlaczego tak miły chłopak jak ty jest posądzany o takie rzeczy - wyznał z pogodnym wyrazem twarzy.
Michał tylko się uśmiechnął.
-Dave, naprawdę chcesz zaryzykować utratą życia w tej podróży?
-Tak... choć bardzo się boje to dzięki temu mogę stać się prawdziwym mężczyzną - powiedział ze łzami w oczach.
-Ty już wyrosłeś na prawdziwego mężczyznę synu - odparł Robert podchodząc do syna i przytulając go mocno.
Michał, Amelia i Droy uśmiechnęli się czule.
-Gdybym zabrał to na czym tak bardzo ci zależy, chodziłoby to za mną do końca życia. To twoja męska decyzja, nie dziecięca, dlatego masz moje pozwolenie... - oznajmił Robert.
-Dziękuję tato...!
-Tylko uważaj na siebie! Razem z mamą jesteśmy z ciebie dumni.
Po chwili Robert wstał i jeszcze raz spojrzał na Michała.
-Nie wiem czemu... ale jest coś w tobie co sprawia, że chce na ciebie postawić - powiedział patrząc na niego już w zupełnie inny sposób.
-A co jeśli to co pan usłyszał to tylko kłamstwo?
-Myślę, że to prawda... wystarczy na ciebie spojrzeć - oznajmił Robert zaskakując Michała. - Proszę zaopiekujcie się moim synem - zwrócił się do całej trójki.
Następnie po wymienieniu tych słów nastąpiło ojcowsko-synowskie pożegnanie po którym przez długi czas na twarzy Dave'a widniał szczery do bólu uśmiech.
*Wygląda na to, że dopóki Viper żyje takie sytuacje mogą stać się normą...* - stwierdził Michał.
------------

Witajcie po przerwie, odpocząłem i mam nadzieję, że to pozwoli mi pisać już normalnie. Dajcie znać co sądzicie o rozdziale, śmiało komentujcie, przydałaby się jakaś motywacja i do następnego ;)

środa, 6 września 2017

Krótka przerwa

Tak jak w tytule, jednak muszę chwilkę odpocząć i przestawić się na tryb szkolny, bo okazało się ciężej niż myślałem. W sumie przerwa trwa od publikacji ostatniego rozdziału i potrwa do poniedziałku, dopiero wtedy zacznę coś skrobać. Swoją drogą mam zamiar pisać coś jeszcze w międzyczasie z Historią Michała. To będzie bardziej poważny projekt i być może wezmę udział w jakimś konkursie pisarskim, bo jeśli mam szansę zostać profesjonalnym pisarzem to chcę to wykorzystać. Tyle ode mnie, wybaczcie poślizg i do następnego ;)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Rozdział 100 - Symbol naszej siły

Trzy dni później...

Michał i reszta po opuszczeniu Fuszido szybkim tempem przeszli spory kawał drogi i dotarli do Marmorii gdzie w okolicach Centrum Pokemon nieoczekiwanie spotkali pewnego brązowowłosego nastolatka.
-Zeke? - zdziwił się Michał wpadając na swojego rywala.
Szatyn wyglądał na równie zaskoczonego, ale po chwili jego zdziwienie zamieniło się w powagę.
-Dobrze, że się widzimy. Mamy do pogadania - oznajmił posyłając mu przeszywające spojrzenie.
-Huh?
-Kto to? - zapytał Droy.
-Mój największy rywal Zeke, znamy się szmat czasu.
-Oh.
Chwilę później przedstawił Droy'a i Dave'a Zeke'owi i na odwrót.
-Dobra to my idziemy zarezerwować pokoje, widzimy się później - powiedział w imieniu reszty Hannys żegnając się.
-Ok - odparł Michał. - To o czym chciałeś pogadać? - powiedział w stronę Zeke'a.
W taki właśnie sposób zwykły przypadek zmienił całkowicie dzień dwójki piętnastoletnich trenerów.

