niedziela, 17 września 2017

Rozdział 101 - Ojciec i syn

Michał i trójka jego przyjaciół po ponownym przejściu przez Las Wertański miała już prostą drogę do miasta. Postanowili zrobić sobie przerwę zważywszy na intensywny chód, który towarzyszył im przez cały dzień. Był wczesny wieczór, słońce zaczęło powoli zachodzić jednak wcale mu się nie śpieszyło. Znajdowali się na polanie przy drodze. Amelia i Dave odpoczywali leżąc na wzniesieniu, a Michał i Droy trenowali walkę mieczem kawałek dalej.
-Glalie lie... - wymamrotał pokemon przyglądając się sparingowi.
Hannys z niezwykłą intensywnością napierał na Zoldrey'a wykonując zamaszyste ruchy swoim sztyletem zmuszając przeciwnika do obrony. Nie wymachiwał już bronią bezsensownie wokół siebie, jego ruchy były bardziej przemyślane i opanowane. Gdy wypatrzył lukę w obronie Michała postanowił zaatakować od dołu chwytając sztylet oburącz. Atak był skierowany w podbródek i wszystko wskazywało na to, że się powiedzie, ale Zoldrey w ostatniej odskoczył kawałek do tyłu by po chwili zrobić zamach z prawej strony, również oburącz. Wyglądało na to, że nastolatek włożył w wyprowadzenie tego ciosu dużo siły, lecz Droy z problemami zdołał to zablokować. Sparing na tym się zakończył.
-Dobra robota, naprawdę - pochwalił przyjaciela Michał.
-Dzięki - odparł Droy ścierając pot z czoła.
-Swoją droga nie przetrenowujesz się? Ostatnimi czasy kiedy tylko możesz ćwiczysz, nawet nie śpisz zbyt wiele...
-Jest dobrze, wysokie umiejętności w walce mieczem to mój cel - chcę żeby jak najszybciej stały się większe i większe... - wyjaśnił blondyn.
-Nie wiem czy taka intensywność ci nie zaszkodzi... - nasunął brunet.
-Czuję się dobrze, jestem może trochę zmęczony, ale nic mi nie będzie. Dzięki za troskę - powiedział Droy.
-Tylko nie przesadź - uśmiechnął się Michał, a wraz z nim także adresat tych słów.
Chwilę później dwójka nastolatków dołączyła do Amelii i Dave'a na wzniesieniu. Wspólnie zdecydowali, że pora coś zjeść i wypuścili z pokeballi swoich podopiecznych którzy podzielali ich zdanie. Następnie wszyscy przystąpili do konsumpcji, w przypadku pokemonów karmy, a ich trenerów różnego rodzaju "przenośnego" jedzenia. Czwórka przyjaciół siedząc po turecku rozpoczęła rozmowę.
-Wertania jest już tak blisko, świetnie się składa... - zaczął radośnie Michał.
-Nie wiesz za wiele o tamtejszym liderze prawda? - zapytał twierdząco Droy.
-Kompletnie nic.
-Tak myślałem. Swoją drogą w ogóle o nim nie słyszałem... - stwierdził blondyn.
-To dlatego, że nie tak dawno temu stał się liderem - wtrącił Dave.
-Z takimi jest zazwyczaj najgorzej. O innych liderach zawsze krąży naprawdę dużo informacji, ale gdy przychodzi ktoś nowy jak on to nie wiadomo czego się spodziewać, trzeba przekonać się na własnej skórze... - powiedział Hannys spoglądając w stronę Michała.
-Przypomniało mi się, że coś chyba jednak kiedyś o nim słyszałem, a dokładniej, że ma specyficzny styl walki itp, ale to nie problem - oznajmił z uśmiechem Zoldrey.
-A to czemu? - zapytał Ward.
-Bo jestem naprawdę w dobrej formie, nawet jeśli mnie zaskoczy to myślę, że sobie poradzę. Tak po prostu czuję i będę podtrzymywał tą pewność siebie - wytłumaczył sprawiając, że Dave i Droy także się uśmiechnęli.
-Tylko go nie zlekceważ - przestrzegł Hannys.
-Nie zrobię tego - odpowiadając spojrzał w stronę Amelii.
Dziewczyna wyglądała na zamyśloną i całkowicie pozbawioną apetytu.
-Halo, Amelia? - powiedział do niej.
Czerwonowłosa po dłuższej chwili odpowiedziała.
-T-tak...?
-Coś się stało? Jesteś jakaś bez energii i to nie tylko dzisiaj... - oznajmił zdradzając zauważone zmiany w jej zachowaniu.
-Nie, nie nic mi nie jest! - odparła z o wiele szybszą reakcją. - Nie wyspałam się, poza tym chyba bierze mnie jakieś choróbsko... - zaśmiała się przymrużając oczy.
Na widok nieprzekonanej co do jej słów twarzy Michała lekko westchnęła.
-No dobra... może jeszcze do tego mam trochę zły nastrój, wybaczcie.
-W porządku każdemu się zdarza - stwierdził Zoldrey z lekkim uśmiechem.
-Właśnie - potwierdził jego słowa Droy.
-Nawet mi... - dodał Dave wzruszając ramionami.
-... Dzięki za wyrozumiałość.

Gdy Sandslash kończył posiłek wyczuł coś w okolicy i podbiegł kawałek za obozowisko by to sprawdzić. Nie umknęło to uwadze Michała.
-Sandslash co jest? - zapytał idąc w jego stronę.
Po chwili gdy go dogonił ujrzał zbliżającego się w ich stronę opancerzonego nosorożca i jakiegoś mężczyznę, który na nim siedział. Nastolatek wyciągnął pokedex by uzupełnić dane.
Rhyhorn - opancerzony pokemon. Rhyhorn biegnie w prostej linii taranując wszystko na swojej drodze. To dla niego nie problem nawet jeśli zderzy się z blokiem stali, ewentualnie następnego dnia może odczuć trochę bólu.

Pokemon zatrzymał się tuż przed nimi, a wtedy Michał zlustrował ujeżdżającego go trenera. Mężczyzna miał krótkie blond włosy i ubrany był w czarny płaszcz i czarne spodnie. Jego sylwetka była zwyczajna. Na przepełnionej zarostem twarzy widniała surowa mina.
-Michał Zoldrey prawda? - powiedział schodząc z Rhyhorna.
Chłopak był zaskoczony, ale bardzo szybko się z tego otrząsnął, bo dobrze wiedział, że takie rzeczy nie powinny go już dziwić.
-Mogę w czymś pomóc? - odpowiedział.
-Gdzie jest mój syn Dave?
Tego zdziwienia nie mógł opanować.
-Dave to pana syn?
W tamtej chwili dołączyła do nich pozostała trójka.
-Tato? Co ty tu robisz? - zapytał na start zaskoczony Dave.
Mężczyzna rozejrzał się wokoło i powiedział.
-Nazywam się Robert Ward, wybaczcie moje maniery - zwrócił się w stronę przyjaciół swojego potomka, a następnie przeniósł wzrok w jego stronę. - Jestem tu by zabrać cię do domu synu - oznajmił z poważnym wyrazem twarzy.
-Jak to!? - warknął młody Ward.
Wraz z nastaniem ciszy dał o sobie znać przelotny wiatr.
-Ty chyba sobie żartujesz, to zbyt nagłe! - krzyknął podirytowany Dave.
-Nagłe? Oj nie. I tak z ledwością puściłem cię w podróż gdy wróciłem do domu po tym jak zaobserwowałem nagły wzrost niebezpieczeństwa w regionie Kanto. Jakoś mnie ubłagałeś, bo nie było jeszcze tak źle, ale teraz? To co się dzieje to gruba przesada - wytłumaczył Robert.
Michał i reszta postanowiła nie wtrącać się w ich rozmowę, w końcu i tak nie mieli za wiele do powiedzenia.
-Nie powiem, że to nie prawda, ale jakoś sobie radzimy, poza tym... - próbował powiedzieć Dave.
-DAVE!! - przerwał mu podwyższonym tonem ojciec. - Jaki rodzic pozwala by jego dziecko szło prosto w objęcia śmierci? Gdyby to były normalne warunki nie musiałbym tak interweniować, ale ty Dave jesteś najbliżej zagrożenia!!!
-Co...? - wymamrotał piętnastoletni blondyn.
-Twój przyjaciel jest niebezpieczny i ma jakiś związek z tym całym Viperem, to nie podlega wątpliwości.
Michał spuścił nieznacznie wzrok.
-Ej tato! - upomniał go syn.
-Nie wiadomo kim i czym jest, jestem pewien, że nawet ty tego nie wiesz!
-TATO PRZESTAŃ!!
-NIE MOGĘ CI POZWOLIĆ DALEJ KONTYNUOWAĆ TEJ PODRÓŻY!! - oznajmił surowo Robert.
-NIE ZGADZAM SIĘ NA TO!! - przeciwstawiał się Dave.
-Dave, twój tata ma rację - powiedział nagle Michał podnosząc z powrotem wzrok po tym jak zamkniętymi oczami lustrował podłoże.
Uwaga wszystkich została przeniesiona na nastolatka, a młody Ward przystąpił do nerwowego tłumaczenia.
-On nie wie co mówi i...!
-W porządku - przerwał mu Zoldrey. - To prawda, że jestem niebezpieczny i niebezpiecznie jest ze mną przebywać, na pewno jesteś tego świadom... - oznajmił z pogodnym wyrazem twarzy.
Dave próbował coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Michał zareagował na to delikatnym uśmiechem.
-Lepiej żeby nie było mnie przy tobie...
-... PRZESTAŃ!! - warknął ze złością blondyn.
-... ALE!! Jeśli chcesz ze mną podróżować to nie zabronię ci tego, to od ciebie zależy decyzja. Ja tylko mówię co według mnie byłoby dla ciebie lepsze. Jednak spróbuj zrozumieć ojca, jesteś jego oczkiem w głowie, nic dziwnego, że aż tak bardzo się o ciebie martwi i próbuje uchronić od niebezpieczeństwa... gdyby... mój żył w takiej sytuacji zachowałby się na pewno tak samo. Dlatego weź wszystko pod uwagę... - oznajmił z wielkim opanowaniem Michał.
Słowa przyjaciela w wielkim stopniu przemówiły do Dave'a. Przytaknął i zwrócił się do ojca.
-Tato ja... chcę dalej podróżować z Michałem i nie ustąpię - powiedział pewny siebie blondyn.
Robert głośno westchnął i podrapał się po głowie.
-Dlaczego tak bardzo chcecie przebywać w jego otoczeniu i dlaczego aż tak mu ufacie, możecie mi to wytłumaczyć? - zapytał całą trójkę.
Jako pierwszy zabrał głos Droy.
-Ponieważ wiem, że nie jest zły. Uratował mnie i pomógł wiele razy, naprawdę wiele mu zawdzięczam.
Amelia zabrała głos jako druga.
-Ponieważ natchnął mnie i pomógł znaleźć w życiu sens, zawsze mam w nim oparcie. Wyciągnął mnie z ogromnego dołka.
-A ty Dave? - zapytał Robert.
-... Ponieważ jako pierwszy w pełni mnie zaakceptował.
Słysząc to wszystko Michałowi zrobiło się cieplej w sercu.
-... To chyba jeszcze nie czas by traktować cię jak dorosłego synu.
Po spojrzeniu na twarz Dave'a zaczął mówić dalej.
-Nie patrz tak na mnie, chciałbym móc puścić cię dalej, ale nie ma gwarancji, że nie zostaniesz w coś wplątany. Mimo, że tak ładnie o nim mówicie to coś w sprawie Vipera musi być na rzeczy. Wybacz, że tak o tobie mówię, ale takie są okoliczności, a mi zależy na bezpieczeństwie syna - zwrócił się w stronę Michała.
-Rozumiem pana.
-Dave... nie chce żebyś zginął - wyznał Robert.
-Wierzę w Michała, a podróż z nim pomimo wielu przeciwności losu to spełnienie moich marzeń. Proszę pozwól mi ją kontynuować - powiedział błagalnym tonem młody Ward.
-Dave...
-Tato proszę nie zabieraj mi tego, dzięki temu może będę mógł stać się kimś więcej... - mówiąc to powstrzymywał się od łez.
W Robercie również buzowały emocje, ale nie pokazywał tego po sobie.
-Wiem, że moje słowa nie są wiarygodne, ale... mimo, że może brakować mi sił, jeśli będzie trzeba zrobię wszystko by obronić pana syna, bo to mój przyjaciel - oznajmił Michał patrząc prosto w oczy ojca Dave'a.
Robert przez chwilę się nie odzywał.
-... Wiecie, rozmawiając tu z wami zacząłem się zastanawiać dlaczego tak miły chłopak jak ty jest posądzany o takie rzeczy - wyznał z pogodnym wyrazem twarzy.
Michał tylko się uśmiechnął.
-Dave, naprawdę chcesz zaryzykować utratą życia w tej podróży?
-Tak... choć bardzo się boje to dzięki temu mogę stać się prawdziwym mężczyzną - powiedział ze łzami w oczach.
-Ty już wyrosłeś na prawdziwego mężczyznę synu - odparł Robert podchodząc do syna i przytulając go mocno.
Michał, Amelia i Droy uśmiechnęli się czule.
-Gdybym zabrał to na czym tak bardzo ci zależy, chodziłoby to za mną do końca życia. To twoja męska decyzja, nie dziecięca, dlatego masz moje pozwolenie... - oznajmił Robert.
-Dziękuję tato...!
-Tylko uważaj na siebie! Razem z mamą jesteśmy z ciebie dumni.
Po chwili Robert wstał i jeszcze raz spojrzał na Michała.
-Nie wiem czemu... ale jest coś w tobie co sprawia, że chce na ciebie postawić - powiedział patrząc na niego już w zupełnie inny sposób.
-A co jeśli to co pan usłyszał to tylko kłamstwo?
-Myślę, że to prawda... wystarczy na ciebie spojrzeć - oznajmił Robert zaskakując Michała. - Proszę zaopiekujcie się moim synem - zwrócił się do całej trójki.
Następnie po wymienieniu tych słów nastąpiło ojcowsko-synowskie pożegnanie po którym przez długi czas na twarzy Dave'a widniał szczery do bólu uśmiech.
*Wygląda na to, że dopóki Viper żyje takie sytuacje mogą stać się normą...* - stwierdził Michał.
------------

Witajcie po przerwie, odpocząłem i mam nadzieję, że to pozwoli mi pisać już normalnie. Dajcie znać co sądzicie o rozdziale, śmiało komentujcie, przydałaby się jakaś motywacja i do następnego ;)

środa, 6 września 2017

Krótka przerwa

Tak jak w tytule, jednak muszę chwilkę odpocząć i przestawić się na tryb szkolny, bo okazało się ciężej niż myślałem. W sumie przerwa trwa od publikacji ostatniego rozdziału i potrwa do poniedziałku, dopiero wtedy zacznę coś skrobać. Swoją drogą mam zamiar pisać coś jeszcze w międzyczasie z Historią Michała. To będzie bardziej poważny projekt i być może wezmę udział w jakimś konkursie pisarskim, bo jeśli mam szansę zostać profesjonalnym pisarzem to chcę to wykorzystać. Tyle ode mnie, wybaczcie poślizg i do następnego ;)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Rozdział 100 - Symbol naszej siły

Trzy dni później...

Michał i reszta po opuszczeniu Fuszido szybkim tempem przeszli spory kawał drogi i dotarli do Marmorii gdzie w okolicach Centrum Pokemon nieoczekiwanie spotkali pewnego brązowowłosego nastolatka.
-Zeke? - zdziwił się Michał wpadając na swojego rywala.
Szatyn wyglądał na równie zaskoczonego, ale po chwili jego zdziwienie zamieniło się w powagę.
-Dobrze, że się widzimy. Mamy do pogadania - oznajmił posyłając mu przeszywające spojrzenie.
-Huh?
-Kto to? - zapytał Droy.
-Mój największy rywal Zeke, znamy się szmat czasu.
-Oh.
Chwilę później przedstawił Droy'a i Dave'a Zeke'owi i na odwrót.
-Dobra to my idziemy zarezerwować pokoje, widzimy się później - powiedział w imieniu reszty Hannys żegnając się.
-Ok - odparł Michał. - To o czym chciałeś pogadać? - powiedział w stronę Zeke'a.
W taki właśnie sposób zwykły przypadek zmienił całkowicie dzień dwójki piętnastoletnich trenerów.