Do rozmowy wybrali niezaludnioną część miasta od której byli nieopodal, a dokładniej miejsce przy małym jeziorku w towarzystwie kilku samotnych drzew. Słońce będące wysoko na niebie sprawiało, że był to ciepły dzień, a delikatny wietrzyk chłodził nieco atmosferę.
-Wytłumacz dlaczego mówią o tobie w całym regionie, co cię łączy z tym Viperem?! - zapytał nagle Zeke wyglądając na zdenerwowanego.
-O to ci chodzi... - odparł Michał masując się po karku i lekko spuszczając wzrok. - W sumie nie dziwne, ale trochę mnie to zaskoczyło, że od razu od tego zacząłeś... - dodał po chwili.
Nie doczekał się słownej odpowiedzi od szatyna, wystarczyło tylko spojrzenie, które wymagało od niego wyjaśnień.
*Lepiej będzie jeśli nie będę mu o tym mówił, jeszcze niepotrzebnie go w coś wplącze...* - stwierdził w myślach Zoldrey. - Nie powinieneś tak wierzyć mediom, bardzo to podkoloryzowali. Po prostu byłem w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze... To nic takiego - powiedział uśmiechając się na koniec.
-MASZ MNIE ZA DEBILA!!?? - wrzasnął nagle Zeke.
Michał nie rozumiał dlaczego jest tak zdenerwowany.
-... Niemal wszędzie jest dostępne nagranie na którym ten cały Viper mówi o tobie, oprócz tego w gazetach i w internecie pełno artykułów o tobie i powiązaniu ze sługami tego wariata jak i samym nim. Między innymi incydent na wyspie Cinnabar. Jest tego tyle, że po prostu musisz mieć z nimi jakieś powiązanie. Myślisz, że jestem głupi próbując tak perfidnie mnie oszukać!? Zastanawiałeś się jak musiałem się poczuć gdy nagle cały region zaczął uznawać mojego przyjaciela za kryminalistę, a co najgorsze mając do tego podstawy!? Co byś wtedy pomyślał gdybyś był na moim miejscu nie wiedząc zupełnie nic? - zarzucił z pretensjami.
Brunet spuścił wzrok.
*On ma rację...*
Zeke zmarszczył brwi widząc jego reakcję.
-Rozumiem... pewnie nie uważasz mnie za przyjaciela, a tym bardziej godnego zaufania - wywnioskował.
-Nie, to nie tak! - uniósł się nagle Michał.
-W takim razie zniszcz w końcu tą niewidzialną barierę, która kiedyś powstała między nami, najwyższa pora - powiedział Zeke.
Zoldrey nabrał przez usta powietrza i po chwili powoli je wypuścił.
-Szczerze to już wcześniej o tym myślałem, masz rację... Trzymałem cię trochę na dystans, prawda jest taka, że przed wyruszeniem w podróż odizolowywałem się od wszystkich, robiłem to w połowie świadomie. Przepraszam, staram się zmienić, ale to nie jest takie łatwe...
Wyraz twarzy Zeke'a złagodniał.
-... Wiem, że twoje życie nie jest łatwe i beztroskie, ale chce ci pomóc, zawsze chciałem... dlatego zaufaj mi - poprosił.
W tamtej chwili spojrzeli sobie w oczy.
-Dobra - przytaknął Michał będąc zdecydowanym. - Co do Vipera to spotkałem go tylko raz, zaatakował mnie i wygląda na to, że go jakoś sobą zainteresowałem albo już wcześniej interesowałem... spotkałem także kilku jego ludzi, nie wiem czego ode mnie chcą... - wyznał.
-... Tak po prostu? To dziwne... jakby na to nie spojrzeć mało prawdopodobnym wydaje się być atakowanie normalnego nastolatka bez powodu, muszą mieć jakieś motywy... - powiedział zdziwiony i lekko zszokowany Zeke.
-Zeke, ja nie jestem normalny - odparł Michał.
Fulman przełknął ślinę.
-Co masz na myśli?
-Coś jest nie tak ze mną i z moim ciałem, jestem pewny, że nie jest to naturalne... - wyznał z pełną powagą.
-Powiedz coś więcej... - oznajmił szatyn.
-Na razie tylko tyle mogę ci powiedzieć, gdy sam dowiem się więcej to wszystko ci opowiem, obiecuję - powiedział brunet.
Zeke lekko się skrzywił.
-Jednak dalej...
-Przyciągam nieszczęścia, moi towarzysze przekonali się o tym, lepiej nie trzymać się mnie zbyt blisko... - stwierdził przerywając mu.
-Nie Michał, nie rozumiesz! - niemal krzyknął. - Jesteśmy przyjaciółmi, dlatego nie zostawię cię. Gdy będziesz miał jakiś problem możesz śmiało z nim do mnie przyjść, nieważne jak niebezpieczne by to było!
Michał na chwilę zaniemówił.
-Dziękuję i przepraszam... - powiedział z uśmiechem.
-Huh?
-Nie wiedziałem, że nasza przyjaźń tyle dla ciebie znaczy...
-Oczywiście, że tak! Przestań mówić takie oczywiste rzeczy... - odparł Zeke z lekkim zakłopotaniem.
Po chwili już obydwoje się uśmiechali, a następnie uścisnęli sobie dłonie.
...