Do rozmowy wybrali niezaludnioną część miasta od której byli nieopodal, a dokładniej miejsce przy małym jeziorku w towarzystwie kilku samotnych drzew. Słońce będące wysoko na niebie sprawiało, że był to ciepły dzień, a delikatny wietrzyk chłodził nieco atmosferę.
-Wytłumacz dlaczego mówią o tobie w całym regionie, co cię łączy z tym Viperem?! - zapytał nagle Zeke wyglądając na zdenerwowanego.
-O to ci chodzi... - odparł Michał masując się po karku i lekko spuszczając wzrok. - W sumie nie dziwne, ale trochę mnie to zaskoczyło, że od razu od tego zacząłeś... - dodał po chwili.
Nie doczekał się słownej odpowiedzi od szatyna, wystarczyło tylko spojrzenie, które wymagało od niego wyjaśnień.
*Lepiej będzie jeśli nie będę mu o tym mówił, jeszcze niepotrzebnie go w coś wplącze...* - stwierdził w myślach Zoldrey. - Nie powinieneś tak wierzyć mediom, bardzo to podkoloryzowali. Po prostu byłem w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze... To nic takiego - powiedział uśmiechając się na koniec.
-MASZ MNIE ZA DEBILA!!?? - wrzasnął nagle Zeke.
Michał nie rozumiał dlaczego jest tak zdenerwowany.
-... Niemal wszędzie jest dostępne nagranie na którym ten cały Viper mówi o tobie, oprócz tego w gazetach i w internecie pełno artykułów o tobie i powiązaniu ze sługami tego wariata jak i samym nim. Między innymi incydent na wyspie Cinnabar. Jest tego tyle, że po prostu musisz mieć z nimi jakieś powiązanie. Myślisz, że jestem głupi próbując tak perfidnie mnie oszukać!? Zastanawiałeś się jak musiałem się poczuć gdy nagle cały region zaczął uznawać mojego przyjaciela za kryminalistę, a co najgorsze mając do tego podstawy!? Co byś wtedy pomyślał gdybyś był na moim miejscu nie wiedząc zupełnie nic? - zarzucił z pretensjami.
Brunet spuścił wzrok.
*On ma rację...*
Zeke zmarszczył brwi widząc jego reakcję.
-Rozumiem... pewnie nie uważasz mnie za przyjaciela, a tym bardziej godnego zaufania - wywnioskował.
-Nie, to nie tak! - uniósł się nagle Michał.
-W takim razie zniszcz w końcu tą niewidzialną barierę, która kiedyś powstała między nami, najwyższa pora - powiedział Zeke.
Zoldrey nabrał przez usta powietrza i po chwili powoli je wypuścił.
-Szczerze to już wcześniej o tym myślałem, masz rację... Trzymałem cię trochę na dystans, prawda jest taka, że przed wyruszeniem w podróż odizolowywałem się od wszystkich, robiłem to w połowie świadomie. Przepraszam, staram się zmienić, ale to nie jest takie łatwe...
Wyraz twarzy Zeke'a złagodniał.
-... Wiem, że twoje życie nie jest łatwe i beztroskie, ale chce ci pomóc, zawsze chciałem... dlatego zaufaj mi - poprosił.
W tamtej chwili spojrzeli sobie w oczy.
-Dobra - przytaknął Michał będąc zdecydowanym. - Co do Vipera to spotkałem go tylko raz, zaatakował mnie i wygląda na to, że go jakoś sobą zainteresowałem albo już wcześniej interesowałem... spotkałem także kilku jego ludzi, nie wiem czego ode mnie chcą... - wyznał.
-... Tak po prostu? To dziwne... jakby na to nie spojrzeć mało prawdopodobnym wydaje się być atakowanie normalnego nastolatka bez powodu, muszą mieć jakieś motywy... - powiedział zdziwiony i lekko zszokowany Zeke.
-Zeke, ja nie jestem normalny - odparł Michał.
Fulman przełknął ślinę.
-Co masz na myśli?
-Coś jest nie tak ze mną i z moim ciałem, jestem pewny, że nie jest to naturalne... - wyznał z pełną powagą.
-Powiedz coś więcej... - oznajmił szatyn.
-Na razie tylko tyle mogę ci powiedzieć, gdy sam dowiem się więcej to wszystko ci opowiem, obiecuję - powiedział brunet.
Zeke lekko się skrzywił.
-Jednak dalej...
-Przyciągam nieszczęścia, moi towarzysze przekonali się o tym, lepiej nie trzymać się mnie zbyt blisko... - stwierdził przerywając mu.
-Nie Michał, nie rozumiesz! - niemal krzyknął. - Jesteśmy przyjaciółmi, dlatego nie zostawię cię. Gdy będziesz miał jakiś problem możesz śmiało z nim do mnie przyjść, nieważne jak niebezpieczne by to było!
Michał na chwilę zaniemówił.
-Dziękuję i przepraszam... - powiedział z uśmiechem.
-Huh?
-Nie wiedziałem, że nasza przyjaźń tyle dla ciebie znaczy...
-Oczywiście, że tak! Przestań mówić takie oczywiste rzeczy... - odparł Zeke z lekkim zakłopotaniem.
Po chwili już obydwoje się uśmiechali, a następnie uścisnęli sobie dłonie.
...

Gdy rozmowa zmieniła ton na bardziej lekki siedzieli przy jeziorku w dobrym humorze.
-Jak tam z odznakami, masz już wszystkie? - zapytał Zeke.
-Nie, brakuje mi jeszcze jednej. A co z tobą? - odparł Michał.
W odpowiedzi szatyn pokazał przyjacielowi kasetkę z ośmioma przepustkami do ligi Kanto.
-Mi pozostały już tylko przygotowania.
-Nie spodziewałem się po tobie mniej - powiedział z uśmiechem Zoldrey.
-Spotkajmy się w lidze, to obietnica - zaproponował Fulman.
Adresat tych słów kiwnął głową.
-Spotkamy się.
-Najlepiej w finałach... - dodał Zeke.
Michał uśmiechnął się raz jeszcze.
-Swoją drogą co powiesz na walkę? Chciałbym żeby mój Glalie zawalczył z kimś silnym - oznajmił.
-Z chęcią - odparł szatyn.
Na pole walki postanowili wybrać boisko treningowe za Centrum Pokemon. Niezwłocznie tam ruszyli, a po drodze spotkali towarzyszy Michała.
-Trochę was nie było... - stwierdziła Amelia.
-Zagadaliśmy się - wyjaśnił nastolatek.
-Co ty baba jesteś? - skomentował Dave.
-Generalnie będę walczył z Zekem, chcę przetestować Glalie. Droy mógłbyś nam sędziować? - powiedział Michał zwracając się w stronę blondyna.
-Spoko - odparł Hannys.
-Ej Michał - wtrącił Dave.
-No?
-Zeke jest silny?
-Bardzo.
-Dobra to chodźmy szybciej na te boisko - powiedział z entuzjazmem Ward.
Gdy byli już na miejscu obaj walczący ustawili się naprzeciw siebie w odpowiednio wyznaczonych linią stanowiskach. Droy natomiast stał z boku po prawej stronie, a za nim na ławce siedzieli Amelia i Dave.
-Zeke dzisiaj damy z siebie wszystko! - oznajmił głośno Michał.
-Heh, po co mi to mówisz? - odparł z uśmiechem na twarzy Zeke.
-Żebyś wiedział jak poważnie to traktujemy!
Szatyn przez chwilę milczał.
-...Cóż za zbieg okoliczności, niedaleko stąd stoczyliśmy naszą pierwszą bitwę.
-Glalie, wybieram cię! - krzyknął Michał wyrzucając w górę pokeball.
Z czerwonego światła wydobywającego się z kuli zmaterializował się pełny energii lodowy stworek.
-Lecimy na całego! - oznajmił w stronę pokemona.
-Glalie!
-W takim razie... Arcanine wybieram cię! - krzyknął Zeke.
Po chwili na boisku pojawił się dumnie stojący ognisty wilk.
*Cholera jak niefortunnie...* - powiedział w myślach Michał spoglądając w stronę Droy'a.
Hannys stęsknił się za widokiem tej dostojności, która charakteryzowała niemal każdego Arcanine'a. Wspomnienia momentalnie wróciły, ale on tylko delikatnie się uśmiechnął.
-Wspaniały Arcanine... wygląda na bardzo zadbanego - powiedział w stronę Fulmana.
-Dziękuję - uśmiechnął się Zeke.
Chwilę później Droy zmierzył obu nastolatków wzrokiem.
-Gotowi?
Glalie i Arcanine popatrzyli na siebie groźnie. W końcu byli rywalami, tak jak ich trenerzy.
-Zaczynajcie!


Michał wyciągnął rękę przed siebie i z uśmiechem wydał komendę.
-Lodowy promień!
-Miotacz płomieni! - rozkazał w odpowiedzi Zeke.
Wiązka lodowej energii wystrzelona przez Glalie zderzyła się z bardzo intensywnym płomieniem Arcanine'a co doprowadziło do małego wybuchu. Dym bardzo szybko został przepędzony przez powiew wiatru.
-Dobra Arcanine teraz pora na... - próbował powiedzieć Fulman, ale przerwał gdy na polu walki nie mógł dostrzec pokemona swojego przeciwnika.
Glalie pojawił się nagle obok jego podopiecznego.
-Co!? - krzyknął zdziwiony.
-Podwójny zespół i biegaj wokół niego! - krzyknął Michał.
Lodowy stworek w jednej chwili podzielił się na kilka kopii i w zastraszającym tempie zaczął okrążać zdezorientowanego Arcanine'a.
-Odskocz i krąg ognia! - rozkazał Zeke.
-Nie ma mowy, Glalie szybki atak!!! - rozkazał w odpowiedzi Zoldrey.
W momencie gdy Arcanine odbił się od ziemi coś posłało go poza boisko. Tym czymś okazał się być Glalie, który w zastraszającym tempie wykonał swój atak.
-Jak!? - krzyknął nie pierwszy już raz tego dnia szatyn.
Pozostała trójka była równie zdziwiona. Dave otworzył szeroko usta zastanawiając się co się właśnie stało.
-Pięknie Glalie! - pochwalił Michał.
-Glalie lie! - odparł przepełniony energią pokemon.
Zeke nagle głośno się zaśmiał.
*To już nie ten sam trener co wcześniej...*. - To będzie dobra walka, Arcanine żyjesz? - oznajmił zwracając się w stronę wilka.
Pokemon pozbierał się z ziemi i głośno warknął. Wskoczył z powrotem na boisko, wyglądał na podekscytowanego. Nastała chwilowa cisza aż:
-Hiper prędkość! / - Szybki atak! - krzyknęli jednocześnie.
Arcanine ruszył przed siebie przecinając powietrze, a Glalie pozostawiając za sobą białą smugę. Zderzyli się ze sobą powodując ledwo widoczny dla oka wybuch powietrza, który mimowolnie ich od siebie odrzucił.
-Uderzenie głową! - krzyknął Michał.
-Krąg ognia! - krzyknął sekundę później Zeke.
Glalie wystrzelił jak z armaty, jednak mimo, że Arcanine zdążył zrobić zaledwie pół przewrotu w przód pokrywając się ogniem to odrzucił przeciwnika do tyłu zadając mu spore obrażenia zważywszy na typ. Zeke uśmiechnął się pod nosem.
-Hiper prędkość! - krzyknął najszybciej jak umiał.
-Cholera, unik! - rozkazał w odpowiedzi z obawą Michał.
Przez otrzymane obrażenia Glalie nie zdążył zareagować i oberwał na tyle mocno, że również wyrzuciło go z boiska. Jednak bardzo szybko się pozbierał co było sygnałem dla jego trenera.
-Szybki atak!!!
-Unik hiper prędkością!!!
Oba pokemony zniknęły w mgnieniu oka, ale po chwili okazało się, że gdy Arcanine próbował uciec z pola rażenia szybkiego ataku oberwał w tylną część ciała i odleciał na sam kraniec boiska z ledwością się na nim utrzymując.
-Glalie dzisiaj jest twój dzień, lecimy z tym!! - krzyknął Michał. - Okrążaj go szybkim atakiem i lodowy promień!!
-Gla lie lie! - odparł pokemon przystępując od wykonania polecenia.
-Arcanine unikaj! - rozkazał Zeke.
Stworek z Hoenn krążył wokół przeciwnika próbując trafić go lodowym promieniem, a ognisty wilk zwinnie, lecz z trudnościami uskakiwał przed atakiem biegając po całym boisku. Pole walki w wielu miejscach zaczynało zamarzać. Po dłuższej chwili całe było pokryte lodem, a Arcanine niepewnie na nim stał.
-Heh... - zaśmiał się Michał.
*No to się porobiło... byłem nieostrożny, ale teraz nie będzie taki czujny, mogę to wykorzystać...* - wydedukował w myślach Zeke. - Arcanine zachowaj spokój - powiedział uspokajając podopiecznego.
Pokemon bardzo mu ufał, więc nie miał wątpliwości co do tego polecenia.
-Zmierzamy do końca... Glalie teraz szybki atak na najwyższych obrotach, tak jak ćwiczyliśmy! - krzyknął Zoldrey zaciskając pięść.
Chwilę później Glalie stał się niewidoczny dla ludzkiego oka. Poruszał się z jednego końca boiska do drugiego niczym odrzutowiec, a do zawracania używał jednego z rogów wbijając go w podłoże. Arcanine był odbijany niczym bokserska grucha obrotowa stosowana do ćwiczenia szybkości ciosów. Obrażenia na pojedynczy cios były niewielkie, ale skumulowane robiły naprawdę wielkie szkody.
*Wygląda na to, że Michał ma wszystko pod kontrolą...* - stwierdził w myślach Droy.
*Myśli, że zapędził nas w kozi róg... cóż, poniekąd ma rację* - ocenił chłodno Zeke.
Trenerzy nawet nie zauważyli, że wokół nich zaczęła gromadzić się spora grupka widzów.
-Arcanine wyczekaj moment i gdy wyczujesz, że Glalie się zbliża zaatakuj miotaczem płomieni z pełną mocą!!! - oznajmił swojemu partnerowi Fulman.
Arcanine był bardzo poobijany, ale nic sobie z tego nie robił, a gdy usłyszał głos swojego trenera wytężył wszystkie zmysły.
-Bez przesady, nie oczekuj cudu! - powiedział Michał w stronę Zeke'a. - Glalie atakuj go tak aż padnie!
Podopieczny szatyna zignorował całkowicie ból i mocno zaparł się o podłoże napinając wszystkie mięśnie. Bardzo szybko zajęło mu zapamiętanie powtarzającego się wzorca ataku swojego oponenta. Nagle zaczął zbierać w pysku wiązkę ognia i gdy był już w stu procentach pewny, że trafi wystrzelił miotacz płomieni, który ku zdziwieniu wszystkich rzeczywiście trafił w Glalie i posłał go na koniec boiska.
-Krąg ognia!!! - dodał po chwili Zeke, a jego podopieczny w ułamku sekundy zrobił przewrót w przód pokrywając się ogniem i staranował przeciwnika spychając go z pola walki.
Glalie otrzymał ogromne obrażenia. Zarówno on jak i Michał byli przekonani, że wykonanie tego co zrobił Arcanine graniczyło z cudem, to był dla nich szok. Nagle Glalie zaczął się podnosić, lecz miał z tym wielkie trudności.
*Cholera, liczyłem na szybkie zwycięstwo. Zapomniałem, że Zeke to nie byle trener... jest lepszy ode mnie, ale to nie znaczy, że nie możemy wygrać!* - powiedział w myślach Michał.
-Dobry jest ten Zeke - stwierdził z podziwem Dave.
-Z tego co wiem Michał ani razu z nim nie wygrał... - wyznała Amelia.
-Co!?