Gdy rozmowa zmieniła ton na bardziej lekki siedzieli przy jeziorku w dobrym humorze.
-Jak tam z odznakami, masz już wszystkie? - zapytał Zeke.
-Nie, brakuje mi jeszcze jednej. A co z tobą? - odparł Michał.
W odpowiedzi szatyn pokazał przyjacielowi kasetkę z ośmioma przepustkami do ligi Kanto.
-Mi pozostały już tylko przygotowania.
-Nie spodziewałem się po tobie mniej - powiedział z uśmiechem Zoldrey.
-Spotkajmy się w lidze, to obietnica - zaproponował Fulman.
Adresat tych słów kiwnął głową.
-Spotkamy się.
-Najlepiej w finałach... - dodał Zeke.
Michał uśmiechnął się raz jeszcze.
-Swoją drogą co powiesz na walkę? Chciałbym żeby mój Glalie zawalczył z kimś silnym - oznajmił.
-Z chęcią - odparł szatyn.
Na pole walki postanowili wybrać boisko treningowe za Centrum Pokemon. Niezwłocznie tam ruszyli, a po drodze spotkali towarzyszy Michała.
-Trochę was nie było... - stwierdziła Amelia.
-Zagadaliśmy się - wyjaśnił nastolatek.
-Co ty baba jesteś? - skomentował Dave.
-Generalnie będę walczył z Zekem, chcę przetestować Glalie. Droy mógłbyś nam sędziować? - powiedział Michał zwracając się w stronę blondyna.
-Spoko - odparł Hannys.
-Ej Michał - wtrącił Dave.
-No?
-Zeke jest silny?
-Bardzo.
-Dobra to chodźmy szybciej na te boisko - powiedział z entuzjazmem Ward.
Gdy byli już na miejscu obaj walczący ustawili się naprzeciw siebie w odpowiednio wyznaczonych linią stanowiskach. Droy natomiast stał z boku po prawej stronie, a za nim na ławce siedzieli Amelia i Dave.
-Zeke dzisiaj damy z siebie wszystko! - oznajmił głośno Michał.
-Heh, po co mi to mówisz? - odparł z uśmiechem na twarzy Zeke.
-Żebyś wiedział jak poważnie to traktujemy!
Szatyn przez chwilę milczał.
-...Cóż za zbieg okoliczności, niedaleko stąd stoczyliśmy naszą pierwszą bitwę.
-Glalie, wybieram cię! - krzyknął Michał wyrzucając w górę pokeball.
Z czerwonego światła wydobywającego się z kuli zmaterializował się pełny energii lodowy stworek.
-Lecimy na całego! - oznajmił w stronę pokemona.
-Glalie!
-W takim razie... Arcanine wybieram cię! - krzyknął Zeke.
Po chwili na boisku pojawił się dumnie stojący ognisty wilk.
*Cholera jak niefortunnie...* - powiedział w myślach Michał spoglądając w stronę Droy'a.
Hannys stęsknił się za widokiem tej dostojności, która charakteryzowała niemal każdego Arcanine'a. Wspomnienia momentalnie wróciły, ale on tylko delikatnie się uśmiechnął.
-Wspaniały Arcanine... wygląda na bardzo zadbanego - powiedział w stronę Fulmana.
-Dziękuję - uśmiechnął się Zeke.
Chwilę później Droy zmierzył obu nastolatków wzrokiem.
-Gotowi?
Glalie i Arcanine popatrzyli na siebie groźnie. W końcu byli rywalami, tak jak ich trenerzy.
-Zaczynajcie!