Oba pokemony były już bardzo zmęczone, zarówno intensywność walki jak i otrzymane podczas niej obrażenia dawały się im we znaki. Trenerzy wiedzieli, że pojedynek wkracza w decydująca fazę.
*Jeśli chodzi o walki to zawsze byłem gdzieś za nim. Zawsze chciałem go pokonać, ale nie potrafiłem tego zrobić... Dzisiaj w końcu mogę wygrać, nie wypuszczę tej szansy z rąk!* - oznajmił samemu sobie Michał próbując się zmotywować.
*Jesteś moim największym rywalem, największym zagrożeniem, ale mimo to walki z tobą sprawiają mi ogromną radość. Dzięki nim wiem jak bardzo się polepszyłem, dlatego nie mogę przegrać!* - motywował się Zeke.
-Słoneczny dzień! - krzyknął Fulman.
Arcanine wydał z siebie głośne warknięcie, a jego całe ciało zaczęło wytwarzać światło o odcieniu czerwonego. Po chwili cała ta energia zaczęła lecieć w górę, minęło kilka sekund, a na niebie w porównaniu do wcześniejszego stanu było niebywale bardziej słonecznie. Ten ruch zwiększył siłę ataków ognistych.
*Co powinienem zrobić?* - zastanawiał się Michał.
Gdy przeciwnik myślał Zeke postanowił przystąpić do działania.
-Pozbądź się tego lodu miotaczem płomieni!
Chwilę później wzmocniony atak Arcanine'a bez żadnych problemów roztopił wytworzony na boisku lód.
-Glalie? - mruknął ze zdziwioną miną Glalie w stronę trenera, który wyglądał na zamyślonego.
*Nie ma co planować, załatwimy to w najprostszy sposób* - oznajmił samemu sobie Michał, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. - Szybki atak!! - krzyknął chwilę później.
-Hiper prędkość! - rozkazał w odpowiedzi Zeke.
W ułamku sekundy doszło do zderzenia w którym ponownie nastąpił wybuch i rozcięcie powietrza. Po odrzuceniu oba stworki były gotowe do wykonania kolejnej komendy.
-Miotacz płomieni!! - oznajmił Fulman, a jego podopieczny wystrzelił piekielnie mocny i szybki atak.
-Wybij się w górę lodowym promieniem!! - odparł krzycząc Zoldrey.
Lodowy pokemon tuż przed kontaktem z wiązką ognia przez nacisk swojego ruchu na podłoże znajdował się już wysoko w powietrzu.
-To był wasz błąd! - obwieścił dumnie Zeke. - Arcanine zbliż się hiper prędkością i krąg ognia!!! - rozkazał wykorzystując to, że przeciwnik nie ma wystarczająco czasu i warunków na ucieczkę.
Arcanine w mgnieniu oka znalazł się przy opadającym na ziemię oponencie i zamieniając się w krąg ognia uderzył w niego zadając mu bardzo duże obrażenia.
-Dodaj miotacz płomieni!! - krzyknął przed reakcją Zoldrey'a.
Ogień wystrzelony przez wilka posłał go z powrotem wysoko w górę, o wiele wyżej niż za pierwszym razem.
-Co ty wyrabiasz pacanie!? - krzyczał w stronę przyjaciela Dave.
*Źle to wygląda...* - stwierdził Droy.
-Było blisko, ale teraz to już koniec! - oznajmił Zeke z podekscytowaniem w głosie.
Stworek z Hoenn powoli opadał na ziemię z ledwo otwartymi oczami, jego stan był bardzo kiepski.
-GLALIE!!! - krzyknął nagle Michał zwracając na siebie uwagę podopiecznego, a zarazem wszystkich. - TA SZYBKOŚĆ TO DOWÓD TWOJEJ DETERMINACJI, SYMBOL NASZEJ SIŁY. DZIĘKI NIEJ WYGRAMY, DLATEGO KOŃCZMY TO!!! SZYBKI ATAK!!!!!!!
-GLALIEEEEEEE!!!!!! - krzyknął Glalie spadając w stronę stojącego na boisku Arcanine'a w zastraszającym tempie i zostawiając za sobą białą smugę.
-NIE MA BATA, ARCANINE MIOTACZ PŁOMIENI!!! - rozkazał Zeke.
-LODOWY PROMIEŃ, PEŁNA MOC!!! - wrzasnął Michał.
Glalie w towarzystwie równie głośnego wrzasku wytworzył najsilniejszy lodowy promień jaki tylko zdołał i zniwelował nim nacierający na niego miotacz płomieni co doprowadziło do wybuchu. Podopieczny Michała z każdą chwilą nabierał coraz większej prędkości.
-HIPER PRĘDKOŚĆ!!! - krzyknął z obawą Zeke.
-JEDZIESZ GLALIE!!!!!!!
Oba pokemony zderzyły się w okolicach końca boiska wydając z siebie głośny wrzask, jednak po zaciekłym siłowaniu Glalie pchnął Arcanine'a do tyłu wbijając go w kamienne ogrodzenie rozciągnięte wokół całego Centrum. Po chwilowym osłupieniu Droy ogłosił zwycięzcę.
-... Arcanine jest niezdolny do walki, wygrywa Glalie, a cały pojedynek zwycięża Michał! - oznajmił z uśmiechem na twarzy blondyn.
Po chwili rozległ się głośny dźwięk braw stworzony przez widownię.
-Niemożliwe... - wymamrotał Zeke. - No cóż... - dodał po chwili z uśmiechem.
-Ci dwoje to jednak inna liga... - stwierdził Dave.
Amelia uśmiechnęła się szeroko, a Droy potwierdził jego słowa.
-Zdecydowanie.
-To było świetne Glalie!! - krzyknął Michał biegnąc w stronę podopiecznego, który także poruszał się w jego kierunku.
Następnie doszło do czułego uścisku.
-Przepraszam Arcanine, to moja wina, to już się nie powtórzy... - wyszeptał do podopiecznego Zeke odwołując go do pokeballa.
Chwilę później obaj trenerzy do siebie podeszli.
-Heh... nie popisałem się, gratuluję. Następnym razem się poprawię - oznajmił szatyn wyciągając dłoń.
-Wciąż jesteś ode mnie lepszy, więc tą wygraną zapamiętam na długo, dziękuję - odparł Michał wyciągając swoją dłoń i doprowadzając do uścisku.
**

Po walce cała piątka zebrała się przed Centrum Pokemon.
-A więc już idziesz? - zapytał Michał.
-Tak - odparł Zeke.
-Może pójdziesz z nami do Wertanii? - zaproponował z nadzieją, że się zgodzi.
-Nie tym razem, muszę zacząć przygotowania do ligi, a nie mogę tego robić przy największym rywalu - wyjaśnił z uśmiechem szatyn.
-Rozumiem...
-Liga Kanto... tam się widzimy - obwieścił nagle Fulman.
Na twarz bruneta zawitał uśmiech.
-Na pewno będę, trzymaj się - powiedział podając mu raz jeszcze prawą dłoń.
Zeke wyciągnął swoją i doprowadził do uścisku.
-I jeśli będziesz miał jakiś problem to ja zawsze cię wysłucham i pomogę, pamiętaj - zaznaczył.
-Wiem.
-To do zobaczenia! - powiedział Zeke ruszając w drogę.
-Do zobaczenia... - odparł Michał, a jego przyjaciel po chwili zniknął za horyzontem. - To co, idziemy? - zwrócił się w stronę Amelii, Droy'a i Dave'a.

I w taki właśnie sposób Michał wygrał swoją pierwszą walkę z Zekem - jego największym rywalem. Przepełniony energią i ciesząc się ze zwycięstwa pomknął w stronę Wertanii by wykonać kolejny krok niezbędny do zostania Mistrzem Pokemon.
------------

No i stówka pykła ^_^. Wybaczcie, że z opóźnieniem, ale wziąłem sobie krótką przerwę, ponieważ miałem coś do załatwienia i byłem niesamowicie padnięty przez to. Rok szkolny tuż tuż, ale nie sądzę by to jakoś bardzo wpłynęło na częstotliwość publikowania rozdziałów, okaże się. Przechodząc już do samego rozdziału to co o nim sądzicie? Jakie macie zdanie o Zeke'u? Myślicie, że za mało go w opowiadaniu? Dajcie znać w komentarzu, a ja tymczasem się żegnam i do następnego ;)!

niedziela, 20 sierpnia 2017

Rozdział 99 - Ofiara bezlitosnej ewolucji

Gdy budzik zaczął dzwonić na zegarze wybiła godzina czwarta trzydzieści. Michał natychmiast go wyłączył by nie przerywać snu swojemu współlokatorowi. Wstał z łóżka i obudził Glalie, który leżał po drugiej części łóżka, a następnie poszedł do łazienki by wykonać standardowe poranne czynności. Gdy pozostała mu już tylko zmiana ubrań nagle jego cała uwaga powędrowała na naszyjnik, który otrzymał od rodziców. Przypomniał mu o ojcu, ale było coś jeszcze, coś o czym zapomniał, a mianowicie na zielonym emeraldzie widniały ślady pęknięć w wielu miejscach. Już wcześniej to zauważył, ale zbytnio się nad tym nie zastanawiał, tym razem zaintrygowało go to.
*Skąd się wzięły? Może gdy w coś uderzyłem podczas jakiejś walki... ale ten kamień wygląda na naprawdę twardy. Dziwne... wydawało mi się, że na niego uważałem. No cóż, trudno. Muszę bardziej o niego zadbać, bo wygląda jakby miał się zaraz rozsypać...* - stwierdził i gdy był już gotowy wyszedł z łazienki.
Następnie razem z Glalie opuścili Centrum Pokemon udając się do posiadłości Rohana. Wybiła piąta, a miasto Fuszido powoli budziło się do życia. Niebo pokryte nie do końca jeszcze białymi chmurami wyglądało bardzo spokojnie, patrząc w nie Michał czuł się pewnie.
-Gotowy? - zapytał spoglądając na pokemona.
-Glalie! - przytaknął.
Mina Michała lekko zrzedła.
*Nikt nie musi mi mówić jak bardzo jest to ryzykowne, ale jeśli nie zaryzykujemy to nic nie zyskamy. W normalnej sytuacji nie zgodziłbym się na to, jednak gdy widzę jak Glalie cierpi i jak bardzo mu na tym zależy jako trener i przyjaciel zrobię wszystko by mu pomóc. Wierzę, że nam się uda i nie zwątpię do samego końca!*
Przy wyjściu z miasta spotkał Angie.
-Czekałam... wiedziałam, że przyjdziesz wcześniej - uśmiechnęła się na powitanie.
-Cześć - odparł.
-Gotowi? - zapytała dołączając do ich chodu.
-Jak nigdy dotąd.

Gdy w końcu dotarli na miejsce, tuż przed domem na Michała i Glalie czekał Rohan oraz Persian. Mężczyzna na widok chłopaka nie powiedział nic tylko kiwnął głową.
-Wywar jest gotowy - oznajmił nagle wskazując na małą drewnianą miskę, którą trzymał w ręce.
-Dziękuję - odparł Zoldrey.
-Gdy podasz go Glalie możecie zaczynać - mówiąc to podał Michałowi naczynie wypełnione dziwną substancją.
Nastolatek trzymając miskę odwrócił się do lewitującego na wysokości jego twarzy podopiecznego. Przed oczami przeleciał mu obraz Snorunta, zastanawiał się dlaczego. Miał już podawać pokemonowi wywar, ale zatrzymały go słowa Rohana.
-Czy jesteś pewny, że chcesz to zrobić?
Ręka Michała zadrżała, a w głowie wygenerowały się automatycznie wspomnienia uśmiechniętej twarzy jego pokemona, a zarazem przyjaciela. Zamarł, myślał, że jest na to gotowy, jednak rzeczywistość okazała się zgoła inna. Wystarczył jeden gest, który sprawił, że chłopak przestał się bać, a postawa jaką sobie stworzył na tą chwilę stała się prawdziwa.
-Gla lie... - pokemon spojrzał na niego z dumą i z wielkim podekscytowaniem wymalowanym na twarzy, a następnie pochylił głowę w geście przytaknięcia prosząc by podał mu jego przepustkę do zrealizowania celu.
Michał uśmiechnął się i przysunął naczynie do twarzy Glalie by ten mógł spożyć całą jego zawartość. Gdy już to zrobił gwałtownie wypuścił powietrze, a z jego ciała zaczęła wydobywać się ledwo widoczna para.
-Dopóki ta para całkowicie nie zniknie Glalie musi poddać się całkowicie wysiłkowi fizycznemu na całego, ciężko stwierdzić ile to może trwać. Powodzenia - wyjaśnił Rohan życząc jak najlepiej.
-Powodzenia Michał! - krzyknęła Angie.
-Dziękujemy - odparł i już mieli ruszać gdy za plecami usłyszał znajome głosy.
-Dacie radę! / - Jesteśmy z wami! / - Walczcie!
Wypowiedziane kwestie należały do Droy'a, Amelii i Dave'a, którzy nagle pojawili się w posiadłości mężczyzny. Michał nie krył swojego zaskoczenia. Pokazał im kciuk w górę i razem z Glalie ruszyli wgłąb lasu.
*Będę z tobą do końca!* - oznajmił w myślach.

Glalie mknął przed siebie z całych sił, a obok niego biegł Michał, który próbował dotrzymać mu kroku co było niebywale ciężkie zważywszy na to, że byli pokemonem i człowiekiem - istotach o kompletnie innej wytrzymałości i warunkach fizycznych. Przy tak dużej prędkości z którą się poruszali omijanie naturalnych przeszkód w postaci: gałęzi, wzniesień, spadków itp. było niebywale trudne i potrzebny był do tego duży wysiłek, ale to właśnie to czego potrzebowali. Glalie czuł jakby coś w nim odliczało czas jaki mu pozostał by spełnić wymagany warunek co dodatkowo pchało go naprzód. Nie było określone jakiego rodzaju ma być to wysiłek ważne żeby pozbyć się na nim niebywałej ilości energii. Glalie i Michał wybrali ekstremalny bieg z przeszkodami.
...

Pomimo narastającego z każdą chwilą zmęczenia Glalie nie zatrzymywał się. Z biegiem czasu nawet najmniejszy szczegół pochłaniał jego całą uwagę - skupiał się na swoim oddechu, każdym szeleście liści czy też bólu, który pojawiał się w niektórych częściach jego ciała. Robił to by zapomnieć o zmęczeniu i nie paść z wycieńczenia. Gdy minęła połowa dnia obraz zaczął mu się diametralnie rozmazywać, miał problemy z omijaniem drzew, a oddech zrobił się niebywale ciężki. Michał po jakimś czasie, starając się jak mógł nie miał siły dotrzymać kroku podopiecznemu, więc poprosił Sandslasha o pomoc by cały czas być przy Glalie. Jeż przewoził swojego trenera na plecach i biegł tuż obok lodowego pokemona. Nagle Glalie upadł na ziemię co było równoznaczne z pierwszą przerwą, którą chcąc nie chcąc musieli zrobić. Do tego momentu przebyli większą część lasu, a para wciąż ulatniała się z jego ciała.
-Glalie!! Nic ci nie jest!? - krzyknął Michał schodząc z Sandslasha i podbiegając do niego, a następnie pomagając mu podnieść się z ziemi.
-G... la... lie... - wysapał pokemon z trudnościami mu przytakując.
Wyglądał bardzo źle co wyjątkowo dotknęło nastolatka.
-Nie zamierasz zrezygnować prawda? - zapytał z bólem wymalowanym na twarzy.
Glalie potwierdził.
-Wiem, że dasz radę. Jestem cały czas z tobą, cel jest na wyciągniecie ręki i jest w twoim zasięgu, dlatego walcz! - oznajmił przesyłając dodatkowe siły do ciała swojego partnera. *Cholera... kiedy ta para w końcu zniknie?*
Od tamtej pory do wieczora prędkość z jaką poruszał się Glalie drastycznie spadła, ale jego niezmiennie silna wola walki wciąż pchała go do przodu i nie pozwalała się zatrzymać. Gdy minęło jeszcze kilka godzin z ledwością wlekł się między licznymi drzewami, które już dawno przestał zauważać. Dzikie pokemony z uwagą mu się przyglądały i zastanawiały co on najlepszego wyprawia. Widok Glalie przyciągał wzrok i powodował smutek oraz zmartwienie, ale był to tylko zalążek tego co czuł Michał obserwując go przez cały ten czas. Tak bardzo się bał o swojego podopiecznego, że z ledwością zatrzymywał się przed powstrzymaniem go od dalszego trudu. To niewyobrażalnie bolało patrzeć na stan w jakim znajdował się jego pierwszy partner, ale nie mógł tego przerwać, nie mógł odebrać mu tej szansy, tak bardzo mu na tym zależało. Gdy światło księżyca przedarło się do lasu Glalie ponownie upadł na ziemię, był tak zmęczony, że nic już nie czuł, ciało odmawiało posłuszeństwa, a oczy same się zamykały. Nie mógł tego zaakceptować, wydając głośny i przepełniony desperacją krzyk zaczął powoli czołgać się do przodu. W tamtej chwili coś ze zdwojoną siłą uderzyło w serce Michała, to było dla niego za wiele.
*Jeśli tak dalej pójdzie to coś mu się stanie... CHOLERA, NIE MOGĘ NA TO PATRZEĆ, MUSZĘ TO PRZERWAĆ!*
-Jeszcze... tylko trochę... proszę... nie mogę... zasnąć - szeptał w swoim języku Glalie będąc na granicy wytrzymałości.
Nastolatek natychmiast do niego podbiegł i uklęknął tuż przy nim.
-Już wystarczy... JUŻ WYSTARCZY GLALIE, PRZESTAŃ! - krzyknął ze smutkiem w głosie Michał. - Nie mogę już dłużej patrzeć jak się tak ranisz...!
Glalie jednak mając tylko jeden cel w głowie wciąż pełzał do przodu.
-Ja... nie chce... żeby tak to się skończyło... - mamrotał pokemon będąc już w połowie nieprzytomnym. - Nie poddam się... - mówiąc to wydał z siebie kolejny głośny wrzask.
-GLALIE!! - krzyknął zrozpaczony Michał.
Wtem coś zaszeleściło w pobliskich krzakach, a po chwili przed nimi pojawił się dziki Arbok, którego chłopak z ledwością rozpoznał przez ograniczoną widoczność. Syczał bardzo wściekle. Zapewne przyciągnął go tam hałas.
-Sandslash - zawołał nastolatek widząc jak napastnik przybiera się do ataku.
Jeż był w gotowości, ale niespodziewanie Glalie zaczął się podnosić. Para zaczęła zanikać, a przed oczami Michała pojawił się uśmiechnięty Snorunt, który po chwili połączył się z ciałem Glalie. Nastolatek nie miał czasu zastanawiać się czy to co widział było prawdziwe czy to tylko wymysł jego wyobraźni, ponieważ jego lodowy partner wypuścił gwałtownie powietrze w czasie gdy Arbok rzucił się w ich stronę, a następnie wystrzelił jak odrzutowiec przed siebie. Było to tak szybkie, że momentalnie zniknął z pola widzenia Zoldrey'a. Wbił się w ciało napastnika pchając go z taką siła do tyłu, że zniszczył nim kilka stojących za sobą drzew. Wszystko to zdarzyło się w ułamku sekundy. Michał i Sandslash natychmiast pobiegli w miejsce w którym się zatrzymali gdzie ujrzeli znokautowanego Arboka i nieprzytomnego Glalie. Nastolatkowi najbardziej rzuciła się w oczy biała smuga, którą w czasie ataku jego partner zostawił za sobą. To wyglądało jak szybki atak.
*Udało ci się!* - stwierdził w myślach nie dostrzegając nawet najmniejszej pary wokół jego ciała.
W tamtej chwili zrozumiał, że dopiero teraz nastąpiła pełna ewolucja jego podopiecznego. Po upewnieniu się, że Arbokowi nic poważnego się nie stało Michał odwołał Glalie do pokeballa i wykorzystując Sandslasha jako transport dotarł do Centrum Pokemon gdzie w środku nocy obudził siostrę Joy by zajęła się jego pokemonem. Natomiast sam w oczekiwaniu usnął na jednym z fotelów.
...

Następnego dnia rano...

Gdy Michał się obudził ujrzał obok siebie Rohana, Persiana i Angie.
-O wstał - powiedziała uśmiechnięta czarnowłosa.
-Naprawdę... - złapał się za głowę czerwonowłosy. - Spowodowałeś, że przyszedłem do miasta... niech cię... - oznajmił wzdychając.
-Co tu robicie? - zapytał jeszcze nie do końca przebudzony nastolatek.
-Przyszliśmy zobaczyć co z wami! - odpowiedziała wesoło Angie.
-A właśnie Glalie! - podniósł nagle głos wstając z miejsca i patrząc w stronę lady.
Siostra Joy uśmiechnęła się widząc jego reakcję i ruchem ręki przywołała go do siebie.
-Jest jeszcze zmęczony, ale nic mu nie będzie. Chciałam cię skarcić za to w jakim stanie go tu przyniosłeś, bo nie wyglądało to na obrażenia bitewne tylko te powstałe z wielkiego przetrenowania, ale z twarzy Glalie nie schodził uśmiech, dlatego ci odpuszczę - oznajmiła pielęgniarka podając chłopakowi pokeball.
-Dziękuję - odparł z zakłopotaniem.
-Razem z Persianem obserwowaliśmy was, dobrze się spisaliście... - wyznał Rohan.
-Zrozumiałem co musiał pan czuć gdy Persian był pod wpływem wywaru... to było naprawdę ciężkie - wyznał Michał.
Mężczyzna pochylił głowę, a po chwili cała trójka wyszła na zewnątrz, gdzie nastolatek wypuścił Glalie z pokeballa. Pokemon wyglądał nie najlepiej, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Świetna robota - pochwalił go trener.
Następnie wyciągnął pokedex i skierował go na niego. Dowiedział się, że Glalie nauczył się szybkiego ataku w zamian za kieł lodu.
-W waszym przypadku wywar działał krócej i jeszcze do tego Glalie nauczył się ataku, którego nie powinien móc się nauczyć... - wydedukował Rohan. - Wychodzi na to, że nie działa na każdym jednakowo, a co do szybkiego ataku to być może jedyny taki przypadek... - dodał po chwili.
Michał się ucieszył, jednak nie na długo, bo nadeszła najtrudniejsza kwestia.
-Ale... co ze skutkiem ubocznym? - nasunął czerwonowłosy.
-Glalie czujesz jakieś zmiany w ciele, coś cię boli albo nie wiem? - zapytał zaniepokojony Zoldrey.
Lodowy stworek przez chwilę się zastanawiał jednocześnie sprawdzając, lecz po chwili pokręcił tylko przecząco głową.
-Całe szczęście... - westchnął z ulgą Michał.
-Widzisz, nie było się o co martwić - powiedziała do wujka Angie.
Twarz Rohana złagodniała.
Chwilę później obok nich pojawiła się trójka przyjaciół piętnastolatka.
-Udało wam się - oznajmił z uśmiechem Droy.
Pozostała dwójka także obdarzyła ich uśmiechami. W tamtym momencie Michał odwrócił się w stronę Glalie i ukucnął tuż przy nim.
-Jestem z ciebie dumny - oznajmił kładąc mu dłoń na głowie. - Dopiero teraz tak naprawdę ewoluowałeś, w końcu możemy ruszyć naprzód...!
-Glalie lie! - odparł przepełniony radością.
-Ten szybki atak będzie symbolem twojej determinacji! - obwieścił będąc tak samo zadowolonym jak jego podopieczny.
Rohan patrząc na nich dostrzegł siebie i Persiana, uśmiechnął się pod nosem i kucając pogłaskał swojego pokemona, który także się uśmiechnął.
-Załatwiliście już wszystko co chcieliście w tym mieście? Bo ja tak - zwrócił się w stronę przyjaciół.
-Tak - odpowiedzieli jednogłośnie.
-W takim razie nic nas tu już nie trzyma, ruszajmy do Wertanii, najlepiej natychmiast! - oznajmił entuzjastycznie.
Następnie podszedł do Rohana.
-Dziękuję panu i Persianowi za pomoc, jeszcze się spotkamy i dokończymy naszą walkę - powiedział podając mu rękę.
-Dobrze - odparł czerwonowłosy przyjmując propozycję uścisku.
W tym samym czasie Glalie pożegnał się z Persianem.
-Angie, tobie też dziękuję, gdyby nie ty nie udałoby się - uśmiechnął się w jej stronę.
-W zamian odwiedź mnie jeszcze kiedyś, wtedy opowiesz mi o sobie więcej - puściła oczko.
Gdy pożegnanie dobiegło końca cała czwórka poszła do Centrum Pokemon po swoje rzeczy i żeby się wymeldować, a następnie ruszyła w stronę Wertanii.

Michał postanowił się skupić całkowicie na zdobyciu ostatniej odznaki i przygotowaniach do ligi. Droy postanowił dalej przeznaczać swój cały wolny czas na naukę walki mieczem i polepszaniu relacji z Lickitungiem. Amelia oglądając pokazy miasta Fuszido, mając w pamięci spotkanie z Lust zrezygnowała z brania w nich udział na czas nieokreślony i postanowiła skupić się na nienawiści do Vipera i pomocy Michałowi. Dave natomiast postanowił dalej zgłębiać tajniki trenerstwa i skupić się na relacji z przyjaciółmi.

**
Ponad dwa dni temu po zakończeniu ogniska...

Michał i Amelia spotkali się by porozmawiać na osobności.
-Tylko przyjaciele? - zapytał Michał wystawiając pięść do Amelii.
-Tylko przyjaciele - oznajmiła przybijając mu żółwika.

**
------------

No i koniec wątku Fuszido. Przyznam, że można odnieść wrażenie iż się trochę pośpieszyłem, ale nie czułem potrzeby żeby robić z tego coś dłuższego. Na zakończenie wakacji pęknie 100 rozdziałów ^_^. No dobra to do następnego!

niedziela, 13 sierpnia 2017

Rozdział 98 - Atak przeszłości

-Tim i Katharin!?
Owa dwójka wyglądała na zdziwionych przez co krzyczący na głos imiona być może nie tych osób Michał poczuł się lekko niezręcznie.
*Może to nie oni...?* - pomyślał.
-Aaa! To wy - powiedziała nagle blondynka.
-Walczyliśmy kiedyś w okolicach Azurii - dodał po chwili szatyn.
-Całe szczęście... myślałem, że was pomyliłem - uśmiechnął się Zoldrey.
Dave natomiast milcząc przyglądał się rozmowie.
*To z nimi wtedy spartoliłem walkę...* - przypomniał sobie spuszczając wzrok.
-A więc jednak przybyłeś do miasta by zawalczyć w naszej sali - wywnioskowała entuzjastycznie Katharin.
-No tak... mówiliście coś wtedy o sali - zaśmiał się niezręcznie Michał.
Tim i Katharin spojrzeli po sobie.
-Zapomniałeś? - zapytał zdziwiony szatyn.
-Cóż... jak zobaczyłem nazwę miasta to coś zaczęło mi świtać. Dobrze, że zapamiętałem wasze imiona... - podrapał się po głowie w geście zakłopotania.
Po chwilowym braku reakcji wspomniana dwójka głośno się roześmiała.
-Czyli nie jesteś tu by z nami walczyć... co za okrutnik - uśmiechnęła się Katharin.
-Mam inny powód, ale... - mówiąc to zastanowił się chwilę. - Z chęcią z wami zawalczymy, co nie Dave?
Blondyn w okularach na wspomnienie jego imienia otrząsnął się z zamyślenia.
-Co, co!? Tak, czemu nie! - wykrzyczał wkładając w to dużo energii.
Śmiech na reakcję Dave'a był nieunikniony.
-Chcecie walczyć już teraz? - zapytał Tim.
Michał spojrzał na przyjaciela, który nie wyglądał na chętnego do sprzeciwu.
-Jasne - odparł.
-W takim razie proszę za nami - oznajmiła Katharin.
-Glalie odpocznij sobie - powiedział Zoldrey odwołując podopiecznego do pokeballa.
-Swoją drogą to jak się nazywacie...? - zapytał ze śmiechem Tim.
-Heh...
Michał w tamtej chwili postanowił, że odpocznie od ciężkiej rzeczywistości w stary dobry sposób.
...

Gdy dotarli na miejsce salą okazało się być pole walki na niewielkim podwyższeniu zrobione z drewna. Było naprawdę duże, a w każdym rogu boiska ustawiony był gruby pień co sprawiało wrażenie podobieństwa do ringu bokserskiego. "Sala" znajdowała się w okolicach centrum miasta i była dobrze widoczna dla wszystkich przechodzących nieopodal.
-Zanim coś powiecie nasza sala jest nieoficjalna! - wyjaśnił Tim.
-To dopiero przyszłościowe plany by uczynić ją taką prawdziwą! - dodała Katharin.
-W porządku - odparł uśmiechnięty Michał.
Oboje wyglądali na zgrany zespół, nawet by to podkreślić założyli te same ciuchy - żółte spodnie i niebieskie koszulki. Dokładnie takie same jak podczas ich pierwszego spotkania.
*Dawno nie miałem okazji stoczyć normalnej walki trenerskiej... dzięki nim mam szansę, więc dam z siebie wszystko!* - stwierdził w myślach Zoldrey. - Gotowy? - rzucił w stronę Dave'a.
-T-tak! - odparł niepewnie blondyn. *Udowodnię, że się zmieniłem...!*
-Zaczynajmy! - krzyknął Michał.
-Dobra, wybierzemy pierwsi! - oznajmiła Katharin powiększając wraz z Timem pokeballe w ręce.
Chwilę później przed dwójką nastolatków pojawił się Pidgeot i Wartortle. Oba pokemony wyglądały bardzo dobrze, były zdecydowanie w dobrej formie. Nim Michał zdążył się zastanowić Dave dokonał wyboru.
-Jigglypuff wybieram cię! - oznajmił posyłając swojego różowego przyjaciela do boju.
Michał przeleciał jeszcze raz wzrokiem po polu walki i po głośnym westchnięciu szeroko się uśmiechnął chwytając za pokeball.
-Idź! - krzyknął wyrzucając kulę wysoko w górę.
Na boisku pojawił się pewny siebie Poliwrath.
-Jak ręka? - zapytał widząc jak pokemon macha nią i sprawdza jej sprawność.
-Poliwrath! - oznajmił pokazując kciuk w górę.
Następnie zaparł się mocno nogami o podłoże i pochylił górną część ciała ku dole wystawiając obie ręce do przodu. Był gotowy.
-Czemu nie wybrałeś Charmandera? Wtedy moglibyśmy przeprowadzić rewanż - zauważył Tim.
-Jest na treningu - wyjaśnił Michał.
-Oh...
Chwilę po tym zapadła cisza i obie drużyny stojąc naprzeciw siebie mierzyły się wzrokiem.
-Zaczynajmy!! - krzyknęli jednocześnie.