Michał wyciągnął rękę przed siebie i z uśmiechem wydał komendę.
-Lodowy promień!
-Miotacz płomieni! - rozkazał w odpowiedzi Zeke.
Wiązka lodowej energii wystrzelona przez Glalie zderzyła się z bardzo intensywnym płomieniem Arcanine'a co doprowadziło do małego wybuchu. Dym bardzo szybko został przepędzony przez powiew wiatru.
-Dobra Arcanine teraz pora na... - próbował powiedzieć Fulman, ale przerwał gdy na polu walki nie mógł dostrzec pokemona swojego przeciwnika.
Glalie pojawił się nagle obok jego podopiecznego.
-Co!? - krzyknął zdziwiony.
-Podwójny zespół i biegaj wokół niego! - krzyknął Michał.
Lodowy stworek w jednej chwili podzielił się na kilka kopii i w zastraszającym tempie zaczął okrążać zdezorientowanego Arcanine'a.
-Odskocz i krąg ognia! - rozkazał Zeke.
-Nie ma mowy, Glalie szybki atak!!! - rozkazał w odpowiedzi Zoldrey.
W momencie gdy Arcanine odbił się od ziemi coś posłało go poza boisko. Tym czymś okazał się być Glalie, który w zastraszającym tempie wykonał swój atak.
-Jak!? - krzyknął nie pierwszy już raz tego dnia szatyn.
Pozostała trójka była równie zdziwiona. Dave otworzył szeroko usta zastanawiając się co się właśnie stało.
-Pięknie Glalie! - pochwalił Michał.
-Glalie lie! - odparł przepełniony energią pokemon.
Zeke nagle głośno się zaśmiał.
*To już nie ten sam trener co wcześniej...*. - To będzie dobra walka, Arcanine żyjesz? - oznajmił zwracając się w stronę wilka.
Pokemon pozbierał się z ziemi i głośno warknął. Wskoczył z powrotem na boisko, wyglądał na podekscytowanego. Nastała chwilowa cisza aż:
-Hiper prędkość! / - Szybki atak! - krzyknęli jednocześnie.
Arcanine ruszył przed siebie przecinając powietrze, a Glalie pozostawiając za sobą białą smugę. Zderzyli się ze sobą powodując ledwo widoczny dla oka wybuch powietrza, który mimowolnie ich od siebie odrzucił.
-Uderzenie głową! - krzyknął Michał.
-Krąg ognia! - krzyknął sekundę później Zeke.
Glalie wystrzelił jak z armaty, jednak mimo, że Arcanine zdążył zrobić zaledwie pół przewrotu w przód pokrywając się ogniem to odrzucił przeciwnika do tyłu zadając mu spore obrażenia zważywszy na typ. Zeke uśmiechnął się pod nosem.
-Hiper prędkość! - krzyknął najszybciej jak umiał.
-Cholera, unik! - rozkazał w odpowiedzi z obawą Michał.
Przez otrzymane obrażenia Glalie nie zdążył zareagować i oberwał na tyle mocno, że również wyrzuciło go z boiska. Jednak bardzo szybko się pozbierał co było sygnałem dla jego trenera.
-Szybki atak!!!
-Unik hiper prędkością!!!
Oba pokemony zniknęły w mgnieniu oka, ale po chwili okazało się, że gdy Arcanine próbował uciec z pola rażenia szybkiego ataku oberwał w tylną część ciała i odleciał na sam kraniec boiska z ledwością się na nim utrzymując.
-Glalie dzisiaj jest twój dzień, lecimy z tym!! - krzyknął Michał. - Okrążaj go szybkim atakiem i lodowy promień!!
-Gla lie lie! - odparł pokemon przystępując od wykonania polecenia.