-Jedziemy Dave! - oznajmił zadowolony Michał. - Poliwrath łamacz murów w Wartortle'a!
-Jigglypuff kula cienia w Pidgeota!
-Pidgeot wzleć w górę! - rozkazała Katharin.
-Wartortle stalowa obrona! - dodał po chwili Tim.
Wyprostowana dłoń podopiecznego Michała zajaśniała białym światłem gdy biegł w stronę oponenta, którego ciało pokrył metaliczny połysk. W tym samym czasie fioletowo-czarna kula wystrzelona przez Jigglypuffa przemknęła obok jego towarzysza i zmierzała prosto na Pidgeota, jednak tuż przed zderzeniem ptak wzbił się wysoko w górę.
-Cholera - warknął pod nosem Dave.
*Znowu ta strategia* - przypomniał sobie w myślach Michał i szeroko się uśmiechnął. - Poliwrath zmieniamy cel, odbij się od Wartortle'a i sprowadź Pidgeota na ziemię! - krzyknął z podekscytowaniem.
Poliwrath mimo, że usłyszał komendę będąc już przed samym żółwiem zwinnie podskoczył i odbił się od jego muszli.
-Dobry plan, ale... - próbowała wyśmiać Katharin, ale jej oczom ukazał się widok wyrośniętej kijanki, która wybiła się nawet wyżej od aktualnego położenia Pidgeota. - Jak to!? - krzyknęła zdezorientowana.
-Lodowa pięść!! - krzyknął Michał, a prawa ręka jego pokemona błyskawicznie pokryła się lodową energią.
Poliwrath zrobił wielki zamach i z głośnym rykiem uderzył Pidgeota piekielnie mocno w jego grzbiet powodując, że ten zaczął gwałtownie spadać.
-Wartortle złap Pidgeota! - krzyknął Tim.
Po chwili podopieczny szatyna jakimś cudem zdołał dotrzeć w miejsce w które spadał jego towarzysz i przy lekkim wbiciu w ziemię zdołał zamortyzować mu upadek. W tym czasie Poliwrath zgrabnie wylądował na ziemi.
*Wow...* - stwierdził w myślach Dave. *Cholera, zamiast się zachwycać mogłem zaatakować, miałem szansę!* - zirytował się na siebie.
-Poliwrath ma bardzo silne ciało, więc nie dziwcie się tak - zaśmiał się Michał, a jego pokemon zaczął teatralnie robić śmieszne pozy.
Pidgeot warknął pod nosem będąc gotowym do ataku.
-Dobrze! Atak skrzydłem! - krzyknęła Katharin.
-Blokuj! - rozkazał w odpowiedzi Michał.
Podopieczny blondynki wściekle ruszył niskim lotem w stronę przeciwnika z świecącymi na biało skrzydłami. Natomiast Poliwrath skrzyżował dłonie mocno przy klatce piersiowej i przyjął cios, który delikatnie przesunął go do tyłu.
*Właśnie tego mi brakowało!*. - Lodowa pięść! - krzyknął Zoldrey.
Poliwrath się zamachnął, ale przed jego oczami zamiast Pidgeota pojawił się Wartortle.
-Cios mocy! - krzyknął Tim.
Prawą dłoń Wartortle'a oplotła żółto-pomarańczowa energia świecąca tak jasno jak płomień. Oba ataki się ze sobą zderzyły powodując wybuch.
-Pidgeot atak skrzydłem na Jigglypuffa! - oznajmiła Katharin.
-Hiper głos! - rozkazał podopiecznemu Dave.
Podopieczny blondynki mknął w stronę przeciwnika kiedy ten wydał z siebie piekielnie głośny dźwięk zadając ptaku obrażenia, jednak nie powstrzymało go to od posłania Jigglypuffa na glebę.
-Pidgeot teraz trąba powietrzna na Poliwratha! - krzyknęła blondynka, a jej podopieczny natychmiast zaczął dynamicznie machać skrzydłami.
Chwilę później pokemon Michała został uwięziony przez wichurę szalejącą wokół jego ciała. Nie mógł ruszyć się z miejsca.
-A teraz jeszcze raz atak skrzydłem!!
-Cios mocy!! - dodał Tim.
Oba pokemony nieubłaganie zmierzały w stronę przeciwnika by za jednym zamachem wyrzucić go z pojedynku.
-Jigglypuff wstawaj! - krzyknął Dave z głosem pełnym obaw.
Jednak jego stworek robił to zbyt wolno by jakoś pomóc swojemu sojusznikowi.
-Poliwrath hydro pompa w ziemię! - rozkazał nagle Michał wydając specyficzne polecenie.
Pokemon wykonał polecenie i niespodziewanie dzięki temu wydostał się z tornada przed zderzeniem z oponentami. Pidgeot i Wartortle zaskoczeni obrotem sytuacji nie mogąc już wyhamować uderzyli prosto w siebie.
-Co do cholery!? - krzyknął na cały głos Tim nie kryjąc swojego zdziwienia.
*Michał jest w świetnej formie, a przecież tyle nie walczył...* - stwierdził w myślach Dave podziwiając przyjaciela.
-Udało się... - wymamrotał Zoldrey wycierając pot z czoła.
Walka, która wciąż nabierała na dynamiczności zaczęła przyciągać przechodniów którzy postanowili podejść bliżej by z dobrej odległości podziwiać ten zdecydowanie nieprzeciętny pojedynek.
-Pidgeot gniazdowanie!
-Wartortle stalowa obrona!
Wokół podopiecznego Katharin zaczęły pojawiać się pół-przezroczyste niebieskie pióra, które po chwili przywróciły mu część zdrowia, natomiast pokemon Tima ponownie zwiększył swoją obronę.
-Szybki atak w Jigglypuffa! - rozkazała blondynka, a jej podopieczny błyskawicznie przemieścił się do różowego stworka i zadał mu kolejne obrażenia.
-Dave, wykonajmy małą kombinację - wyszeptał Michał.
-Dobra!
-Poliwrath weź Jigglypuffa na ręce! - rozkazał brunet.
Gdy jego podopieczny to zrobił z naprzeciwka niespodziewanie zmierzała na nich hydro pompa wystrzelona przez Wartortle'a. Próbował jej uniknąć, ale zbyt późno zareagował i obydwoje oberwali, chociaż dla pokemona typu wodnego jak Poliwrath wcale nie był to mocny cios.
-Dodajmy do tego powietrzny as! - oznajmiła Katharin.
-Jeszcze raz hydro pompa! - krzyknął Tim.
-Poliwrath skup się i wyczekaj moment! - nasunął Michał.
Poliwrath po dokładnym wyczekaniu bez najmniejszego problemu minął wystrzeloną w nich pompę wodną, a po chwili zwinnie uskoczył przed groźnie pikującym w dół Pidgeotem.
-Teraz pełną parą na Wartortle'a!
Poliwrath biegł tak szybko i wkładał w niego tyle siły, że zostawiał po sobie wgniecenia w podłożu.
-Cios mocy! - krzyknął Tim.
-Podetnij mu nogi! - rozkazał w odpowiedzi Michał.
Nim żółw zdążył wykonać atak stracił równowagę i upadł na ziemię.
-Dave teraz! - oznajmił Zoldrey.
-T-tak! Jigglypuff kula cienia!
-Pidgeot pomóż Wartortle'owi, atak skrzydłem!
-Hydro pompa! - krzyknął niemal w tym samym momencie Michał, a jego podopieczny trafił perfekcyjnie powalając ptaka na ziemię.
Podopieczny szatyna natomiast oberwał kulą cienia z piekielnie bliskiego dystansu co zwiększyło obrażenia.
-Wartortle uciekaj stamtąd!!! - wrzasnął Tim, ale było już za późno.
-Łamacz murów!
-Podwójny klaps!
Po tych atakach wyprowadzonych przez Poliwratha i Jigglypuffa Wartortle stracił przytomność.
-Aaa! Cholera, przepraszam - powiedział w stronę blondynki odwołując podopiecznego do pokeballa.
-Reszta zależy ode mnie! Pidgeot powietrzny as! - krzyknęła Katharin.
-Unik! - krzyknęli jednocześnie Dave i Michał.
Niestety tylko Poliwrath zdołał odpowiednio wcześnie odskoczyć, Jigglypuff nadział się na skrzydła Pidgeota, który pociągnął go ze sobą przed siebie.
-Kula cienia! - krzyknął desperacko Ward.
-Dodaj atak skrzydłem! - krzyknęła Katharin.
Podopieczny Dave'a wytworzył przed twarzą energię, ale nie zdążył jej wypuścić, ponieważ przeciwnik wbił go w narożnik boiska. Jigglypuff był nieprzytomny.
-Nosz!! - warknął pod nosem. -... Dobra robota, wracaj - oznajmił wciągając go z powrotem do czerwono-białej kuli.
Tymczasem ludzi obok boiska wciąż przybywało.
-Zakończmy to! - oznajmiła Katharin.
-Pewnie! - odparł Michał.
-Powietrzny as! - krzyknęła, a Pidgeot wzbił się w górę, a następnie zaczął pikować w dół przebijając powietrze i tworząc przed dziobem kilka białych smug.
-Poliwrath gotowy!!?? - krzyknął nastolatek.
-Poli!! - przytaknął.
-Zbierz w prawej ręce lodową energię i czekaj na mój znak! - oznajmił z niebywałą pewnością Michał.
-Zanim cokolwiek zrobicie Pidgeot powali go na deski! - oznajmiła blondynka.
Poliwrath zebrał multum energii w prawej pięści i bez żadnego zwątpienia oczekiwał na sygnał. Gdy Pidgeot był już dosłownie przed przeciwnikiem wydawało się, że zakończy pojedynek.
-TERAZ, PODBRÓDKOWY!!!!! - wrzasnął z całej siły Michał, a Poliwrath w ułamku sekundy wykonał potężny zamach.
Jego pieść dosięgnęła celu przed przeciwnikiem i wybiła go w górę. Pidgeot krzyknął z bólu.
-Skacz i łamacz murów! - dodał po chwili Zoldrey.
Poliwrath natychmiast wyskoczył ponad ledwo przytomnego ptaka i wykonał zamach wyprostowaną dłonią pokrytą białym światłem.
-Pidgeot atak skrzydłem!!! - krzyknęła rozpaczliwie Katharin.
Jednak jej podopieczny nie miał siły wykonać polecenia i bez żadnego oporu został wbity w ziemię, a po chwili stracił przytomność. W tamtej chwili rozległ się głośny dźwięk bitych braw, który sprawił, że na twarz Michała zawitał szeroki uśmiech.
-Dobra robota Dave! - pochwalił nagle czarnowłosy.
Blondyn był nieco zdziwiony.
*No cóż zostałem przez niego przyćmiony, ale nie było wcale tak źle...* - stwierdził w myślach i się uśmiechnął.
-Świetnie się spisałeś Poliwrath! - oznajmił Michał sprawiając, że stworek komicznie się zarumienił.
Następnie cała czwórka podeszła do siebie i wymienili się uściskami dłoni.
-Zawalczmy jeszcze kiedyś!
-Jasne!
...

Po powrocie do Centrum Pokemon Dave poszedł odpocząć, a Michał trenować z Droy'em w czasie gdy Amelia właśnie skończyła swój trening. Zoldrey gdy miał już czas wolny postanowił samotnie wyjść na miasto. Przechadzając się zaludnionymi ulicami pogrążył się w swoich myślach.
*Czuje się świetnie po tej walce, to było dopiero coś!* - cieszył się z ledwością powstrzymując swoje ciało od dziwnych ruchów. *Jednak jutro zapewne nie będę się tak cieszył... jednak mimo wszystko to chyba dobrze, że pójdę tam w dobrym nastroju. Dam z siebie wszystko i w końcu ruszymy naprzód! No dobra, to teraz pora na trochę cięższe myśli...* - oznajmił wychodząc z miasta.
Znalazł w lesie odludne miejsce w którym miał niemal pewność, że jest tam sam. Nagle zamknął oczy i bardzo się nad czymś skupił. Po chwili zmarszczył brwi i gwałtownie je otworzył.
*Tak też nie? Próbowałem już wielu rzeczy, naprawdę jest tylko jeden sposób by aktywować te czerwone oczy? Niedobrze... co z tego, że trochę lepiej je kontroluje skoro nie mogę ich używać kiedy chce. W każdej chwili może pojawić się ktoś kto będzie potrafił zagrozić naszemu życiu... cholera, jeszcze raz!* - krzyknął w sobie i znów zamknął oczy. *Skup się... przypomnij sobie Vipera, to co zrobił całemu regionowi... jego ludzi... Winda... i te wszystkie okropności, które wyrządził Droy'owi i jego pokemonom!*
Na widok świadomie przywołanych wspomnień nie wytrzymał i stracił swoje wcześniejsze opanowanie. W jednej chwili otworzył oczy z których wydobyła się krwista czerwień, mimika twarzy obrazowała złość jaką wtedy czuł, a nierównomierny oddech to tylko podkreślał.
*Ciężko myśleć w tym stanie... czuję ogromną wściekłość, która się we mnie kumuluje, oprócz tego uczucie strachu jest jakby zmniejszone do minimum. Jestem niesamowicie pewny siebie i ciągnie mnie do walki, oprócz tego moje ciało jest bardzo lekkie. Niemal nie czuję bólu, a może po prostu nie zwracam na niego uwagi? Czasami moje ciało samo daje mi wskazówki co powinienem zrobić podczas walki, jaki ruch wykonać, jakby pamiętało więcej niż ja. Gdy te oczy pokrywa czerwień zdaje się posiadać jakieś umiejętności, których teoretycznie nie powinienem mieć, walczę o wiele lepiej niż umiem. Cholera to jest takie dziwne i niejednoznaczne, ale to wszystko co wiem i pamiętam na ich temat...*
Po chwili umyślnie się uspokoił, choć nie było to proste. Czerwień po jakimś czasie zniknęła.
*Czym są i dlaczego to właśnie u mnie występują? Przez to coraz bardziej przekonuje się do tego, że naprawdę przeprowadzano na mnie jakieś eksperymenty, zaczynam w to wierzyć. W sumie to jest niemal pewne, a potwierdzeniem na to jest to co się ze mną dzieje. Mimo wszystko podświadomie odrzucam tą możliwość, to trochę żałosne... Tylko kto był za to odpowiedzialny? Czy jest więcej takich jak ja? Tyle pytań... to naprawdę zagmatwane... i dobijające*

Tymczasem na jednym z drzew, w ukryciu i po zatajeniu swojej obecności, nieświadomego niczego Michała obserwował, pilnował Sandslash. On także miał do czynienia z wieloma trudnymi myślami.
*Wygląda na to, że ciężko ci pojąć te niespodziewane rzeczy, które wydarzyły się niedawno w twoim życiu. Gdybym tylko mógł pomóc ci w tym... Wszystko co mogę to bronić cię i to zamierzam robić do końca swojego życia* - oznajmił przenosząc wzrok ze swojego trenera na niebo. *Tylko czy zdołam...?* - jego spojrzenie tym razem zawisło na prawej łapie. *Zdołam oprzeć się jego wpływowi? Raz mi się udało, ale to nic znaczy... być może sam nawet na to pozwolił. Nie, to niemożliwe. Z pewnością mój opór poskutkował, potrafię to zrobić, dam radę dla niego... dla nich wszystkich których mogę nazwać... rodziną. Teraz będzie tylko ciężej, ale gdy przybędą będę gotów. Potrzebuję mocy, większej mocy...*
**

Jakiś czas później gdy Amelia samotnie przechadzała się po mieście zdecydowała, że decyzję o dalszym uczestnictwie w pokazach podejmie na konkursie miasta Fuszido jako widz. Była w bardzo dobrym humorze, jednak w czasie spaceru spotkała pewną tajemniczą, ale znajomą osobę. Na jej drodze pojawiła się kobieta z długimi czarnymi włosami częściowo ukrytymi pod granatowym kapeluszem. Ubrana była w czarny płaszcz, a na nogach miała czarne rajstopy co wieńczyły czarne buty na obcasie. W okolicy praktycznie nikogo nie było.
-Witaj Amelio - powiedziała.
-Pani Lust! Co pani tu robi? - odpowiedziała z uśmiechem Amelia, choć była bardzo zaskoczona.
-Przyszłam się z tobą zobaczyć... - oznajmiła tajemniczo kobieta.
-Ze mną? Dlaczego?
Czarnowłosa przez chwilę milczała.
-Przejdę od razu do rzeczy. Uznałam, że mimo wszystko powinnaś wiedzieć...
-O czym pani mówi?
-Nie skojarzyłam faktów i nie poznałam cię przy pierwszym spotkaniu, jesteś Amelia Sparks - córka Eleny i Iwana Sparksów, którzy zostali zamordowani około siedem lat temu... - oznajmiła Lust.
Dziewczyna lekko się przeraziła.
-Zgadza się... i co w związku z tym? - zapytała zaniepokojonym tonem głosu.
-Mój zmarły narzeczony znał twoich rodziców... opowiadał mi o nich oraz o tej tragicznej śmierci. Aczkolwiek tylko ogólnie, bez żadnych szczegółów, dlatego gdy zmarł zaintrygowało mnie to i zaczęłam węszyć... - wyznała przerywając na chwile monolog z powodu reakcji dziewczyny. - Chcesz posłuchać dalej? - zapytała by się upewnić. - Źródło jest wiarygodne...
Amelia uspokoiła oddech i powiedziała.
-Nie lubię wracać do tematu moich zmarłych rodziców, ale czuję, że powinnam wysłuchać to co pani chce mi powiedzieć... nie zadawałaby pani sobie tyle trudu by mówić niesprawdzone rzeczy - odparła.
Kobieta przytaknęła.
-Okazuje się, że twoi rodzice dowiedzieli się za dużo o Viperze, który z tego powodu rozkazał jednemu ze swoich sług opętać mężczyznę o imieniu Jean... - to imię rozbrzmiało głośniej w głowie Amelii. -... Przez olbrzymią zazdrość, którą czuł do Eleny i Iwana był bardzo podatny na złowrogi wpływ, dlatego został wykorzystany by ich zabić. Miał zrobić to samo z tobą, ale jego psychika nie wytrzymała i popełnił samobójstwo... Najprawdopodobniej twoi rodzice przekazali tajne informacje mojemu narzeczonemu przez co on również przypłacił za to śmiercią... - zakończyła próbując obdarzyć ją współczującym spojrzeniem.
Amelia zamarła, czas jakby się dla niej zatrzymał. To było za dużo, o wiele za dużo by jej umysł mógł to pojąć i zaakceptować. Przeżyła niewyobrażalny szok, jak nigdy wcześniej. Zaczęła coraz głośniej oddychać aż w końcu wrzasnęła z rozpaczy na cały głos i zaczęła płakać. Trzęsła się i była przerażona.
-Przykro mi Amelio... naprawdę mi przykro... - wyszeptała Lust przytulając mocno dziewczynę.
-JAK TO MOŻLIWE...!!!??? - krzyknęła czerwonowłosa. - PRZECIEŻ... TO JAKIŚ OBŁĘD!!!!!
W ciele Amelii zaczęło buzować tyle emocji, że nie mogła sobie z tym wszystkim poradzić.
*Teraz już wiem przez co przechodził Michał i Droy. Jestem zła... wściekła... i zrozpaczona. Wystarczyło raptem tylko kilka zdań bym kogoś tak znienawidziła. VIPER...!!!! TY!!!!!*
-Amelio... Viper zapłaci za to, dopilnuję tego... - oznajmiła Lust i pożegnała się z dziewczyną.

W taki właśnie sposób Amelia została z zaskoczenia brutalnie zaatakowana przez przeszłość.
------------

I w tym rozdziale macie dowód, że nie zostawiam niewyjaśnionych wątków samych sobie, nawet tych z początkowych rozdziałów. W końcu mogłem sobie pozwolić na porządną walkę, którą bardzo dobrze mi się pisało. Czekam na waszą opinię i do następnego! ;)

niedziela, 6 sierpnia 2017

Rozdział 97 - Urocza siostrzenica Rohana

Następnego dnia około godziny dziewiątej...

Michał i Droy grali w ping ponga na stole, który znajdował się w ich pokoju. Glalie i Lickitung siedzieli na łóżkach podążając wzrokiem za piłeczką odbijającą się od pola i rakietek.
-Pójdziesz? - zapytał Droy.
-Cóż... - westchnął Michał przypominając sobie czarnowłosą z poprzedniego dnia. - Można powiedzieć, że to jedna z ostatnich opcji jakie mi pozostały w kwestii przekonania Rohana. Jeśli nie ostatnia... - mówiąc to próbował przebić piłeczkę na stronę przyjaciela, ale trafił w siatkę.
-Może i tak, ale wiesz... wygląda na podejrzaną - stwierdził blondyn wznawiając grę serwisem.
-A kto teraz jest niepodejrzany? - odparł brunet.
-Ciężko się nie zgodzić...
-Jest trochę dziwna co pewnie ma po wujku, ale poza tym to myślę, że jest niegroźna - oznajmił Michał.
-Heh... a tak swoją drogą to ładna jest co nie? - zapytał Droy zmieniając nieco temat.
-No, a poza tym jej zachowanie jest pociągające jeśli mam być szczery - odparł Zoldrey.
-Ooo... tak uważasz? Ciekawe - powiedział Hannys z ledwością odbijając piłeczkę.
Chwilę później zakończyli grę gdy Michał zdobył punkt.
-I jak, zastanowiłeś się w sprawie Amelii? - zainteresował się siedemnastolatek.
-Jeśli o to chodzi to... - zamyślił się na chwilę. - Sprawa załatwiona - wyznał z lekkim uśmiechem czarnowłosy.
Droy wyglądał na zdziwionego, ale nie ciągnął dalej tego tematu.
-Kupiłeś broń do treningów? - zapytał nagle Michał.
-Ta... tym razem to najprawdziwszy drewniany miecz - oznajmił wyjmując przedmiot z drewnianej pochwy, a wcześniej z plecaka.
-Raczej dobrze się nada - ocenił piętnastolatek oglądając nowy nabytek przyjaciela. - Swoją drogą jestem zdziwiony, że je tu sprzedają...
-Wcale nie trudno było znaleźć...
-Dobra ja będę leciał, pójdę trochę wcześniej na wszelki wypadek - obwieścił Michał zakładając buty.
-Spoko, do później - pożegnał się Droy, w czasie gdy nastolatek wraz z Glalie opuszczali pomieszczenie.
Wychodząc z pokoju natknęli się na Amelię i Dave'a idących w ich stronę.
-Elo - rzucił od niechcenia blondyn w okularach.
-Siemka - powiedział w ramach odpowiedzi.
Gdy spojrzał na Amelię uśmiechnął się, a ona zrobiła to samo.
-Hej - przywitał się przybijając jej piątkę i idąc dalej.
-Hej - odparła z takim samym entuzjazmem.
Cała ta sytuacja wyjątkowo zdziwiła Dave'a, który dostrzegł w niej coś więcej, więc czym prędzej pognał do pokoju Michała, a dziewczynie kazał poczekać. Do pomieszczenia wpadł jak poparzony.
-Dave? Coś taki dzisiaj ruchliwy? - zdziwił się Droy leżąc w tamtej chwili na łóżku.
Ward zbliżył się do przyjaciela i zaczął mu pół-szeptem zdawać relację.
-Coś nietypowego dzieje się w relacji Michał-Amelia, mówię ci...! Jakieś dziwne uśmiechy na korytarzu i te sprawy, to zły znak!
-Mówisz? - odparł Droy.
-Poważnie! - oznajmił Dave.
-... I dlatego jak jakiś wariat wbiłeś do naszego pokoju?
-Cóż... tak.
...