-Arcanine unikaj! - rozkazał Zeke.
Stworek z Hoenn krążył wokół przeciwnika próbując trafić go lodowym promieniem, a ognisty wilk zwinnie, lecz z trudnościami uskakiwał przed atakiem biegając po całym boisku. Pole walki w wielu miejscach zaczynało zamarzać. Po dłuższej chwili całe było pokryte lodem, a Arcanine niepewnie na nim stał.
-Heh... - zaśmiał się Michał.
*No to się porobiło... byłem nieostrożny, ale teraz nie będzie taki czujny, mogę to wykorzystać...* - wydedukował w myślach Zeke. - Arcanine zachowaj spokój - powiedział uspokajając podopiecznego.
Pokemon bardzo mu ufał, więc nie miał wątpliwości co do tego polecenia.
-Zmierzamy do końca... Glalie teraz szybki atak na najwyższych obrotach, tak jak ćwiczyliśmy! - krzyknął Zoldrey zaciskając pięść.
Chwilę później Glalie stał się niewidoczny dla ludzkiego oka. Poruszał się z jednego końca boiska do drugiego niczym odrzutowiec, a do zawracania używał jednego z rogów wbijając go w podłoże. Arcanine był odbijany niczym bokserska grucha obrotowa stosowana do ćwiczenia szybkości ciosów. Obrażenia na pojedynczy cios były niewielkie, ale skumulowane robiły naprawdę wielkie szkody.
*Wygląda na to, że Michał ma wszystko pod kontrolą...* - stwierdził w myślach Droy.
*Myśli, że zapędził nas w kozi róg... cóż, poniekąd ma rację* - ocenił chłodno Zeke.
Trenerzy nawet nie zauważyli, że wokół nich zaczęła gromadzić się spora grupka widzów.
-Arcanine wyczekaj moment i gdy wyczujesz, że Glalie się zbliża zaatakuj miotaczem płomieni z pełną mocą!!! - oznajmił swojemu partnerowi Fulman.
Arcanine był bardzo poobijany, ale nic sobie z tego nie robił, a gdy usłyszał głos swojego trenera wytężył wszystkie zmysły.
-Bez przesady, nie oczekuj cudu! - powiedział Michał w stronę Zeke'a. - Glalie atakuj go tak aż padnie!
Podopieczny szatyna zignorował całkowicie ból i mocno zaparł się o podłoże napinając wszystkie mięśnie. Bardzo szybko zajęło mu zapamiętanie powtarzającego się wzorca ataku swojego oponenta. Nagle zaczął zbierać w pysku wiązkę ognia i gdy był już w stu procentach pewny, że trafi wystrzelił miotacz płomieni, który ku zdziwieniu wszystkich rzeczywiście trafił w Glalie i posłał go na koniec boiska.
-Krąg ognia!!! - dodał po chwili Zeke, a jego podopieczny w ułamku sekundy zrobił przewrót w przód pokrywając się ogniem i staranował przeciwnika spychając go z pola walki.
Glalie otrzymał ogromne obrażenia. Zarówno on jak i Michał byli przekonani, że wykonanie tego co zrobił Arcanine graniczyło z cudem, to był dla nich szok. Nagle Glalie zaczął się podnosić, lecz miał z tym wielkie trudności.
*Cholera, liczyłem na szybkie zwycięstwo. Zapomniałem, że Zeke to nie byle trener... jest lepszy ode mnie, ale to nie znaczy, że nie możemy wygrać!* - powiedział w myślach Michał.
-Dobry jest ten Zeke - stwierdził z podziwem Dave.
-Z tego co wiem Michał ani razu z nim nie wygrał... - wyznała Amelia.
-Co!?