Michał dotarł w wyznaczone miejsce jakieś piętnaście minut przed czasem. Razem z Glalie zaczął rozglądać się wokół. Nigdzie nie dostrzegł czarnowłosej, więc postanowił w spokoju poczekać.
*Przyjdzie? A może to był tylko jakiś żart...* - zastanawiał się w myślach.
Postanowił oprzeć się o ścianę jednego z budynków i spojrzał w niebo.
*Nie powiem... w głębi serca się ucieszyłem słysząc jej słowa. Mam nadzieję, że mówiła poważnie*
Glalie przyglądał się trenerowi, który jak to już miał w zwyczaju ponownie odpłynął ze swoimi myślami.
*Swoją drogą czuję jakby miała mi zaraz wyskoczyć zza pleców...* - stwierdził nastolatek czując lekki dreszcz na wspomnianej części ciała.
Wtem usłyszał cichy dźwięk i poczuł, że coś się do niego zbliża. Gwałtownie się odwrócił i wyciągnął ręce, tym co mu w nie wpadło okazała się właśnie ta czarnowłosa na którą czekał.
-Wiedziałem... - westchnął. - Co ty chciałaś zrobić?
-Nie sądziłam, że przyjdziesz tak wcześnie - uśmiechnęła się niewinnie ignorując pytanie.
Michał stwierdził, że było to tak samo urocze jak poprzedniego dnia na ognisku.
-No co? - zbliżyła się do niego gdy ten bacznie się jej przyglądał wciąż trzymając ją za oba ramiona.
Lekko się wzdrygnął.
-Nieważne... - powiedział puszczając ją i łapiąc się za tył głowy.
-Musi ci bardzo zależeć - stwierdziła.
-Bo tak jest, szczerze to bałem się, że nie przyjdziesz - wyznał z lekkim zakłopotaniem.
-Ale jestem! - oznajmiła wesoło dziobiąc go w policzek.
Tym razem miała na sobie niezapiętą białą bluzę pod którą założyła czarną bluzkę, czarne spodenki i czarne zakolanówki, natomiast na nogach widniały czerwone balerinki. Czerwone usta tak samo jak wtedy przyciągały uwagę.
-Hmm... lubisz się na mnie patrzeć co? - zapytała posyłając mu zalotne spojrzenie.
-Ciężko tego nie robić... - odparł czując pewnego rodzaju zawstydzenie gdy wypowiadał te słowa.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
-Skąd wiesz, że mam interes do Rohana? - zapytał zmieniając temat.
-Cóż... - wzruszyła ramionami. - Widziałam raz jak zmierzasz w jego stronę, a resztę wyciągnęłam od siostry Joy - wyjawiła puszczając oczko.
-Ahaa... - przeciągnął całkowicie nie spodziewając się takiej odpowiedzi.
-Choć nie wiem o co dokładnie chodzi...
-O odzyskanie szybkości straconej po ewolucji przez Glalie - wyjawił od razu po wypowiedzianej przez dziewczynę kwestii.
Czarnowłosa się lekko zdziwiła, bardziej jego reakcją niż podaną informacją.
-... A więc to o to chodzi - uśmiechnęła się delikatnie przymykając oczy. - Nie zazdroszczę ci - zwróciła się w stronę lodowego stworka, który tylko się przyglądał.
-Nie kłamałaś z tą siostrzenicą prawda!? - ożywił się nastolatek. - Pomożesz nam? - posłał w jej stronę spojrzenie pełne nadziei.
-Mówiłam prawdę mój drogi - mówiąc to przyłożyła mu dłoń do policzka. - Postaram się...
-Tylko zastanawiam się...
-Hmm?
-Dlaczego miałabyś to robić...
-Och, o to chodzi - powiedziała delikatnie cofając rękę. - Możesz mi nie wierzyć, ale chce poznać ciebie i twoje motywy, bardzo mnie to interesuje - wytłumaczyła tym razem z delikatnym uśmiechem na twarzy.
*Wygląda na przebiegłą, ale nie wydaje się żeby kłamała...* - stwierdził w myślach Michał.
-A poza tym mój wujek trochę przesadza - dodała po chwili.
-W porządku - powiedział w końcu Michał.
-Swoją drogą nie przedstawiłam się, jestem Angie - wyciągnęła w jego stronę prawą dłoń.
-Miło mi poznać, liczę na ciebie - odparł wymieniając z nią uścisk.

Ku zdziwieniu nastolatka dziewczyna poprosiła o spacer. Angie poruszała się zgrabnie łącząc dłonie za plecami i nucąc pod nosem.
-A więc jak go przekonasz? - przerwał ciszę Michał.
-Spokojnie niecierpliwcu ty - oznajmiła, a po chwili zrobiła obrót wokół siebie. - Najpierw muszę się trochę o tobie dowiedzieć.
-... Jesteś bardzo pocieszna - oznajmił z westchnięciem.
Czarnowłosa zachichotała.
-Co robisz w takim mieście jak to Michale? Nie chce mi się wierzyć, że przybyłeś tu tylko po to by spotkać się z moim wujkiem - zainteresowała się.
-Tylko po to.
-Oh... zaskoczyłeś mnie - wyznała Angie.
Po chwili uśmiechnęła się i zadała kolejne pytanie.
-Zabiłeś kogoś?
-N-Nie... - odpowiedział niepewnie.
Bardzo zdziwiło go to pytanie.
-Co cię łączy z Viperem?
-Nic...
Coraz to kolejne pytania zadawała z większym podekscytowaniem.
-Co planuje?
-Nie wiem.
-Jak naprawdę wygląda?
-Skąd mam wiedzieć...?
-Pracujesz dla niego?
-NIE! - krzyknął o wiele głośniej niż tego chciał.
-Ohhh... - udała przestraszoną przykładając dłoń do ust. - Wybacz cukiereczku - uśmiechnęła się uroczo.
Michał i Glalie spojrzeli po sobie i głośno westchnęli.
-Czemu cię takie rzeczy interesują?
-Kto wie? - wzruszyła ramionami.
-Ehh...
-No już dobrze no... - przeciągnęła nadymając się.
-Co dobrze?
-Opowiem ci co nieco o wujku Rohanie - oznajmiła.
-O... proszę - powiedział z zainteresowaniem.
-Zdarzyło ci się od kogoś słyszeć, że jest jakimś odludkiem i w ogóle, że jest dziwny i lepiej się od niego trzymać z daleka?
-Tak - odparł bez namysłu Michał.
-Cóż... z tym, że jest wybuchowy itp mogę się zgodzić, ale on naprawdę lubi ludzi i rozmawiać z nimi, ale nienawidzi jak ktoś jest namolny albo zbytnio irytujący. Przetrwałeś jego "próbę"?
-Tak.
-Czyli udało ci się z nim normalnie porozmawiać, pewnie się tłumaczył prawda?
-Tak - powiedział po raz trzeci z rzędu brunet.
-Zrobił to byś nie odebrał o nim złego wrażenia - wytłumaczyła Angie.
-Rozumiem - odparł Michał.
-Ale na koniec musiałeś go nieźle zdenerwować... - zaśmiała się.
-... No bo bardzo nam zależało na odzyskaniu tej szybkości, a on upierał się, że to niemożliwe... - bronił się.
-Wiesz... to trochę skomplikowane - powiedziała lekko poważniejąc.
-Hmm? Jak to? - zainteresował się.
-Bo widzisz on też kiedyś był w takiej samej sytuacji ze swoim Persianem...
-Co?
Chłopak bardzo się zdziwił, w ogóle się tego nie spodziewał.
-Przecież mówił, że odzyskanie szybkości jest niemożliwe, a ten Persian jest niebywale szybki... - wywnioskował. - Skoro mu się udało to zamiast kłamać powinien mi pomóc, przecież wie jak się czuję...! - zirytował się.
-Cóż... może jak do niego pójdziemy to wytłumaczy ci to, namówię go. W końcu jestem jego kochaną siostrzenicą! - oznajmiła entuzjastycznie Angie.
-Jesteś pewna? - zapytał Michał.
-Tak - pisnęła radośnie czując się potrzebna.
-W takim razie chodźmy! - oznajmił łapiąc ją za rękę.
-Czekaj! - powiedziała gdy zaczął ją ciągnąć.
-Co znowu?
-Jak mamy iść już teraz to musisz mnie wziąć na barana! - obwieściła z dumą.
Michał przez chwilę nie reagował aż w końcu po raz kolejny głośno westchnął.
-Dobra wskakuj... - powiedział nachylając się.
-Hihi... z przyjemnością - oznajmiła korzystając z pozwolenia.
Glalie uśmiechnął się widząc zażenowaną twarz swojego trenera. Po chwili ruszyli w stronę domu Rohana.
...

Po wyjątkowo męczącej dla Michała drodze w końcu dotarli na miejsce. Gdy podeszli pod dom mężczyzna właśnie wrócił z Persianem z lasu.
-ZNOWU TY!? - warknął w stronę nastolatka.
-Nie poddaje się tak łatwo - oznajmił Michał, a dziewczyna zeskoczyła z jego pleców.
-Angie? Co ty tu robisz? - zapytał zdziwiony jej obecnością Rohan.
-Witaj wujku - uśmiechnęła się uroczo.
-Chyba nie... - gdy wymawiał te słowa dziewczyna poszerzyła uśmiech. - Też przyszłaś mnie namówić... - westchnął przykładając dłoń do czoła. - Niestety nie zmienię swojej decyzji!
-Dlaczego nie pomoże mi pan zrobić tego co pan sam zrobił?! Mam do tego prawo! - zarzucił mężczyźnie Michał.
Po tej kwestii czerwonowłosy przeniósł wzrok z nastolatka z powrotem na swoją siostrzenicę.
-Powiedziałaś mu... - stwierdził chłodnym głosem.
Angie zachichotała pod nosem, a Persian najeżył się warcząc w jego stronę.
-I ty też przeciwko mnie?
-Wujku tej dwójce bardzo zależy na odzyskaniu tego co stracili, mają prawo spróbować lub co najmniej poznać ryzyko - oznajmiła czarnowłosa.
-Ehh... jesteś niebywale uparty - powiedział w stronę Michała. - Przekabaciłeś na swoją stronę zarówno moją siostrzenicę jak i Persiana... ale powinieneś zrozumieć, że skoro przechodziłem przez to samo co ty to wiem co jest dla was najlepsze! - krzyknął z irytacją w głosie.
-Mamy prawo sami wybrać co będzie dla nas najlepsze! - odparł Zoldrey.
Rohan prychnął pod nosem.
-Naprawdę nie mam do tego nerwów...
*Jest spokojniejszy niż zwykle, wygląda na to, że obecność Angie to wielki plus...* - stwierdził w myślach Michał.
W tamtej chwili także coś wywnioskował.
-Chwila... pan żałuje swojej decyzji o umożliwieniu Persianowi odzyskania szybkości? - zapytał zastanawiając się nad odpowiedzią.
Mężczyzna nie odpowiedział, ukucnął przy podopiecznym i pogłaskał go po głowie.
-Dlaczego!? - krzyknął Michał.
-... Ponieważ zapłaciliśmy za to zbyt wielką cenę - wyznał mierząc go swoim pełnym powagi spojrzeniem.
Brunet i Glalie odwrócili się do siebie czując lekką obawę.
-Co się stało...? - zapytał Michał.
-Powiedz mu wujku - powiedziała Angie.
Mężczyzna wstał z ziemi i wymienił spojrzenia z Persianem. To wyglądało jakby prosił go o pozwolenie. Pokemon przytaknął, a Rohan zaczął mówić.
-... Gdy po ewolucji Persian stracił szybkość, widząc jak mu jej brakuje zacząłem szukać sposobu w jaki mógłby ją odzyskać. Po długim czasie gdy już powoli traciłem nadzieję okazało się, że istnieje szansa. Zmieszanie odpowiednich ziół rosnących w różnych miejscach na świecie i zrobienie z nich wywaru dawało możliwość odzyskania utraconej cechy fizycznej. Wystarczyło, że po spożyciu pokemon musiał poddać się ogromnemu wysiłkowi fizycznemu na czas bycia pod wpływem ziół by zmienić nieznacznie swoje ukształtowanie ciała. Gdy wszystko zebrałem przystąpiliśmy do działania według instrukcji. Po dwóch dniach bez snu i z ledwo kilkoma krótkimi przerwami wywar w końcu przestał działać. Byłem wykończony, ale to w jakim stanie był Persian zostawię bez komentarza. Mimo wszystko postanowiliśmy od razu sprawdzić czy się udało. Ku naszemu zdziwieniu Persian nie tylko odzyskał dawną szybkość, ale stał się jeszcze szybszy. Naszej radości nie było końca aż dowiedzieliśmy się o skutkach ubocznych... ceną, którą musieliśmy zapłacić okazało się czucie Persiana... - wyznał szokując zarówno Michała jak i Glalie.
Po chwilowym braku reakcji nastolatek w końcu się otrząsnął.
-... On już nic nie czuje...? - zapytał patrząc na jego podopiecznego.
Mężczyzna skinął głową.
-Stracił o wiele więcej niż zyskał, jest zbyt dumny by się do tego przyznać. Masz rację... macie prawo sami zdecydować, ale dobrze to przemyślcie, bo Glalie może stracić coś o wiele gorszego...
Michał spojrzał na swojego podopiecznego, który wyglądał na lekko oszołomionego.
*Czemu wszystko zawsze musi się tak komplikować...?* - zastanawiał się nie odrywając z niego wzroku. *A może po prostu to ja przyciągam nieszczęście?*
-Glalie! - powiedział pokemon zdecydowanym głosem.
Patrząc na jego zdeterminowane spojrzenie również podjął swoją decyzję.
*Racja... nie poddamy się gdy jesteśmy już przed samą metą*
Po chwili oboje sobie przytaknęli.
-Nie musicie teraz podejmować tej trudnej decyzji... - powiedział Rohan.
-Czas nie ma znaczenia i to co postanowiliśmy się nie zmieni, mimo wszystko chcemy spróbować, proszę nam pomóc! - oznajmił pochylając głowę.
-Glalie lie! - jego podopieczny zrobił to samo.
-Nie boisz się, że Glalie może stać się kaleką? - zapytał czerwonowłosy.
W odpowiedzi Michał położył rękę na głowie swojego lodowego stworka i powiedział.
-Ja... wierzę w niego całym swoim sercem i wiem, że nic mu się nie stanie! - oznajmił kończąc wypowiedź szerokim uśmiechem.
Źrenice Rohana się rozszerzyły. Był pod wrażeniem jak bardzo nastolatek wierzył w swojego pokemona. Angie miała podobną reakcję.
-... Przygotuję wywar, przyjdź jutro o szóstej i masz mi się nie spóźnić! - obwieścił wyjątkowo łagodnie mężczyzna.
-Dziękujemy! - odparł radośnie Michał.
Następnie razem z Glalie pobiegł w stronę miasta.
-Uwierzysz, że to właśnie on jest podejrzewany o służenie Viperowi? - zapytała czarnowłosa.
-Dlatego mediom się nie wierzy... - odparł z delikatnym uśmiechem na twarzy.
...