Oba pokemony były już bardzo zmęczone, zarówno intensywność walki jak i otrzymane podczas niej obrażenia dawały się im we znaki. Trenerzy wiedzieli, że pojedynek wkracza w decydująca fazę.
*Jeśli chodzi o walki to zawsze byłem gdzieś za nim. Zawsze chciałem go pokonać, ale nie potrafiłem tego zrobić... Dzisiaj w końcu mogę wygrać, nie wypuszczę tej szansy z rąk!* - oznajmił samemu sobie Michał próbując się zmotywować.
*Jesteś moim największym rywalem, największym zagrożeniem, ale mimo to walki z tobą sprawiają mi ogromną radość. Dzięki nim wiem jak bardzo się polepszyłem, dlatego nie mogę przegrać!* - motywował się Zeke.
-Słoneczny dzień! - krzyknął Fulman.
Arcanine wydał z siebie głośne warknięcie, a jego całe ciało zaczęło wytwarzać światło o odcieniu czerwonego. Po chwili cała ta energia zaczęła lecieć w górę, minęło kilka sekund, a na niebie w porównaniu do wcześniejszego stanu było niebywale bardziej słonecznie. Ten ruch zwiększył siłę ataków ognistych.
*Co powinienem zrobić?* - zastanawiał się Michał.
Gdy przeciwnik myślał Zeke postanowił przystąpić do działania.
-Pozbądź się tego lodu miotaczem płomieni!
Chwilę później wzmocniony atak Arcanine'a bez żadnych problemów roztopił wytworzony na boisku lód.
-Glalie? - mruknął ze zdziwioną miną Glalie w stronę trenera, który wyglądał na zamyślonego.
*Nie ma co planować, załatwimy to w najprostszy sposób* - oznajmił samemu sobie Michał, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. - Szybki atak!! - krzyknął chwilę później.
-Hiper prędkość! - rozkazał w odpowiedzi Zeke.
W ułamku sekundy doszło do zderzenia w którym ponownie nastąpił wybuch i rozcięcie powietrza. Po odrzuceniu oba stworki były gotowe do wykonania kolejnej komendy.
-Miotacz płomieni!! - oznajmił Fulman, a jego podopieczny wystrzelił piekielnie mocny i szybki atak.
-Wybij się w górę lodowym promieniem!! - odparł krzycząc Zoldrey.
Lodowy pokemon tuż przed kontaktem z wiązką ognia przez nacisk swojego ruchu na podłoże znajdował się już wysoko w powietrzu.
-To był wasz błąd! - obwieścił dumnie Zeke. - Arcanine zbliż się hiper prędkością i krąg ognia!!! - rozkazał wykorzystując to, że przeciwnik nie ma wystarczająco czasu i warunków na ucieczkę.
Arcanine w mgnieniu oka znalazł się przy opadającym na ziemię oponencie i zamieniając się w krąg ognia uderzył w niego zadając mu bardzo duże obrażenia.
-Dodaj miotacz płomieni!! - krzyknął przed reakcją Zoldrey'a.
Ogień wystrzelony przez wilka posłał go z powrotem wysoko w górę, o wiele wyżej niż za pierwszym razem.
-Co ty wyrabiasz pacanie!? - krzyczał w stronę przyjaciela Dave.
*Źle to wygląda...* - stwierdził Droy.
-Było blisko, ale teraz to już koniec! - oznajmił Zeke z podekscytowaniem w głosie.
Stworek z Hoenn powoli opadał na ziemię z ledwo otwartymi oczami, jego stan był bardzo kiepski.
-GLALIE!!! - krzyknął nagle Michał zwracając na siebie uwagę podopiecznego, a zarazem wszystkich. - TA SZYBKOŚĆ TO DOWÓD TWOJEJ DETERMINACJI, SYMBOL NASZEJ SIŁY. DZIĘKI NIEJ WYGRAMY, DLATEGO KOŃCZMY TO!!! SZYBKI ATAK!!!!!!!
-GLALIEEEEEEE!!!!!! - krzyknął Glalie spadając w stronę stojącego na boisku Arcanine'a w zastraszającym tempie i zostawiając za sobą białą smugę.
-NIE MA BATA, ARCANINE MIOTACZ PŁOMIENI!!! - rozkazał Zeke.
-LODOWY PROMIEŃ, PEŁNA MOC!!! - wrzasnął Michał.
Glalie w towarzystwie równie głośnego wrzasku wytworzył najsilniejszy lodowy promień jaki tylko zdołał i zniwelował nim nacierający na niego miotacz płomieni co doprowadziło do wybuchu. Podopieczny Michała z każdą chwilą nabierał coraz większej prędkości.
-HIPER PRĘDKOŚĆ!!! - krzyknął z obawą Zeke.
-JEDZIESZ GLALIE!!!!!!!
Oba pokemony zderzyły się w okolicach końca boiska wydając z siebie głośny wrzask, jednak po zaciekłym siłowaniu Glalie pchnął Arcanine'a do tyłu wbijając go w kamienne ogrodzenie rozciągnięte wokół całego Centrum. Po chwilowym osłupieniu Droy ogłosił zwycięzcę.
-... Arcanine jest niezdolny do walki, wygrywa Glalie, a cały pojedynek zwycięża Michał! - oznajmił z uśmiechem na twarzy blondyn.
Po chwili rozległ się głośny dźwięk braw stworzony przez widownię.
-Niemożliwe... - wymamrotał Zeke. - No cóż... - dodał po chwili z uśmiechem.
-Ci dwoje to jednak inna liga... - stwierdził Dave.
Amelia uśmiechnęła się szeroko, a Droy potwierdził jego słowa.
-Zdecydowanie.
-To było świetne Glalie!! - krzyknął Michał biegnąc w stronę podopiecznego, który także poruszał się w jego kierunku.
Następnie doszło do czułego uścisku.
-Przepraszam Arcanine, to moja wina, to już się nie powtórzy... - wyszeptał do podopiecznego Zeke odwołując go do pokeballa.
Chwilę później obaj trenerzy do siebie podeszli.
-Heh... nie popisałem się, gratuluję. Następnym razem się poprawię - oznajmił szatyn wyciągając dłoń.
-Wciąż jesteś ode mnie lepszy, więc tą wygraną zapamiętam na długo, dziękuję - odparł Michał wyciągając swoją dłoń i doprowadzając do uścisku.
**