Gdy dziewczyna dogoniła Michała tuż przed miastem natychmiast rzuciła mu się na szyję.
-Nie uciekaj ode mnie! - pisnęła z naburmuszoną miną.
-Wybacz... - odparł śmiejąc się niezręcznie.
-Siostrzyczka jest z ciebie dumna! - oznajmiła entuzjastycznie Angie.
-Siostrzyczka? - powtórzył lekko zdziwiony.
-Udało ci się, brawo!
Chłopak na chwilę ucichł.
-... Dziękuję, gdyby nie ty...
Angie słuchając tego przerwała mu mocno go przytulając.
-Ahh! Nie musisz mi tak dziękować!
Po chwili nagle go puściła i oznajmiła, że musi iść.
-Przyjdę jutro zobaczyć jak sobie radzicie, pa! - pożegnała się biegnąc gdzieś w głąb miasta.
-Pa... - pomachał jej. - To co Glalie, wracamy? - zwrócił się do podopiecznego.
-Glalie!
Gdy byli już w pobliżu Centrum Pokemon dostrzegli w oddali Dave'a, od razu do niego dołączyli.
-Yo! - krzyknął blondyn.
-No elo - odparł w tym samym stylu brunet.
Zdążyli zaledwie się przywitać, a po chwili wpadła na nich jakaś dwójka szybko biegnących ludzi, która najwyraźniej nie patrzyła przed siebie. Wszyscy oprócz Glalie zaliczyli glebę.
-No nieźle... - wymamrotał ironicznie Michał próbując się pozbierać.
Dave natomiast kurczowo trzymał się za głowę w którą nieszczęśliwie oberwał.
-Co to miało być do cholery!!?? - wrzasnął w stronę również zbierającej się po upadku dwójki.
-Przepraszamy... - powiedzieli niemal jednocześnie.
Ową dwójką okazała się około dwudziestoletnia blondynka i szatyn w podobnym wieku. Dla Michała i Dave'a wyglądali, brzmieli znajomo. Po chwilowym namyśle Zoldrey jako pierwszy sobie przypomniał.
-Tim i Katharin!?
------------

Tym razem mogę zapewnić, że w następnym rozdziale będzie walka xD. Jeśli nie kojarzycie postaci z końca to warto odświeżyć sobie dziewiąty rozdział. Ja się żegnam i do następnego!

poniedziałek, 31 lipca 2017

Rozdział 96 - Nasz wspólny taniec

Następnego dnia około południa...

Michał znajdował się na boisku treningowym za Centrum Pokemon gdzie przygotowywał się wraz ze swoimi podopiecznymi do małego treningu.
*Mam nadzieję, że ten dzień będzie udany...* - westchnął wiążąc buty na jednej z ławek.
Pokemony uważnie mu się przyglądały, od samego rana bujał w obłokach. Po jego głowie w głównej mierze chodziła sytuacja z poprzedniego dnia związana z Rohanem, ale także coś nieco mniej istotnego.
**

Amelia nie odrywała wzroku od ogłoszenia wgapiając się we wcześniej przeczytany już tekst.
-Odbędzie się za dwa dni...? - wymamrotała z zamyślonym wyrazem twarzy.
Nagle usłyszała za sobą czyjś głos.
-Powinnaś wziąć udział!
Wzdrygnęła się niemalże krzycząc.
-Nie zakradaj się tak!! - zarzuciła z pretensjami.
-Wybacz - oznajmił z uśmiechem Michał. - Ale wybiegłaś tak nagle...
Mówiąc to przykładał lód do zranionej ręki.
-Cóż... przepraszam nie planowałam tego - odparła z lekkim rumieńcem na twarzy i odwracając w przeciwną stronę wzrok.
-A więc? - zapytał podchodząc bliżej.
-Co? - wlepiła wzrok w ogłoszenie.
-Wystąpisz?
Na chwilę się zacięła.
-Nie... raczej nie.
-Mówię ci, że powinnaś - ciągnął dalej Michał.
-A co ty masz do gadania? - nadęła się gromiąc go wzrokiem.
Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Pamiętam jak wtedy widziałem cię na scenie... wyglądałaś na bardzo szczęśliwą i co najważniejsze świetnie ci szło - przypomniał patrząc w niebo pełne gwiazd.
-Zacznę w następnym sezonie... - przeciągnęła ze spuszczoną głową.
-Nie pozwól żeby te twoje postanowienie pozbawiało cię szczęścia, wcześniej potrzebowałaś celu, a gdy już go znalazłaś chcesz odpuścić? Już samo twoje spojrzenie na tą kartkę pokazało, że ci zależy. Powinnaś wziąć udział! - oznajmił z szerokim uśmiechem na twarzy.
Amelia słuchając jego monologu wpatrywała się w niego jak w obrazek.
-... Zastanowię się.
**

-Michał...  EEEE MICHAŁ!
-... CO!!?? - krzyknął robiąc kilka obrotów wokół siebie.
Jego podopieczni tylko westchnęli po chwili śmiejąc się z trenera.
-Rany... co z tobą - powiedział znudzonym głosem Droy uderzając go lekko w ramię.
-Wybacz zamyśliłem się...
-To zdążyłem zauważyć - blondyn rozłożył bezwładnie ręce. - Co nie Dave?
Wspomniany osobnik uśmiechnął się chytrze idąc w ich stronę.
-Droy, Michał musiał się zakochać to jedyne wytłumaczenie... - stwierdził potakując samemu sobie.
Zoldrey spojrzał na niego z zażenowaniem natomiast Hannys lekko się zaśmiał z jego reakcji.
-Powiedz o kogo chodzi, to pewnie ta siostra Joy z Centrum... tak, zdecydowanie! - obwieścił to tak głośno, że ludzie w pobliżu z pewnością zdołali to usłyszeć.
-Idź być nieśmiesznym gdzie indziej - odgryzł się Michał rozpoczynając z nim wojnę na spojrzenia.
Dave odpowiedział na to pokazaniem języka.
-Skoro o tym mowa... - przerwał im Droy. - Amelia od wczoraj buja w obłokach, Michał wiesz coś o tym?
-Czemu mnie nie zapytasz!? - wtrącił Dave.
-Bo jestem pewien, że nie wiesz! - powiedział w przedrzeźniający sposób siedemnastolatek.
-Cóż... zastanawia się nad wzięciem udziału w pokazach, ma na to dwa dni... - wyznał czarnowłosy.
-Ooh... teraz rozumiem - odparł Droy. - W takim wypadku trzeba dać jej trochę czasu...
-Swoją drogą ty dzisiaj nie miałeś iść do tego całego Rohana? - zapytał Dave drapiąc się po nosie.
-Tak, idę zaraz po treningu... - potwierdził Michał. - Dobra zaczynamy! - zwrócił się do podopiecznych.
-A właśnie! Michał chce ci coś pokazać... - wyznał nagle Droy.
-Huh?
-Odejdźmy na koniec boiska - poprosił.
Nastolatek przytaknął, a zanim poszli we wskazane miejsce wydał pokemonom polecenie.
-Dobierzcie się w dwójki i potrenujcie trochę ze sobą - oznajmił.
-Dobra to i ja trochę potrenuję... - stwierdził Dave wypuszczając swoich podopiecznych.

Pokemony i Dave zajęli większą część boiska, a Michał i Droy ustali na jego końcu.
-O co chodzi? - zapytał ten pierwszy.
-Gdy chodziłem wczoraj po sklepach natknąłem się na coś ciekawego w jednym z nich... - mówiąc to włożył rękę do kieszeni.
Po chwili wyciągnął z niej kawałek drewna, a następnie rozłożył co wyglądem przypominało sztylet.
-I co ty na to? Jest podobnej długości co twój - stwierdził przyglądając się zakupowi.
-Wygląda na łatwy do złamania... ale co ważniejsze po co on? - odparł Zoldrey.
Droy zawiesił wzrok na sztylecie by po chwili uderzyć nim lekko w powietrze.
-Michał... to nie tak, że chce zapomnieć o tym co stało się w Prizmanii. Prawda jest taka, że każdego dnia staram się pamiętać by pewnego dnia dokonać zemsty. Nie chce zapomnieć tego uczucia... złości... nienawiści...
*No tak... to nie takie proste, ma całkowite prawo do takiego zachowania* - stwierdził w myślach piętnastolatek. - Rozumiem... - powiedział lekko pochmurniejąc.
-Chciałbym żebyś nauczył mnie tym walczyć! - oznajmił blondyn zaskakując swojego rozmówcę.
-Ja...?
-Potrafisz nim władać na wysokim poziomie, dostrzegłem to dlatego proszę, a poza tym jesteśmy przyjaciółmi czyż nie? - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
To co usłyszał Michał było dla niego bardzo miłe. Zanim odpowiedział w pamięci znowu pojawiły się sceny z Prizmanii.
-Postaram się jak mogę... - odparł łapiąc się za tył głowy.
Następnie pobiegł do pokoju w Centrum po swój sztylet.

Tymczasem pokemony Michała zgodnie z jego poleceniem podzieliły się na dwuosobowe grupy i rozpoczęły luźny trening. Sandslash był z Glalie, Ivysaur z Poliwrathem, a Cloyster z Metapodem. Wymieniali się wzajemnie atakami czy też kombinacjami. W pewnym momencie jeż zauważył, że jego sparingpartner wygląda na zmartwionego. Po chwili stworek z Hoenn wystrzelił w jego kierunku lodowy promień. Sandslash czekając do ostatniej chwili schylił się unikając tym samym ataku i zaczął biec w stronę jego źródła. Promień wciąż był emitowany, a jeż omijał go pojawiając się raz z jednej, a raz z drugiej strony obok lodowej energii. W końcu zniknął z pola widzenia Glalie i ku jego zaskoczeniu wyczuł go tuż za nim gdy przyłożył mu pazury do oczu, które zastąpiły mu w tej sytuacji gardło.
-Myślałem, że już z tobą w porządku... - wyznał Sandslash cofając rękę.
Glalie nie odpowiedział, więc jeż uznał, że nie chce z nim rozmawiać i zaczął powoli opuszczać pole walki.
-... Po prostu ciężko się pozbyć niektórych myśli - powiedział Glalie zatrzymując go.
Sandslash spojrzał w niebo co w oczach sparingpartnera wyglądało jakby się zamyślił.
-Postaraj się to wyciszyć skupiając się na ważnych dla ciebie rzeczach...
Glalie po chwilowym braku reakcji nagle się uśmiechnął.
-Jak coś takiego mówisz ciężko ci odpowiedzieć - skomentował ze śmiechem.
Sandslash westchnął.
-Wystarczy mu zaufać... - stwierdził jeż znów spoglądając w niebo.
-Tak... kontynuujmy! - odparł Glalie.
...

-Ciężko było się nauczyć? - zapytał Droy przyglądając się swojej drewnianej broni.
-Mi akurat nie - wyznał Michał. - Poszło zdecydowanie zbyt łatwo... - wymamrotał pod nosem.
-Huh? - zainteresował się blondyn.
-To logiczne, że nie wystarczy machać bezmyślnie bronią tak jak patykami w dzieciństwie no nie? - powiedział samemu stwierdzając fakt, ale jednocześnie prosząc o potwierdzenie.
W tym samym czasie cały czas przyglądał się swojemu sztyletowi.
-No tak... - odparł Michał nie do końca wiedząc co chciał tą wypowiedzią osiągnąć.
-... Mimo wszystko chce sprawdzić, pokaż mi tą różnicę między wyszkolonym, a amatorem. Zróbmy sparing - poprosił Droy.
-W porządku - odpowiedział bez chwili wahania piętnastolatek.
Następnie obaj przyjęli bitewne pozycje. Droy po prostu ścisnął obiema rekami rękojeść sztyletu, natomiast Michał ustawił nogi tworząc zalążek trójkąta, a następnie cofnął prawą nogę. Prawą rękę wystawił do przodu trzymając swój sztylet, a lewą cofnął do tyłu zaciskając w pieść i zewnętrzną stroną dociskając do pleców. Siedemnastolatek przyglądał się uważnie przeciwnikowi.
-Zaczynaj - ośmielił go Michał.
Droy słysząc to od razu ruszył przed siebie.
*Nie będę się ograniczał, nawet jeśli to pierwszy raz użyję całej siły!* - powiedział w myślach Hannys robiąc potężny zamach. *To jest właśnie moja złość!*
Z mimiki twarzy Michała można było wyczytać jak bardzo był zaskoczony widząc ile siły jego przyjaciel włożył w dopiero początkową szarżę. Siedemnastolatek w tamtej chwili w myślach miał tylko destrukcję. Bardzo się zdziwił gdy Zoldrey bez większych problemów sparował jego uderzenie. Droy nie zraził się i kontynuował natarcie uderzając bardzo mocno jednak prosto w zasięg sztyletu Michała, który nagle wybił mu broń z ręki uderzając w nią łokciem. Następnie szybkim ruchem znalazł się z lewej strony blondyna i używając prawej nogi sprawił, że przyjaciel stracił równowagę i upadł na ziemię. Dopiero po chwili do Droy'a dotarło to co się stało. Michałowi nie umknęło, że w tym krótkim starciu kierował się tylko złością.
-I jak? - zapytał podając mu rękę.
-... O to mi właśnie chodziło! - odparł lekko się uśmiechając i podnosząc się z jego pomocą. - Naucz mnie tak walczyć - poprosił.
Brunet skinął głową.
...

Amelia spacerowała po mieście rozwodząc się nad swoimi problemami, a mianowicie jednym, który pojawił się w skutek zwykłego przypadku. A może tylko sobie wpierała, że to jest problem?
-Dragonair... co powinnam zrobić? - wymamrotała do pokemona, który lewitował tuż obok niej.
Pokemon w odpowiedzi pisnął coś w swoim języku. Dziewczyna wzdychając tylko go pogłaskała.
*Już postanowiłam, że wynagrodzę Michałowi wszystko wspierając go w podróży, a pokazami zajmę się w następnym sezonie. Należy mu się to, poza tym przecież pokazy tak wiele dla mnie nie znaczą... prawda?*
Pokręciła z irytacją głową i przyśpieszyła kroku. Nie patrząc na otoczenie parła do przodu aż w końcu skręciła w jakąś alejkę.
*Pokazy... dobrze się na nich bawię i tyle. Potrafię bez nich wytrzymać! Po co mam brać udział w tutejszych, żeby na siłę złamać swoje postanowienie? Najpierw muszę się uporać z innymi rzeczami i dopiero gdy poczuje się wolna wrócę do tego!* - oznajmiała samej sobie.
Wychodząc z alejki znalazła się przy jakimś nie wyróżniającym się na tle innych drewnianym domku standardowej konstrukcji. Za budynkiem znajdowało się ogrodzone drewnianym płotem podwórko i to właśnie stamtąd dziewczyna prawie zarobiła czymś w głowę. Za brak zderzenia mogła dziękować Dragonairowi, który złapał ogonem to co ich nagle "zaatakowało". Tym czymś okazał się przestraszony Squirtle.
-Czemu on leciał na nas z powietrza? - zastanawiała się Amelia biorąc pokemona na ręce.
Wodny stworek różnymi gestami starał się przeprosić za zaistniałą sytuację. Wtem stamtąd skąd przyleciał, otwierając bramkę wybiegła około dziesięcioletnia brązowowłosa dziewczynka z długim kucykiem. Ubrana była w krótkie niebieskie spodenki i tego samego koloru bluzkę na ramiączkach.
-O boże przepraszam! - krzyknęła widząc swojego pokemona w rękach obcej dziewczyny, która jak się domyślała mogła przez niego ucierpieć.
Amelia uśmiechnęła się niezręcznie stawiając pokemona na ziemi.
-Nic się nie stało, ale że tak zapytam... czemu twój Squirtle spadł na nas z powietrza?
-Cóż... - dziewczyna mówiąc to zakryła twarz dłonią.
Po chwili zaprosiła Amelię na swoje podwórko by tam wszystko jej wyjaśnić na co o dziwo czerwonowłosa przystała.
*Ładne kwiatki...* - stwierdziła w myślach Sparks dostrzegając kilka czerwonych róż rosnących obok innych roślin i niemal pustej przestrzeni.
-Trenowałam tutaj swoją kombinację do nadchodzących pokazów no i w skrócie mówiąc... nie wyszła - wyjaśniła z zażenowaniem brązowowłosa.
*... Ja to naprawdę mam pecha, kiedy próbuję zapomnieć o tych pokazach zdarza się coś takiego* - narzekała w myślach spoglądając na swojego smoczego partnera, który wyglądał na rozbawionego. - A ty z czego się cieszysz? - wyszeptała gromiąc go wzrokiem co wyglądało bardzo komicznie.
-To może pokaże jak to było żebyś mi uwierzyła, że to niespecjalnie... Squritle! - oznajmiła dziesięciolatka zwracając się do podopiecznego.
-Nie, nie...! - powiedziała z zakłopotaniem Amelia wymachując rękami by powstrzymać dziewczynę. - Nieszczęście może się powtórzyć, tym razem z gorszymi skutkami...
-Masz rację... - zamyśliła się brązowowłosa. - To może opowiem jak to było - zaproponowała.
-O-Ok - przeciągnęła Amelia.
-Kazałam wystrzelić Squirtle'owi bąbelki w górę i zamrozić je lodowym promieniem, a następnie zanim opadną roztrzaskać je na małe kawałeczki przy pomocy wirowania, ale zamrożone bąbelki okazały się być za duże i za twarde przez co Squirtle wirując odbił się od nich, a dalej już wiesz... - wytłumaczyła niezbyt pocieszona efektem swoich starań.
Amelia podrapała się po policzku.
*No nie ważne... nic na to nie poradzę* - stwierdziła. - Brałaś wcześniej udział w jakichś pokazach?
-Nie, to będzie mój pierwszy raz... - wyznała brązowowłosa.
-W takim razie na początek powinnaś się skupić na łatwiejszych kombinacjach, samo wystrzelenie bąbelków i roztrzaskanie za pomocą wirowania powinno wystarczyć jeśli zrobisz to dokładnie, możesz też jeszcze coś dodać, nieskomplikowanego... - powiedziała Amelia dając jej w miarę wartościowe rady.
-... W sumie - wymamrotała pod nosem dziesięciolatka. - Squirtle spróbujmy, bąbelki!
Pokemon radośnie popiskując wykonał polecenie i posłał w górę kilkanaście sporych rozmiarów baniek wodnych.
-A teraz wirowanie!
-Squirtle!
Stworek podskoczył i schował się w swojej muszli, a następnie kręcąc się bardzo szybko pozbijał wszystkie bąbelki. Gdy skończył wraz z nim na ziemię opadały także malutkie białe gwiazdki przypominające brokat.
-I że to było takie proste... - powiedziała zdumiona brązowowłosa ciesząc się z efektu. - Miałaś rację! - mówiąc to obdarzyła Amelię uśmiechem.
Czerwonowłosa odwzajemniła uśmiech.
-Znasz się na tym, jesteś koordynatorką?
-Powiedźmy... - odparła Amelia.
-To świetnie się składa!! - ożywiła się dziesięciolatka. - Proszę daj mi więcej wskazówek! - poprosiła łapiąc dziewczynę za rękę i obdarzając ją błagalnym spojrzeniem.
Dragonair pisnął radośnie.
-Cóż... no dobrze - oznajmiła zakłopotana piętnastolatka.

Tymczasem...

-Dobra robota chłopaki, pora kończyć! - oznajmił podopiecznym Michał wycierając pot z czoła. - I dziewczyny - dodał po wymienieniu spojrzeń z Cloyster, która się o to upomniała. - Glalie pora na nas... - wraz z tym stwierdzeniem odwołał resztę pokemonów do pokeballi.
-Idziesz? - zapytał Droy trzymając w rękach złamany na pół sztylet.
-Tak, pomęczymy go aż się zgodzi - uśmiechnął się w odpowiedzi piętnastolatek. - A ty tym razem kup coś wytrzymalszego - wskazał ze śmiechem na pozostałości po jego "broni".
-Postaram się - odparł z nad wyraz widocznym udawanym zmartwieniem w celach komicznych.
-To do potem.
-Na razie.
-Czekaj, pójdę z tobą! - wtrącił Dave zanim wszyscy się rozeszli.
-Ze mną? - dopytał Michał.
-No!
-Ok.
Chwilę później ponownie pożegnali się Droy'em i ruszyli w stronę posiadłości Rohana. Idąc już w miarę znaną ulicą Michał zauważył, że jego towarzysz wygląda na takiego, który chce coś powiedzieć, a przynajmniej sprawiał takie wrażenie.
-Jak trening? - zapytał Zoldrey przerywając niezręczną ciszę.
Dave odpowiedział z lekkim opóźnieniem.
-W miarę.
-Rozumiem... myślałem, że masz jakieś zajęcia. Trochę mnie to zdziwiło, że chciałeś ze mną iść - wyznał czarnowłosy pstrykając zadziornie Glalie, a po chwili zakładając ręce za tył głowy.
Pokemon zrobił to samo dźgając go rogiem, oboje promieniowali uśmiechem.
-Myślę, że to będzie ciekawsze, chce poznać tego świra - odparł Dave.
-Wiesz, że to tak jakby misja samobójcza? - zaśmiał się Michał.
Blondyn po krótkim namyśle zrobił to samo.
-Chyba chcesz mi coś powiedzieć, łatwo się domyślić - zauważył Zoldrey.
Dave skrzywił nieco twarz, choć dalej wyglądała radośnie.
-... Po tym wszystkim co się stało w Prizmanii nie mogłem spać po nocach... - wyznał w końcu Ward.
Michał mimowolnie spoważniał.
-Nic dziwnego - odparł. - Czemu o tym nie mówiłeś? W sumie nawet nie zainteresowałem się tym jak dobrze to znosisz, wybacz...
-Z-zrobiłem to specjalnie żeby nikt się nie martwił głupku! - wyznał Dave czerwieniąc się na twarzy z zakłopotania.
-Ooh, jakie lekkie przezwisko... dziwne - odparł Michał lekko chichocząc.
-... Mimo wszystko dzięki temu, że tam byłem w końcu... choć trochę... stałem się silniejszy i mniej tchórzliwy. Cieszę się... - wyznał zaskakując przyjaciela. - No co?! - warknął zawstydzony.
-Nic - powiedział w końcu Michał po chwilowym milczeniu. - Cieszę się razem z tobą - dodał z szerokim uśmiechem.
-Dobra chodźmy szybciej! - oznajmił Dave nie chcąc przedłużać tej niekomfortowej sytuacji.
-Ta...
Wtem zatrzymał ich jakiś nastoletni chłopak.
-Jesteś trenerem? - posłał pytanie w stronę Michała na co on tylko kiwnął głową. - Zawalczymy?
Młody Zoldrey tylko się uśmiechnął.
-Jasne.

Jakiś czas później po powrocie z posiadłości Rohana...

-On jest bardziej ześwirowany niż myślałem... - stwierdził zażenowany Dave.
Michał był tak zmęczony proszeniem i próba przekonania mężczyzny, że prawie nie miał siły iść.
-Nie wierzę... nawet małego kroczka do przodu... uparty jak osioł... - narzekał ze zrezygnowaną miną.
Glalie również był zmęczony.
-Spokojnie jeszcze tam wrócimy, a właściwie to będziemy wracać aż w końcu odpuści! - powiedział z entuzjazmem w stronę swojego podopiecznego, który od razu poparł jego zapał.
-Powiedział mniej uparty... - zaśmiał się Dave.
-Trudno się nie zgodzić.
Następnie wrócili przed Centrum Pokemon gdzie spotkali także Amelię i Droy'a.
-Znów byłeś u niego prawda? Jak poszło? - zapytała czerwonowłosa.
Hannys odpowiedz wywnioskował zaledwie po mimice twarzy przyjaciela.
-Chyba niezbyt dobrze... - powiedział blondyn.
-Ta... - westchnął Michał załamując ręce. - No nie ważne, chodźmy do środka, a ty Glalie wracaj, bo muszę oddać was na kontrolę siostrze Joy... - oznajmił odwołując lodowego stworka do pokeballa.
Po chwili weszli do pomieszczenia i znaleźli się przy ladzie.
-Proszę się nimi zająć - powiedział nastolatek.
Pielęgniarka z uśmiechem na twarzy zabrała sześć jego czerwono-białych kul.
-Udało ci się dogadać z panem Rohanem? - zapytała nagle Joy.
-Cóż... - oparł ze znużenia ręce na blacie. - Miała pani rację mówiąc, że jest kłopotliwy, ale nie odpuszczę mu tak łatwo - oznajmił.
-Ha! O to właśnie chodzi - pochwaliła entuzjastycznie kobieta.
Czekając na powrót pokemonów Michała cała czwórka spędziła czas na rozmowie w środku.
-Proszę, twoi podopieczni są w świetnej kondycji - powiedziała siostra Joy oddając Zoldrey'owi jego pokeballe.
-Dziękuję - odparł nastolatek w towarzystwie pozostałej trójki.
-Swoją drogą słyszeliście o dzisiejszym wydarzeniu? - zapytała różowowłosa zatrzymując ich.
-Jakim wydarzeniu? - powtórzył Michał.
-Jak już wiecie miasto Fuszido jest bardzo związane z naturą. Co jakiś czas organizujemy specjalne ogniska na których przywołujemy pokemony z lasu i razem z nimi dziękujemy naturze, a oprócz tego jest mnóstwo atrakcji - zabawy, tańce i tego typu sprawy. Można fajnie spędzić czas. Polecam przyjść zaczynamy o dwudziestej na samym środku miasta, na pewno traficie. To naprawdę duże ognisko... - wyjaśniła pielęgniarka.
Michał patrząc na resztę po chwilowym namyśle odpowiedział.
-... Może z czystej ciekawości przyjdziemy sprawdzić - oznajmił odchodząc od lady.
Następnie po dłuższym zastanowieniu się nad propozycją kobiety stwierdzili, że naprawdę tam pójdą. Do wydarzenia pozostało kilka godzin, nie mając nic do roboty spędzili ten czas w pokojach.
...

-Wow... - stwierdzili wychodząc z Centrum Pokemon około godziny dwudziestej. - Te ognisko pewnie widać nawet zza miasta...
Ogień sięgał wyżej niż wszystkie budynki w całym Fuszido. To był naprawdę niespodziewany widok. Czym prędzej udali się w jego stronę. Gdy dotarli na miejsce pierwszym co zwróciło ich uwagę było multum zadowolonych ludzi i pokemonów tańczących, pijących i jedzących razem wokół ogniska, które z bliska wydawało się jeszcze bardziej ogromne. Miało swój początek na ułożonych w kupce kłodach drewna, gdzie co jakiś czas ktoś dokładał kolejne. Ogień bądź co bądź był nienaturalnie wysoki, powodem tego były cztery Alakazamy, które manipulowały nim za pomocą psychiki. Pokemonów, które były najwyraźniej dzikie wciąż przybywało, tak jakby coś je tu przyciągało.
-A więc przyszliście! - oznajmiła siostra Joy zaskakując jeszcze bardziej zdumioną już czwórkę nastolatków.
-Tak... - wymamrotał Michał.
Kobieta była ubrana w białą sukienkę na ramiączka na której widniało mnóstwo różowych wzorów w kwiatki. Włosy miała rozpuszczone, a na nogach nosiła japonki.
-Prawda, że ognisko robi wrażenie?
-Pięknie to wygląda - stwierdziła Amelia na co różowowłosa tylko przytaknęła.
Michał i reszta z początku nie wiedzieli jak się ubrać, ale ostatecznie poszli w zwyczajnych ciuchach. Odetchnęli z ulgą gdy okazało się, że zbytnio nie wyróżniają się na tle reszty.
-Te ogniska już od wielu lat są tradycją... - wyznała pielęgniarka.
Dla czwórki nastolatków całe wydarzenie zrobiło dobre wrażenie i wyglądało naprawdę ładnie, ale nie widzieli w tym większego sensu. Mimo, że teoretycznie wiedzieli o co chodzi, wykonywane czynności przez niektórych uczestników zdawały się im całkowicie niezrozumiałe. Początkowy podziw bardzo szybko minął. Przyglądali się tylko bez większego zainteresowania jak ludzie i pokemony dziękują naturze i doskonale się przy tym bawią, no i słuchali klimatycznej muzyki.
-I jak wam się podoba? - wyszeptał do pozostałej trójki Michał, tak by nazbyt radosna siostra Joy nie usłyszała.
-Jest spoko... - stwierdziła Amelia.
-Nie do końca wiem jak się zachować - uśmiechnął się Droy.
-Trochę nudno... - zarzucił Dave.
Wtem ktoś przez megafon ogłosił, że pora na tańce z partnerem. Muzyka zmieniła się na bardziej skoczną.
-Chyba czas się zmyć... - wymamrotał Zoldrey, ale trochę się z tym spóźnił.
-No dalej, ruszcie się! - oznajmiła pielęgniarka popychając Michała i Amelię bliżej ogniska gdzie wszyscy już niemal tańczyli.
Sama zgarnęła zakłopotanego Droy'a łapiąc go za ręce, a po chwili jakaś nieznajoma dziewczyna zaciągnęła także Dave'a.
-To był zły pomysł... - westchnął Michał zaczynając z przyjaciółką niezbyt umiejętny taniec.
-Tak myślisz? Bo ja uważam inaczej - odpowiedziała pomagając chłopakowi nieco z prowadzeniem.
Trzymali się za obie ręce będąc do siebie przodem. Przemieszczali się w różnych kierunkach co jakiś czas wykonując jakieś klasyczne obroty.
-Trochę mnie zaskoczyłaś... - stwierdził latając wzrokiem po wielu miejscach.
-... Kiedyś zastanawiałam się jak mógłby wyglądać nasz wspólny taniec. Teraz wiem, że nie jest tak źle...
W tamtej chwili zwolnili, a ich spojrzenia niebezpiecznie blisko się ze sobą spotkały. Amelia z lekkim rumieńcem patrzyła na niego pewnie, natomiast Michał miał z tym problem. Zaczerwienił się o wiele bardziej.
*Nie powinnam się dziwić, że tak się obok niego czuje... w końcu Droy początkowo miał być tylko zamiennikiem za Michała...* - stwierdziła w myślach czerwonowłosa szeroko się uśmiechając.
Następnie piosenka się skończyła co było równoznaczne z możliwością zakończenia tańca, albo zmianą partnera. Cała czwórka wybrała to pierwsze.
-Michał chodź na chwilę - wyszeptał Droy odłączając się z przyjacielem od reszty.
W tym czasie ktoś porwał Amelię i Dave'a z powrotem do tańca.
-O co chodzi?
-... Trochę się wam przyjrzałem i...
-I? - powtórzył Michał.
-... Ty chyba wciąż czujesz coś do Amelii - na te słowa wypowiedziane przez Droy'a brunet spuścił nieco wzrok. - Wiesz, byliśmy połączeni i już wtedy to odczułem, więc nie ma sensu zaprzeczać... - oznajmił z troskliwym wyrazem twarzy i kładąc mu dłoń na ramieniu.
-Może to i prawda... - wyznał piętnastolatek.
-... Powinniście spróbować - powiedział nagle Hannys.
-Co?
-Powinniście spróbować, Amelia też wygląda na zainteresowaną - powtórzył.
Michał wyraźnie się zdziwił.
-Przecież to twoja...
-Już nie - przerwał mu. - A poza tym ty byłeś pierwszy, więc śmiało - oznajmił blondyn.
Zoldrey na chwilę się zamyślił.
-... Kiedyś mogliśmy być razem, ale nie wyszło. Jeśli do takich rzeczy jest odpowiedni czas to był on właśnie wtedy, a poza tym to nie jest dobry moment na miłość - wyjaśnił ze swojego punktu widzenia.
-Mówię ci, że mimo wszystko powinieneś. Należy ci się trochę szczęścia! - upierał się Droy.
-Nie...  - brunet próbował dalej tłumaczyć swoją decyzję, ale ktoś mu przerwał.
-Przepraszam, mogę prosić do tańca?
Przerywającą okazała się około dwudziestoletnia dziewczyna o krótkich, czarnych włosach. Miała na sobie czarną bluzkę na ramiączkach i niebieskie szorty, oprócz tego nosiła białe adidasy. Jednak wzrok przyciągały jej mocno czerwone usta. Wyglądała naprawdę uroczo.
-Wybacz, niezbyt nadaję się do takich rzeczy... - odpowiedział Michał.
-Nie daj się prosić - oznajmiła łapiąc go za ręce. - Ok?
-No dobra...
-Żegnaj kolego! - rzuciła na koniec z uśmiechem do zdziwionego Droy'a.
Szybko znaleźli sobie miejsce i rozpoczęli taniec. Dziewczyna bardzo się do niego zbliżyła i cały czas patrzyła mu w oczy co sprawiało, że czuł się niezręcznie.
-Michał Zoldrey, prawda? - powiedziała nagle.
Chłopak bardzo się zdziwił, a nawet zląkł.
-Skąd wiesz? - zapytał marszcząc lekko brwi.
-Widziałam cię w telewizji i gazecie, nie wiem coś taki zdziwiony. Raczej większość ludzi cię rozpoznaje, jesteś sławny, ale z tej gorszej strony... - wyznała z uroczym uśmiechem.
*W sumie ma rację...* - westchnął.
-Nie rób takiej miny, spokojnie... lubię złych chłopców - oznajmiła dając mu lekkiego pstryczka w czoło. - Boże jak to głupio brzmi ha ha! - zaśmiała się obejmując go. - Jestem siostrzenicą Rohana, spotkajmy się jutro o dziesiątej przy wyjściu z miasta. Jeśli oczywiście dalej interesuje cię przekonanie go... - wyszeptała mu na ucho i oddaliła się. - Do jutra - pożegnała się posyłając mu buziaka.
-... Ok.
------------

Wybaczcie to jednodniowe spóźnienie, napisałem o wiele dłuższy rozdział niż się początkowo spodziewałem. Już wczoraj był gotowy, ale byłem zmęczony po długim jego dokańczaniu. Mówiłem, że teraz powrót do walk, a tu wcale ich nie ma xD. Wybaczcie trochę się z tym chyba pośpieszyłem, nie chcę ich wplatać na siłę dlatego tak wyszło. A więc liczę na waszą opinię i do następnego!
PS: Oficjalnie ogłaszam, że podjąłem współpracę z Martą (Lol 20240). Efekty tego ujrzycie niebawem ^_^.