Po walce cała piątka zebrała się przed Centrum Pokemon.
-A więc już idziesz? - zapytał Michał.
-Tak - odparł Zeke.
-Może pójdziesz z nami do Wertanii? - zaproponował z nadzieją, że się zgodzi.
-Nie tym razem, muszę zacząć przygotowania do ligi, a nie mogę tego robić przy największym rywalu - wyjaśnił z uśmiechem szatyn.
-Rozumiem...
-Liga Kanto... tam się widzimy - obwieścił nagle Fulman.
Na twarz bruneta zawitał uśmiech.
-Na pewno będę, trzymaj się - powiedział podając mu raz jeszcze prawą dłoń.
Zeke wyciągnął swoją i doprowadził do uścisku.
-I jeśli będziesz miał jakiś problem to ja zawsze cię wysłucham i pomogę, pamiętaj - zaznaczył.
-Wiem.
-To do zobaczenia! - powiedział Zeke ruszając w drogę.
-Do zobaczenia... - odparł Michał, a jego przyjaciel po chwili zniknął za horyzontem. - To co, idziemy? - zwrócił się w stronę Amelii, Droy'a i Dave'a.

I w taki właśnie sposób Michał wygrał swoją pierwszą walkę z Zekem - jego największym rywalem. Przepełniony energią i ciesząc się ze zwycięstwa pomknął w stronę Wertanii by wykonać kolejny krok niezbędny do zostania Mistrzem Pokemon.
------------

No i stówka pykła ^_^. Wybaczcie, że z opóźnieniem, ale wziąłem sobie krótką przerwę, ponieważ miałem coś do załatwienia i byłem niesamowicie padnięty przez to. Rok szkolny tuż tuż, ale nie sądzę by to jakoś bardzo wpłynęło na częstotliwość publikowania rozdziałów, okaże się. Przechodząc już do samego rozdziału to co o nim sądzicie? Jakie macie zdanie o Zeke'u? Myślicie, że za mało go w opowiadaniu? Dajcie znać w komentarzu, a ja tymczasem się żegnam i do następnego ;)!